W mieście, gdzie każda uliczka opowiada historię o miłości, Natalia musi napisać własną.
Natalia od lat żyje według jasno określonych zasad: kariera, konsekwencja, kontrola. To one wyniosły ją na szczyt zawodowej drogi – aż do Rzymu, na stanowisko dyrektorki w międzynarodowym banku. Uczucia? Zostawiła je za sobą. Zbyt dobrze pamięta ból złamanego serca.
Ale na jej drodze ponownie staje Andrea. Pierwsza miłość. Niedokończona historia. Kiedyś wystarczyło kilka dni, by uwierzyli, że to początek czegoś wielkiego: ukradkowe spojrzenia, pierwsze pocałunki, obietnice składane szeptem. A potem Andrea zniknął. Bez wyjaśnień. Bez pożegnania.
Teraz wraca. Z tajemnicą, którą skrywał przez lata. Tyle że Natalia nie jest już tą samą dziewczyną. I nie zamierza ryzykować, zwłaszcza że teraz jest jego przełożoną, a granice między nimi powinny być jasne. Ale przeszłość nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.
Czy można zaufać komuś, kto kiedyś zniknął bez śladu? I czy uczucia naprawdę da się kontrolować?
Bardzo chcę uargumentować przyznanie jednej gwiazdki dla tej książki. Przyznaję, że wiedziałam czego się spodziewać po tej książce, ale sięgnęłam po nią z ciekawości, jako że to debiut polskiej autorki. Nie spodziewałam się odkryć tutaj niczego nowego, motyw stary i bardzo dobrze znany. W całej książce chronologia typowego romansu została zachowana: Krótkie i intensywne poznanie - zakochanie się -nagle rozstanie/brak kontaktu - przypadkowe spotkanie - niechęć do odnowienia kontaktu tylko z jednej strony - wznowienie uczuć - zaprzeczanie - poddanie się - stan euforii - plot twist w postaci "oszukania" przez partnera - happy end.
W mojej ocenie książka napisana troszkę chaotycznie i przy redakcji/korekcie nie zauważono pewnych nieścisłości lub nie zasugerowano autorce zmiany kilku rzeczy.
1. Dowiadujemy się, że Andrea przyjechał na Maltę na tydzień i poznał Natalię w połowie wyjazdu. Od razu się sobie spodobali, spotkania, wielka miłość itp. Zostało to tak opisane, że czytelnik miał wrażenie, że to trwało co najmniej tydzień lub dwa tygodnie. W rzeczywistości, to musiały być krótkie 3-4 dni romansu nastolatki, bo dziewczyna ma wtedy 17 lat.
2. Wydarzenia w teraźniejszości zakładam, że trwają w latach 2022-2023. Jest napisane, że rok po pandemii, więc to musi być mniej więcej tak. Więc bohaterka ma ok. 30 lat kiedy obejmuje stanowisko dyrektora. Jak na standardy korporacyjne, uważam że to bardzo młody wiek i jest znikoma szansa na coś takiego w realu.
3. Tutaj możemy łatwo policzyć, że ich spotkanie i związek trwał mniej więcej w ok. 2010 roku. I tutaj znowu mam pewien zgrzyt.. w 2010 roku telefony stacjonarne i bardzo drogie rozmowy zagranicę? Możliwe, że to drugie, ale wtedy era telefonów komórkowych była w rozkwicie. Tak samo internet, w tym czasie już mało kto nie miał do niego dostępu. A skoro Natalia miała internet i używała już Facebooka, to dlaczego nie używała do rozmów Skype'a? Ta aplikacja była wtedy w szczytowej formie. Także rozmowy mogły odbywać się codziennie... Cała ta linia czasowa nie zgrywa mi się. Autorka pisze tak, żeby dać poczucie bardzo odległych czasów, kiedy internet ledwo zipiał i zagraniczna miłość miała małe szanse na przetrwanie, ale oni byli silniejsi... Ale jednak jest to w takich czasach, że to już nie było takie trudne.
4. Według mnie, jeżeli dorosła kobieta rozpamiętuje czterodniowy nastoletni romans, to powinna z kimś o tym porozmawiać. Tak, bycie zignorowaną boli, rozumiem zranienie ale przeżywanie tego przez 12 lat jest dziwne. Szczególnie jak zauważymy ile ten związek trwał. I że widzieli się zaledwie dwa razy...
5. Bazując na własnych doświadczeniach z AI, nie wydaje mi się, że w 2022-2023 roku były aż tak zaawansowane programy AI, o których pisze autorka. Nawet jeżeli jakieś firmy już miały "prototypy", to zapewnie były kosmicznie drogie, a przecież Natalia szukała oszczędności, by uniknąć zwolnień. I te programy AI miały w tym pomóc.
6. Za dużo korporacyjnych słów. Mało kto mówi aż tak tym językiem.. pojedyncze wstawki tak, ale zdanie nie są aż tak naszpikowane tym słownictwem.
7. Natalia zamartwiała się, że Andrea ją oszukał i to on spowodował wypadek. A gdyby tak było, to byłby powód dlaczego się do niej nie odzywał. Zastanawiała się, co się stało z ojcem skoro nie umarł. No tutaj już nie pomyślała, że może ojciec żyje ale siedzi w więzieniu i dlatego Andrea o tym nie mówi?
Książka bardzo podstawowa, historia którą można szybko przeczytać/posłuchać i jeszcze szybciej zapomnieć, bo niestety nie ma tutaj nic świeżego. Opisy i dialogi też nie były szczególnie rozbudowane lub błyskotliwe. Nie mój klimat i styl, jak lubię romanse i chętnie je czytam, tak ten sprawia, że zrobię sobie przerwę.
„Miłość na pełny etat” Patrycji Fidelus to debiutancka powieść, która uświadamia, że uczucia, nawet po wielu latach, potrafią wrócić w najmniej spodziewanym momencie. To historia o drugiej szansie, niewypowiedzianych słowach i tajemnicach, które miały ogromny wpływ na życie bohaterów.
👒 Główną bohaterką jest Natalia – ambitna i spełniona zawodowo kobieta, która od lat mieszka w Rzymie. Skupiona przede wszystkim na pracy, konsekwentnie buduje swoją karierę, nie zostawiając zbyt wiele miejsca na życie uczuciowe. Wszystko się zmienia w chwili, gdy ponownie spotyka Andreę, swoją pierwszą miłość. To spotkanie otwiera dawno zamknięty rozdział i zmusza ich oboje do zmierzenia się z przeszłością, która wciąż nie daje o sobie zapomnieć. 👒
Autorka przeplata teraźniejszość wydarzeniami z przeszłości. Dzięki temu stopniowo poznajemy historię Natalii i Andrei, a kolejne rozdziały powoli odpowiadają na pytania, które pojawiają się podczas lektury. Natalia to bohaterka z krwi i kości, którą łatwo zrozumieć. Kobieta wciąż nosi w sobie ślad dawnych wydarzeń, dlatego ostrożnie podchodzi do ponownego spotkania z Andreą. Jej emocje, niepewność, tęsknota i próba zachowania dystansu zostały pokazane bardzo naturalnie, dzięki czemu bez problemu mogłam wczuć się w jej sytuację.
Książka potrafi mocno zaangażować emocjonalnie. Nie brakuje napięcia, niepewności i momentów, które sprawiają, że trudno odłożyć ją na później. Styl autorki jest lekki. Wiele emocji ukrytych jest między wierszami, dzięki czemu historia nie wydaje się powierzchowna, a czytelnik sam musi odczytywać część znaczeń i emocji bohaterów.
Rzym zachwyca swoim klimatem i sprawia, że podczas czytania można choć na chwilę przenieść się do słonecznych Włoch. Dodatkowym smaczkiem są fragmenty rozgrywające się na Malcie, które jeszcze bardziej podkreślają wakacyjny charakter tej historii. Podobało mi się także realistyczne przedstawienie pracy w korporacji: zawodowe obowiązki i codzienne wyzwania bohaterów zostały pokazane w bardzo naturalny sposób, przez znajomość autorki, która sama obraca się w tym towarzystwie.
„Miłość na pełny etat” to historia pełna subtelnych emocji, ukrytych między słowami i refleksji, które zostają w sercu na długo. O miłości, która bywa trudna, o decyzjach, które zostają w sercu na zawsze, i o przeszłości, która cicho przenika do teraźniejszości. Jeśli lubicie powieści obyczajowe z romantycznym wątkiem, pięknymi miejscami i bohaterami, których losy angażują od pierwszych stron, to ta historia będzie świetnym wyborem.🩷👒✨
„Miłość na pełny etat” Patrycji Fidelus to ciepła powieść obyczajowa o drugich szansach, trudnych wyborach i uczuciach, które mimo upływu czasu wcale nie muszą wygasnąć. To historia pokazująca, że nawet jeśli życie wydaje się idealnie poukładane, jeden niespodziewany moment może zmienić wszystko. 📖✨
Poznajemy Natalię – ambitną kobietę, która od lat mieszka w Rzymie i robi karierę jako dyrektorka banku. 🇮🇹 Praca jest dla niej priorytetem, a zawodowe sukcesy dają poczucie stabilizacji. Wszystko zmienia się jednak, gdy w firmie pojawia się Andrea – mężczyzna, który przed laty złamał jej serce. Ich ponowne spotkanie otwiera drzwi do wspomnień i pytań, które przez długi czas pozostawały bez odpowiedzi. 💔
Bardzo spodobało mi się, że autorka nie odkrywa wszystkich kart od razu. Przeszłość bohaterów poznajemy stopniowo, dzięki przeplataniu teraźniejszości z wydarzeniami sprzed trzynastu lat. To sprawia, że z każdą kolejną stroną coraz bardziej chciałam dowiedzieć się, co tak naprawdę wydarzyło się między Natalią i Andreą oraz dlaczego ich wakacyjna miłość zakończyła się tak nagle. 👀
To debiut Patrycji Fidelus, ale podczas lektury trudno odnieść takie wrażenie. Historia jest dobrze przemyślana, a bohaterowie wypadają bardzo naturalnie. Każdy z nich ma swoje słabości, popełnia błędy i mierzy się z konsekwencjami dawnych decyzji, dzięki czemu łatwo zaangażować się w ich losy. ❤️
Ogromnym atutem książki jest także autentyczność. Zarówno Rzym, jak i Malta zostały opisane w taki sposób, że bez problemu można wyobrazić sobie miejsca, w których toczy się akcja. ☀️🌊 Nie są to jedynie pocztówkowe opisy, ale miasta, które naprawdę żyją i stają się częścią tej historii. Równie wiarygodnie wypada świat korporacji. 💼 Codzienna praca, obowiązki, procedury i zawodowe wyzwania zostały przedstawione bardzo realistycznie, co dodatkowo sprawia, że cała opowieść wydaje się jeszcze bardziej prawdziwa.
„Miłość na pełny etat” to spokojna, pełna emocji historia o miłości, wybaczaniu i odwadze do rozpoczęcia nowego rozdziału. 💕 Jeśli lubicie powieści obyczajowe z romantycznym wątkiem, które oprócz wzruszeń zostawiają również miejsce na refleksję, zdecydowanie warto po nią sięgnąć. To idealna propozycja na spokojny wieczór z kubkiem herbaty. 📚☕
⭐️Moja ocena: 8/10 (współpraca reklamowa: Wydawnictwo CzwartaStrona)
"Miłość na pełny etat" jest bardzo udanym debiutem Patrycji Fidelus. Moja intuicja ponownie mnie nie zawiodła i trafiłam na historię, która okazała się idealnym wyborem na letni czas.
Natalia przeprowadza się do Rzymu, gdzie obejmuje odpowiedzialne stanowisko dyrektorki w banku. Dzięki wytężonej pracy osiąga sukces. A co z uczuciami? Po złamanym sercu nie chce się z nikim wiązać. Jednak na jej drodze ponownie staje Andrea - pierwsza miłość i niedokończona historia. Jaką tajemnicę skrywa mężczyzna? Dlaczego zniknął bez słowa i pożegnania? Natalia od tego czasu zmieniła się, nie chce ryzykować, tym bardziej że jest jego przełożoną. Mamy tu przełamanie schematu, gdzie to nie mężczyzna a kobieta piastuje wyższe stanowisko.
Autorka dobrze ukazała głębię psychologiczną bohaterów. Wchodzimy w dylematy i przemyślenia głównej bohaterki. Mamy tu nakreślony lęk przed ponownym zranieniem, mechanizmy samokontroli i trudny proces odbudowywania zaufania. Ciężko jest ponownie zaufać komuś, kto już raz je zawiódł. I to na całej linii. Tak się po prostu nie postępuje. Nie odchodzi się bez wyjaśnień. Ale czy uczucia można kontrolować? Bo Natalia ma wszystko pod kontrolą. A to jedno? Jak zapomnieć o bólu odrzucenia, żalu? Towarzyszymy bohaterom we wzlotach i upadkach. Z kolei słowne przepychanki między nimi dodają książce pazura.
Wszystko w tej książce wypadło naturalnie i wiarygodnie. Od bohaterów, poprzez ich uczucia, korporacyjną rzeczywistość z blaskami, cieniami i zależnościami, po wydarzenia. To romans, który angażuje od pierwszej strony.
Włochy i Rzym nie są tu jedynie miejscem akcji, ale jakby równoprawnym bohaterem powieści. Wyraźnie czuć gorący włoski klimat. Wraz z postaciami oddajemy się spacerom uliczkami Wiecznego Miasta, czujemy ten żar przy Koloseum, słyszymy gwar przy Panteonie, wąchamy, smakujemy, zachwycamy się kolorami. To wszystko doskonale kontrastuje z chłodnym światem korporacyjnych finansów.
"Miłość na pełny etat" to pełen emocji i pragnień romans biurowy o tajemnicach, kłamstwach, zranieniu, rozczarowaniach, odbudowywaniu zaufania i drugich szansach. Czy rozsądek wygra z przeszłością i miłością? Macie ochotę, aby wybrać się w podróż skąpaną włoskim słońcem Rzymu?
Ależ udał się Patrycji autorce ten debiut! A może inaczej, ponieważ nie znoszę określenia „udał”. Patrycja Fidelus debiutuje cudownie klimatyczną powieścią z wątkiem romantycznym i robi to z wielką klasą. Tak, tego słowa szukałam. To klimatyczny, wakacyjny romans z klasą.
Malta. Rzym. Dwie linie czasowe. Ona i on. Ona. Natalia Wiśniewska, dyrektorka oddziału rzymskiej filii korporacji. I on. Andrea Rossi, nowy szef działu IT, a prywatnie pierwsza, wielka miłość Natalii sprzed 13 lat, która niespodziewanie wkracza w jej obecne, poukładane (przynajmniej do tego momentu) życie.
Kilkanaście lat temu, podczas kursu językowego na Malcie, 17-letnia Natalia poznała Andreę, chłopaka, który wywrócił jej świat do góry nogami… a następnie złamał serce. Jego powrót burzy jej ustabilizowane życie, zmuszając kobietę do skonfrontowania się z uczuciami, które nigdy do końca nie wygasły, mimo nowego związku, mimo powodzenia w życiu zawodowym. Ta historia nie miała prawa się wydarzyć. Nie było jej w planie. Życie jednak miało swój własny :)
Jak cudownie to się czytało! Naprawdę. Nie jestem miłośniczką romansów, ale jestem absolutną fanką nastrojowych powieści wakacyjnych. Partycja lekkością pióra i autentycznością miejsca akcji, zarówno tej biurowej, jak i miasta, przekonała mnie nawet do tej historii miłosnej. Autorka stworzyła ciepły i emocjonalny romans, opowieść o uczuciu rozwijającym się wśród biurowych realiów, gdzie ta surowa, zimna i do bólu uporządkowana przestrzeń świata finansów zderza się z pełną życia, gorącą atmosferą słonecznego Rzymu :) Możecie więc sobie wyobrazić, jak szybko połykałam jego strony, tęsknie spoglądając w okno, w ten deszczowy, krakowski pejzaż.
I choć, owszem, „Miłość na pełny etat” bazuje na pewnym romansowym schemacie, to jest to mój absolutnie ulubiony schemat, z kluczowymi wątkami, które wyjątkowo w tym gatunku sobie upodobałam :) Jeśli więc kochacie romantyczny motyw drugiej szansy lub enemies to lovers, „Miłości na pełny etat” absolutnie nie możecie pominąć :)
Urlop jeszcze przed Wami? Koniecznie zróbcie miejsce w walizce na tę powieść!
Natalia jest dyrektorką w międzynarodowym banku w Rzymie. To kariera jest dla niej priorytetem, a w życiu kieruje się konkretnymi zasadami. Jej doświadczenia życiowe nie pozwolą już, by uczucia przyćmiły, to co dla niej najważniejsze 🙌🏻
W jej firmie szukają nowego pracownika na stanowisko głównego programisty. Ku niezadowoleniu głównej bohaterki, najlepszym kandydatem na to stanowisko okazuje się jej były chłopak i jednocześnie jej pierwsza miłość. Andrea 🩷
W książce zostały poprowadzone dwie linie czasowe. Jedna z nich przenosi nas na Maltę, gdzie Natalia uczyła się angielskiego i poznała Andreę. I druga linia, gdzie po wielu latach ich drogi znowu się splatają. Tym razem w Rzymie. Bardzo lubię ten zabieg 🥰
Pojawienie się go w firmie przywołuje Natalii wiele wspomnień i emocji. To on zniknął z jej życia z dnia na dzień, niczego nie tłumacząc. Zostawił ją ze złamanym sercem i pięknymi wspomnieniami 💔
Na samym początku, muszę zaznaczyć, że motyw drugiej szansy nie jest moim ulubionym i raczej sięgam po inne. Jednak myślę, że ta książka go odczarowała i sprawiła, że chętniej będę go wybierać. Sama nie wiem, czy wcześniej czytałam coś z takim motywem 🤔
Bardzo lubię romanse osadzone w miejscu pracy. Codzienność tej korporacji została bardzo wiarygodnie przedstawiona. Podobały mi się dialogi pełne slangu korporacyjnego i modowe akcenty. Świetne! 🔥
Muszę przyznać, że przez około 2/3 książki główny bohater strasznie mnie irytował i działał mi na nerwy. Jednak moje nastawienie się zmieniło, po tym jak wyjaśnił, dlaczego w przeszłości tak się zachował i jaki sekret skrywał. Zaś Natalię polubiłam od pierwszych stron 🫶🏻
Dzięki opisom autorki, na te kilka dni przeniosłam się do słonecznego Rzymu i nie chciałam z niego wracać, dlatego kolejną książkę, jaką wybrałam, to również taką, której akcja dzieje się w Rzymie 🍕
Czytając tę książkę, pojawiła mi się w głowie taka myśl, że niektóre fragmenty mogłyby być nieco skrócone, żeby inne, te ważniejsze mogły być bardziej rozbudowane, np. więcej rozwoju relacji głównych bohaterów 👩🏻❤️👨🏻
Jeśli lubisz drugie szanse, romanse biurowe i tajemnice z przeszłości, a to wszystko w malowniczym Rzymie, to książka dla Ciebie. Lekka, przyjemna i idealna na lato, a pióro autorki sprawia, że czyta się ją naprawdę szybko ❣️
Czasem warto przeczytać całą książkę dla choćby jednego genialnego zdania. W przypadku „Miłości na pełny etat” Patrycji Kowal-Fidelus ten kompromis nie jest jednak konieczny – trafnych, zapadających w pamięć myśli, które ma się ochotę natychmiast podkreślić ołówkiem, jest tu całe mnóstwo. To powieść, która uderza przede wszystkim odwagą. Osadzenie głównego wątku miłosnego w chłodnym, zorientowanym na cele i wyniki środowisku korporacyjnym nadaje tej historii niezwykłej dynamiki emocjonalnej i sytuacyjnej. Kowal-Fidelus unika pułapki schematycznego romansu. Jej postacie emanują autentycznością – to ludzie z krwi i kości, w których odnajdujemy własne wahania, ambicje i lęki przed odsłonięciem swoich prawdziwych uczuć w świecie, który na co dzień wymaga od nich zakładania profesjonalnych masek. Tłem dla tych zawirowań są zachwycające, oddane z niezwykłym pietyzmem scenerie Rzymu i Malty. Te malownicze krajobrazy pełnią tu jednak znacznie głębszą funkcję niż tylko estetyczny przerywnik. Autorka z dużą wrażliwością przypomina, że gdziekolwiek nie uciekniemy – czy będzie to skąpana w słońcu maltańska plaża, czy rzymska uliczka – nasze życie wewnętrzne, dylematy i emocje zawsze podróżują razem z nami. Życie jest jedno i stanowi nierozerwalną całość. Nie da się oddzielić „ja” zawodowego od „ja” prywatnego, a miłość, jeśli jest prawdziwa, przenika każdy z tych obszarów, ignorując biurowe hierarchie. Największym triumfem tej książki jest sposób, w jaki zderza ona bezlitosny pragmatyzm biznesu z najczystszą ludzką wrażliwością. „Miłość na pełny etat” to nie tylko opowieść o uczuciu; to błyskotliwe przypomnienie, że choć na co dzień świetnie zarządzamy projektami i budżetami, w obliczu prawdziwych emocji wszyscy jesteśmy równie bezbronni. To książka, która uczy, że na życie i miłość po prostu nie da się wziąć urlopu. BB
Historia zabiera nas do skąpanego w słońcu Rzymu, gdzie zapach kawy otula nas na każdym rogu. Natalia jest ambitną kobietą, która całe życie podporządkowała karierze, wierząc, że kontrola nad emocjami uchronią ją przed kolejnym bólem. Wszystko zmienia się, kiedy na jej drodze staje pierwsza miłość i człowiek, który złamał jej serce. Przeszłość zaczyna mieszać się z teraźniejszością, pokazując co wydarzyło się 13 lat temu.
Największym atutem jest autentyczność. Czuć, że Autorka doskonale zna korporacyjne realia, jak i miejsca o których pisze. Rzym nie jest malowniczym tłem, ale żyje własnym rytmem, pachnie espresso i włoską kuchnią. Tworzy klimat, który idealnie kontrastuje z chłodnym światem bankowości, procedur i zawodowych ambicji.
Bardzo dobrze był pokazany motyw drugiej szansy. Często mówimy, że nie każdy na nie zasługuje, ale życie rzadko bywa tak proste. Czasem za dawnymi błędami stoją okoliczności, których nie znamy, a pozostawione rany są zbyt głębokie, by ponownie komuś zaufać. Wybaczenie nie zawsze oznacza zapomnienie, a miłość nie wystarcza, by odbudować to, co kiedyś zostało zniszczone.
Książka jest powieścią idealną na letni wieczór. Momentami miałam ochotę na więcej emocji, głębsze rozwinięcie retrospekcji i mocniej zarysowane postacie drugoplanowe, ale całość czyta się szybko i z zainteresowaniem. To udany debiut, który pokazuje potencjał Autorki i pozostawia apetyt na kolejne historie.
Zacznijmy od tego, że połączenie romansu, korpoświata i Rzymu jako głównego miejsca akcji, brzmi jak przepis na naprawdę wciągającą historię, co Patrycja oczywiście świetnie wykorzystała.
Natalia jest bardzo ambitną kobietą, która opanowała sztukę organizowania życia niemal do perfekcji: dyrektorka w międzynarodowym banku, szpilki Louboutina na co dzień i związek (co prawda na odległość, ale jednak). Zdaje się, że ma wszystko, a jednak... Kiedy w jej życiu ponownie pojawia się jej pierwsza prawdziwa miłość – Andrea, ten misternie poukładany świat zaczyna się chwiać.
Historia prowadzona jest na dwóch płaszczyznach czasowych, stopniowo odsłaniając przeszłość bohaterów. Świetnie, że Patrycja nie wyłożyła od razu wszystkich kart na stół, bo dzięki temu przez sporą część książki moja ciekawość co do tego, co właściwie wydarzyło się przed laty między Andreą a Natalią, była skutecznie podsycana.
Główna bohaterka wzbudza sympatię, a do tego wypada bardzo wiarygodnie. Jest ostrożność, trochę żalu, trochę tęsknoty i napięcie wywołane zarówno pracą, jak i nieoczekiwaną obecnością pewnego jegomościa. No i oczywiście wspaniale wypada sam Rzym. W tej książce naprawdę czuć włoski klimat. Tutaj brawa dla autorki, która zaserwowała tak barwne, a jednocześnie lekkie w odbiorze opisy, że z każdą kolejną stroną czułam, jak włoska atmosfera coraz bardziej mnie pochłania.
I jeszcze jedno. Parę razy podczas czytania naprawdę się uśmiechnęłam, bo było kilka zabawnych momentów. Muszę też dodać, że książka ma pewien nieoczekiwany walor edukacyjny – dowiedziałam się, co podobno najlepiej pomaga na kaca. 🤭
Cóż mogę więcej powiedzieć? Po zakończeniu lektury poszłam sobie przyrządzić makaron, a to chyba o czymś świadczy. 😉🤌