"Alfabet Millera" to podróż w czasie przez świat polskiej polityki od lat 70. do współczesności. Przewodnikiem jest Leszek Miller, nazywany żelaznym kanclerzem były premier, szef SLD i człowiek, który wprowadził Polskę do Unii Europejskiej.
Jak znalazł się na pokładzie rządowego Tupolewa z Lechem Kaczyńskim niedługo przed katastrofą smoleńską, dlaczego skończyła się jego przyjaźń z Aleksandrem Kwaśniewskim i co usłyszał od Andrzeja Leppera tuż przed jego śmiercią? To tylko kilka z wielu pytań, na które odpowiedzi znajdują się w Alfabecie.
W książce wielka polityka przeplata się z prywatnymi historiami, które łączą się z mnóstwem smakowitych i niepublikowanych dotąd anegdot. W tej opowieści Leszkowi Millerowi towarzyszy doświadczony dziennikarz polityczny Jacek Prusinowski.
Staje obywatel Miller Leszek i zeznaje. Przed laty swoim alfabetem Jerzy Urban rozbił wydawniczy bank, jak to jest, że tylko komunistom zbiera się na wspominki w formie alfabetycznej? Nie mam pojęcia. W każdym razie książka Millera na pewno nie wzbudza takich emocji, jak ta byłego rzecznika rządu i naczelnego tygodnika "Nie".
Były premier sprawnie lawiruje między tematami, jak na byłego polityka przystało. Zgrabnie omija lub zbywa tematy kontrowersyjne, jak przystąpienie Polski do wojny w Iraku za swoich rządów (Irak nie zasłużył nawet na własną literkę w tej wyliczance) za to dowiadujemy się, że Bill Clinton nosił za krótkie spodnie a Condoleezza Rice pięknie grała na fortepianie i jeździła na łyżwach.
Są w tej książce oczywiście elementy ciekawe, ale dotyczą one raczej sfery prywatnej, niż polityki. Prusinowski mógł momentami trochę mocniej Leszka Millera przycisnąć, ale tego nie zrobił, ponadto w różnych rozdziałach były premier się powtarza, co chyba umknęło w redakcji. Koniec końców wyszła z tych wspominków książka poprawna i nic ponad to.
Muszę powiedzieć, że po obejrzeniu wielu internetowych wywiadów z Leszkiem Millerem byłem bardzo ciekawy, o czym będzie książka sygnowana jego nazwiskiem. I znowuż, muszę powiedzieć, że nie tylko się nie zawiodłem, ale pozytywnie zaskoczyłem, tym, że to bardzo wciągająca i ciekawa lektura. Nie będzie tutaj życiorysu Premiera, nie będzie też stricte politycznego zacięcia, choć wiadomo, jest to główna optyka tej rozmowy, bo w takiej formie jest książka, Jacek Prusinowski rozmawia z Leszkiem Millerem, zadaje mu pytania. Rozdziały są krótkie, tematyczne. Np. co myśli o Kwaśniewskim, co o USA itd. Każdy rozdział to inna litera tytułowego alfabetu. Co ciekawe książka jest nieco lakoniczna w poszczególnych, oszczędnych w treść rozdziałach, ale budzi w czytelniku ciekawość do szukania dokładniejszych informacji gdzie indziej. Zawiera trochę smaczków i anegdot, ale nie są to sensacyjne wieści. Bardziej kronikarskie ciekawostki. Niezależnie od poglądów, opcji politycznych i indywidualnej oceny tego człowieka, myślę że warto zapoznać się z tą publikacją.
Polecam. Dobrze zrobiony wywiad z ciekawą osobą. Nie ma w nim nic przełomowego, dla osób interesujących się polityką, ale jest trochę tzw. kuchennych ciekawostek. Szybko się czyta.
Nie sądziłem, że na stare lata będę uważał, iż Leszek Miller w wielu sprawach mówi rozsądnie, choć zarazem w równie wielu mam zupełnie inne poglądy (choćby w kwestiach ekonomicznych). Gdy byłem w wieku nastoletnim i rządził on krajem był dla mnie wcieleniem zła i niestety wciąż mam powody, aby go krytykować, ponieważ będąc u władzy nie realizował większości swoich obecnych poglądów.
Jeśli chodzi natomiast o ocenę samej książki, to jest ona dla mnie w dużej mierze powrotem do starych czasów, przypomnieniem wielu różnych afer i sytuacji z naszej sceny politycznej. Można byłoby nieco to wszystko "podkręcić", ale z drugiej strony nie ma tutaj jakiejś taniej sensacji. Czytało się to więc bardzo dobrze.
Na tle ostatnich wypowiedzi Millera - czasem odważnych, ciekawych, idących pod prąd politycznej poprawności - książka jest blada i ugrzeczniona. Mocno skupiona na rozliczeniach z historią i personalnych relacjach. To nie jest najciekawszy wywiad, jaki dałoby się przeprowadzić z tym człowiekiem.