„Automaty liczą” to historia pojawienia się i prób budowy w Polsce cyfrowych maszyn liczących – od ogromnych, zajmujących całe pokoje „mózgów elektronowych” po miniaturowe urządzenia o gabarytach jednotomowej „Encyklopedii Popularnej PWN” i od powstania Instytutu Maszyn Matematycznych do upadku wrocławskich zakładów Elwro. To także opowieść o narodzinach krajowej informatyki – i o tym, jak z akademickich laboratoriów komputery trafiły do fabryk, urzędów i gabinetów działaczy PZPR, by pod koniec lat 80. znaleźć się również w mieszkaniu statystycznego obywatela.
Spłakałem się jak stara panna na romkomie ... Nie, no dobra. Po prostu sentymentalne "świeczki" stanęły mi w oczach parę razy, ale jak na mnie to i tak sporo, więc nie odszczekuję tak do końca.
To jest książka dla starych ludzi. Czyli najlepiej takich urodzonych przed 80-tym rokiem. Pokolenie lat 90-tych raczej nie znajdzie tu wiele dla siebie. Sama książka jest krótka i nie aż tak bardzo szczegółowa jak bym chciał - co więcej, im chronologicznie przesuwamy się bliżej teraźniejszości, tym mniej smakowitych szczegółów i wspomnień. Ale ładunek emocjonalny jest i tak spory. Ja akurat jestem z roku 79-go, więc takiej np. Odry nie widziałem na oczy, ale kiedy pojawiają się znajome nazwy jako Zeto, Karen, Cyfronet, Mazovia albo Meritum, to mnie jednak coś ściska ...
Fajnie posłuchać o początkach. Nieporadnych, w bardzo ograniczonej skali, ale naprawdę da się wyłowić sporo smaczków - od chociażby jak startował projekt PESEL (czytałem z wypiekami na twarzy!) albo o tym telewizyjnym kursie komputerowym. I choć co chwilę się łapałem, że chciałoby się więcej, to i tak jestem wdzięczny za ten "teleport" to "starych, dobrych czasów".
Czego brakowało mi najbardziej? 1. fajnie byłoby usłyszeć trochę więcej o miejscach, gdzie informatyzacja rozwijała się najdynamiczniej - uniwerki, PKP - tam można było spotkać komputery, ale mało wiemy o ich zastosowaniu 2. wspomniane są początki giełd (np. na Grzybowskiej), ale tak po kronikarsku - nie ma np. z nazw wymienionych "imperiów", które powstawały i co się z nimi stało 3. są wspomniane pierwsze aplikacje (np. do planowania i budżetowania), ale autor nie dotarł do nikogo, kto mógłby trochę opowiedzieć o funkcjonalności - jak to działało, co faktycznie dało się zrobić, jak złożone były algorytmy 4. z polskich programów wymieniony jest Tag (i słusznie), ale przecież było tego więcej - chociażby legendarny msk_vir ... 5. nie ma nic o polskich BBSach, FidoNecie - to też była pewnego rodzaju subkultura, która rozwinęła się w PL pod koniec lat 80-tych, więc tuż przed upadku komunizmu
Długo by tak można. Bo wiadomo - nie da się stworzyć książki która odtworzy wszystkie wspomnienia, całą tę ciekawość świata, która nas wtedy zżerała i te emocje, które powodowały, że z wypiekami na twarzy zarywaliśmy noce nad 8-mio i później 16-tobitowymi komputerkami. Kto ma wiedzieć, ten wie. Kto ma pamiętać, ten pamięta. Pozdro dla wszystkich - a książkę polecam, cudnie triggeruje dawno zapomniane sentymenty. Warto.