What do you think?


Jak wyjść z siebie. O złudzeniu niezależności i sile społecznych więzi
Czy codzienny stres to nasza prywatna porażka, czy może adekwatna reakcja na porządek społeczny, w którym żyjemy? Jaka jest cena pełnej niezależności i kto ją płaci?
Agata Sikora powraca z błyskotliwą analizą codzienności – obnaża iluzję, że samowystarczalność to jedyna droga do wolności. Przekonuje, że nasz lęk nie wynika z wewnętrznej kruchości, lecz z pustki po rozpadzie więzi społecznych.
Autorka odnajduje poczucie bezpieczeństwa w żywej międzyludzkiej sieci – w gestach, które wymykają się rynkowej logice transakcji i romantycznym mitom o autentycznych uczuciach.
Pokazuje, jak w świecie, który każe nam traktować samych siebie jak jednoosobowe firmy, zapewnienie sobie bezpieczeństwa stało się samotnym, prywatnym przedsięwzięciem.
Dlaczego tak bardzo kochamy Joela z „The Last of Us”, choć w imię ochrony swoich zabiłby nas wszystkich?
Czy istnieje siatka bezpieczeństwa, która złapie nas, gdy się potkniemy? Jeśli tak – kto i jak ją splata?
I co się stanie, jeśli zamiast wychodzić na swoje, spróbujemy wyjść ku sobie?
„Jak wyjść z siebie” to przenikliwa, napisana z literackim zacięciem opowieść o tym, jak wyzwalające – i przyjemne – może być uznanie własnej współzależności.
Czas przestać biegać w kołowrotku indywidualizmu. Czas zacząć tkać społeczną sieć.
Agata Sikora powraca z błyskotliwą analizą codzienności – obnaża iluzję, że samowystarczalność to jedyna droga do wolności. Przekonuje, że nasz lęk nie wynika z wewnętrznej kruchości, lecz z pustki po rozpadzie więzi społecznych.
Autorka odnajduje poczucie bezpieczeństwa w żywej międzyludzkiej sieci – w gestach, które wymykają się rynkowej logice transakcji i romantycznym mitom o autentycznych uczuciach.
Pokazuje, jak w świecie, który każe nam traktować samych siebie jak jednoosobowe firmy, zapewnienie sobie bezpieczeństwa stało się samotnym, prywatnym przedsięwzięciem.
Dlaczego tak bardzo kochamy Joela z „The Last of Us”, choć w imię ochrony swoich zabiłby nas wszystkich?
Czy istnieje siatka bezpieczeństwa, która złapie nas, gdy się potkniemy? Jeśli tak – kto i jak ją splata?
I co się stanie, jeśli zamiast wychodzić na swoje, spróbujemy wyjść ku sobie?
„Jak wyjść z siebie” to przenikliwa, napisana z literackim zacięciem opowieść o tym, jak wyzwalające – i przyjemne – może być uznanie własnej współzależności.
Czas przestać biegać w kołowrotku indywidualizmu. Czas zacząć tkać społeczną sieć.
464 pages, Hardcover
Published June 17, 2026
About the author
Agata Sikora
5 books7 followerspolska kulturoznawczyni, krytyczka literacka i eseistka, członkini Unii Literackiej
Ratings & Reviews
Friends & Following
Create a free account to discover what your friends think of this book!
Community Reviews
Displaying 1 - 6 of 6 reviews
August 16, 2026
Chciałabym być sprawiedliwa wobec tej książki, więc zacznę od ważnych uwag, tzn. autorka próbuje powiedzieć coś bardzo ważnego, ewidentnie ma ciekawe diagnozy, ma dobry zmysł analityczny i serce po dobrej stronie. Ma też dobre pióro i książkę pomimo objętości dobrze się czyta. Mam nadzieję, że jest to pozycja, która dzięki nieco poradnikowej oprawie (chociaż nie jest to poradnik) i szerokiej dystrybucji dotrze do osób, które niekoniecznie wychodzą z pozycji lewicowych intelektualistów.
ALE moją dużym zastrzeżeniem wobec tej książki jest to, że paradoksalnie Agata Sikora nie jest w stanie wyjść w niej z siebie. I chcę to powiedzieć jasno – nie ma nic złego w wychodzeniu w różnych analizach z własnych doświadczeń, bolączek dnia codziennego, przywilejów i ich braku. Opowieści z własnego życia mogą stanowić ważny punkt w tego typu publikacji, jednak według mnie są one tutaj do tego stopnia dominujące, że miałam poczucie, że nie do końca czytam o więziach społecznych, a o bolączkach Agaty Sikory w organizowaniu urodzin dzieci i życiu na emigracji, albo wspomnienia z autostopowania w młodości (serio, jedna/dwie anegdotki by wystarczyły). I z tego wyrasta mój kolejny ważny zarzut, tzn. książka ta jest w sposób rażący wręcz heteronormatywna. I nie wynika to z homo/queerfobii autorki (według mnie), ale właśnie z tego, że w fundamentalny sposób Sikora napisała książkę o sobie. Co prawda raz na jakiś czas pojawia się uwaga o niehetero związkach i innych formach rodziny, niż dwie osoby z dziećmi, ale ponieważ autorka ma poczucie, że nie jest to coś dla niej, to nie rozwija tych wątków.
Na tle deklaratywnej progresywności autorki dziwnie wypadają uwagi o tym, że ludzie dzisiaj łatwo są w stanie porzucić związki romantyczne, które ich nie satysfakcjonują, co jest objawem "optymalizacji" wszystkich sfer swojego życia. Albo o tym, że ludzie na prawo i lewo porzucają relacje ze swoimi rodzinami, nawet jeżeli nie były to rodziny przemocowe, równocześnie nie podpierając się żadnymi danymi na temat tego, ile osób realnie zrywa relacje z rodzicami i dlaczego to robią. I znowu, chociaż autorka jest świadoma przemocowych mechanizmów działających w rodzinach, to jednak w jej świecie punktem wyjścia jest brak przemocy i od tego buduje się dalszą analizę sytuacji. Porzucanie relacji z rodziną jest więc przedstawione jako "nie dzwonię do ciotki, bo mnie trochę wku*wia", a nie jako "nie dzwonię do ciotki, bo jest homofobką, a ja żyję w queerowej relacji". Pisanie z emigracji sprawia też, że autorka traci z oczu pytanie jak żyć ze swoją rodziną, kiedy nie jest ona oddalona o kilkaset kilometrów, a więc relacje z nią mogą wymagać, np. codziennej opieki nad kimś (co jest przedstawione w książce P. Małochleb "Mięsnie mam od miłości").
Jak na książkę o więziach społecznych bardzo niewiele jest tutaj o przyjaźni, chociaż teoretycznie autorka docenia ich wagę i sprzeciwia się umniejszaniu tym relacjom na tle relacji romantycznych (moim zdaniem przy tej strukturze książki przyjaźń zasługuje wręcz na oddzielną część, obok relacji romantycznych, rodzinnych i ogólnoludzkich), a także o ludziach żyjących długoterminowo jako single lub samotnie (jakby się tego nie definiowało), chociaż jest to doświadczenie coraz większej ilości młodych osób. I nie chcę, żeby to wypadło jak zarzuty, że książka nie jest o wszystkim. Te przykłady wynikają właśnie z mojego poczucia, że z tego typu doświadczeń można nauczyć się równie wiele, jak z emigracyjnych doświadczeń Sikory, które pod wieloma względami są centralne dla jej obecnej pozycji. I oczywiście, niektóre doświadczenia rozpadu więzi mają rodzaj uniwersalizmu, więc może doświadczenie emigracyjne można odnieść np. do odbudowywania swojego życia po rozpadzie wieloletniego związku (trochę tutaj wymyślam), ale problem znowu polega na tym, że Sikora nie sięga głębiej po tego typu analogie i doświadczenia, tylko rzuca przykładami jak ochłapem.
Jest też kilka rzeczy, które według mnie są ewidentnymi bzdurami i chciałabym podzielić się tą, która mnie najbardziej zdziwiła: "Więcej zasobów nie oznacza mniej strachu". Jest to totalna bzdura, wiele badań pokazuje bardzo jasno, że do pewnego poziomu wzrost zamożności przekłada się bezpośrednio na poczucie bezpieczeństwa. Nie oznacza to oczywiście, że gromadzone w nieskończoność zasoby oznaczają nieskończony wzrost szczęścia, bo tendencja ta na pewnym poziomie zanika, ale nie ma co udawać, że nie istnieje, nawet jeżeli wszystko to jest po prostu wpisane w kapitalistyczną logikę, której chcemy uniknąć.
Mam też pomniejsze zarzuty, które może tutaj zostawię, ale nie będę rozwijać, np. uważam, że niektóre wątki są bardzo rwane, autorka polemizuje w większości z wyobrażonymi adwersarzami, co sprawia, że niektóre sytuacje przedstawione są karykaturalnie i łatwo można z nich wówczas wybrnąć (tutaj rażące były przykłady "dylematów" rodzicielskich sprowadzonych zasadniczo do sytuacji granicznych). Miałam też poczucie, że nie zawsze udany jest balans między uprzystępianiem treści a chęcią bycia erudycyjną autorką. To jednak są, jak sądzę, techniczne sprawy, które nie były kluczowe w odbiorze książki.
ALE moją dużym zastrzeżeniem wobec tej książki jest to, że paradoksalnie Agata Sikora nie jest w stanie wyjść w niej z siebie. I chcę to powiedzieć jasno – nie ma nic złego w wychodzeniu w różnych analizach z własnych doświadczeń, bolączek dnia codziennego, przywilejów i ich braku. Opowieści z własnego życia mogą stanowić ważny punkt w tego typu publikacji, jednak według mnie są one tutaj do tego stopnia dominujące, że miałam poczucie, że nie do końca czytam o więziach społecznych, a o bolączkach Agaty Sikory w organizowaniu urodzin dzieci i życiu na emigracji, albo wspomnienia z autostopowania w młodości (serio, jedna/dwie anegdotki by wystarczyły). I z tego wyrasta mój kolejny ważny zarzut, tzn. książka ta jest w sposób rażący wręcz heteronormatywna. I nie wynika to z homo/queerfobii autorki (według mnie), ale właśnie z tego, że w fundamentalny sposób Sikora napisała książkę o sobie. Co prawda raz na jakiś czas pojawia się uwaga o niehetero związkach i innych formach rodziny, niż dwie osoby z dziećmi, ale ponieważ autorka ma poczucie, że nie jest to coś dla niej, to nie rozwija tych wątków.
Na tle deklaratywnej progresywności autorki dziwnie wypadają uwagi o tym, że ludzie dzisiaj łatwo są w stanie porzucić związki romantyczne, które ich nie satysfakcjonują, co jest objawem "optymalizacji" wszystkich sfer swojego życia. Albo o tym, że ludzie na prawo i lewo porzucają relacje ze swoimi rodzinami, nawet jeżeli nie były to rodziny przemocowe, równocześnie nie podpierając się żadnymi danymi na temat tego, ile osób realnie zrywa relacje z rodzicami i dlaczego to robią. I znowu, chociaż autorka jest świadoma przemocowych mechanizmów działających w rodzinach, to jednak w jej świecie punktem wyjścia jest brak przemocy i od tego buduje się dalszą analizę sytuacji. Porzucanie relacji z rodziną jest więc przedstawione jako "nie dzwonię do ciotki, bo mnie trochę wku*wia", a nie jako "nie dzwonię do ciotki, bo jest homofobką, a ja żyję w queerowej relacji". Pisanie z emigracji sprawia też, że autorka traci z oczu pytanie jak żyć ze swoją rodziną, kiedy nie jest ona oddalona o kilkaset kilometrów, a więc relacje z nią mogą wymagać, np. codziennej opieki nad kimś (co jest przedstawione w książce P. Małochleb "Mięsnie mam od miłości").
Jak na książkę o więziach społecznych bardzo niewiele jest tutaj o przyjaźni, chociaż teoretycznie autorka docenia ich wagę i sprzeciwia się umniejszaniu tym relacjom na tle relacji romantycznych (moim zdaniem przy tej strukturze książki przyjaźń zasługuje wręcz na oddzielną część, obok relacji romantycznych, rodzinnych i ogólnoludzkich), a także o ludziach żyjących długoterminowo jako single lub samotnie (jakby się tego nie definiowało), chociaż jest to doświadczenie coraz większej ilości młodych osób. I nie chcę, żeby to wypadło jak zarzuty, że książka nie jest o wszystkim. Te przykłady wynikają właśnie z mojego poczucia, że z tego typu doświadczeń można nauczyć się równie wiele, jak z emigracyjnych doświadczeń Sikory, które pod wieloma względami są centralne dla jej obecnej pozycji. I oczywiście, niektóre doświadczenia rozpadu więzi mają rodzaj uniwersalizmu, więc może doświadczenie emigracyjne można odnieść np. do odbudowywania swojego życia po rozpadzie wieloletniego związku (trochę tutaj wymyślam), ale problem znowu polega na tym, że Sikora nie sięga głębiej po tego typu analogie i doświadczenia, tylko rzuca przykładami jak ochłapem.
Jest też kilka rzeczy, które według mnie są ewidentnymi bzdurami i chciałabym podzielić się tą, która mnie najbardziej zdziwiła: "Więcej zasobów nie oznacza mniej strachu". Jest to totalna bzdura, wiele badań pokazuje bardzo jasno, że do pewnego poziomu wzrost zamożności przekłada się bezpośrednio na poczucie bezpieczeństwa. Nie oznacza to oczywiście, że gromadzone w nieskończoność zasoby oznaczają nieskończony wzrost szczęścia, bo tendencja ta na pewnym poziomie zanika, ale nie ma co udawać, że nie istnieje, nawet jeżeli wszystko to jest po prostu wpisane w kapitalistyczną logikę, której chcemy uniknąć.
Mam też pomniejsze zarzuty, które może tutaj zostawię, ale nie będę rozwijać, np. uważam, że niektóre wątki są bardzo rwane, autorka polemizuje w większości z wyobrażonymi adwersarzami, co sprawia, że niektóre sytuacje przedstawione są karykaturalnie i łatwo można z nich wówczas wybrnąć (tutaj rażące były przykłady "dylematów" rodzicielskich sprowadzonych zasadniczo do sytuacji granicznych). Miałam też poczucie, że nie zawsze udany jest balans między uprzystępianiem treści a chęcią bycia erudycyjną autorką. To jednak są, jak sądzę, techniczne sprawy, które nie były kluczowe w odbiorze książki.
August 24, 2026
Moje etapy politycznego lewicowego myślenia wyglądały mniej więcej tak:
Faza pierwsza – zaczynam dostrzegać jakieś strukturalne zależności czy presje i od razu próbuję je odnieść do siebie. Albo myślę o tym, jak to mnie uciska kapitalizm, albo od razu łapię zajawkę na rozmaite korekty indywidualnych postaw, które mają być oznaką buntu czy próbą zmiany społecznej. Wiecie, te wszystkie rzeczy typu polityczny weganizm jako metoda ukrócenia wyzysku zwierząt, poliamoria jako sposób na rozmontowanie oków patriarchalnej rodziny etc.
Faza druga – refleksja nad gimbolewicowymi odruchami oraz nad tym, że strukturalne problemy co do zasady wymagają strukturalnych rozwiązań. Coraz śmielsze podśmiechujki z ludzi, którzy serio myślą, że zmienią świat swoim niebraniem plastikowej słomki w barze albo nienormatywną ekspresją.
*
Jak się człowiek zatrzyma na fazie drugiej (a ja się póki co zatrzymałam), to może uważać, że jego obraz świata jest adekwatny, ale jednocześnie czasem trudno mu otrząsnąć się z apatii. Patrzenie na strukturalne problemy z rzadka pozwala skonstruować jakieś odpowiedzi z poziomu „ja”, zastanowić się nad tym, jak „ja” się do tych problemów ma. Zazwyczaj, gdy stykam się z książkami, które próbują to robić, wydają mi się one błahe, infantylne, egocentryczne.
Dlatego tak dobrym zaskoczeniem była najnowsza książka Agaty Sikory „Jak wyjść z siebie”. To raczej nie jest publikacja, która zwiększa w znaczący sposób naszą wiedzę o świecie, ale udaje jej się niebanalnie stawiać pytania: Co osoba z aktualną wiedzą o świecie ma robić? Co myśleć? Jak nawigować między przekonaniami i realiami?
Podoba mi się sposób, w jaki Sikora rozwija strukturę wywodu, wprowadza wątpliwości i odtwarza w tekście własną logikę myśli. Podoba mi się to, jak włącza do rozważań opowieść autobiograficzną – nie dla pitolenia o sobie, ale dla zilustrowania argumentu. Podoba mi się też to, jak eksperymentuje myślowo – bo chociaż imo trochę za bardzo ufa w społeczną moc przesunięć w dyskursie czy mentalności (nie zastanawiając się wnikliwie nad ich materialną bazą), to zarazem samą złożoność popularności pewnych dyskursów uchwytuje bardzo dobrze.
https://www.instagram.com/p/DcbTEXGin...
Faza pierwsza – zaczynam dostrzegać jakieś strukturalne zależności czy presje i od razu próbuję je odnieść do siebie. Albo myślę o tym, jak to mnie uciska kapitalizm, albo od razu łapię zajawkę na rozmaite korekty indywidualnych postaw, które mają być oznaką buntu czy próbą zmiany społecznej. Wiecie, te wszystkie rzeczy typu polityczny weganizm jako metoda ukrócenia wyzysku zwierząt, poliamoria jako sposób na rozmontowanie oków patriarchalnej rodziny etc.
Faza druga – refleksja nad gimbolewicowymi odruchami oraz nad tym, że strukturalne problemy co do zasady wymagają strukturalnych rozwiązań. Coraz śmielsze podśmiechujki z ludzi, którzy serio myślą, że zmienią świat swoim niebraniem plastikowej słomki w barze albo nienormatywną ekspresją.
*
Jak się człowiek zatrzyma na fazie drugiej (a ja się póki co zatrzymałam), to może uważać, że jego obraz świata jest adekwatny, ale jednocześnie czasem trudno mu otrząsnąć się z apatii. Patrzenie na strukturalne problemy z rzadka pozwala skonstruować jakieś odpowiedzi z poziomu „ja”, zastanowić się nad tym, jak „ja” się do tych problemów ma. Zazwyczaj, gdy stykam się z książkami, które próbują to robić, wydają mi się one błahe, infantylne, egocentryczne.
Dlatego tak dobrym zaskoczeniem była najnowsza książka Agaty Sikory „Jak wyjść z siebie”. To raczej nie jest publikacja, która zwiększa w znaczący sposób naszą wiedzę o świecie, ale udaje jej się niebanalnie stawiać pytania: Co osoba z aktualną wiedzą o świecie ma robić? Co myśleć? Jak nawigować między przekonaniami i realiami?
Podoba mi się sposób, w jaki Sikora rozwija strukturę wywodu, wprowadza wątpliwości i odtwarza w tekście własną logikę myśli. Podoba mi się to, jak włącza do rozważań opowieść autobiograficzną – nie dla pitolenia o sobie, ale dla zilustrowania argumentu. Podoba mi się też to, jak eksperymentuje myślowo – bo chociaż imo trochę za bardzo ufa w społeczną moc przesunięć w dyskursie czy mentalności (nie zastanawiając się wnikliwie nad ich materialną bazą), to zarazem samą złożoność popularności pewnych dyskursów uchwytuje bardzo dobrze.
https://www.instagram.com/p/DcbTEXGin...
August 19, 2026
Mogłaby być o 100 stron krótsza, a nie straciłaby na sile argumentu. To jedna z ciekawszych książek idei wydanych w Polsce w ostatnich latach. Napisana lekką frazą, z wyrazistym przesłaniem (choć główny złol pojawia się późno i ma mało czasu ekranowego). W przystępny sposób przypomina o rzeczach, o których zdajemy się dziś nie wiedzieć, lub przynajmniej wiemy rzadko: współpracy, współczuciu, rezygnacji z siebie, która nie jest męczeństwem, tylko wkładem we wspólne dobro.
September 28, 2026
Myślę, że dla wielu osób książka ta powinna być lekturą obowiązkową. I tak, zgadzam się z recenzją Emmeliny, że można by tu jeszcze sporo poprawić i dodać (część druga byłaby wysoce wskazana), ale i tak uważam, że autorka w sposób niezwykle celny pokazała przemiany zachodzące w społeczeństwie.
Po lekturze mam sporo refleksji oraz, dzięki bogatej bibliografii, długą listę książek do przeczytania.
Po lekturze mam sporo refleksji oraz, dzięki bogatej bibliografii, długą listę książek do przeczytania.
June 28, 2026
To nie poradnik z gotowymi receptami, lecz esej skłaniający do refleksji. Szczególnie spodobało mi się to, że nie trzeba czytać go jednym tchem. Niektóre rozdziały są wymagające i warto dać sobie czas na ich przemyślenie.
Po lekturze trudno nie zastanowić się, czy naprawdę musimy być zawsze silni i samowystarczalni. W czasach, gdy większość książek zachęca, by skupić się na „ja”, Agata Sikora proponuje zmianę. I właśnie to uważam za największą wartość tej książki.
Po lekturze trudno nie zastanowić się, czy naprawdę musimy być zawsze silni i samowystarczalni. W czasach, gdy większość książek zachęca, by skupić się na „ja”, Agata Sikora proponuje zmianę. I właśnie to uważam za największą wartość tej książki.
July 7, 2026
Zasługuje na recenzję, której teraz nie mam czasu napisać
Displaying 1 - 6 of 6 reviews







