Kiedy masz szesnaście lat, jedną z ostatnich rzeczy, na które masz ochotę, jest zrywanie się o świcie i praca w piekarni rodziców. Świat i tak jest wystarczająco przeciwko tobie. Do tego jesteś z tym zupełnie sama.
W rodzinie Hal More liczyło się „co ludzie powiedzą” i „czy wypada” (a zwykle nie wypadało). Musiała odłożyć na bok marzenia o śpiewaniu i wiecznie grać rolę grzecznej dziewczynki.
Edmundo Soler – to on staje się przyczyną zmian w życiu Hal. Uczucie, które wybucha między nimi daje jej szczęście, pewność siebie i budzi w sercu głos, który mówi „To jest twój czas, twoje marzenia! Walcz o to!”.
Nie uczono mnie szczęścia opowiada o dorastaniu w małym miasteczku, pierwszej miłości i odnajdowaniu siebie.
To także historia o szukaniu własnego głosu, o odwadze i wychodzeniu do świata ze skorupy wstydu. Poruszająca opowieść Hal, która zbyt długo żyła pod dyktando innych, zapominając o sobie.
Nigdy nie sądziłam, że kiedykolwiek nazwę jakąś książkę szkodliwą, a jednak.
NUMS to definitywnie najgorsza książka jaką czytałam. Nafaszerowana krzywdzącymi stereotypami i niszczącymi poglądami na przeróżne tematy, wpajane do głów 13-letnich czytelników.
Obrażane są grupy społeczne, religijne i etniczne, co jest dla mnie niedopuszczalne. Demonizowanie rzeczy, które nie są w realnym świecie niczym złym jest tutaj na porządku dziennym.
O poziomie obrzydzenia jakie czułam czytając o seksualizowaniu 16-latek i uprzedmiotawianiu przyjaciółki głównej bohaterki nawet nie będę wspominać, bo na samą myśl jest mi niedobrze.
Widzę mnóstwo problemów, które sprawiają że ta historia nijak się ze sobą klei i na dobrą sprawę, mam wrażenie że przeczytałam książkę bez fabuły. Napchaną jedynie krzywdzącym przedstawieniem katolików i perypetiami głównej bohaterki, która w żadnym momencie nie jest nam przedstawiona jakoby nie była osobą zdrową (na co wyraźnie wskazują jej zachowania) co jest moim kolejnym zarzutem.
Nie przepadałam za piórem Irminy, nie leżał mi jej język i sposób kreowania historii, ale czegoś takiego absolutnej się nie spodziewałam i jestem pod ogromnym wrażeniem, że jedna książka jest w stanie wywołać we mnie tak wiele negatywnych emocji.
1.25 / 5.00 nie będę się jakoś rozpisywać, bo cała recenzja już na instagramie, ale w skrócie - dużo tematów/tekstów według mnie zupełnie nie dla nastolatek 13+. mamy tu też dużo problematycznych tematów (nietypowa obsesja głównej bohaterki na punkcie głównego bohatera, związek 16 latki z 23 latkiem), które nie są do końca albo w ogóle wyjaśnione.
jedyny plus, jaki daje tej książce to to, że autorka pisze dość lekko, tak, że byłam w stanie książkę przeczytać w jeden dzień <3
Bardzo krzywdząca książka, źle dobrana kategoria wiekowa, sprośne oraz seksualne lub podseksualne teksty oraz fragmenty (jak na przykład oglądanie filmów 18+, czy wrzeszczenie słów typ seks, wagina, kutas, seksualizacja jogi), dyskryminacja, dyskryminacja pod względem religijnym, demonizowanie katolicyzmu i jakiegokolwiek innego wyznania, ośmieszanie głównej bohaterki, źle przedstawiony prześladowanie i wyśmiewanie przez rówieśników, tragicznie opisany wątek depresji oraz narkotyków.
Słaby styl pisania, zbędne teksty i wzmianki o randomowych rzeczach, non stop teksty i słowa po angielsku, które mają odpowiedniki w języku polskim.
Ostatni raz dałem tej autorce szansę. Już nigdy więcej. Może przemyśli pani te wszystkie 1-gwiazdkowe opinie i jednak zobaczy, że coś ewidentnie jest nie tak, zamiast stwierdzać, że wszystko to hejt? 🫠
prawie dnf, zmusilam się do przeczytania. uważam (a raczej chcę wierzyć),że ta książka jest po prostu słabym żartem autorki. jestem zirytowana i zniesmaczona
Czym tak naprawdę jest szczęście? Hal na początku też tego nie wiedziała, ale chyba udało się jej je osiągnąć.
„Nie uczono mnie szczęścia” to historia Hal More, dziewczyny z rodziny idealnej. Bardziej niż cokolwiek innego liczyło się „co ludzie pomyślą” i „czy wypada”. Jednak w życiu dziewczyny z nagle pojawia się Edmudno Soler. Chłopak sprawia, że Hal czuje się bezpiecznie, a co za tym idzie nabiera ona chęci walki o to, aby jej życie faktycznie należało do niej, nie koniecznie spełniając oczekiwania rodziców.
Z pozoru spokojna obyczajówka, w środku jednak emocjonalny rollercoaster, podejmujący międzyinnymi dylemat tego, „czym jest szczęście w dzisiejszych czasach?”, opowiadając przy tym o wzlotach i upadkach młodych ludzi, pierwszej miłości i tonie niewiadomych, która się z tym wszystkim łączy. Zacznę od tego że z książki na książkę coraz bardziej czuję jak warsztat autorki się doskonali, rozwija. Z przykrością muszę przyznać że „Nie uczono mnie szczęścia” chyba trafiło w moim osobistym rankingu książek Irminy Marii na to samo miejsce co ukochane „What’s wrong with you?”.. a może i nawet wyżej. Uwielbiam to jak po raz kolejny przepięknie i rzeczywiście autorka opisała uczucia i dylematy bohaterów, wtrącając przy tym nawiązania do swoich poprzednich dzieł. Nastawienie rodziców głównej bohaterki sprawiło, że historia jest jeszcze bardziej realistyczna, bo niestety nie każda relacja rodzic-dziecko jest usłana różami.
Kocham to, jaką osobą stała się główna bohaterka na przestrzeni książki. Mimo obawy postanowiła postawić wreszcie na swoje i się zbuntować, stając się wreszcie sobą, pozwalając sobie odnaleźć w mojej opinii prawdziwe szczęście. „Szczęście” w moim odczuciu nie polega na dobrym samopoczuciu przez cały czas. „Szczęście” to mieć siły i chęci do rozwoju, mieć dokąd i do kogo wracać w momentach kryzysu oraz kochać i być kochanym w taki sposób, który przyćmi czyhające problemy życia, więc myślę, że to właśnie Hal udało się je odnaleźć.
Podsumowując uważam, że „Nie uczono mnie szczęścia” to historia o niesamowicie przytulnym klimacie, niosącą ze sobą mnóstwo trudnych, ale potrzebnych lekcji i z czystym sumieniem mogę jej wystawić pięć gwiazdek.
Irmino, nie masz pojęcia jak bardzo brakowało mi Twojego pióra, obawiam się, że teraz będę się zachowywać jak na głodzie narkotykowym.. bo właśnie takie są Twoje książki - uzależniające, owładające ciałem i umysłem, sprawiające, że chcę więcej i więcej.
Eh… Nastawiałam się na książkę z jesiennym klimatem, słodką młodzieżówkę… przynajmniej tak była promowana, a w ogóle nie odczułam nic z tego.
Źle dobrana kategoria wiekowa to dopiero początek. Ta książka powinna mieć inną kategorię wiekową, a nie 13+ (ja dałabym przynajmniej 15+), bo tematy poruszane w tej książce są według mnie za ciężkie dla młodszych czytelników.
Już od pierwszej strony ciężko było mi to czytać ze względu na to, że mamy zdanie, gdzie główna bohaterka siedzi ze swoją przyjaciółką i porównuje jej piersi do wielkich arbuzów. Dosłownie przez prawie całą książkę ciągle mamy poruszane tematy związane z seksem, opisem ciała 16 latek (w bardzo seksistowski sposób).
Bohaterowie nie oszczędzali się z tekstami i potrafili rasistowsko oceniać ludzi np. „-Myślisz, że jest z Hiszpanii? Z Włoch? A może z Florydy? - […]. - Raczej Afryka. Chyba za ciemny na Europejczyka - skwitowała Melisa. - Wyglada jak diler narkotyków. […]”… Nie wiem nawet jak skomentować ten fakt.
Było dużo krzywdzących motywów, a też takich, co przewijały się tylko na jeden rozdział. Gust autorki też mi za bardzo nie przypadł do gustu.
Ta książka była dla mnie trochę jak terapia. Odblokowała we mnie zapomniane, może trochę niechciane emocje, które potrzebowały przepracowania.
Historia Hal jest mi ogromnie bliska, bo nadal walczę ze sobą. Czy chcę zaryzykować i iść w muzykę, teatr i taniec, bez tak naprawdę żadnego znaku, że wszystko będzie dobrze jutro. Bez stabilności. Tylko ja i moje marzenia. Z drugiej strony zastanawiam się, czy nie pójść na bardziej „normalny” kierunek, typu filologia angielska, bo dobrze odnajduję się też w językach.
NUMS uświadomiło mi, że może czasami naprawdę warto zaryzykować. Postawić na siebie, na swoje marzenia, bo to jest nasze życie. Może się nie uda. Może będzie ciężko. Ale dużo bardziej przeraża mnie myśl, że kiedyś mogłabym żałować, że nawet nie spróbowałam.
Relacje z rodzicami bywają trudne. Jak u każdego, to wiadomo. Ale dopiero historia Hal, Edmunda i jej rodziców uświadomiła mi, że nie zawsze ja jestem problemem. Nie zawsze moi rodzice nim są. Może po prostu każdy ma czasem gorszy dzień i warto ze sobą rozmawiać, dać się usłyszeć i zobaczyć.
Warto też nie mieć uprzedzeń do ludzi i naprawdę dać szansę osobom, które mogą wnieść dużo do naszego życia. A najważniejsze — czasami warto zaryzykować. Zostawić za sobą niepewność. Bo może się nie uda. Ale przynajmniej będziesz wiedzieć, że spróbowałaś, zamiast zadręczać się tym, że nawet nie dałaś sobie tej szansy. Zostawić za sobą niektóre znajomości. Wybaczyć, z pełnym, czystym sercem i iść dalej w świat, niekoniecznie już z tą osobą. Przeżyłam taką przyjaźń. Toksyczną, pełną kłótni. Bolało, ale w końcu rozstałyśmy się w dość przyjaznych warunkach. I mogę Wam powiedzieć, że była to jedna z najlepszych decyzji mojego życia, a ta przyjaźń zostawiła we mnie naprawdę wielką lekcję.
Ta historia pokazała mi też, jak często rodzice są przekonani, że bardzo dobrze znają swoje dzieci. Że znają ich marzenia, myśli, wątpliwości. A tak naprawdę nastolatek często chowa w sobie dużo więcej, niż dorosłym może się wydawać.
Nie zawsze jesteśmy szczęśliwi, nawet jeśli się uśmiechamy, pomagamy i staramy się jak możemy. Bo my też po prostu czasami nie mamy już siły. Dopiero uczymy się życia. Mamy prawo być zmęczeni, mieć gorszy dzień czy pokłócić się z Wami. Dojrzewanie nie jest łatwe. Uczymy się siebie, swoich emocji i tego, jak sobie z nimi radzić.
Naprawdę czasami warto dać sobie nawzajem trochę zrozumienia. Bo my uczymy się życia od Was, rodzice, a Wy uczycie się nas. My też staramy się Was zrozumieć i wierzę, że rozmowa potrafi zmienić naprawdę wiele.
„Nie uczono mnie szczęścia” jest dla mnie naprawdę emocjonalną historią. Pisząc tę recenzję, dosłownie mam łzy w oczach. Bo to jest coś więcej niż książka, biznes czy współpraca. To po prostu historia nastolatki, która nie miała już siły walczyć o swoje marzenia, bo ciągle było jej wmawiane, że ma iść do normalnej pracy, robić „normalne” rzeczy, przejąć rodzinny biznes. Że 𝐌𝐔𝐒𝐈 być kimś.
Nigdy nie padały słowa: „Bądź tym, kim chcesz”, „Rób to, co kochasz”, „Będziemy Cię wspierać”. Bo w wielu przypadkach wsparcie kończy się na wspieraniu tego, czego rodzice oczekują od swojego dziecka.
Ale myślę też, że gdyby chociaż jeden na dziesięciu rodziców przeczytał tę książkę, wielu nastolatkom żyłoby się po prostu lżej. Może rodzice zauważyliby swój błąd, nastolatkowie też w komunikacji i wspieraliby siebie nawzajem.
Bo ta książka nie jest skierowana tylko do nas, nastolatków. Myślę, że jeszcze bardziej jest skierowana do rodziców. Do opiekunów prawnych, rodzin zastępczych i każdego, kto wychowuje młodego człowieka, który dopiero uczy się żyć.
I proszę Was — nie trzymajcie tego wszystkiego w sobie. Jeśli możecie porozmawiać z rodzicami, spróbujcie. A jeśli nie możecie, poszukajcie pomocy gdzieś indziej. Bo życie jest jedno i trzeba dobrze je przeżyć.
Samo pióro Irminy jest dla mnie czymś innym niż wszystkie. Jest bardzo wyjątkowe, dojrzałe i doświadczone. Czytając jej historie, naprawdę mam wrażenie, że coś z nich wynoszę. Że to nie jest tylko historia o dwójce nastolatków, którzy się buntują, bo nie mogą być razem.
Tutaj mamy prawdziwe backstory. Mamy problemy. Mamy uczucia. Mamy ludzi, którzy popełniają błędy i próbują sobie z nimi poradzić. I właśnie to kocham w książkach Irminy.
Pokochałam tę historię całym sercem i chciałam po prostu powiedzieć jedno.
ℚ: Lubicie jagodzianki bądź malinianki? ♫︎ʟᴏʟɪᴛᴀ ~ ʟᴀɴᴀ ᴅᴇʟ ʀᴇʏ♫︎ 💚I wtedy, właśnie wtedy jego oczy spotykały się z moimi po raz pierwszy. Mocno czekoladowe tęczówki, otoczone śnieżną bielą zderzyły letnich wód. Na zegarze minęła sekunda, ale dla mnie niebiosa otworzyły wrota wieczności.💚 ✰✰✰/✰✰✰✰✰
⤳ Literatura Young Adult ⤳ Marzenia ⤳ Odnajdywanie siebie
«𝐷𝑒𝑑𝑦𝑘𝑎𝑐𝑗𝑎: Mojej serdecznej przyjaciółce Ani ~ jesteś wspaniała. Love You! Dziewczyny, Wasze życie jest w naszych rękach. Miejcie odwagę czasem się zbuntować i zrobić coś wbrew całemu światu»
𝓕𝓪𝓫𝓾ł𝓪: ༄ W rodzinie Hal More liczyło się „co ludzie powiedzą” i „czy wypada” (a zwykle nie wypadało). ༄ Musiała odłożyć na bok marzenia o śpiewaniu i wiecznie grać rolę grzecznej dziewczynki. ༄ Edmundo Soler ~ to on staje się przyczyną zmian w życiu Hal. ༄ Nie Uczono Mnie Szczęścia opowiada o dorastaniu w małym miasteczku, pierwszej miłości i odnajdowaniu siebie.
𝓑𝓸𝓱𝓪𝓽𝓮𝓻𝓸𝔀𝓲𝓮 𝓟𝓲𝓮𝓻𝔀𝓼𝔃𝓸𝓹𝓵𝓪𝓷𝓸𝔀𝓲: ༄ Hal More ~ gra grzeczną dziewczynkę. ༄ Edmundo Soler ~ jest przyczyną zmian Hal.
𝓜𝓸𝓳𝓪 𝓸𝓹𝓲𝓷𝓲𝓪: ༄ Nie spodobała mi się ta historia. ༄ Fabularnie czułam dyskomfort i nude. Nie czułam poczucia bezpieczeństwa, ale czułam dyskomfort przy czytaniu tej historii, ponieważ autorka opisuje treść, dodając dla mnie niekomfortowe słowa, które są dla mnie ciężkie, rasistowskie i seksownie. ༄ Wątek Marzeń jest tutaj opisany jako trudny do zrozumienia. Oczekiwałam więcej piekarni w tej historii. ༄ Nie umiem poczuć vibe’u z Hal i nie jest ona postacią, z którą się będę utożsamiać. Nie jest to moja postać. Nie umiem rozgryźć Edmundo i nie jest on bohaterem, którego bym zapamiętał na długo. ༄ Uwielbiam pióro Irminki, ale tutaj stało się coś okropnego i Irminka po prostu za bardzo stara się pisać zbyt młodzieżowo. ༄ Książkę polecam osobom, które uwielbiają piekarnie, marzenia i bohaterów z poprzednich książek. ༄ Iskierki niestety nie czuję do tej historii. Emocji niestety nie posiadam oprócz dyskomfortu w czytaniu. Nie przywiązałam się ani do fabuły, ani do bohaterów. ༄ Czy polecam? Raczej Nie.
🥮 „Nie uczono mnie szczęścia” to książka, której wydania nie mogłam się doczekać. Jednak gdy ją zaczęłam bardzo się zawiodłam. Książka zawierała angielskie słówka oraz młodzieżowego język co nie przypadło mi do gustu a to sprawiało, że coraz mniej miałam ochotę czytać dalej. W książce bolał mnie rasizm oraz demonizowanie Katolików. Główna bohaterka jest zmuszana przez rodziców do chodzenia do kościoła co wiele razy podkreśla jednak przez cały czas myśli o wierze oraz czy coś jest z nią zgodne. Do tego porównanie aparatu do kagańca ciągłe wspominanie o nim, jakby było to coś strasznego oraz tekst „przynajmniej nie mam pryszczy” który jest przykry dla osób, które mają trądzik.
🥮Nie mogłam wzbudzić ani krztyny współczucia dla Hal, która od początku mnie bardzo irytowała, chociaż, jeśli mam być szczera nie wiem, czy jakakolwiek postać z tej książki tego nie robiła. Główna bohaterka była zakochana w Edmundo od pierwszego wejrzenia i ten fakt mnie nie zaniepokoił, jednak późniejsze myśli bohaterki owszem. To uczucie czasami wyglądało na obsesję. Po pierwszej rozmowie, która odbyła się, wtedy kiedy Ed chciał się dostać do pokoju nauczycielskiego (był to według mnie small talk) główna bohaterka wyobrażała sobie już dzieci, ślub, pocałunki i nawet coś po nich. Przyjaciółka głównej bohaterki była seksualizowana i uprzedmiotowywana na każdy kroku, a większość rozmów jej i Hal kręciła się wokół seksu oraz związku tej pierwszej ze starszymi studentami. Melisa była okropnym człowiekiem i to nie dlatego, że nie miała ojca w dzieciństwie po prostu miała taki charakter, więc nie powinno się jej tłumaczyć tylko z tego powodu.
Zdania o marzeniach są podzielone prawda? Jedni twierdzą, że trzeba w nie mocno wierzyć i się spełnią, za to drudzy, że marzenia to tylko rozczarowania i żal, bo się nie spęłniły. Więc jaką opcję wybierają bohaterowie „NUMS”?
Czy ja tu muszę dużo mówić? Po otwarciu pierwszej strony od razu książka otula cię w cieplutki kocyk i zapach niezmiernie cudownych cynamonek! To jedna z tych książek przez które się płynie, bo gdy już ją zaczniesz to ostrzegam, że ciężko będzie się odciągnąć!!
„𝐍𝐢𝐞 𝐮𝐜𝐳𝐨𝐧𝐨 𝐦𝐧𝐢𝐞 𝐬𝐳𝐜𝐳𝐞̨𝐬́𝐜𝐢𝐚“ to historia wypełniona niezapomnianymi chwilami, wspomnieniami, cudownym zapachem pieczywa, ale i cierpieniem, staraniem się by zawsze wszystko było idealne, bo przecież liczy się tylko, to co pomyślą o mnie inni. Przysięgam wam, że ta książka jest ogromny rolerkosterem emocji. Będziecie się na niej śmiać, radować, wkurzać, smucić (zdecydowanie przygotujcie sobie chusteczki). Ostrzegam, że Irminka tym razem nie odpuściła bohaterom, nie dała im spokoju wręcz przeciwnie…
Najnowsza powieść Irminki opowiada o losach Hal, która stawia innych ponad siebie i codziennie rano wstaje pomagać w ich rodzinnej piekarni. Gdy idzie, jak co dzień do szkoły poznaje chłopaka Edmunda, w którym zakochuje się od pierwszego wejrzenia! Oprócz tego Hal ma swoją jedyną przyjaciółkę, której zawsze może się wygadać i która zawsze ją wysłucha czyli Melisę! Razem spędzają cudowne i niezapomniane chwile!!
Ja, jak zawsze o książkach Irminko mogłabym pisać godzinami, ale oczywiście nie chcę was tu przynudzać, ale i tak was tu trochę pomęczę, bo w końcu po przeczytaniu tej recenzji macie wejść w empiku i zamówić przynajmniej jedną sztukę tego cuda, ale jak więc to jeszcze lepiej zawsze możesz kupić np. Kolejną dla przyjaciółki i razem sobie zrobić fajne maratony!!
Teraz przejdźmy do moich ulubieńców:
𝐇𝐚𝐥 - Boże moja ulubiona osóbka!! Moja Hal!! Tak ogromnie się z nią zrzyłam oraz tak bardzo się z nią utożsamiłam. Tak bardzo mocno przeżywałam z nią każdą chwilę jaka ją spotkała, tak ogromnie z nią cierpiałam, tak ogromnie było mi jej żal. Naprawdę Hal jest tak bardzo cudowną dziewczyną, która zawsze stawiała innych na pierwszym miejscu, która zawsze odpuściła coś ogromnie dla niej ważnego dla jej rodziny, jednak najbardziej było mi jej żal z tego, że tak ogromnie cierpiała i że nigdy nie mogła spojrzeć na swoje marzenia i stwierdzić, że się w tym nadaje, bo przez opinie innych ogromnie w siebie zwątpiła.
𝐄𝐝𝐦𝐮𝐧𝐝𝐨 - Boże to był tak miły, ciepły chłopak!! Uwielbiam to jak patrzy na Hal oraz innych, jak zawsze jest chętny do pomocy!! Bardzo podoba mi się w nim też to, że szanuje ludzi i rozumie ich, gdy dzieje się u nich źle.
𝐄𝐦𝐦𝐚 - Uwielbiam ją!! Mimo, że pojawiała się ona bardzo rzadko w tej książce to i tak potrafiłam przez ten czas się w niej zakochać! Uwielbiam w niej to, że momentami naprawdę starała się pomóc siostrze!!
𝐌𝐞𝐥𝐢𝐬𝐚 - Imprezy, zabawy, co chwila nowe chłopaki to jej styl! Melisa była jedyną i najlepszą przyjaciółką Hal. Bardzo podobało mi się w niej właśnie ich przyjaźń. Melisę też lubię bardzo za to, że się nie ogranicza w robieniu różnych rzeczy, jednak wiadomo, że czasami trzeba pochamować.
Ogromnie zrzyłam się z bohaterami tej powieści, że momentami stali się oni dla mnie kimś bliskimi i czułam, jakbym to właśnie ja przeżywałam tę historię z nimi! Irminka umie tak bardzo dobrze wykreować bohaterów, bo gdyby nie ona to nie czułabym tak mocnych emocji podczas czytania.
„𝐍𝐢𝐞 𝐮𝐜𝐳𝐨𝐧𝐨 𝐦𝐧𝐢𝐞 𝐬𝐳𝐜𝐳𝐞̨𝐬́𝐜𝐢𝐚“ to historia przepiękna, ciepła, zostawiająca po sobie ogromny ślad, pokazująca, że w życiu nie wszystko musi iść po naszej myśli, pokazuje również, że nie liczy się tylko zdanie innych na twój temat, bo to ty powinnaś czuć się dobrze w tym kim jesteś!!
Pomysł na fabułę jest świetny, oryginalny, pokazujący ogromnie ważne tematy, ale również ogromnie wciągający! Każda przeczytana strona wciąga jeszcze bardziej, dzięki czemu od razu chcesz czytać dalej.
To książka, którą czytając nie wiesz, że czytasz, bo czujesz, że to ty jesteś jedynym z bohaterów powieści. Taka, która otuli Cię w cieplutki kocyk, da herbatki oraz zdecydowanie poda ci niebiańską cynamonkę do ręki, ale jednocześnie zmiecie cię z planszy, przeżyjesz sporo emocji, a już dodając tu na koniec potrafi złamać ci serce jednym zdaniem i to naprawdę mocno. Jeśli jeszcze się zastanawiasz nad tym, czy warto - to powiem szczerze nie ma nad czym, a ja obiecuję z ręką na sercu, że nie pożałujecie!
Irminka po raz kolejny pokazała nam, jak w prosty, delikatny, przyjemny i wzruszający sposób potrafi pisać o ogromnie trudnych tematach. Ta książka wywołała u mnie tyle emocji, złamała moje serce na miliony kawałków, ale i pokazała mi ogromnie ważny temat oraz jego rozwiązanie. Naprawdę Irminka ma dar do pisania książek, z trudnymi tematami, które w tych czasach pojawiają się coraz częściej. Pokazała, że nawet w najciemniejszej czarnej dziurze zawsze można odnaleźć światło, że mimo wielu popełnionych błędów trzeba wstać i starać się to naprawić, bo zawsze jest taka szansa. Ale i że ból nie zawsze musi oznaczać koniec - może być początkiem czegoś nowego, co dopiero rozkwita, a ty musisz to pielęgnować, aby mogło do końca rozkwitnąć. Ale Irminko… Ja ci nie wybaczę tego ile łez i bólu czułam podczas czytania tej cudownej książki. To tak ogromnie bolało…
Irminko… naprawdę brakuje mi słów by wyrazić to, co czuję. To, co stworzyłaś w „𝐍𝐢𝐞 𝐮𝐜𝐳𝐨𝐧𝐨 𝐦𝐧𝐢𝐞 𝐬𝐳𝐜𝐳𝐞̨𝐬́𝐜𝐢𝐚“, nie jest już tylko książką, jest czymś więcej. Powtórzę się jeszcze raz, jak mówię o tym za każdym razem: Twoje słowa, to nie tylko słowa, a ratunek mnie i moich myśli, bo Twoje słowa są dla mnie światłem w ciemności, wyciągniętą dłonią wtedy, gdy czułam się samotna i sercem w moim ciele. Masz w sobie tak niezwykły dar pisania. Potrafisz tak ogromnie trafić w moje serduszko, potrafisz pisać tak, że człowiek nie czuję się już samotny ze swoimi problemami, czuję się zauważony, zrozumiały i kochamy. Każde napisane przez ciebie zdanie jest dla mnie, jak dopingujący szept, który mówi: „Dasz sobie radę”, „Jestem z tobą”. I właśnie to sprawia, że Twoje historie znaczą dla mnie zdecydowanie więcej, bo ty pokazujesz kolory szarego świata, bo to właśnie ty jesteś dla mnie kolorowymi farbami, które kolorują mój szary świat. Często czytałam i płakałam raz przez to, że była smutna scena w książce, a raz przez to, że czułam, jakby każde słowo było pisane wprost do mnie. Jakbyś wiedziała, co czuję, co boli i o czym boję się mówić w prost. To ogromnie mnie poruszało - bo wiedziałam, że tu czuję się bezpiecznie, że ktoś w końcu mnie rozumie i to co czasami czuję w środku. To właśnie dzięki twoim książkom stwierdziłam, że ten rok będzie drugą szansą, że w tym roku nie będę się przejmować opinią innych itp. I wiesz co? To się udało, bo zawsze, gdy miałam gorsze dni przypominałam sobie o scenach z Twoich książek, gdzie bohater próbował poradzić sobie z problemami, albo poprostu otwierałam jakiś randomowy znacznik z Twojej książki, zaczęłam czytać i od razu się czułam lepiej, ale szczerze z wszystkich tych rzeczy najbardziej pomagało mi wchodzenie na twój profil, aby zobaczyć twój cudowny uśmiech, albo po prostu ciebie, bo to właśnie ty jesteś moim światełkiem w tunelu - osobą, która rozumie mnie bez słów.
I już na koniec Irminko chciałabym Ci podziękować za tak ogromną szansę - podarowałaś mi szansę na wzięcie tej historii pod swoje skrzydła i kochanie jej do końca mojego życia i o jeden dzień więcej i ofc z ręką na sercu ten obowiązek z przyjemnością będę pełnić. Ale dziękuję Ci ogromnie za tę szansę, nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy!! Naprawdę na zawsze będę Ci za to wdzięczna, bo to Twoje książki leczą zagubione dusze, które już powoli nie dają sobie rady… Dziękuję Ci za wszystko!! Za każdą wiadomość, wydaną książkę, ciepłe słowo, za możliwość patronowania tej cudownej historii, nasze pierwsze spotkanie i proszę wiedz i pamiętaj, że moje serce zawsze będzie należeć do ciebie i nikt inny tego miejsca nie zastąpi, bo to ty pokazałaś mi, co to znaczy kochać. A ja Irminko kocham cię teraz i na zawsze!!🫶🏻
♡❀ Gdy sięgam po książkę, mam nadzieję, że przeczytam coś, dzięki czemu spędzę dobrze czas. Sięgając po książki Irminy, to już nie tylko o to chodzi. Sięgając po książki Irminy, chcę zrozumieć każdy akapit, przemyśleć każdą stronę i wyciągnąć z niej jak najwięcej. I wiecie co jest najlepsze? Każda książka spod pióra tej autorki, sprawiła, że czegoś się nauczyłam. Wiedziałam, czego w przyszłości nie robić, wiedziałam jaką barierę przełamać, czym się nie przejmować, jak być lepszym człowiekiem i bawiłam się także wspaniale. "Nie uczono mnie szczęścia" znów zawładnęło całą mną, dodało sił, skrzydeł, dało kopniaka i powiedziało "Leć! Bądź jak Hal i spełniaj swoje marzenia! Działaj, bo wszystko jest w zasięgu Twojej ręki.". A co najśmieszniejsza - NUMS spełniło jedno z moich największych marzeń. Jestem na skrzydełku książki mojej ulubionej autorki. Powtarzam: JESTEM. NA. SKRZYDEŁKU. KSIĄŻKI. MOJEJ. ULUBIONEJ. AUTORKI. Nadal w to nie dowierzam.
♡❀ ∞/5✧
"Żeby być z kimś, naprawdę być z kimś, trzeba umieć być najpierw ze sobą. Lubić swoje życie, lubić siebie i mieć pasję. Paję, która dodaje ci skrzydeł" - cytat z "Nie uczono mnie szczęścia"
♡❀ Macie problem z uwierzeniem w siebie? Nie potraficie ruszyć z miejsca? Chcecie wyjść ze swojej bańki? Nie potraficie być asertywnym? Waszym marzeniem jest W KOŃCU być szczęśliwym? Jeśli na choć jedno pytanie odpowiedziałeś tak, to ta książka jest dla Ciebie. Ale teraz czas na najważniejsze: recenzję.
♡❀ Ciężko wyrazić w słowach jak ważną dla mnie książką jest "Nie uczono mnie szczęścia". Przeczytałam ją już dwa razy i za każdym razem zauważyłam coś innego. Za każdym razem lektura zawładnęła całą mną.
♡❀ Bohaterowie z NUMS to nie tylko postacie. Każda z nich ma swoją głębie, ma swoje dobre i złe chwile, problemy i jest taka jak my, różna od siebie, ale wyjątkowa. Każdy kto przeczyta tą książkę może pokochać wszystkich, jak i nikogo. Nikt tutaj nie jest czarno biały, zero jedynkowy.
♡❀ Hal to główna bohaterka, grzeczna dziewczyna z konserwatywnej rodziny. Chodzi do szkoły, pomaga rodzicom w biznesie, gdy tylko o to proszą. Zawsze się ich słucha. Jednak w końcu uwalnia się z tej bańki i stara się ŻYĆ. Po prostu żyć swoim życiem, tak, jak ona chce, a nie tak, jak inni chcą. Hala jest niezwykle silną bohaterką, wrażliwość też nie jest jej obca, a pomoc innym to coś, co uwielbia. Czy ja ją lubię? Hm... ciężkie pytanie. Nie powiedziałabym, że jej nie lubię, bo tak nie jest. Jednak czasami mnie wkurzała. Ale myślę, że to było potrzebne. Gdybym uwielbiała każdego bohatera, to czy to nie byłoby nudne?
♡❀ Melisa, czyli jej najlepsza przyjaciółka, jest bardziej "kontrowersyjną" postacią. Jest jej obojętne, co myślą inni, żyje pełnią życia i po prostu przeżywa swoje nastoletnie lata. Trochę przeciwność Hal. Jest dość specyficzną osobą i nie każdy ją polubi, ja sama po przeczytaniu NUMS po raz pierwszy, nie lubiłam jej. Jednak gdy zagłębi się w jej historię, problemy, wzloty, upadki, to widać w nich człowieka. Człowieka, broniącego się i próbującego przetrwać to życia. Czy była ona złą osobą? Zdecydowanie nie. Myślę, że ciężko było mi ją zrozumieć, jednak gdy to mi się udało, to zyskała moją WIELKĄ sympatię.
♡❀ Edmundo, Edmundo, Edmundo. Jak ja kocham tego faceta! Przysięgam - od pierwszych stron skradł moje serce. Ciągle pokazywał, jak wspaniałym jest mężczyzną, jak potrafi zrozumieć człowieka i że zawsze dla niego jest. Był naprawdę wyrozumiały i potrafił przejść te najgorsze momenty w spokoju. On był oazą spokoju, ale taką, jaką mogłabym mieć na co dzień. Kolejny książkowy mąż wpisany na moją listę.
♡❀ Emma, siostra Hal, ale jakże wyjątkowa. Chciałabym mieć takie rodzeństwo. Emma miała swój styl, swojego pazura i po prostu pokochałam ją!! Potrafi postawić na swoim i to jest takie wspaniałe. Relacja Hal-Emma to moja ulubiona. Rozwija się ona przez całą książkę i tworzy piękny dodatek.
♡❀ Rodzice Hal - myślę, że nikogo nie zdziwię jak powiem, że ich nie polubiłam. Czy byli złymi rodzicami? Dobrymi na pewno nie. Czy chcieli źle? Nie wydaje mi się. Mimo wszystko nie potrafiłam ich polubić. Po prostu nie. Chciałam ich zrozumieć, ale nie potrafiłam i myślę, że nie uda mi się tego zrobić. Szczególnie jedna scena tak mną wstrząsnęła i czułam taką niesprawiedliwość, bezsilność.
♡❀ Mama Eda za to była kobietą, jaką od początku pokochałam i chciałabym, aby było jej więcej. Była ciepła, rozmowna, miła, gościnna i po prostu ma moją sympatię. Love her!!!
♡❀ Najważniejszym punktem książki, była ta walka wewnętrzna Hal. Ta próba zawalczenia o swoje, ta przemiana. Ach! To było napisane tak świetnie!! Czułam te emocje, rozterki, jakbym to była ja. Jakbym to ja walczyła o swoje. Jeśli Ty również chcesz zawalczyć o swoje marzenia, to przeczytaj NUMS i zobacz, jak zrobiła to Hal.
♡❀ Relacja Edmundo-Hal również zasługuje na wyróżnienie. Wątek romantyczne w tej książce był świetnie rozwijany przez całą książkę i trzymałam kciuki za bohaterów. Myślę, że każdy potrzebuje takiej osoby, jaką była Hal dla Eda, a Ed dla Hal.
♡❀ Przyjaźń Hal i Melisy miała swoje wzloty, upadki i zagwarantowała masę emocji. To, co w niej się zadziało było zaskakujące, przejmujące i moje serce nie jest już takie samo, po przeczytaniu ich historii.
♡❀ Klimat był świetny!!! Fragmenty z piekarni są jednymi z moich ulubionych i czytając NUMS czułam te wszystkie cynamonki, rogaliki, bułki! Moment, w którym pojawiły się dziki (kto wie ten wie) i cała otoczka wokół tej przygody, zachęciła, bym też wyszła na świeże powietrze i odnalazła to SWOJE miejsce.
♡❀ Styl pisania u Irminki był jak zawsze świetny i nie mogłabym go pominąć. Gdy Irminka coś napisze, to wiem, że będzie to dobre, że cały przekaz, jaki występuje, wchłonę i zrozumiem. Czuję, że te książki są pisane dla mnie. Dla osób, takich jak ja. Bym uczyła się nowych rzeczy, bym poznawała nowe historie, emocje i bym wiedziała, co może mnie czekać. Książki Irminy zawsze przenoszą mnie do innego świata i dzięki nim, mogę poczuć się wyjątkowo. NUMS niezmiennie nauczyło mnie wielu i znów zawładnęło całą mną. Tego nie da się opisać w słowach, tylko Irmina potrafi przelać to na papier. Aby zrozumieć to, musicie, po prostu MUSICIE przeczytać tą jakże wyjątkową historię.
Przed samą recenzją chciałbym jedynie powiedzieć, że to, co znajduję się poniżej, jest opinią, która zawiera moje odczucia, jakie towarzyszyły mi podczas czytania. Nie jest to hejt na książkę czy też na samą autorkę!! Zachęcam do przeczytania i zdobycia własnego odczucia co do tej lektury!! 🤎
Podczas czytania tego tytułu znalazłam wiele rzeczy, które mi nie pasowały. Jednak zacznę od czegoś, co akurat mi się podobało i nie sprawiło dużego problemu. Mianowicie mówię tutaj o stylu pisania Irminy. Był on bardzo przyjemny i dość szybko mi się go czytało, przez co całą książkę przeczytałam w dwa dni. I jest to niestety jedyny plus, który znalazłam w “Nie uczono mnie szczęścia” :( Sama fabuła była dla mnie niewidoczna i nie mogłam jej zrozumieć. Widziałam, że jest to książka z motywem o poszukiwaniu siebie, lecz nie zauważyłam, aby główna bohaterka w jakiś sposób się zmieniła. Jej zachowanie przez całą lekturę było takie same bez żadnych zmian.
Niektóre sceny były według mnie zbyt chaotyczne i działo się w nich zbyt wiele. Przykładem może być scena, gdzie Hal dostaje ataku migreny. Jako osoba, która choruje na migrenę, mogę potwierdzić, że atak tak nie wygląda, a sama sytuacja została wyolbrzymiona. Dodatkowo sam fakt, że główna bohaterka nie ma stwierdzonej choroby, tylko sama sobie to wmawia, bo ktoś z jej rodziny chorował, nie powinien mieć miejsca. Gdyby główna bohaterka poszła do lekarza w późniejszych rozdziałach i potwierdziła się ta diagnoza, nie miałabym problemu, jednak samodiagnoza jest zła i nie powinna być przedstawiona w taki sposób.
Kolejną rzeczą, którą chciałabym poruszyć, jest sama przyjaciółka głównej bohaterki - Melisa. Jako szesnastoletnia dziewczyna wchodzi ona związek ze starszym mężczyzną, który jest już na studiach i jest to po prostu normalizowane przez autorkę. Wystarczyłoby jedynie, aby Hal powiedziała swojej przyjaciółce, że nie jest to normalne i powinna z nim zerwać czy jakoś zaprzestać tej relacji. Tutaj jednak jest to puszczone mimo uszu i nikt nie zwraca na to zbytnio uwagi. Sam fakt, że ta książka jest 13+, a występuje scena gdzie dwie szesnastolatki, chcą oglądać strony pornograficzne, jest dla mnie niezrozumiałe. Odnosząc się jeszcze do tematu kategorii wiekowej, nie rozumiem, dlaczego pojawiły się tutaj słowa takie jak „seks oralny”, kiedy główna bohaterka jedynie miała widelec w buzi. Padło to z ust czternastolatki i ja rozumiem, że niektóre osoby w tym wieku mają już jakąś wiedzę na te tematy, jednak nie powinny one być szerzone w młodzieżówkach skierowanych dla osób młodszych.
Co do relacji głównych bohaterów to mam mieszane uczucia. Z mojego punkty widzenia ich znajomość była płytka i działa się zdecydowanie za szybko. Jak najbardziej rozumiem to, że jest to miłość od pierwszego wejrzenia, jednak miałam odczucie, że ze strony głównej bohaterki jest to bardziej obsesja niż głębsze uczucie. Przykładem może być scena, kiedy to Hal wpatruję się w Edmundo i oczekuje od niego, że ten odwróci głowę i spojrzy w jej kierunku. Robi się jej przykro, że tego nie robi, a w jej głowie pojawia się myśl, że jego zachowanie jest szowinistyczne, chociaż zamienili oni ze sobą dopiero kilka zdań i nie łączyła ich jakaś relacja romantyczna. Samo to, że weszli w związek po kilku dniach znajomości, a ich spotkania były jedynie wspominane podczas opisu, sprawiały, że czytelnik nie mógł poczuć uczucia, które było pomiędzy tą dwójką.
Przedostatnim aspektem jest seksualizm kobiecego ciała oraz rasistowskie teksty. Wielokrotnie pojawiały się teksty o tym, że przyjaciółka głównej bohaterki - Melisa - ma duży biust, który rozpraszał chłopaków z klasy. Jest wspomniane, że specjalnie nosi opięte bluzki, prawie przezroczyste topy, w których guziki same się odpinają, przez co płeć męska specjalnie podchodziła do ławki, w której siedziała, tylko aby spojrzeć na jej biust. Przechodząc do drugiego tematu, jakim są dziwne teksty i przestrogi, co do osób z innego kraju, mam wiele uwag. Dla mnie takie zachowanie nie powinno mieć miejsca i podczas czytania tego byłam w szoku, że takie cytaty pojawiły się w książce. Gdy pojawia się osoba pochodzenia arabskiego, od razu w głowie głównej bohaterki pojawiają się myśli o atakach bombowych oraz tym, że są oni terrorystami. Natomiast kiedy pojawia się bohater o ciemniejszej karnacji, od razu jest wspomniane, że z pewnością jest on dilerem narkotyków i przyjechał do tego kraju na pontonie. :/
Chciałabym jeszcze poruszyć wątek, który pojawił się na początku książki, lecz w trakcie został on wielokrotnie zmieniany. Chodzi mi tutaj dokładnie o wiarę głównej bohaterki. Na początku książki dowiadujemy się, że chodzi ona do kościoła tylko dlatego, iż jest do tego zmuszona. Natomiast podczas późniejszych rozdziałów Hal mówi, że jest pobożną katoliczką, kiedy na coś się decyduje, wspomina o tym, że może to być grzech ciężk, więc przeczy to temu, co było napisane wcześniej. Kiedy dowiaduje się, że Edmundo wyznaje buddyzm, nie może ona tego zaakceptować i zaczyna panikować, ponieważ nie będzie mogła wziąć ślubu kościelnego. Natomiast kiedy ona wyjawiła mu, iż jej rodzina jest wyznania katolickiego, ten nie miał problemu do czasu, aż ona nie będzie zmuszała go do zmiany religi.
Cześć Jeśli jesteście tu ze mną jakiś czas, to wiecie, że uwielbiam twórczość Irminy Marii. Dziś chcę Was namówić do sięgnięcia po jej najnowszą książkę, która skradła moje serce od pierwszych stron: „Nie uczono mnie szczęścia” @irmina_maria_autorka Hal Moore jest wrażliwą, spokojną nastolatką, która dźwiga na swoich barkach wiele, mimo młodego wieku. Czy ma prawo do marzeń? Mieszka w Telen wraz z rodzicami i młodszą siostrą. Jej codzienność wyznaczają obowiązki - w szkole oraz niemal codziennie przed lekcjami - w rodzinnej piekarni. Nie ma wyjścia, musi pomagać, a rodzice oczekują, że pewnego dnia przejmie ich biznes. Rodzice są konserwatywni i pilnują, by ich córka szła ścieżką, którą jej wyznaczyli. Nie ma dla nich znaczenia, że Hal ma ogromny talent i powinna go rozwijać, według nich śpiew w kościelnym chórku jest w sam raz. Melissa, przyjaciółka Hal, to zupełne przeciwieństwo skromnej dziewczyny. Pewna siebie, podkreśla swoje walory i epatuje nimi. Nie jest to typ idealnej przyjaciółki, wręcz przeciwnie, ale zawsze jest na orbicie Hal. Namiesza trochę w tej historii. Edmundo Soler to chłopak, który dołącza do klasy dziewczyn. Otacza go aura tajemniczości, przyciąga wzrok wszystkich ze względu na urodę. Chłopak jest szczery, życzliwy i ma ogromne serce. Historia wciąga od pierwszych stron i pachnie niebiańskimi cynamonkami. Przeżyjecie wraz z bohaterką pierwsze zauroczenie, złamane serce, ataki hejtu. Hal mimo przeciwieństw losu nie poddaje się, powoli odkrywa, co jest dla niej ważne. Mimo wychowania w ciągłym „co wypada” i „co ludzie powiedzą”, znajduje w sobie odwagę, by zawalczyć o własne marzenia i szczęście. Hal ma odwagę wybrać siebie, nawet gdy całe życie uczono ją, żeby wybierała innych. Autorka pięknie pokazuje jej przemianę. Jestem pewna, że tak jak ja, będziecie jej kibicować. Możecie pomyśleć, że to młodzieżówka. Nic bardziej mylnego. Choć oznaczona jako YA, to jest to książka, którą powinien przeczytać każdy dorosły. Ta historia zmusza do refleksji. Jak łatwo oceniamy, jak lekko wyciągamy błędne wnioski, jak szybko można kogoś skrzywdzić. Warto się zastanowić nad tym, czy narzucając komuś swój pogląd, nie rujnujemy mu życia. „Nie uczono mnie szczęścia” to pełna emocji opowieść o przyjaźni, pierwszej miłości, trudnych relacjach z rodziną i rówieśnikami, o odnajdywaniu siebie. Autorka przez historię Hal pokazuje, że nie musimy milczeć! Że nasz głos jest ważny i mamy prawo do własnego zdania, nawet wtedy, gdy inni próbują wmówić nam co innego! Irmina opisuje pierwszą miłość, która nie jest łatwa. Pełna wzlotów i upadków. Opisuje relacje przyjacielskie i wręcz po mistrzowsku pisze o odnajdywaniu siebie i własnego zdania. Przekonuje czytelnika, że może zawalczyć o swoje marzenia, bo nawet jeśli na pierwszy rzut oka wydają się nierealne, to warto dążyć do ich spełnienia! Musicie to przeczytać!
🥐💙 Czy książka poruszająca ważne tematy zawsze musi okazać się dobrą lekturą?
Po opisie „Nie uczono mnie szczęścia” spodziewałam się poruszającej historii o dorastaniu, pierwszej miłości i poszukiwaniu własnej tożsamości. Liczyłam na emocjonalną młodzieżówkę, która zostawi mnie z refleksją na długo. Niestety tym razem poczułam przede wszystkim... ogromny niewykorzystany potencjał.
Hal wychowuje się w domu, w którym oczekiwania rodziców są ważniejsze od jej marzeń. Kiedy poznaje Edmunda, po raz pierwszy zaczyna zastanawiać się, czy życie naprawdę musi wyglądać tak, jak zaplanowali je inni. Sam pomysł na tę historię bardzo mi się spodobał i naprawdę wierzyłam, że będzie to jedna z ciekawszych młodzieżówek tego roku.
Na plus zdecydowanie muszę wyróżnić styl autorki. Irmina Maria pisze lekko i bardzo przystępnie, dzięki czemu książkę czyta się naprawdę szybko. To właśnie sprawiło, że mimo moich zastrzeżeń bez problemu dotarłam do ostatniej strony.
Niestety później było już tylko trudniej. Miałam wrażenie, że autorka chciała poruszyć zbyt wiele ważnych tematów naraz – zdrowie psychiczne, przemoc, uzależnienia, seksualność, religię, rasizm, presję rodziny czy odkrywanie własnej tożsamości. Każdy z tych wątków zasługiwał na odpowiednią uwagę, tymczasem większość została potraktowana bardzo powierzchownie. Zamiast pogłębiać emocje, kolejne problemy pojawiały się jeden po drugim, przez co historia zaczęła sprawiać wrażenie chaotycznej.
Nie przekonała mnie również przemiana głównej bohaterki. Książka miała opowiadać o odnajdywaniu siebie, jednak przez większość czasu nie czułam, żeby Hal rzeczywiście dojrzewała lub wyciągała wnioski ze swoich doświadczeń. Jeszcze większy problem miałam z relacją romantyczną. Rozwijała się błyskawicznie, a uczucia między bohaterami wydawały mi się bardziej deklarowane niż faktycznie budowane. Przez to trudno było mi uwierzyć w ich więź i kibicować im z pełnym zaangażowaniem.
Momentami raziły mnie również niektóre dialogi i sposób przedstawienia części tematów. Miałam wrażenie, że bohaterowie częściej wygłaszają gotowe tezy niż prowadzą naturalne rozmowy. Pojawiły się też sceny i komentarze, które wywołały u mnie zwykłe zdziwienie i niepotrzebnie odciągały uwagę od tego, co w tej historii mogło być naprawdę wartościowe.
📚 „Nie uczono mnie szczęścia” nie jest książką złą, ale w moim odczuciu nie wykorzystała swojego potencjału. To historia z dobrym pomysłem, lekkim stylem i ważnym przesłaniem, która niestety poległa na wykonaniu. Wierzę, że znajdzie swoich odbiorców, jednak ja po zakończeniu lektury czułam przede wszystkim niedosyt.
⭐️ Moja ocena: 5/10 (współpraca reklamowa: Wydawnictwo HarperYA)
Czy Hal odważy się podążać za głosem serca i spełniać marzenia? Co nowego wniesie do życia Hal nowy chłopak z klasy? Kłopoty czy szansę na nowy początek?
To nie jest zwykła młodzieżówka z wątkiem romantycznym. To historia o poszukiwaniu prawdy o sobie oraz wybieraniu pomiędzy własnym ja a opinią innych. To historia inna niż wszystkie. Czasami znajdujemy promyk nadziei i wiarę w ludzi oraz siebie tam, gdzie najmniej byśmy się tego spodziewali. Przychodzi nieoczekiwanie. Podobnie jest z niezwykłymi, wręcz niekonwencjonalnymi powieściami. Wśród wielu takich samych znajdujemy nagle perełkę, która jest spełnieniem naszych najskrytszych marzeń. A więc zaufajcie mi – Zosi, dumnej patronce NUMS i osobie, która zawsze wystawia szczere opinie i jest z Wami uczciwa – że „Nie uczono mnie szczęścia” jest prawdziwą kopalnią złota. Nie ma. PO PROSTU NIE MA drugiej takiej samej książki.
Kocham styl pisania Irminki, uwielbiam to, jak kreuje bohaterów oraz jej pomysły na fabułę, które zawsze były nadzwyczajne. To powieść napisana piórem tak dojrzałym i tak niesamowicie wartościowym...
Historia Hal to wołanie o uwagę, o pomoc, o zrozumienie. To niemy krzyk smutku, wstydu i niezrozumienia. To głos, który mówi: „Hej, ja też tu jestem”, który próbuje nie zostać stłamszony przez inne, bardziej podniosłe tony. To życie podporządkowane konserwatywnym rodzicom oraz marzenia zakopane głęboko w środku, jak najgłębiej schowana skrzynia ze skarbem, do której zgubiono klucz.
Historia Hal otuli cię jak ciepły kocyk w jesienną pluchę. Ogrzeje cię, poskleja kawałki ciebie, które już dawno straciły nadzieję.
W „Nie uczono mnie szczęścia” nie ma miejsca na przewidywalność oraz nudę. I... nie wszystko jest takie, jak się wydaje. 🤫 Ale ja już nic nie mówię, okej? 🤭🤪😏
Historia Hal i Edmunda już na ciebie czeka. Otwórz się na własne ja, odważ się marzyć i baw się dobrze, czytając historię dzieciaków z Telen!
Czy można kochać książkę z każdym dniem coraz bardziej? TAK! ‼️
.•~ „Nie uczono mnie szczęścia” to książka, która uderza po mału. Wszystko to co musimy zauważyć w tej historii, wszystkie wartości jakie czytelnik musi wyciągnąć z NUMS docierają do nas każdego dnia! Skończyłam tę książkę tak dawno, a do dziś, gdy o niej myślę wyłapuję kolejne ważne informacje, wyciągam wnioski i analizuje wątki! .•~ Irmina Maria sprawia, że mam ciarki na całym ciele, za każdym razem, gdy sięgam po jej książkę!! Jest mistrzynią emocji. ❤️🩹 Radość, frustracja, euforia, smutek, żal, złość, wzruszenie i szok. Tyle wrażeń w jednej książce!!! 🤯 Historia Hal Mora chwyta za serce jak żadna inna!! Promise 🤞🏼🫡 .•~ Jeśli chcesz przeczytać książkę, która trzyma w napięciu, skłania do refleksji, staje się komfortem i ciepłem, przekonuje, że własne zdanie jest dobre oraz kusi cynamonowym zapachem NUMS będzie idealnym wyborem dla Ciebie!!😚💞
UWIELBIAM TEN TYTUŁ!! Genialna książka, która przyniesie Wam nie tylko świetną rozrywkę, ale również lekcję o tym, jak bardzo krzywdzące jest wieczne stawianie drugiego człowieka w świetle swoich przekonań i oczekiwań. Myślę, że wielu osobom może to pomóc otworzyć oczy i zauważyć, że czyjeś ograniczenia nie musza być naszymi ograniczeniami. A klimat jaki tu zastaniecie? Coś niesamowitego! Już od pierwszych stron powieści prosto w twarz dmucha nam zapach cynamonek, świeżych wypieków i gorącej czekolady. Dawno nie czytałam tytułu, w którym magia miejsc z powieści tak bardzo by mnie otuliła i sprawiła, że mogę nie mogę oderwać się od czytania. To niepowtarzalna, cenna i wartościowa książka, przy której w dodatku będziecie się bardzo dobrze bawić. Z całego serca polecam!!
Przyjemny, lekki styl pisania, przez który szybko się czytało, książka jednak absolutnie nie przeznaczona dla młodszych czytelników.
Pomimo kategorii wiekowej (13+) spotykamy się w tym tytule z r@sizm€m, seksu@lizacja, hejtem bez konsekwencji i normalizowaniem złych zachowań takich jak umawianie się z o wiele starszymi facetam - co moim zdaniem absolutnie nie powinno mieć miejsca w młodzieżówce.
Nie uważam, że jest to najgorsza książka mojego życia pod względem fabuły, bo np końcówka była naprawdę okej. Natomiast pod względem szkodliwości zajmuje 1 miejsce w moim rankingu. Zdrowy rozsądek nie pozwala mi na wystawienie wyższej oceny - w żadnym stopniu nie zamierzam popierać zachować opisanych w tej książce.
Z ręką na sercu, nie mogę uwierzyć, że moje logo jest już drugi raz na książce Irminki. Jestem na maksa wdzięczna za taką szansę!
Zacznijmy od momentu, w którym otrzymałam pdf książki. Gdy dostałam wiadomość od Irminy, byłam w ciężkim szoku i od razu zabrałam się za czytanie. Książkę przeczytałam NA RAZ w 5 godzin.
Styl pisania Irminy jest cudowny. Książkę czyta się płynnie, z ogromną przyjemnością. Z każdą książką, widzę progres w jej piórze, zakochując się w nim coraz bardziej.
Główna bohaterka Hal to dziewczyna, w której w wielu sprawach widziałam siebie. Na spokojnie mogę powiedzieć, że jest to postać, z którą chociaż trochę się utożsamiam. Nastoletnie problemy zostały przedstawione realistycznie, przez co wiele osób, może poczuć się zrozumianym.
Ed to chłopak, który od początku mnie zaciekawił. Bez spoilerów, jego przeszłość, chwyciła mnie za serce. Uważam ze z Hal, utworzyli piękną, pierwszą, nastoletnią miłość, odkrywając i poznając siebie.
Coś o czym muszę wspomnieć, to nawiązania do moich ukochanych Avengersów. Kocham Marvela całym sercem, więc każda taka wspominka wywoływała uśmiech na mojej twarzy.
Książka ma cudowny, jesienny vibe. Cynamonki i kawiarnia dodały mega klimatu, przez co książka jest waszym absolutnych must havem na jesień.
„Nie uczono mnie szczęścia”, nie porusza tylko tematu pracy w kawiarni, czy pierwszej miłości, ale też przyjaźni i problemów z tym związanych. Wiem, że może brzmieć to błaho, jednak uwierzcie, mi szczęka opadała.
Podsumowując, NUMS to moja totalna polecajka. Jest to książka idealna na jesień, jednak zalecam wam dodanie jej to wakacyjnego tbr 😋 Mam nadzieję że i wam spodoba się ta historia!
„Nie uczono mnie szczęścia” to książka, która porusza i zostaje w myślach na długo po przeczytaniu ostatniej strony. Pełna emocji opowieść o dojrzewaniu, odwadze i walce o własne marzenia. Irmina Maria w niezwykły sposób pokazuje, jak trudno jest odnaleźć siebie w świecie pełnym oczekiwań innych ludzi. Bohaterowie są prawdziwi, a historia Hal sprawia, że trudno pozostać obojętnym