Toruń, rok 1993. Lokalna mafia panoszy się po regionie i szuka układów z policją. Na styku światów prawa i zbrodni działa duet brawurowych funkcjonariuszy, Wiesław Świrski i Mirosław Cichoń.
Badając sprawę zaginięcia Mateusza – syna toruńskiego wicewojewody, powoli wikłają się w coraz mroczniejsze sekrety chłopaka. Śledztwo odsłania również skazy na relacji partnerów.
Poszukiwania z czasem zmieniają się w brutalną grę, której jedyną zasadą jest brak reguł. W tej rozgrywce karty rozdają gangsterzy…
Po latach Świrski wraca pamięcią do tamtego śledztwa. Co się wtedy tak naprawdę wydarzyło?
Robert Małecki (ur. 1977 r.) politolog, filozof i dziennikarz, ale przede wszystkim miłośnik kryminałów i thrillerów oraz nowej zabawki – czytnika ebooków; szczęśliwy uczestnik warsztatów kreatywnego pisania realizowanych w ramach Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu, a także tych organizowanych przez Maszynę do Pisania; laureat ogólnopolskich konkursów na opowiadanie kryminalne (MFK Wrocław i Kryminalna Piła). Jeśli w jego głowie nie pulsuje bas Bena Otręby i nie rozbrzmiewają solówki Jurka Styczyńskiego, znaczy, że jest chory. Do tej pory nie był.
Robert Małecki to jeden z polskich autorów, których twórczość szczególnie cenię i śledzę od debiutu. Jego powieści kryminalne zajmują szczególne miejsce na mojej półce, a seria z Bernardem Grossem należy nie tylko do najlepszych polskich cykli kryminalnych ostatnich lat, ale także do moich osobistych ulubieńców. Dlatego obok jego najnowszej powieści nie mogłam przejść obojętnie. „Krótka noc, długi krzyk” od razu wzbudziła moją ciekawość, ponieważ autor postanowił odejść od znanych czytelnikom schematów i zaprosić nas do zupełnie innego świata – Polski początku lat dziewięćdziesiątych. Efekt tej literackiej podróży okazał się imponujący.
Akcja powieści toczy się w Toruniu w 1993 roku, w czasach, gdy lokalna mafia umacnia swoje wpływy i stara się nawiązać układy z policją. Doświadczony duet funkcjonariuszy – Wiesław Świrski i Mirosław Cichoń – prowadzi śledztwo w sprawie zaginięcia Mateusza, syna toruńskiego wicewojewody. W trakcie dochodzenia policjanci odkrywają coraz bardziej niepokojące tajemnice związane z życiem zaginionego chłopaka. Równocześnie na jaw wychodzą problemy i napięcia w relacji między partnerami. Śledztwo stopniowo przeradza się w brutalną rozgrywkę, w której granice między prawem a przestępczością zacierają się, a gangsterzy przejmują kontrolę nad wydarzeniami. Po wielu latach Wiesław Świrski wraca wspomnieniami do tamtej sprawy, próbując zrozumieć, co naprawdę wydarzyło się podczas śledztwa. Powracający w jego pamięci krzyk sugeruje, że przeszłość skrywa mroczny sekret, który wciąż nie daje mu spokoju.
Jestem wielką miłośniczką powieści osadzonych w dawnych czasach, a szczególnie tych, których akcja rozgrywa się w latach 90. Te historie mają w sobie coś wyjątkowego, co mnie do nich przyciąga – przede wszystkim charakterystyczne obrazy i niepowtarzalną atmosferę. Dlatego z dużym entuzjazmem i ciekawością sięgnęłam po tę książkę. Przyciągnęło mnie nie tylko moje zamiłowanie do twórczości autora oraz obietnica intrygującej zagadki kryminalnej, ale także możliwość odbycia literackiej podróży do czasów, które wciąż zajmują szczególne miejsce w mojej pamięci. „Krótka noc, długi krzyk” autorstwa Roberta Małeckiego to kryminał, który przenosi czytelnika do Torunia lat 90. – miasta funkcjonującego na styku przemian, gdzie granica między prawem a przestępczym półświatkiem staje się coraz bardziej niewyraźna. Jedno śledztwo uruchamia lawinę wydarzeń, od których trudno się oderwać. Już od pierwszych stron wyraźnie wyczuwałam klimat tamtej dekady. Autor z dużą starannością odtwarza realia lat 90., dzięki czemu podczas lektury miałam wrażenie, jakbym na chwilę wróciła do świata, który dość dobrze pamiętam. To połączenie kryminalnej intrygi z nostalgiczną podróżą do przeszłości sprawiło, że z rosnącym zainteresowaniem przewracałam kolejne strony, ciekawa, dokąd zaprowadzi mnie ta historia i jakie tajemnice skrywa. Najnowsza powieść Roberta Małeckiego zdecydowanie nie jest klasycznym kryminałem – to coś znacznie więcej. Już od początku miałam poczucie, że obcuję z książką inną niż wcześniejsze powieści autora. Tym razem stworzył historię jeszcze mocniejszą, bardziej surową i brutalną, a przy tym niezwykle realistyczną. Największe wrażenie zrobił na mnie sposób, w jaki oddał klimat lat dziewięćdziesiątych. Nie ogranicza się do kilku charakterystycznych odniesień czy nostalgicznych wspomnień. Zamiast tego buduje pełnowymiarowy, wiarygodny obraz epoki, dzięki któremu czytelnik niemal fizycznie odczuwa atmosferę tamtych czasów.
Brudne ulice, wszechobecne poczucie niepewności, rodzące się mafijne struktury, układy i zależności, często silniejsze niż obowiązujące przepisy prawa – wszystko to zostało przedstawione z ogromną dbałością o szczegóły. Widać, że autor wykonał imponującą pracę, by wiernie odtworzyć zarówno realia funkcjonowania policji, jak i mechanizmy rządzące światem przestępczym u progu transformacji ustrojowej. Dzięki temu opowiadana historia zyskuje wyjątkową autentyczność, która momentami wręcz przytłacza. To właśnie ta wiarygodność sprawia, że wydarzenia opisane na kartach powieści wydają się jeszcze bardziej przejmujące, a czytelnik bez trudu zanurza się w rzeczywistości pełnej napięcia, niebezpieczeństwa i moralnych szarości. „Krótka noc, długi krzyk” to książka wstrząsająca, momentami niezwykle brutalna i pozostawiająca po sobie silne emocje. Robert Małecki nie próbuje łagodzić rzeczywistości ani omijać niewygodnych tematów. Przemoc, korupcja, zdrada i moralne kompromisy są tu wszechobecne, wpisane w codzienność bohaterów i świat, w którym przyszło im funkcjonować. Nie jest to jednak brutalność służąca wyłącznie wywołaniu szoku. Każda mocna scena ma swoje uzasadnienie i pełni ważną rolę w budowaniu wiarygodnego obrazu rzeczywistości, w której bohaterowie za wszelką cenę próbują ocalić resztki człowieczeństwa. Jednym z największych atutów tej powieści są bez wątpienia jej bohaterowie. Daleko im do ideału – popełniają błędy, zmagają się z własnymi słabościami, noszą w sobie lęki i bolesne doświadczenia. Dzięki temu wydają się autentyczni i bardzo ludzcy. Szczególnie zaciekawiła mnie relacja między Świrskim a Cichoniem. W miarę postępu śledztwa nabiera ona coraz większej głębi, odsłaniając kolejne warstwy obu postaci i dodając całej historii dodatkowego emocjonalnego wymiaru.
Nie zabrakło również tego, za co od lat najbardziej cenię twórczość Roberta Małeckiego – znakomicie budowanego napięcia oraz wyjątkowego kunsztu pisarskiego. Fabuła rozwija się stopniowo, ale ani przez chwilę nie traci tempa. Autor doskonale wie, kiedy odsłonić kolejny fragment układanki, a kiedy pozostawić czytelnika z nowymi pytaniami i niedopowiedzeniami. Jego lekki, naturalny styl sprawia, że przez tę historię wręcz się płynie, a kolejne strony znikają w błyskawicznym tempie. Każdy następny rozdział przynosi nowe tropy, rodzi kolejne wątpliwości i jeszcze mocniej podsyca ciekawość. Co najważniejsze, rozwiązanie zagadki pozostaje nieoczywiste niemal do samego finału. Robert Małecki po raz kolejny oddaje w ręce czytelników powieść, od której trudno się oderwać, bo nieustannie chcemy odkrywać więcej i poznawać kolejne elementy tej mrocznej układanki. „Krótka noc, długi krzyk” to dopracowana w najdrobniejszych szczegółach, znakomicie skonstruowana i niezwykle angażująca powieść kryminalna. To mroczna, poruszająca i bezkompromisowa historia, która nie tylko trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony, ale również skłania do refleksji nad ceną lojalności, konsekwencjami zdrady oraz cienką granicą oddzielającą dobro od zła. Dla mnie była to najlepsza książka w dorobku Roberta Małeckiego. Choć ogromnym sentymentem darzę jego serię kryminalną z Bernardem Grossem, to właśnie „Krótka noc, długi krzyk” ma wszystko, by stać się moją ulubioną powieścią autora. Najbardziej urzekł mnie klimat dawnych lat, który autor odtworzył z wyjątkową dbałością o detale i autentyczność. Robert Małecki nie idealizuje przeszłości ani jej nie upiększa – wręcz przeciwnie, przedstawia ją taką, jaka była naprawdę. To kryminał, który od pierwszych stron przykuwa uwagę, porusza swoją brutalnością, imponuje realizmem i pozostaje w myślach jeszcze długo po zakończeniu lektury. Dla mnie była to znakomita lektura – właśnie takie kryminały uwielbiam i takie chcę czytać. Z całego serca polecam tę pozycję wszystkim fanom gatunku. Miłośnicy polskiego kryminału z pewnością się nie zawiodą.
Książka jest napisana ciekawym stylem, ponadto ma bardzo interesującą kreację postaci. Małecki nie wybiela swoich głównych bohaterów, przedstawia gritty realia policji z lat 90 co sprawia, że książka jest świetną rozrywką na wieczór czy dwa. Niestety, i aby ująć to precyzyjnie posłużę się językiem bohaterów - elementy fabuły, które miały być delikatnym foreshadowingiem rozwiązania historii, są równie delikatne jak lepa na ryj. Zakończenie mnie znudziło niemiłosiernie, bo było boleśnie przewidywalne. Mimo wszystko solidne 3,5/5.
Brudna…takie mam pierwsze skojarzenie myśląc o tej książce. Historia przeplatana „Wcześniej” i „Teraz” wciąga! Policja, mafijne porachunki, zdrada, brutalność, porwanie…jest tu wszystko! Taka klasyka życia w tamtych latach. Choć kilka rzeczy jest przewidywalnych - wciąga - ja polecam!
DOSKONAŁY! Czyta się z duzą ciekawością Mroczna, gęsta i bardzo dobra powieść osadzona w latach 90. Robert Małecki po raz kolejny potwierdza, że jest mistrzem polskiego kryminału.
Toruń, rok 1993. Czas transformacji. Polska przypomina Dziki Zachód. Nie ma zasad. Nie ma zaufania. Nie ma bezpiecznych wyborów. Jest wolna amerykanka. Jest brutalna walka o byt. Jest wojna o dobrobyt. Bo tam, gdzie jeszcze próbujesz wierzyć w dobro, bardzo szybko uderza zło. „Krótka noc, długi krzyk” Roberta Małeckiego to kryminał zanurzony w brudnym, dusznym klimacie lat 90. W świecie układów. Szybkich pieniędzy. Politycznych powiązań. Policyjnych pęknięć. Mafijnych wpływów. Świrski i Cichoń. Policyjni partnerzy. Przyjaciele. Niby wiedzą o sobie wszystko. A jednak między nimi gęstnieje mrok niewypowiedzianych tajemnic. Po drugiej stronie stoi Fred. Przywódca lokalnej mafii. Bezduszny. Bezwzględny. Bezkompromisowy. W jego świecie nie ma litości. Są pieniądze. Posłuszeństwo. I eliminacja tych, którzy stają się niewygodni. Nawet jeśli kiedyś byli blisko. U Małeckiego wszystko się ze sobą ściera. Prawo z przestępczością. Dobro ze złem. Miłość z nienawiścią. Przyjaźń ze zdradą. Za dużo pokus. Za mało ograniczeń. Wszędzie kłamstwo. Ale dla mnie największą siłą tej książki nie jest sama intryga. Nie jest nawet świetnie odtworzony klimat transformacji. Najmocniejsze jest to, jak autor wchodzi pod skórę bohaterów. W ich lęk. W ich zmęczenie. W ich moralne pęknięcia. Pokazuje, jak łatwo człowiek zaczyna przesuwać granice. Najpierw odrobinę. Potem coraz dalej. Aż w końcu sam nie wie, kiedy przestał być sobą. Bo co robi człowiek, który chce utrzymać rodzinę? Który czuje presję? Który widzi luksus na wyciągnięcie ręki? Który żyje w świecie, gdzie uczciwość zaczyna wyglądać jak naiwność? W iluzorycznym świecie szczęścia wszystko powoli pęka. Zostaje praca ponad siły. Powinność. Zdrada. Zaniedbanie. Oddalenie. I cisza między ludźmi, którzy kiedyś byli sobie bliscy. Dla mnie warstwa emocjonalno-psychologiczna to absolutne serce tej powieści. 🖤 Zgłębianie rozedrganego umysłu komisarza Świrskiego było trudne, fascynujące i bardzo ludzkie. Jego moralne zmęczenie. W zagubienie człowieka, który chce być dobry, ale żyje w świecie, który nagradza coś zupełnie innego. Który w obliczu starości słyszy już tylko długi krzyk z jednej krótkiej nocy Ten krzyk jest jak wyrzut sumienia, ale też obraz porażki, bezradności, upadku. To kryminał o zbrodni. Ale też o cenie wyborów. O pokusach, które wchodzą do życia cicho. O dobru, które czasem nie przegrywa od razu tylko powoli się wycofuje. A finał? Zaskoczy Was. Nawet wtedy, gdy myślicie, że w kryminałach widzieliście już wszystko.
"Są takie sprawy-od których nigdy sie nie uwolnimy.Będą z nami aż do śmierci."
Już od pierwszych stron wiedziałam, że to nie będzie łatwa historia. Krótka noc, długi krzyk wciągnęła mnie bez reszty i nie pozwoliła oderwać się aż do samego końca. Od początku czułam narastające napięcie. Klimat Torunia lat 90., wszechobecny strach, mafia i układy sprawiły, że momentami miałam wrażenie, jakbym sama znalazła się w samym środku tych wydarzeń. To nie jest historia, w której wszystko jest czarne albo białe. Tutaj każdy skrywa swoje tajemnice, a zaufanie potrafi kosztować naprawdę wiele. Bardzo podobało mi się to, że autor nie skupia się wyłącznie na śledztwie. Pokazuje również, jak ogromny ciężar potrafi nieść przeszłość i że są wydarzenia, od których nie da się po prostu uciec. Z każdą kolejną stroną coraz bardziej angażowałam się w tę historię, próbując poskładać wszystkie elementy w jedną całość. Im więcej odkrywałam, tym mocniej przekonywałam się, że nic nie jest takie, jak początkowo się wydaje. Kilka razy byłam przekonana, że już wiem, dokąd zmierza fabuła... i za każdym razem autor skutecznie wyprowadzał mnie z błędu. Właśnie za to najbardziej cenię dobre kryminały kiedy do samego końca trzymają w niepewności i nie pozwalają przewidzieć zakończenia. Bohaterowie również zrobili na mnie duże wrażenie. Nie są idealni, mają swoje słabości, popełniają błędy i właśnie dzięki temu wydają się prawdziwi. Ich decyzje i wzajemne relacje dodają tej historii jeszcze więcej emocji. Zakończenie zostawiło mnie z ogromem refleksji i długo nie potrafiłam przestać o nim myśleć. To jedna z tych książek, które kończą się na ostatniej stronie, ale w głowie czytelnika pozostają jeszcze przez długi czas. Krótka noc, długi krzyk to nie tylko świetnie napisany kryminał. To również historia o zdradzie, lojalności, konsekwencjach podejmowanych decyzji i demonach przeszłości, które potrafią wrócić wtedy, gdy najmniej się ich spodziewamy. Jeśli lubicie mroczne, pełne napięcia historie z dobrze poprowadzoną zagadką i bohaterami, którzy nie są jednoznaczni, to zdecydowanie polecam tę książkę. Myślę, że ta historia jeszcze długo będzie wracać do mnie w myślach. I właśnie takie książki lubię najbardziej. ❤️
krótka noc, a krzyk długi i strzępy sumień z dni i lat nieobmyte poharatane słowa uczynki kruche mroczne prawdy i dudnienie jakby czas rozerwał jakby zdusił wspomnienia niewyczerpane
coś krzyczy we mnie wypełnia skórę głowę i skubie drapie niemiłosiernie przypomina drwi z tamtych chwil mroczne cienie rozrzuca po ciele moim dziś słabym jak dusza uwięziona na łańcuchu dni krzyczy
wypełnił się mrok rozlał się przykleił drwił i zabierał ktoś nie żałował czyjegoś życia ktoś szukał prawdy za cenę wszelką z win ulepionej brutalności szept i pająki ostatni gest ostatnie kroki
Są prawdy, które odnajduje się za późno. Są krzyki, które nigdy nie przestaną brzmieć. Na skraju życia nadchodzą wspomnienia. To, co wyblakło, nabiera kolorów. To, co bolało, łagodniej można teraz znieść. I tylko te pająki. I krzyk. Niemiłosierny. Cierpki. Donośny.
Toruń. Świat lokalnej mafii. Policja. I układy. Zaginięcie syna wpływowego urzędnika. Między tym wszystkim granica cienka, która raz przekroczona wszystko zmienia. Odbiera wartości, niszczy, prowadzi do tragedii. A wszystko sięga znacznie głębiej. Znacznie dalej.
Każde zdanie tutaj to ciężar. Ten, który osiada na ramionach i nie pozwala czuć spokoju. Wraca po latach. Wraca z krzykiem i pamięcią. Są tutaj pytania, na które łatwych odpowiedzi nie ma. Jest zdrada, która kłuje niemiłosiernie i strata, która zostawiła wyrwę. Decyzje, które podjęto przyniosły konsekwencje, które nie miały litości.
Lata 90. Cudny czas, by osadzić w nich kryminalną historię. Cudny, bo ciemny. Jakiś taki gęsty i osadzający się czarnym kurzem na powiekach. I pięknie odczuć można ten wyjątkowy wymiar tych lat w tej opowieści. Autor oddaje ich klimat w sposób tak namacalny, że przykleja się do skóry, a nostalgią wdziera się w serce. Niesłychanie się w tym czułam.
Tak naturalnie brzmią emocje w tej historii. Bez grzebania gdzieś pod spodem, a jednak brzmią mocno. Zostawia ta książka w duszy jakąś zadumę. Nostalgię i też smutek. Lubię takie czucie. Jestem zachwycona. Polecam bardzo mocno.
"Głośny, narastający wrzask wybuchł w mojej głowie. Nagle i niespodziewanie. Drgnąłem, jak zawsze, gdy się rozlegał. Otworzyłem oczy i wszystko ucichło. Nie licząc łomotu w klatce piersiowej. Nigdy nie wiedziałem, czyj to krzyk. Nie umiałem przypisać go do żadnej osoby.(...)Nie znałem powodu tego krzyku. Często zastanawiałem się, co się za nim kryło. Złość? Nie, raczej nie. W każdym razie nie było w nim tego czegoś, co śmiało mógłbym nazwać rodzajem dramatycznego napięcia. To nie tak, że w złości go brakuje. Jednak gdybym umiał to dobrze określić, powiedziałbym, że ten wrzask miał w sobie coś z lęku i ostateczności. Może ostateczności i bezsilności. Ale nawet jeśli tak było, jeśli udało mi się to właściwie rozpoznać, do niczego mnie to nie przybliżało. Krzyk pozostawał tajemnicą."
Wiesław Świrski i Mirosław Cichoń - dwaj policjanci z Wydziału Kryminalnego Policji w Toruniu dostają sprawę zaginięcia syna wojewody. Tropy niebezpiecznie zaczynają zahaczać o świat mafii, atmosfera się zagęszcza, a śledztwo komplikuje. Lata dziewięćdziesiąte, to burzliwy okres w historii Polski. Świat przestępczy przenika w kręgi policji, służby przechodzą transformację, układy, znajomości, korupcja, tam gdzie powinna dominować biel, widać szarość i czerń.
"Krótka noc, długi krzyk" to rasowy kryminał, w którym sama sprawa kryminalna zdaje się schodzić na dalszy plan, ustępując miejsca relacji między Świrskim i Cichoniem. Tych dwoje łączy wiele, ale czy ich przyjaźń jest kryształowa? Czy zawsze mogą na sobie polegać? Świrskiego poznajemy jako starszego człowieka, którego spokój regularnie zakłócany jest przez wizyty Cichonia. Wydarzenia z 1993 roku odkrywamy dzięki jego wspomnieniom - podziurawionym, rozmazanym. Taka narracja powoduje, że historia wydaje się jeszcze bardziej skomplikowana i niejasna, tak jak zamglone, niewyraźne są wspomnienia.
Zaskoczyła mnie ta książka, nie ma tutaj klasycznej zbrodni zakończonej demaskacją mordercy, natomiast zdemaskowane zostało coś innego, coś co uderza w sam splot słoneczny, odbiera świadomość i powoduje ogromny ból, ten fizyczny, oraz ten emocjonalny. Nic nie boli bardziej niż strata i zdrada.
Powieść prowadzona na dwóch płaszczyznach czasowych- we współczesności oraz w Toruniu 1993 roku. Ten podział świetnie buduje napięcie, bo z każdą kolejną stroną coraz bardziej chcemy odkryć, co wydarzyło się przed laty i dlaczego tamta sprawa wciąż nie daje bohaterom spokoju.
W teraźniejszości spotykamy emerytowanego komisarza Wiesława Świrskiego oraz jego dawnego partnera Mirosława Cichonia. Obaj są już starszymi, schorowanymi ludźmi, ale to właśnie nierozwiązane zaginięcie młodego Mateusza, syna toruńskiego wicewojewody, nie pozwala im zamknąć przeszłości. Świrski zmaga się z lukami w pamięci, jednak wydarzenia sprzed lat wracają do niego z zaskakującą wyrazistością. Pamięć staje się tu jednym z najważniejszych motywów… zawodna, wybiórcza, a jednocześnie niepozwalająca uciec od tego, co naprawdę istotne.
Druga linia czasowa przenosi nas do Torunia lat dziewięćdziesiątych. To świat, w którym mafia rozrasta się w siłę, polityka miesza się z gangsterką, a układy sięgają znacznie dalej, niż powinny. Śledztwo prowadzi bohaterów coraz głębiej w brutalną rzeczywistość, gdzie każdy kolejny trop odsłania nowe sekrety zaginionego i jego otoczenia. Granica między dobrem a złem bardzo szybko zaczyna się zacierać.
Ogromnym atutem książki jest klimat tamtych czasów. Bardzo dobrze wypadają również wplecione informacje o działalności toruńskich grup przestępczych, które dodają powieści autentyczności.
Jednym z najmocniejszych motywów są powracające do Świrskiego krzyk i pająki. Początkowo wydają się jedynie niepokojącymi obrazami, jednak z czasem nabierają głębszego znaczenia. To właśnie ten symboliczny element świetnie łączy warstwę kryminalną z psychologiczną i pokazuje, że od traumy oraz własnych decyzji nie da się uciec, nawet po wielu latach.
Dwie przestrzenie czasowe. W teraźniejszości pierwszoosobowym narratorem jest emerytowany komisarz Wiesław Świrski. Legenda toruńskiej policji teraz zmaga się z własnymi słabościami, ze sztywnym kolanem, z nadwagą. Rozmawia ze swoim byłym partnerem podkomisarzem Mirosławem Cichoniem o starej sprawie, o zaginięciu maturzysty Mateusza Krajewskiego. Cichy od lat krąży wokół śledztwa, Świrski niewiele z niego pamięta i niespecjalnie rozumie, dlaczego przyjaciela akurat ta sprawa tak pochłania. Druga perspektywa ukazuje rok 1993 i śledztwo w sprawie zaginięcia niedoszłego studenta medycyny, syna wice wojewody, Mateusza Krajewskiego. Trzecioosobowymi narratorami są policjanci prowadzący sprawę zaginięcia Mateusza — Cichoń i Świrski.
Fabuła to chronologiczny zapis wydarzeń z teraźniejszości i przeszłości. Historia upływała, odkrywając kolejne elementy układanki, które powoli ukazywały jednolity obraz. Całą książkę autor skrupulatnie budował intrygę, która skumulowała się i wybuchła w finale. Domyśliłam się, dlaczego Cichy i Iwona, ukochana żona Świrskiego, ze sobą nie rozmawiali już przy ich pierwszym spotkaniu. Rolę Cichonia też samodzielnie odkryłam. Niemniej finał był dla mnie sporym zaskoczeniem.
Fabuła została urozmaicona kilkoma przerywnikami w postaci wycinków transkrypcji podcastów z kanału YT Podejrzani i Mafia Pl.
Chociaż książka bije testosteronem, oblepia bezwzględnością, brudem, ukazuje mordercze dylematy, a "kobiecy" pierwiastek praktycznie nie istnieje, to wbrew wszelkim prawom natury, powieść bardzo mi się podobała. 4.5/5.0
Emerytowany komisarz toruńskiej policji Wiesław Świrski, będąc u schyłku życia, wraca wspomnieniami do 1993 roku i wydarzeń, o których nie pozwala mu zapomnieć wciąż powracający krzyk.
Robert Małecki zabiera nas do Torunia lat dziewięćdziesiątych, ukazując jego mroczne oblicze - świata, w którym gangsterzy czują się niemal bezkarni, a policja często okazuje się wobec nich bezradna. Autor znakomicie splata wątki kryminalne z obyczajowymi, płynnie łącząc przeszłość z teraźniejszością. Choć fabuła rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych, to właśnie wydarzenia sprzed lat stanowią jej najmocniejszy i najbardziej poruszający element.
Lubię styl i język Roberta Małeckiego. Autor z niezwykłą swobodą przykuwa uwagę, buduje napięcie i wywołuje emocje, od których trudno się uwolnić. Z każdą kolejną stroną atmosfera gęstnieje, a niepokój i poczucie zagrożenia stają się niemal namacalne. Równie mocną stroną powieści są bohaterowie - dalecy od ideału, naznaczeni własnymi błędami i słabościami, przez co wydają się autentyczni i na długo pozostają w pamięci.
"Krótka noc, długi krzyk" to nie tylko świetnie skonstruowany kryminał, ale również przejmująca opowieść o pamięci, poczuciu winy, samotności i konsekwencjach decyzji podjętych przed laty.
Świrski i Cichoń, dwóch funkcjonariuszy toruńskiej policji, którzy działają w 1993 r. W tej książce praktycznie cała akcja (98% 😁) dzieje się w przeszłości, odniesienia do teraźniejszości są tylko krótkimi wstawkami. Końcowy twist - udany 😉
🎧 lubię to jak Małecki tworzy swoje historie, zanurza je głęboko w Toruniu, jak wielowymiarowi są jego bohaterowie - tutaj urzekła mnie też konstrukcja powieści