Jest rok 2037. Po trzech latach od najkrwawszej rebelii w historii New Horizon porucznik Jared Quinn wraca do służby w wydziale zabójstw. Nad bezpieczeństwem obywateli czuwa teraz Riot Shield – cybernetyczny stróż prawa, który wyręcza dochodzeniówkę niemal we wszystkim, od wykrycia potencjalnego przestępstwa, po ujęcie sprawcy. Szybko jednak nieuchwytny morderca zmusza śledczych do powrotu do tradycyjnych metod.
Quinn, zmagający się z traumatycznymi wspomnieniami, kryzysem tożsamości, mrocznymi snami i obsesyjną żądzą zemsty na Mai – syntetycznej ex-policjantce i swojej dawnej partnerce – jest bliski paranoi z prawdziwego zdarzenia. Gdy odkrywa, jak wiele łączy go z zabójcą, od obłędu dzieli go już tylko krok…
Rocznik 87. Wrocławianka całym sercem i duszą. Z charakteru wredna i pyskata wiedźma, pełna optymizmu pesymistka, ambitny leniuch, pogodna maruda, zagorzała domatorka na obczyźnie, słowem, posiadaczka niepowtarzalnego zestawu cech, który gwarantuje, że cokolwiek by się nie działo, zawsze znajdzie się powód do narzekania – jej ulubionego zajęcia. Cierpi na chorobliwy nadmiar pomysłów oraz chroniczny brak wolnego czasu.
Ukończyła studia na Uniwersytecie Walijskim i przez najbliższy rok będzie zgłębiać tajniki psychologii rozwojowej na uniwersytecie w York. Z wykształcenia psycholog i kryminolog, z zamiłowania pisarka.
Zadebiutowała Całą prawdą o PPM (antologia Kochali się, że strach, Fabryka Słów, 2007), a o jej przyprawionych szczyptą magii i odrobiną niesamowitości walijskich doświadczeniach można czytać w opowiadaniu Shade (antologia Nawiedziny, Fabryka Słów, 2009). Pisać zaczęła gdzieś w okolicach dwunastego roku życia, przestać natomiast – ku udręce niektórych - nie zamierza nigdy.
Zastanawiam się, jak tę powieść odbiera czytelnik, który nie jest neurobiologiem. Bo to jest taka nerdksiążka, że miałam odruch szukania odwołań do publikacji :> Wyobrażam sobie jury Kwazara radośnie popiskujące nad tekstem :) Wszystko, o ile mogę to ocenić, podane przystępnie. Strona literacka bez zarzutu. Kawał dobrego cyberpunku oraz procedural - nie przełamuje gatunku, ale wyróżnia się realistycznym detalem. Miejscami zazdroszczę. Kończy się niestety cliffhangerem i mam nadzieję, że kontynuacja będzie.
Zaskakująco dobra książka; ma zapadającego w pamięć protagonistę i pozbawioną zauważalnych luk warstwę fabularną, nie dłuży się, nie razi wklejonymi na siłę opisami świata przyszłości. Fani cyberpunku podczas przewracania kolejnych stron bądź pukania w Kindla z pewnością poczują się jak u siebie. 8+
Ta książka jest tak nierówna, że szkoda gadać. Pierwsza cześć to usypiaczy i prawie chciałam ją odłożyć i można spokojnie nazwać ja swoistym „fillerem”, który ma czytelnika zabrać do jego prawdziwej treści i zostawić go na cliffhangerze. Chce przeczytać drugi tom, ale boje się powtórki z rozgrywki. Że zacznę czytać, będą flaki z olejem (jak w tej części) a dopiero końcówka będzie fajna. I tylko za tą końcówkę daje 4 gwiazdki bo inaczej byłyby 3.
Świetna cyberpunkowa opowieść o dość nieprzyjemnym świecie, w którym granica między ludźmi z implantami i wszczepkami wszelkiego rodzaju a androidami jest bardzo cienka, niezależnie od tego, jak bardzo ludzie chcieliby odmówić człowieczeństwa "syntetykom". Ten problem zręcznie streszcza doskonała scena z pogrzebem zwierzaka córki głównego bohatera, porucznika Jareda Quinna. Maya, replikantka, partnerka porucznika, mówi do niego ze zdziwienie: "Wierzysz, że koty posiadają duszę. ..Całokształt dyspozycji psychicznych, uczuciowych i intelektualnych składających się na osobowość. Nieśmiertelny pierwiastek, który ożywia ciało i opuszcza je w chwili śmierci. Ben to zwierzę, a jednak chcesz go pochować jak człowieka. A co ze mną? Dezaktywowanym androidom nie urządza się pogrzebów. Czy to znaczy, że ja nie mam duszy, Red?". Ten filozoficzny problem podaje autorka w atrakcyjnej formie wciągającej akcji, ciekawie zbudowanego świata, lekko dystopijnego, dobrze rokujących postaci. Nie mogę się doczekać kolejnego tomu.
To na pewno pisała polska autorka? Czytając kilku słynnych, współczesnych polskich autorów, m.in. Rogozińskiego czy Kisiel, zauważyłam charakterystyczny "polski" styl pisania, "polski" humor, który objawia się trochę absurdalnym smaczniej, humorem zza domowego pieca, który musi obfitować w dziwne porównania i metafory. Raduchowska powiedziała nie. Napisała książkę naprawdę zbliżoną stylem do amerykańskich powieści. Czy to dobrze, czy to źle? Trudno powiedzieć. Na pewno książkę czytało się w porządku. Nie powaliła mnie, ameryki nie odkryła, a zakończenie (czytaj: ostatnie 100 stron) lekko i czasem mocno zawiodło, ale mimo wszystko to było całkiem fajne. Lekko się czytało, choć mówię. Potencjał, który drzemał w niektórych wątkach, autorka nie wykorzystała.Szczególnie jeśli chodzi o tytułowe "Łzy Mai". Czegoś mi tu brakowało. Nie mniej, na polskim tynku książki, pozycja intrygująca :)
Oczywiście nie zorientowałam się przez tak długi okres czytania, że to jest książka, będąca częścią serii, a przynajmniej tak jest napisane na końcu. Z tego powodu zdziwiłam się, na ostatnich 10 stronach, kiedy akcja była totalnie nierozwiązana i nic nie wiedziałam, kiedy to się wszystko ma rozstrzygnąć. I już się zdążyłam nakręcić, że to będzie zrobione po łebkach i w jednym zdaniu nagle dostanę wiadomość „to Isobel”. Na razie nie wiem, czy to Isobel czy nie, zabija te replikantki, ale nie ma tu zbyt wielu bohaterów, kogo można podejrzewać? Dwóch kandydatów do zbrodni eliminuje się samo, w ciągu trwania akcji i zostaje Isobel 😆 Wiem, że to idiotyczne, ale mam tez co do tego pewna teorie. Albo autorka zorientowała się, że nie ma totalnie żadnego kandydata do bycia mordercą i uznała, że w drugiej książce zdąży to wymyślić, albo źle zaplanowała sobie cała fabule i nie starczyło czasu, żeby to rozwiązać, bo uważam, że ta książka spokojnie mogłaby być dłuższa. Jeszcze trzecia opcja w która nie chce mi się wierzyć, że po prostu zaplanowała, że to będzie seria. Żadna z tych opcji nie jest negatywna, nawet jeśli wystąpiły jakieś nieścisłości podczas jej pisania tej książki, to one i tak wychodzą na plus. Wkurzyłabym się niemiłosiernie, gdyby na koniec Jarek nagle z Maya nawiązał romans albo okazałoby się, że ciagle mieli romans. To by było tak przewidywalne, a jednocześnie nierealne, bo zaprzecza całemu jego światopoglądowi i nie mieści się w ogóle w opcjach jego zachowań. Jak dla mnie zbyt łatwo daje się pod koniec przekonać Mai, ale gdyby tego nie zrobił to sama nie wiem w którym kierunku by to poszło. Tytuł, nie wiedząc nic o tej książce wydaje się tak prosty, ze aż infantylny i dziwnie nie pasuje do science fiction. Jakoś za bardzo jest to skierowane na taką prywatę, może w stronę romansu czy jakiejś obyczajowki, ale cała książka jest napisana tak rzeczowym stylem, tak pozbawionym jakiegoś rozczulania się nad szczegółami, że totalnie odbiega od tego wrażenia, które pozostawia tytuł. Który zreszta w ostatnim rozdziale jest wyjaśniony, ten wątek jest nawet wzruszajacy (inside joke trochę) i teraz bardzo liczę na kontynuacje tego. Powiedzieć, że wow jestem w szoku że Polka to napisała to już trochę wstyd bo od lat wiadomo, że mamy dobrych polskich pisarzy i już nie powinno to zaskakiwać, natomiast nie wiem czy wcześniej czytałam polskie science fiction, ale cieszę się, że od tego zaczęłam i mimo ze czytałam to strasznie długo i pogubiłam się 200 razy z powodu odkładania tej książki. Nie ma 5 gwiazdek bo nie mogę zapomnieć o niektórych rzeczach których mi brakowało - za mało szczegółow z życia codziennego bohatera, żona, dzieci, ich wychowanie, codzienne życie w tak zaawansowanej technologii. Tę technologie praktycznie można zobaczyć tylko w takich sprawach wagi zawodowej. Nie ogarnęłam tego może, a może tego nie było, ale czy poza tym miastem coś istnieje w tym świecie? Jest NEW Horizon i banici za Murem i to tyle. Jak w latach 30 XX wieku można żyć w takim zamknięciu? Czy oni nie podróżują kurna do Egiptu albo ba Islandię w 20 min tymi swoimi hoverami? Gdzieś to umknęło. Rozpęd był duży w opisie świata i życia bohatera, ale dlatego że jak to bywa w science fiction było tego dużo, było skomplikowane i to wykreowane życie w innej rzeczywistości ma milion szczegółow, łatwo można coś przegapić. Ale jak na książkę która wzięłam przypadkiem jako pierwszą lepszą to cieszę się, że na nią jednak trafiłam bo na pewno nie zmarnowałam czasu, dobra robota 😎
Są takie książki, kiedy już w trakcie czytania cieszę się, że czeka kolejny tom. Tak było tutaj. Opowieść wciąga po uszy, angażuje zarówno wątek kryminalny jak i bohaterowie i świat stworzony przez autorkę. A świat ten ma w sobie dużo z Blade Runnera. Początkowo w warstwie słownikowej (androidy, replikanci), później również w klimatycznych obrazach (origami, "zadymione" rozmowy, fokus na źrenicy), ale i w warstwi filozofii. Nie chcę powiedzieć, że autorka po prostu kopiuje co lepsze elementy filmowe, to nie to. To dość czytelne, ale inspiracje, okraszone własnym stylem, całkowicie inną intygą, z innymi wagami. Chociaż koniec końców goniące ten sam nieuchwytny ogon - jak to jest, że androidom dusza nie przysługuje. A może przysługuje? I w ten oto sposób mamy ciekawą, jeszcze nie utartą ścieżkę kryminalną, splatającą się z głębokimi pytaniami o naturę egzstencji, a wszystko to w środowisku, które mamy praktycznie a rogiem. Bo przyszłość, którą opisuje Raduchowska nie jest wcale obca. Techologicznie to tylko krok dalej od tego gdzie jesteśmy dzisiaj. A mentalnie nawet tego roku nie brakuje.
W swoim gatunku rewelacyjna. Idealne proporcje science do fiction. Polecam zarówno fanom jak i tym, którzy chcieliby w dobrym stylu zacząć przygodę z cyberpunkiem.
I am a bit torn about this one. The amount of research that went into it and to make the technology and setting plausible and realistic is self-evident... even if there are still inconsistencies, especially when it comes to psionics. The setting in general is the strong point of this novel, though in any cyberpunkish story I like some more ties to the existing world.
Unfortunately the plot and characters is where I find the book wanting. The story isn't that interesting and the protagonist is both unlikable as well as highly incompetent. There is no sense of urgency or tension to the story and the big twist at the end is something that was obvious from basically page 1.
However the introduction of a much more interesting character at the end makes me hope the sequel will be much better. Besides, the fact that I picked the sequel up immediately means the book wasn't that bad.
Właściwie w ogóle nie wiedziałam czego się powinnam spodziewać po tej książce. Czytałam jakieś komentarze na tematy wcześniejszych książek autorki i tym bardziej sceptycznie podchodziłam do książki, która jest tak odmienna od wcześniejszego urban fantasy pisanego przez autorkę. I nie powiem, to byłą bardzo pozytywna niespodzianka. Mamy to całkiem porządną mieszankę SF i cyberpunka. Bardzo fajnie prowadzone śledztwo gdzie widać, że autorka wie o czym piszę a jak się jej pogrzebie w życiorysie to nawet wiadomo dlaczego wie ;) Podobnie elementy psychologiczne i konstrukcja postaci nie kuleje i nie wzbudzała w żaden sposób mojego wrodzonego czepialstwa. Historia wciąga i przez dłuższy czas tylko się gmatwa ale widać, że choć całość jest bardziej złożona i coraz bardziej dojechana to jednak autorka doży do z góry ustalonego celu. No i wątek cyborgizacji, androidów, robotów i duszy w maszynie. Właściwie widzę, tylko jeden minus... brak drugiego tomu.
Okej, początek był dla mnie ciężki, potem strasznie się wciągnęłam i wahałam między 4/5 a 4.5/5, ale końcówka *.* Główny wątek i całe zaplecze researchowe są po prostu majstersztykiem
Zanim rozpoczęłam lekturę, nie wiedziałam czego się spodziewać, ponieważ o ile filmy science-ficiton są w moim domu chlebem powszednim, tak w literaturę tego gatunku dotychczas się nie wgryzłam. Z pierwszymi stronami miałam bezsprzeczne skojarzenia z Łowcą androidów, jednak zaufałam słowom z okładki, które krzyczały, że tutaj nikt nie śni o elektrycznych owcach. Nieco później pomyślałam o grze Five Night's at Freddy's, ale to wielu czytelników może uznać już za totalną abstrakcję.
Fabuła wbrew temu, co może sugerować prolog, który przepełniony jest akcją, katastrofizmem oraz licznymi, nowymi pojęciami, nabiera tempa bardzo powoli. Początek książki ostrożnie wprowadza nas w świat wykreowany przez Raduchowską, zapoznając nas z funkcjonującymi pojęciami, dylematami moralnymi, istniejącymi problemami społecznymi oraz poziomem technologii. Jest to o tyle dobre, że czytelnik nie zostaje rzucony na głęboką wodę, a stopniowo dowiaduje się, o co tutaj tak właściwie chodzi.
Dopiero z czasem, gdy już mamy ogólne pojęcie na temat New Horizon, pojawia się kryminalny wątek tajemniczych zabójstw, które musi rozwiązać Jared Quinn. I chociaż czytelnik w teorii ma świadomość tego, kto dopuszcza się tych zbrodni, to wcale nie sprawia, że sytuacja jest choć trochę mniej tajemnicza. Element napięcia i nierozwiązywalności sprawy towarzyszy nam aż do ostatnich stron, gdzie moment kulminacyjny wbija czytelnika w fotel i zostawia go z poczuciem, że chce więcej.
Obok fabuły zostaje zarysowany istotny wątek postrzegania człowieczeństwa. W trakcie lektury Łez Mai można się zastanawiać nad tym, czy androidy obdarzone uczuciami można postrzegać jako istotę ludzką. Chociaż ten wątek przewijał się już w licznych tworach popkultury, to w dalszym ciągu zastanawia oraz budzi kontrowersje wśród odbiorców. A ponieważ ja cenię sobie książki, które niosą za sobą coś skłaniającego do przemyśleń – kupiło mnie to.
Największą zaletą tej książki jest świat przedstawiony. Przyglądając się szczegółowości, z jaką prowadzi narrację Raduchowska z łatwością można sobie wyobrazić rzeczywistość, która otacza Jareda. Czytając, miałam przed oczami liczne neony, nowoczesne budynki, latające pojazdy oraz liczne cyborgi, androidy, jak i roboty. Nie wiem, jak książkę odbierze fan literatury SF, ale dla osób, które nie siedzą w niej zbyt dobrze – na pewno będzie to gratka.
Bohaterowie stanowią dla mnie najbardziej specyficzny element tej powieści. Z jednej strony są oni dobrze zbudowani, mają w sobie coś ciekawego i wywołują w czytelniku emocje. Polubiłam zgorzkniałego Jareda oraz towarzyszącą mu pełną energii Umę. Jednakże zabrakło mi pewnego elementy wow, który sprawiłby, że pokochałam jakąkolwiek postać. Liczę jednak, że w kontynuacji sytuacja się zmieni.
Co mnie zaskoczyło, to styl Raduchowskiej. Po lekturze Szamanki od umarlaków, która ubawiła mnie swoimi dialogami, spodziewałam się czegoś bardzo podobnego po Łzach Mai. Jednakże sytuacja okazała się zupełnie inna, ponieważ w tej powieści widzimy o wiele więcej powagi – zarówno w sytuacji, w której znajdują się bohaterowie, jak i w toczonych przez nich dialogach. Nawet jeżeli kilka razy na moje usta zabłąkał się cień uśmiechu, to w Łzach Mai zdecydowanie nie mamy do czynienia z komedią.
Czytając Łzy Mai przekonałam się, że androidy nie śnią o elektrycznych owcach – próbują po prostu pokazać, kim są i że nie takimi ich stworzono, jak niektórzy uważają. Osobiście polecam książkę, nawet jeżeli ktoś nie miał do czynienia z gatunkiem SF, ponieważ Raduchowska gwarantuje czytelnikowi kilka godzin dobrej zabawy w niesamowitym oraz przerażającym świecie przyszłości. A mi pozostaje czekać na kontynuację!
Łzy Mai by Martyna Raduchowska is a story in cyberpunk reality. The action is taking place in the city of New Horizon, full of life and advanced technologies. We meet machines which took on all the easy, manual tasks done earlier by people. We also have here androids, machines which are almost exactly the same as humans, while the latest ones fully embraced the bliss of advanced technology by using brain implants, cybernetic limbs or other upgrades. Sounds good? Yes, but all it's not as wonderful as it may seems. From the very first pages of the book we are thrown deep into the action. Lieutenant Jared Quinn found himself in the middle of attack on tech corporation Beyond Industries, where hacked machines are mercilessly killing everyone who stand in their way. He barely escaped his own death and after three years of complicated operations and rehabilitations he finally came back to work in police force. What's more he was also "upgraded" with some extra brain implants against his wishes. Coming back is not easy, especially while he's still struggling to accept his new, upgraded body. Now he also has to solve the mysterious murder case, which seems to defy all the logic. I love the atmosphere of the book, the whole scenery - the city, flying cars, advanced machines and androids. I always loved the concept of androids. Are this perfect machines are only imitation of humans? Or maybe their AI is so advanced that they can develop emotions? Empathy? Feelings? Because I'm a huge fan of this idea I like that the author explore it by inventing reinforcine - a medicine that enables replicants to feel emotions. From the very first pages I was cheering for May, android and lieutenant's partner, who seemed to only want to have feelings, like humans do. I also enjoyed the detective plot in the book. Mysterious murders, perfect killer who leaves no trace, powerless technology. All of this mixed with protagonist doubts - if it's possible to have your own brain implants hacked? Is he still the master of his own body after all the technical upgrades? And can he still trust himself completely? Because it's the first book in the series after reading it I felt not satisfied. I wanted more! There are a lot of threads that are left unsolved. It seems that at the end of the book there you have more questions then at the beginning. Well, we just need to wait for the next book! If you like cyberpunk you have to check up this book for sure!
Polski cyberpunkowy kryminał to pozycja obok której nie mogłem przejść obojętnie. Po zapoznaniu się z twórczością takich person jak William Gibson czy Richard Morgan topór tym razem padł na Martynę Raduchowską i jej cykl "Czarne Światła".
Jared Quinn i Maja byli niegdyś nieodłączną parą policjantów czyniących czynną służbę w zaawansowanym technologicznie mieście zwanym jako New Horizon. W skutek ataku terrorystycznego na placówkę Beyond Industries przez tajemniczą grupę ukrywającą się pod nazwą "Equilibrium" i przejęciu przez nią leku zwanego jako reinforsyna wszelki względny porządek jakim cieszyło się miasto został zakłócony. Los setek a nawet tysięcy istnień został nieodmiennie przypieczętowany w dniu buntu. Sojusze zerwane, zaufanie stracone. Zaczyna się wyścig z czasem.
Ogólnie rzecz biorąc jestem pozytywnie zaskoczony całością. Autorka zadbała o każdy z kluczowych aspektów jakie powinny się pojawić w tego typu powieści. New Horizon a więc miasto przyszłości i nieprzebranych możliwości nie odbiega od tych znanych nam z innych cyberpunkowych dzieł. Jak każde miasto ma swoje lepsze i gorsze strony które odkrywamy kolejno przewracając kartki. Osobiście odczułem większy nacisk nałożony na postacie występujące w książce. Raduchowska podświadomie zadaje pytania czytelnikowi w stylu "co by było gdyby?", "co byś zrobił?"itd. Trudne pytania na które jeden z głównych bohaterów będzie musiał sobie odpowiedzieć a my razem z nim. Intryga która powstała wokół leku zwanego jako "reinforsyna" i sposób w jaki została rozpisana i przedstawiona zasługuje na uznanie. Z rozdziału na rozdział dowiadujemy się nowych faktów które z pozoru czasami prowadzą do poznania prawdy a czasami prowadzą do ślepej uliczki. Dużym plusem jest również szeroki wachlarz zwrotów technicznych i naukowych które nie jednego już zniechęciły ale stanowią one według mnie nieodłączny element tego właśnie gatunku a wątki kryminalne wychodzą z pod pióra autorki wręcz śpiewająco. Minusów jako takich nie jestem w stanie wymienić. "Łzy Mai" bazują na oklepanej i sprawdzonej od lat koncepcji Gibsona ale w innej otoczce która może się wydawać trochę podobna do tej z "Modyfikowanego Węgla" Morgana.
Podsumowując książka godna polecenia dla każdego miłośnika nurtu cyberpunk. Wszystko jest tutaj na swoim miejscu i każdy miłośnik tego gatunku znajdzie tutaj kąt dla siebie. Pójdę po ciosie i od razu zabiorę się za drugi tom.
Świat zmienił się w technologicznie uzbrojoną Ziemię. Ludzkie życie można łatwo podreperować, a śmierć nie musi oznaczać końca drogi. W nieszczęśliwym wypadku, spowodowanym atakiem terrorystów, zginęli ludzie Quinna. Ludzie za których był w pełni odpowiedzialny. W Buncie stracił nie tylko przyjaciół, ale również replikantkę. Wierną towarzyszkę w każdym śledztwie. Po wielu miesiącach otrzymuje szansę na odnalezienie odpowiedzi na dręczące go pytania: dlaczego Maya go zdradziła oraz jak odnaleźć sprawcę tajemniczych morderstw, kiedy technologia nie chce współpracować? Quinn będąc przeżytkiem jako jedyny ma szanse rozwiązać wszystkie zagadki.
Co takiego przyciągało jak magnez do lodówki?
Proces przebiegu akcji pod kątem fabuły oraz kreacji bohaterów. Kryminalne sci-fi?! Zdecydowanie jest to coś, co do mnie przemawia. Dodatkowo rozmowy Quinna z psychoterapeutką oraz wewnętrzne monologi w celu zrozumienia siebie, były jak raj dla czekoladoholików. Nie miałam pojęcia po co to wszystko, bo można było rozwiązać wszystko jednym machnięciem. Tylko wtedy nie dowiedziałabym się niczego o Mai. Androidce najnowszej generacji, której jedynym marzeniem było mieć uczucia.
Wykreowany świat nie był wcale magiczny. Nie budził mojego zainteresowania. Jednakże chęć poznania sprawcy morderstw była o wiele większa. Tak więc książka zasługuje na mnóstwo gwiazdek i zainteresowań czytelników!
Zazwyczaj, kiedy mamy do czynienia z androidami w kinematografii czy literaturze, są to bezduszne maszyny, które najpewniej na wskutek wirusa komputerowego, hackingu lub z innego podobnego powodu buntują się i robią rzeźnię. Martyna Raduchowska w Łzach Mai zafundowała nam bunt maszyn ale z innego powodu – przez uczucia.
Jared Qiunn cudem przeżywa masakrę, po której stał się częściowo cyborgiem. Ale to nie modyfikacje, na które się nie zgodził, najbardziej mu uwierają. Z czasem się nawet do nich przyzwyczaja i bez skrupułów z nich korzysta. Najbardziej bolesna była dla niego zdrada Mai, replikantki, która była jego partnerką przez trzy lata i niezliczoną ilość razy ratowała Jareda z opresji. Na dodatek po trzech latach rekonwalescencji, kiedy wraca do wydziału zabójstw, okazuje się, że system bezpieczeństwa odebrał mu niemal wszystkie obowiązki. Do czasu, aż z powodu wyładowań, system przestaje działać przy miejscu dziwnej zbrodni. Wtedy Jared zaczyna niemal tradycyjne śledztwo.
Lata 30.XXI wieku. Jared Quinn, porucznik wydziału zabójstw w New Horizon nie jest zwolennikiem postępującej szybko technologi i robotyki. W wyniku buntu robotów traci cały zespół i sam ledwo uchodzi z życiem uratowany cudem przez swoje partnerkę Mayę - replikantkę.
Obrażenia po ataku są tak ogromne, że decyzją lekarzy zostaje uśpiony na ponad 3 lat. W tym czesie jego żona decyduję się na to by usprawnić powrót Jareda do zdrowia przez technologię, trzydziestotrzyletni mężczyzna stał się tym czego nienawidził - cyborgiem.
Po powrocie do czynnej służby Jared próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości, systemy policyjne zaawansowane są tak że zastępują człowieka w jego pracy.
Tymczasem po mieście zaczyna grasować przestepca doskonały unikający wszelkich systemów policyjnych, jest jak duch. Nieuchwytny nie zostawiający po sobie żadnego śladu.
Porucznik zna ofiarę, widywał ją w swoich snach. Podejrzewa że to on właśnie jest mordercą, a gdy na jaw wychodzi że zamordowana kobieta jest replikantką jest niemal tego pewny.
Zaskakująco dobra książka; ma zapadającego w pamięć protagonistę i pozbawioną zauważalnych luk warstwę fabularną, nie dłuży się, nie razi wklejonymi na siłę opisami świata przyszłości. Fani cyberpunku podczas przewracania kolejnych stron bądź pukania w Kindla z pewnością poczują się jak u siebie. 8+
ENG
A surprisingly good book; it has a memorable protagonist and a plot layer without any noticeable gaps, it does not last too long, it does not hurt with forcefully pasted descriptions of the world of the future. Cyberpunk fans will surely feel at home while turning pages or knocking on Kindle. 8+
Bardzo fajna książka. Dla czytelników nie mających za wiele wspólnego z biologią i farmakologią wiele słów może brzmieć jako nic nie znaczący bełkot, ale moim zdanie bardzo uwiarygadnia przekaz :)
Mimo że przedostatni rozdział bardzo mnie zniechęcił... Tak zakończenie bardzo mnie satysfakcjonowało.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Jestem pozytywnie zaskoczona. Bardzo dobra książka w motywie Cyberpunk. Ciekawy świat, akcja. Plus za wątek kryminalny, który w futurystycznym świecie wypada ekstra. Trochę się gubiłam w neurobiologicznych-naukowych opisach i czy one mają jakieś podłoże w nauce, nie wiem, nie znam się. Natomiast warstwa językowa i fabularna bardzo dobra. Już sięgam po kolejny tom 😁
Długo nie może się rozkręcić, aby ostatecznie zawalić się pod ciężarem ekspozycji i budowania świata. Dla fanów klimatu, którzy lubią to, co już znają (Deus Ex, Blade Runner, miejscami nawet Akira). Nie podobało mi się, że ta futurystyczna historia mogłaby się dziać gdziekolwiek, na Ziemi za 50 lat lub równie dobrze w kolonii na Marsie za lat 100. Nie zagrało mi.
3,5 gwiazdki, znakomita koncepcyjnie i trochę mniej porywająca stylistycznie powieść cyberpunkowa o granicach człowieczeństwa. Więcej: http://ninedin.blox.pl/2017/07/Troche...
Oh boy! I am not the biggest fan of sci-fi or cyberpunk in the world but this book blew my mind absolutely. It is great crime story embedded in cyberbank reality. Criminal psychology and really intresting invastigation. I can't wait when I will start "Spektrum".