Mroczna, pulsująca opowieść o mieście duchów i tych, którzy nadal próbują w nim żyć. Filip – pobity przez policję i wciągnięty w niedomknięty rytuał – włóczy się po bazarach, podwórkach i melinach, szukając nie tylko ludzi, ale też tego, co ukryte pod asfaltem i hałasem codzienności. Schodzi pod powierzchnię dzielnic, które zna od dziecka, ale których sens wciąż mu umyka.
Warszawa to miejsce zbudowane z gruzu, przemocy i pamięci, muzyki, smogu i lojalności. Szawarwa to opowieść o mieście przestawionym jak sylaby w jego nazwie: niby bliskim, a jednak obcym. O stolicy ufundowanej na trupach i ciągłym kombinowaniu. O ludziach, którzy próbują się nie zgubić, choć wszystko wokół sprzyja temu, by poszybowali w dół.
To historia gęsta od dymu, basu i krwi. To Warszawa – umierająca po wielokroć, a mimo to wciąż niedająca się pogrzebać.
Główny bohater książki Filip (zbieżność imion z autorem nieprzypadkowa) jest dziennikarzem muzycznym, który snując się po Warszawie przypadkiem trafia na zbiorowisko imigrantów odprawiających dziwny rytuał. Niestety znalezienie się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie doprowadza do aresztowania narratora i pobicia przez policję. Po wyjściu z celi rozpoczyna trip po swojej dzielnicy, zaprawiając umysł narkotykami.
„Szawarwa” to książka drogi po warszawskich raczej ciemnych zaułkach. Zabetonowanych, pełnych odrapanych murów blokowisk z osiedlowymi ławkami obleganymi przez chłopaków jarających trawę, z melinami w piwnicach i ryzykiem pobicia na każdym rogu. Diabeł mówi tu dobranoc, policji z zasady się tu nienawidzi, a inspiracje do rapowych kawałków podrzuca samo życie. Są tu wspomnienia o staczających się kumplach, pierwszych miłościach, doświadczeniach sek*ualnych, eksperymentowaniu z nar*otykami. A to wszystko z wplecionymi w tekst rapowymi kawałkami.
Inspiracje rapowe czuć też w sposobie narracji, niezwykle rytmicznej nawijki. I to właśnie warstwa językowa jest dla mnie największym atutem „Szawarwy”, widoczny jest tu warsztat autora, który podobnie jak bohater powieści jest dziennikarzem. Kalinowski w retrospekcjach świetnie też oddaje klimat lat 00, słodko-gorzka to nostalgia, z przewagą gorzkiej. Problem mam natomiast z samą fabułą, którą można było podkręcić, dopracować. Wrzucane losowo historyjki, niedokończone wątki, niekontrolowany chaos. Gwiazdkowo dałam 3.5/5, wiec warto sprawdzić szczególnie jeśli jesteście milenialsami urodzonymi w latach 80-tych.
Pierwszy! Całkiem przyjemny kawałek literatury, o Warszawie współczesnej i tej z lat 80., dorastaniu, dorosłości, hip-hopie, dragach i paru innych rzeczach. Nieco gonzo, nieco reportażu, nieco pamiętniczka (z wpleceniem tekstów i klimatu muzycznego), nieco realizmu magicznego. Polecam!