What do you think?


Z woli Bożej. Historie duchowej przemocy
„Każdego dnia słyszałam, że jestem pomyłką natury, że się nie powinnam urodzić, że jestem śmieciem. Tylko jeśli będę mu posłuszna, mogę mieć nadzieję, że trafię do nieba. To wszystko nazywał moją formacją”.
***
Zaczyna się niewinnie. Wydaje ci się, że znalazłeś bezpieczną przystań, wspierającą wspólnotę, księdza, który cię rozumie. Wreszcie angażujesz się w coś sensownego. Ktoś zna odpowiedź na twoje pytania.
Stopniowo coraz więcej czasu poświęcasz życiu religijnemu. Odcinasz inne relacje i formy zaangażowania. Nie zauważasz, kiedy charyzmatyczny lider przejmuje kontrolę nad twoim życiem. Nagle orientujesz się, że straciłeś życie prywatne, poczucie własnej wartości, czas, pieniądze. Żyjesz w ciągłym lęku. Nie wolno ci mieć wątpliwości. Słyszysz tylko: to dla Jezusa. Bóg tego chce.
Przemoc duchowa sieje ogromne spustoszenie. Skrzywiony obraz Boga, patologiczne poczucie winy, utrata powołania, depresja – to tylko niektóre z możliwych konsekwencji. Dotknięte nimi osoby nie wiedzą, gdzie szukać pomocy. Monika Białkowska – teolożka, dziennikarka – dociera do ich wstrząsających historii.
***
„Ks. Krzysztof uznał, że w moim przypadku leczenie psychiatryczne depresji absolutnie odpada. (…) Za to nieustannie dokładałem sobie praktyk religijnych. Chodziłem coraz częściej do spowiedzi. Byłem przekonany, że więcej modlitwy mi pomoże. Jeśli nie pomaga, to znaczy, że muszę modlić się jeszcze więcej, bo wchodzimy na kolejne poziomy rozwoju duchowego”.
***
Zaczyna się niewinnie. Wydaje ci się, że znalazłeś bezpieczną przystań, wspierającą wspólnotę, księdza, który cię rozumie. Wreszcie angażujesz się w coś sensownego. Ktoś zna odpowiedź na twoje pytania.
Stopniowo coraz więcej czasu poświęcasz życiu religijnemu. Odcinasz inne relacje i formy zaangażowania. Nie zauważasz, kiedy charyzmatyczny lider przejmuje kontrolę nad twoim życiem. Nagle orientujesz się, że straciłeś życie prywatne, poczucie własnej wartości, czas, pieniądze. Żyjesz w ciągłym lęku. Nie wolno ci mieć wątpliwości. Słyszysz tylko: to dla Jezusa. Bóg tego chce.
Przemoc duchowa sieje ogromne spustoszenie. Skrzywiony obraz Boga, patologiczne poczucie winy, utrata powołania, depresja – to tylko niektóre z możliwych konsekwencji. Dotknięte nimi osoby nie wiedzą, gdzie szukać pomocy. Monika Białkowska – teolożka, dziennikarka – dociera do ich wstrząsających historii.
***
„Ks. Krzysztof uznał, że w moim przypadku leczenie psychiatryczne depresji absolutnie odpada. (…) Za to nieustannie dokładałem sobie praktyk religijnych. Chodziłem coraz częściej do spowiedzi. Byłem przekonany, że więcej modlitwy mi pomoże. Jeśli nie pomaga, to znaczy, że muszę modlić się jeszcze więcej, bo wchodzimy na kolejne poziomy rozwoju duchowego”.
320 pages, Paperback
Published June 17, 2026
About the author
Monika Białkowska
11 books3 followersDoktor teologii fundamentalnej, dziennikarka „Przewodnika Katolickiego”, autorka internetowego programu „Reportaż z wycinków świata”.
Ratings & Reviews
Friends & Following
Create a free account to discover what your friends think of this book!
Community Reviews
Displaying 1 - 8 of 8 reviews
July 23, 2026
Wy mnie znacie, Wy wiecie, że ta książka przez samą tematykę bardzo mi się podobała ❤️
August 17, 2026
Są takie pozycje, które wywołują wachlarz obezwładniających emocji i zostawiają po sobie ślad już na zawsze. Reportaż "Z woli Bożej. Historie duchowej przemocy" zdecydowanie do nich należy, to lektura, która paraliżuje, ściąga na dno wyczerpania emocjonalnego, bo przecież Kościół i związane z nią wszelkie wspólnoty powinny być ludzką ostoją, azylami bezpieczeństwa, a nie miejscami przesyconymi manipulacją, zastraszaniem i wymaganiem całkowitego posłuszeństwa. Jak to możliwe, że religia, zamiast oparcia, przemijania się w manipulację obrazem Boga - czysty duchowy gaslighting?
Ta publikacja to autentyczne historie, esencje życia prawdziwych ludzi, skrzywdzonych przez Kościół, dlatego lektura wyróżnia się ogromną intymnością, szczerością i emocjonalnym przekazem. Ta głęboka pozycja stanowi zbiór autentycznych, niełatwych, często bolesnych wspomnień i przemyśleń, dlatego z każdą stroną coraz silniej dotyka duszy, trafiając w najczulszy punkt. Czytelnika czeka lawina obezwładniających uczuć, począwszy od szoku i niedowierzania, poprzez bunt i ból, aż do rozczarowania, ale przede wszystkim uświadomienia sobie, na czym polega zagrożenie. Przemoc duchowa zaczyna się niepozornie, jest bardzo trudna do uchwycenia, szczególnie, iż ciężko buntować się wobec „woli boskiej”. Ta książka otwiera oczy, a przede wszystkim uświadamia, iż to nigdy nie jest wina zwykłego człowieka, członka wspólnoty, tylko narcystycznych przywódców, wykorzystujących religię jako narzędzie manipulacji, podporządkowania ofiar do swoich celów.
"Z woli Bożej. Historie duchowej przemocy” jest wyjątkowo angażującą, wstrząsającą, przejmującą publikacją, która trafia do najskrytszych zakamarków ludzkiego serca i wyzwala emocje, o jakich istnieniu dotąd nie mieliśmy pojęcia. Szok, bunt, niedowierzanie, napięcie, które nie odpuszcza do samego finału i ból, jaki przenika na wskroś! Zdecydowanie, pozycja warta uwagi!
Ta publikacja to autentyczne historie, esencje życia prawdziwych ludzi, skrzywdzonych przez Kościół, dlatego lektura wyróżnia się ogromną intymnością, szczerością i emocjonalnym przekazem. Ta głęboka pozycja stanowi zbiór autentycznych, niełatwych, często bolesnych wspomnień i przemyśleń, dlatego z każdą stroną coraz silniej dotyka duszy, trafiając w najczulszy punkt. Czytelnika czeka lawina obezwładniających uczuć, począwszy od szoku i niedowierzania, poprzez bunt i ból, aż do rozczarowania, ale przede wszystkim uświadomienia sobie, na czym polega zagrożenie. Przemoc duchowa zaczyna się niepozornie, jest bardzo trudna do uchwycenia, szczególnie, iż ciężko buntować się wobec „woli boskiej”. Ta książka otwiera oczy, a przede wszystkim uświadamia, iż to nigdy nie jest wina zwykłego człowieka, członka wspólnoty, tylko narcystycznych przywódców, wykorzystujących religię jako narzędzie manipulacji, podporządkowania ofiar do swoich celów.
"Z woli Bożej. Historie duchowej przemocy” jest wyjątkowo angażującą, wstrząsającą, przejmującą publikacją, która trafia do najskrytszych zakamarków ludzkiego serca i wyzwala emocje, o jakich istnieniu dotąd nie mieliśmy pojęcia. Szok, bunt, niedowierzanie, napięcie, które nie odpuszcza do samego finału i ból, jaki przenika na wskroś! Zdecydowanie, pozycja warta uwagi!
July 9, 2026
Z rosnącym niedowierzaniem, ale i przerażeniem czytałam ten przejmujący reportaż. O nadużyciach sług, czy raczej funkcjonariuszy Kościoła już przecież słyszałam, nie miałam złudzeń, nigdy nie traktowałam księży jak świętych, a jednak skala przemocy psychicznej w książce "Z woli Bożej" mnie przygniotła.
Wychowałam się w domu niezbyt religijnym, ale chodziłam na religię i znam dwóch naprawdę wspaniałych księży. Wiara nigdy nie była dla mnie istotną kwestią, instytucja Kościoła do mnie nie przemawia, ale szanuję osoby faktycznie wierzące, które życiem dają świadectwo wiary. Tacy są bohaterowie książki Moniki Białkowskiej - osoby wierzące, szukające w Bogu otuchy, drogowskazu, miłości, które trafiły nie na wspaniałych i wspierających kapłanów, a na potwory w sutannach.
Jeśli słyszymy o jakichś "kościelnych aferach", to zwykle są to przestępstwa seksualne lub przekręty finansowe. Autorka skupiła się jednak na czymś subtelniejszym, trudniejszym niestety do udowodnienia, a zostawiającym rany często nie do zabliźnienia. Zebrała 12 osób, które doświadczyły przemocy psychicznej. Księża (ale i czasem zakonnice) w tych opowieściach to ludzie posiadający nieograniczoną władzę, manipulatorzy, okrutnicy robiący ze swoich wiernych ofiary z nerwami w strzępach. Wykorzystywanie swej przewagi, wymaganie posłuszeństwa ponad wszystko, odcinanie od rodziny, lekarzy (Bóg wystarczy!), marzeń. Kościół katolicki walczy z sektami, a ma w swoich szeregach sekciarstwo najgorsze, bo pod bezpiecznym płaszczykiem wspólnoty. Gdy lider z przerośniętym ego spotka ufnego wyznawcę - efekt może być tragiczny.
Autorka, po wysłuchaniu bohaterów, przywołuje jeszcze efekty własnego śledztwa związanego z pewną głośną sprawą, ale też, co bardzo ważne, analizuje mechanizmy przemocy, wskazuje kluczowe elementy, a na końcu umieszcza "zdania, które powinny cię zaniepokoić". Tu nie ma taniej sensacji, jest wyważona analiza. Autorka - teolożka - chce uleczenia systemu i sprawiedliwości dla jego ofiar.
Co nie mieści mi się w głowie? To, że niektórzy duchowni cynicznie wykorzystują swoją pozycję pośredników między Bogiem a ludźmi i to, że Kościół w pewnych kwestiach nadal jest ślepy i głuchy.
Ważna lektura!
Wychowałam się w domu niezbyt religijnym, ale chodziłam na religię i znam dwóch naprawdę wspaniałych księży. Wiara nigdy nie była dla mnie istotną kwestią, instytucja Kościoła do mnie nie przemawia, ale szanuję osoby faktycznie wierzące, które życiem dają świadectwo wiary. Tacy są bohaterowie książki Moniki Białkowskiej - osoby wierzące, szukające w Bogu otuchy, drogowskazu, miłości, które trafiły nie na wspaniałych i wspierających kapłanów, a na potwory w sutannach.
Jeśli słyszymy o jakichś "kościelnych aferach", to zwykle są to przestępstwa seksualne lub przekręty finansowe. Autorka skupiła się jednak na czymś subtelniejszym, trudniejszym niestety do udowodnienia, a zostawiającym rany często nie do zabliźnienia. Zebrała 12 osób, które doświadczyły przemocy psychicznej. Księża (ale i czasem zakonnice) w tych opowieściach to ludzie posiadający nieograniczoną władzę, manipulatorzy, okrutnicy robiący ze swoich wiernych ofiary z nerwami w strzępach. Wykorzystywanie swej przewagi, wymaganie posłuszeństwa ponad wszystko, odcinanie od rodziny, lekarzy (Bóg wystarczy!), marzeń. Kościół katolicki walczy z sektami, a ma w swoich szeregach sekciarstwo najgorsze, bo pod bezpiecznym płaszczykiem wspólnoty. Gdy lider z przerośniętym ego spotka ufnego wyznawcę - efekt może być tragiczny.
Autorka, po wysłuchaniu bohaterów, przywołuje jeszcze efekty własnego śledztwa związanego z pewną głośną sprawą, ale też, co bardzo ważne, analizuje mechanizmy przemocy, wskazuje kluczowe elementy, a na końcu umieszcza "zdania, które powinny cię zaniepokoić". Tu nie ma taniej sensacji, jest wyważona analiza. Autorka - teolożka - chce uleczenia systemu i sprawiedliwości dla jego ofiar.
Co nie mieści mi się w głowie? To, że niektórzy duchowni cynicznie wykorzystują swoją pozycję pośredników między Bogiem a ludźmi i to, że Kościół w pewnych kwestiach nadal jest ślepy i głuchy.
Ważna lektura!
August 18, 2026
swietnie rozplanowany reportaz – najpierw przyklady przytaczane przez rozne osoby a pozniej doglebne tlumaczenie przemocy duchowej a na koncu jeszcze dodatek jakie zwroty powinny alarmowac, polecam bardzo
July 11, 2026
„Z woli Bożej” to reportaż trudny. Bolesny. Momentami duszny. Taki, który nie pozwala czytać spokojnie, bo dotyka miejsc głęboko ukrytych. Wstydu. Lęku. Poczucia winy. Tego cichego przekonania, że jeśli cierpisz, to może naprawdę zasłużyłaś.
To książka o duchowej przemocy.
O manipulacji ubranej w język miłości.
O posłuszeństwie, które przestaje być wyborem, a staje się więzieniem.
O liderach, którzy zamiast prowadzić zawłaszczają sumienie.
O wspólnotach, które miały dawać oparcie, a odbierały wolność.
Czytając ten reportaż, miałam przed oczami własne dzieciństwo. Rodziców. Wspólnoty. Te wszystkie sytuacje, w których religia nie była wsparciem, tylko narzędziem kontroli. Kiedy zamiast bliskości pojawiał się lęk. Zamiast troski- osąd. Zamiast rozmowy- poczucie winy.
Pamiętam nawet moment, gdy po wypadku samochodowym usłyszałam, że to kara za grzechy.
I właśnie dlatego ta książka tak mocno mnie poruszyła.
Bo pokazuje coś bardzo ważnego: duchowa przemoc często nie zostawia siniaków. Nie widać jej od razu. Nie da się jej łatwo udowodnić. Ona dzieje się po cichu. W głowie. W ciele. W sumieniu. W relacji człowieka z samym sobą.
Najpierw ktoś mówi, że chce ci pomóc.
Potem mówi, co masz czuć.
Potem, komu możesz ufać.
Potem, że twoje wątpliwości są buntem.
A na końcu zostajesz sama z przekonaniem, że bez tego autorytetu nie umiesz żyć.
Monika Białkowska pokazuje mechanizmy osaczenia bardzo wyraźnie. Widzimy gaslighting religijny. Izolowanie od bliskich. Zastępowanie sumienia głosem lidera. Wzbudzanie lęku przed grzechem, karą, potępieniem. Systematyczne odbieranie człowiekowi prawa do decyzji.
Ale ta książka nie jest atakiem na wiarę.I to dla mnie bardzo ważne.
Bo wiara może dawać siłę. Może nieść dobro. Może być źródłem nadziei, miłości i wewnętrznego pokoju. Taka jest dla mnie i znam ludzi, dla których na pierwszym miejscu jest miłość do drugiego człowieka.
Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś używa Boga do sprawowania władzy nad drugim człowiekiem.
Zdrowa duchowość nie upokarza.
Nie odbiera godności.
Nie niszczy autonomii.
Nie każe cierpieć w ciszy.
Nie zamienia człowieka w posłuszne narzędzie.
Ta książka może być ważna szczególnie dla osób, które latami nosiły w sobie pytanie:
„Czy to naprawdę była przemoc?”
„Czy przesadzam?”
„Czy miałam prawo odejść?”
„Czy moje cierpienie było realne?”
Tak. Było realne.
Z perspektywy biblioterapeutycznej ten reportaż ma ogromną moc walidującą. Nazywa to, co przez lata mogło pozostawać bez języka. Oddaje głos osobom, którym wmówiono, że ich ból jest dowodem słabości, niewiary albo pychy.
To nie jest książka lekka. Niektóre świadectwa są chaotyczne, urwane, pełne napięcia. Ale może właśnie takie są opowieści ludzi po traumie. Nie zawsze uporządkowane. Nie zawsze piękne. Czasem rwane. Czasem zduszone. Czasem wypowiadane dopiero po latach.
To książka o duchowej przemocy.
O manipulacji ubranej w język miłości.
O posłuszeństwie, które przestaje być wyborem, a staje się więzieniem.
O liderach, którzy zamiast prowadzić zawłaszczają sumienie.
O wspólnotach, które miały dawać oparcie, a odbierały wolność.
Czytając ten reportaż, miałam przed oczami własne dzieciństwo. Rodziców. Wspólnoty. Te wszystkie sytuacje, w których religia nie była wsparciem, tylko narzędziem kontroli. Kiedy zamiast bliskości pojawiał się lęk. Zamiast troski- osąd. Zamiast rozmowy- poczucie winy.
Pamiętam nawet moment, gdy po wypadku samochodowym usłyszałam, że to kara za grzechy.
I właśnie dlatego ta książka tak mocno mnie poruszyła.
Bo pokazuje coś bardzo ważnego: duchowa przemoc często nie zostawia siniaków. Nie widać jej od razu. Nie da się jej łatwo udowodnić. Ona dzieje się po cichu. W głowie. W ciele. W sumieniu. W relacji człowieka z samym sobą.
Najpierw ktoś mówi, że chce ci pomóc.
Potem mówi, co masz czuć.
Potem, komu możesz ufać.
Potem, że twoje wątpliwości są buntem.
A na końcu zostajesz sama z przekonaniem, że bez tego autorytetu nie umiesz żyć.
Monika Białkowska pokazuje mechanizmy osaczenia bardzo wyraźnie. Widzimy gaslighting religijny. Izolowanie od bliskich. Zastępowanie sumienia głosem lidera. Wzbudzanie lęku przed grzechem, karą, potępieniem. Systematyczne odbieranie człowiekowi prawa do decyzji.
Ale ta książka nie jest atakiem na wiarę.I to dla mnie bardzo ważne.
Bo wiara może dawać siłę. Może nieść dobro. Może być źródłem nadziei, miłości i wewnętrznego pokoju. Taka jest dla mnie i znam ludzi, dla których na pierwszym miejscu jest miłość do drugiego człowieka.
Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś używa Boga do sprawowania władzy nad drugim człowiekiem.
Zdrowa duchowość nie upokarza.
Nie odbiera godności.
Nie niszczy autonomii.
Nie każe cierpieć w ciszy.
Nie zamienia człowieka w posłuszne narzędzie.
Ta książka może być ważna szczególnie dla osób, które latami nosiły w sobie pytanie:
„Czy to naprawdę była przemoc?”
„Czy przesadzam?”
„Czy miałam prawo odejść?”
„Czy moje cierpienie było realne?”
Tak. Było realne.
Z perspektywy biblioterapeutycznej ten reportaż ma ogromną moc walidującą. Nazywa to, co przez lata mogło pozostawać bez języka. Oddaje głos osobom, którym wmówiono, że ich ból jest dowodem słabości, niewiary albo pychy.
To nie jest książka lekka. Niektóre świadectwa są chaotyczne, urwane, pełne napięcia. Ale może właśnie takie są opowieści ludzi po traumie. Nie zawsze uporządkowane. Nie zawsze piękne. Czasem rwane. Czasem zduszone. Czasem wypowiadane dopiero po latach.
July 20, 2026
Przemoc duchowa jest przerażająco realna. Może nas spotkać nie tylko we wspólnotach prowadzonych przez charyzmatycznych liderów, ale też w zwykłym duszpasterstwie, konfesjonale czy w relacjach, które z pozoru wydają się przyjacielskie. To nie jest książka przeciwko Kościołowi, ale głośny i bolesny krzyk skierowany właśnie do niego. Monika Białkowska oddaje głos ludziom głęboko wierzącym, którzy potraktowali Boga śmiertelnie poważnie i byli gotowi na największe poświęcenia. To właśnie ich bezgraniczne zaufanie stało się idealną pożywką dla toksycznych manipulatorów.
Edyta, chciała stworzyć bezpieczną wspólnotę. Niewinne z pozoru upokorzenia i rygorystyczne posłuszeństwo szybko jednak zamieniły się w toksyczny teatr, gdzie nocne czuwania stały się przymusem, a rzekome wsparcie działało tylko na pokaz. Gdy Edyta zaczęła dostrzegać zło, została nazwana „Judaszem” i zaszczuta groźbami, które doprowadziły ją na skraj wytrzymałości psychicznej.
Kolejna historia ukazuje niszczycielską siłę absolutnego posłuszeństwa. Dziewczyna marząca o zakonie dała się całkowicie kontrolować księdzu, który wmawiał jej, że studia są zbyt „ziemskie” i wykorzystywał ją jako darmową gosposię. Każda sekunda jej życia była poddana dyktatowi duszpasterza, co doprowadziło ją do głębokiej depresji. Dopiero inna siostra zakonna, przypominając jej, że Bóg chce dla niej szczęścia, dała jej siłę do odejścia.
Księża powinni być oparciem, a nie katami. Powinni wskazywać drogę, a nie narzucać siebie, łamać tajemnicę spowiedzi czy testować wiarę. Najbardziej wstrząsające są opisy tzw. „oczyszczania” i wmawiania dziewczętom, że intymny dotyk księdza przyniesie im uzdrowienie. To bezwzględne owijanie sobie ludzi wokół palca pod przykrywką woli Bożej.
Ofiary tej manipulacji zostawały same, gdy tylko przestawały być przydatne. Wtedy okazywało się, że całe to duchowe wsparcie i troska były cyniczną fikcją. Jak gorzko podsumowuje jedna z bohaterek: "w Kościele nauczono ją pozorów i „pudrowania trupa” – nieważne, jak wielki dramat dział się pod spodem, na zewnątrz wszystko musiało wyglądać idealnie."
Edyta, chciała stworzyć bezpieczną wspólnotę. Niewinne z pozoru upokorzenia i rygorystyczne posłuszeństwo szybko jednak zamieniły się w toksyczny teatr, gdzie nocne czuwania stały się przymusem, a rzekome wsparcie działało tylko na pokaz. Gdy Edyta zaczęła dostrzegać zło, została nazwana „Judaszem” i zaszczuta groźbami, które doprowadziły ją na skraj wytrzymałości psychicznej.
Kolejna historia ukazuje niszczycielską siłę absolutnego posłuszeństwa. Dziewczyna marząca o zakonie dała się całkowicie kontrolować księdzu, który wmawiał jej, że studia są zbyt „ziemskie” i wykorzystywał ją jako darmową gosposię. Każda sekunda jej życia była poddana dyktatowi duszpasterza, co doprowadziło ją do głębokiej depresji. Dopiero inna siostra zakonna, przypominając jej, że Bóg chce dla niej szczęścia, dała jej siłę do odejścia.
Księża powinni być oparciem, a nie katami. Powinni wskazywać drogę, a nie narzucać siebie, łamać tajemnicę spowiedzi czy testować wiarę. Najbardziej wstrząsające są opisy tzw. „oczyszczania” i wmawiania dziewczętom, że intymny dotyk księdza przyniesie im uzdrowienie. To bezwzględne owijanie sobie ludzi wokół palca pod przykrywką woli Bożej.
Ofiary tej manipulacji zostawały same, gdy tylko przestawały być przydatne. Wtedy okazywało się, że całe to duchowe wsparcie i troska były cyniczną fikcją. Jak gorzko podsumowuje jedna z bohaterek: "w Kościele nauczono ją pozorów i „pudrowania trupa” – nieważne, jak wielki dramat dział się pod spodem, na zewnątrz wszystko musiało wyglądać idealnie."
June 22, 2026
Tematy kościelne latami spychane są na margines dyskusji i nie inaczej jest tym razem bo, pomimo że temat jest trudny i bolesny to absolutnie nie powinien zostać przemilczany. Co dla wrażliwszych Białkowska jednak nie atakuje wiary, czy religii, a bardziej pokazuje, jak duchowieństwo może zostać wypatrzone i wykorzystywane w złych intencjach.
Autorka daje przestrzeń do wypowiedzi ludziom, którzy z potrzeby bliskości Boga wstąpili do wspólnot religijnych. W tym właśnie momencie książka przybiera mroczniejszy obraz, ponieważ pokazuje mechanizmy przemocy duchowej, której początkowa empatia i zrozumienie nie zapowiadały. Białkowska pokazał jak na dłoni, że zniewolenie nie pojawia się nagle, ponieważ to stopniowo postępujący proces.
Książka wywiera spore wrażenie, zwłaszcza przy każdym przypomnieniu, że dotyczy wydarzeń autentycznych. Oddanie głosu pokrzywdzonym sprawiło, że książka zdecydowanie mocniej dotyka tych czulszych i emocjonalnych strun. Utrata poczucia własnej wartości, rozpadzie relacji rodzinnych, czy depresji to tylko wierzchowego piramidy destrukcji człowieczeństwa.
Co dla mnie okazało się najmocniejsze to, że Białkowska pokusiła się o pokaźnie, jak mechanizmy psychologiczne i religijne ułatwiają nadużycia, jak duchowy przewodnik może stać się w kogoś, kogo władza nad drugim człowiekiem jest poza jakąkolwiek kontrolą. A to wszystko daje obraz i świadomość, że przemoc duchowa jest tak niebezpieczna, bo nie pozostawia śladów fizycznych, a osoby tym dotknięte same nie klasyfikują tego jako przemoc.
Dla mnie tego typu literatura jest odważna i niezbędna, bo zmusza do refleksji, bo jasno wskazuje, że ludzie potrzebujący wsparcia są niezwykle łatwym celem. Książka emocjonalna, ale i otwierająca oczy, a moim zdaniem też nieco kształtująca wrażliwość na osoby będące w wewnętrznym kryzysie. Nie wyobrażam sobie, żeby ta książka pozostawiła kogokolwiek obojętnym. Reportaż cenny, rzetelny, poruszający i społecznie nie do przecenienia.
September 8, 2026
Mocna. Bardzo trafne określenie na to, co tam się działo - „przemoc w białych rękawiczkach”. Ciekawe i łatwe do przyswojenia podsumowanie na koniec, omówienie technik manipulacji (wraz z nazwami) stosowanymi przez siostry, księży i inne osoby związane z kościołem (także świeckie).
Displaying 1 - 8 of 8 reviews







