Mówi się, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, ale co, jeśli „moją biedę” spowodowała właśnie przyjaźń? Ja i Nicky byliśmy nierozłączni, ale nie z wyboru, przynajmniej nie z mojego. Żenujący, niezdarny, wiecznie nierozgarnięty przyjaciel stał się dla mnie kulą u nogi, więc gdy w końcu zerwałam naszą relację, miało być lepiej.
Wyjechałam z domu i zaczęłam studiować wymarzony kierunek. I jak na złość przez cały ten czas czegoś mi brakowało. A potem wróciłam do rodzinnego miasta na wakacje i dowiedziałam się, że Nicky założył klub.
Spotkałam go ponownie właśnie tam, w Disco Inferno. Wciąż jest żenujący, niezdarny i wiecznie nierozgarnięty, ale… coś się zmieniło. Coś niewątpliwie się zmieniło, a mnie to przeraża. Był moim przyjacielem. Potem nieznajomym. A teraz? Kim właściwie jest dla mnie Nick Watts i dlaczego tym razem nie chcę się wycofywać?
zacznę od tego, że jestem trochę zbiasowana, bo bardzo lubię oglądać treści autorki w internecie i polubiłam ją też na żywo. W “Czasami cię pragnę” po raz pierwszy miałam styczność z jej stylem pisania i już wiem, że na pewno nie będzie to ostatnie spotkanie.
Książka zapowiadała się świetnie. Ma niski próg wejścia, od pierwszych stron jest bardzo wciągająca. Do jakiejś 100 strony czułam się, jakbym oglądała filmy z lat 2000 w najbardziej komfortowym sensie.
Dylemat poruszony w tej książce był trudny: Bailey od dzieciństwa miała “wciskaną” przyjaźń z Nickiem, który jest trochę “dziwny”. Ludzie się z niego śmieją, a ona wiecznie się za niego wstydzi, podczas gdy on jest nią zauroczony. Przez to, jak Bailey traktuje Nicka trudno jest ją polubić, ale guess what nie w każdej książce trzeba lubić bohaterów. Tutaj pokazane zagadnienie było ciekawe i myślę, że może zmusić do refleksji jeśli komuś z czytelników zdarzyło się kiedyś potraktować kogoś w podobny sposób, co Bailey Nicka.
Ale… kurde. Około 220 strony przyznałam przed samą sobą, że zaczyna mnie to nudzić. Chodzi o to, że kwestia relacji tej dwójki była właściwie jedyna rzeczą, do której dążyliśmy fabularnie. Zaczęłam dostrzegać powtarzalność ich rozmów, i nie mogłam dłużej znieść opisów w stylu: kiedyś czułam tak, a teraz czuję inaczej. Wiedziałam, że już na nic więcej nie czekam i przez to trudno było brnąć dalej. Może gdybym się przywiązała do bohaterów, to czułabym inaczej, ale tutaj absolutnie im nie kibicowałam.
Ale to nie tak, że było cały czas coraz gorzej. Na przykład momenty rozmów, w których wybrzmiewało poczucie humoru autorki były zajebisteeee oraz nawiązania do tej części popkultury, w której ja sama siedzę.
Nie wiem, czy moja ocena jest uczciwa. Ale mam nadzieję, że to, że to przyznaje, będzie uczciwe wobec moich odbiorców
Bo potem przeczytałam słowa od autorki i dotarło do mnie dlaczego ta książka jest dla niej taka ważna. I to posłowie pomogło mi poskładać trochę inną perspektywę niż miałam podczas czytania. Nie dodawało nic do fabuły, ale wytłumaczyło metaforę, która przeleciała mi nad głową.
Zastanawiam się, czy nie lepiej byłoby, gdyby cała ta historia była opowiedziana tylko z perspektywy Nicka. Albo chociaż gdyby częściej był dopuszczany do głosu.
Gdybym musiała zdecydować to dałabym tej książce takie 3.5. Na pewno sięgnę jeszcze po retro kryminały autorki.
Książkę dostałam w prezencie od wydawnictwa Mięta.
naprawdę trudno jest opisać tą historię jednym słowem, zdaniem, ale proszę, przeczytajcie ją. czytanie jej może nie będzie tak łatwe i przyjemne, ale zostanie z wami na dłużej. jest jedyna w swoim rodzaju...🩷🪩
(czas włożyć swój kolorowy garnitur)
___________ Nowa książka Aleksandry Maciejowskiej to opowieść o dwójce ludzi, którzy siłą rzeczy, musieli się zaprzyjaźnić. W dzieciństwie wszystko wygląda inaczej - łatwiej znaleźć wspólny język, odnaleźć się w grupie czy nawiązać znajomość. Bailey i Nick mieli pewną więź, która niestety została przerwana. "Czasami cię pragnę" jest takim powrotem do starych czasów. Nasi bohaterowie po kilku latach, przypadkowo znów się spotykają. Bailey zaczyna studia na uniwersytecie Santer (wink wink, do osób, które czytały "Jeśli mówisz o ryzyku"), a Nicky jest w miejscu, o którym myślę, że nie jeden miłośnik muzyki marzy. Klub, o tej jakże intrygującej nazwie 'Disco Inferno', którego sam jest właścicielem stał się jednym z najpopularniejszych miejsc imprezowych w mieście.
Dobre rytmy, możliwość wytańczenia swoich emocji czy znalezienie osoby, z którą spędzi się noc.
Tymi długimi słowami chciałam wprowadzić Was w klimat. Pewnie pomyślicie, że . Nic bardziej mylnego. Ta książka skrywa o wiele więcej sekretów i ciemnych barw niż możecie sobie wyobrazić. Sama tematyka momentami jest naprawdę ciężka, mamy bowiem wspomnienia dotyczące próby sam•bójczej czy wykorzystania.
Niektóre fragmenty rozrywają serce, ale jeszcze bardziej tacy są bohaterowie. Większość "Czasami cię pragnę" poznajemy z perspektywy Bailey. Mamy zarówno wzmianki o przeszłości, jak i aktualne wydarzenia, m.in. z klubu, rodzinnego miasta oraz studiów. Historia sama w sobie jest bogata w wydarzenia, ale Autorce udało się je tak zgrabnie połączyć, że czyta się to jednym tchem. Mieliście kiedyś tak, że główny bohater Was wkurzał? Bo ja mam tak właśnie z Bailey. Ile to razy chciałam wejść do tej książki i nakrzyczeć na nią. BORZE SZUMIĄCY, dlaczego ona mówiła takie rzeczy!!! Nie chcę nic zdradzać, ale gdy już dojdziecie do pewnych wydarzeń, będziecie wiedzieli o czym mówię. Jeśli chodzi o założyciela naszego Disco Inferno, to jest to chłopak jedyny w swoim rodzaju. Nick, Nicky z dalekiej perspektywy to osoba nieco niezdarna, ale pełna energii, uśmiechu i szalonych pomysłów. Jeśli jednak przyrzymy się mu bliżej, dostrzeżemy, że pod tymi kolorowymi ubraniami, skrywa się chłopak, który wielokrotnie został zraniony. Rozdział z jego perspektywy wrzucił nam dużo wspomnień, jednocześnie uzupełniając całą historię i wyjaśniając pewne zachowania. Mi po prostu złamało się tam serce.
"Czasami cię pragnę" jest książką z relacją romantyczną. Jak sam tytuł wskazuje, będzie tutaj przyciąganie, a sam motyw od przyjaciół do kochanków będzie miał miejsce. Sceny nie są zbyt obrazowe, ale napisane tak dobrze, że od razu zrobi się Wam gorąco (ile tam było napięcia, rany). A jak wszyscy wiemy, takie relacje zazwyczaj nie kończą dobrze... ale to już pozostawiam Wam do odkrycia.
Mam nadzieję, że zatracicie się w tej historii równie mocno, jak ja. Przygotujcie się na złamane serca, jak i ogromną dawkę muzycznych hitów.
Nick i Bailey znają się od dzieciństwa, a ich skomplikowana relacja, pełna wzlotów i upadków, jest jednocześnie ich bezpieczną przestrzenią. Bardzo się od siebie różnią - Nick jest niezdarą, a dla Bailey ogromne znaczenie mają pozory - dlatego ich relacja nie jest łatwa.
Ale właśnie taka ma być. To jedna z tych książek, w których najbardziej skupiamy się na emocjach, które w nas wzbudza. Może nie jest to komfortowa historia i przytłacza ilością trudnych tematów, a bohaterowie czasami doprowadzają nas do szału, ale dzięki temu wszystko wydaje się prawdziwe. Od lęku, samotności i apatii przez niepewność związaną z uczuciem i napięcie aż do akceptacji siebie.
Akcja rozwija się powoli, ale dzięki temu mamy czas, żeby naprawdę poznać bohaterów i ich emocje. Autorka wplata wspomnienia wspólnych przeżyć bohaterów, co pozwala lepiej zrozumieć łączącą ich więź. Czuć, że pomimo krzywd, które pojawiają się na ich drodze, fundamentem ich relacji jest przyjaźń.
Lubię książki tej autorki, ponieważ nigdy nie wiem, czego się po nich spodziewać. Nawet jeśli wzoruje się na jakimś motywie czy schemacie, jest w jej historiach coś wyjątkowego, intrygującego. Jest to pięknie napisana książka, a jednocześnie rozmowy między bohaterami wypadają autentycznie, przez idealne połączenie języka literackiego z potocznym. Podobało mi się również to, że książka napisana jest z perspektywy bohaterki, którą ciężko jest polubić czy zrozumieć, jednak powoli wszystko uświadamiamy sobie razem z nią i to ma swój urok.
W tle całej historii oczywiście gra muzyka, co również uwielbiam, bo dopasowywanie piosenek do sytuacji nadaje im dodatkową głębię.
To historia o zrozumieniu i akceptacji samego siebie. Zmusza do refleksji i pokazuje, że jeśli jest ciężko, to wcale nie musi tak pozostać.
Lubię książki, do których nie podchodzę właściwie z żadnymi oczekiwaniami, a które dają mi niesamowicie dużo i pozostawiają z masą emocji i wieloma refleksjami. I taka właśnie jest książka „Czasami cię pragnę”.
Nick i Bailey nie mogliby się bardziej od siebie różnić. Tak się wydaje na pierwszy rzut oka. Ale z każdą przeczytaną stroną autorka odsłania nam to, co kryje się głęboko pod ich maskami czy kolorowymi strojami.
Ola pisze w taki sposób że w jednym momencie czytasz sobie książkę a ona nagle uderza cię tak emocjonalnym i ujmującym tekstem i bierze cię znienacka, że nie wiesz jak zareagować i pozostajesz w tym uczuciu do samego końca.
Rozumiem Bailey. Nie lubię jej, nawet bardzo za to jak traktowała Nicka ale cieszę się, że zrozumiała swoje błędy. Bardzo duży wpływ na to miała jej trauma z dzieciństwa, którą nie do końca przepracowała i ona ewoluowała. Ta książka idealnie pokazuje, jak wiele dzieje się w głowach innych, o czym my nie zdajemy sobie sprawy. Wiele osób o tym zapomina, że to co z wierzchu nie zawsze jest tym, co jest wewnątrz.
Widzę siebie w Nicku i widzę też trochę siebie w Bailey. Myślę, że każdy z nas znajdzie w tej książce kawałek siebie. Myślę, że każdy z nas w pewnym momencie swojego życia mógł stać po tych dwóch stronach i wiedzieć, jak każda z tych stron może się czuć i o to też chodzi w tej książce.
Chodzi też o to, żeby uczyć się na swoich błędach.
O to żeby, być lepszym.
O to żeby, widzieć swoje błędy i starać się je naprawiać, bo tak właściwie na samym końcu nie liczy się to co myślą o nas inni, tylko to co my myślimy o sobie samym i jak my się z tym czujemy.
Kocham „Czasami cię pragnę” całym sercem i ogromnie się cieszę, że mogłam objąć tę książkę ambasadoratem. I kocham Nicka, który zasługuje na każde dobro tego świata.
Są takie książki, w których znajduje się cząstkę siebie, gdzie utożsamia się z bohaterami i są też takie książki, które oddają Ci cząstkę siebie - to jest właśnie jedna z tych książek.
Dziewczyna, która nie potrafi wybrać pomiędzy tym, czego chce i tym, czego oczekują inni. Chłopak, który jest przekonany, że nie zasługuje na nic dobrego w życiu.
Autorka świetnie pokazuje sprzeczność pragnień, ból złych wyborów i motywacje bohaterów. Momentami brakowało mi rozwinięcia innych wątków, czy pogłębienia bohaterów drugoplanowych, a rozciągnięcie akcji na kilka lat sprawiło, że wydawała się trochę pospieszona, było w niej za dużo "tell" a za mało "show". Chętnie przeczytałabym tych sto stron więcej, żeby lepiej poznać historię, choć nie uważam, żeby to był błąd, a jedynie niedociągnięcie, które nie wpływa szczególnie na odbiór.
Czytając o Nicku z perspektywy Bailey myślałam ciągle, że to przecież fajny chłopak i czemu ta głupia baba go nie lubi. Ale poznanie jego perspektywy złamało mi serce. Nie tylko przez te wszystkie okropieństwa, które go spotkały, ale też dlatego, że zobaczyłam w nim siebie. Jego ból jest namacalny i jestem pewna, że niejedna osoba też to poczuje podczas czytania.
Przez całą książkę Bailey próbowała przekonać mnie, że bycie Nickym jest czymś złym, nawet on sam był pewien, że jest niewystarczający, że nie zasługuje na miłość. Ale życie jest przewrotne i moim głównym wnioskiem po lekturze jest "chciałabym być bardziej jak Nicky". Każdy z nas powinien być trochę jak on - codziennie zakładać swój kolorowy garnitur i żyć dalej.
A gdy ciężko żyć? Pomyślcie sobie "co zrobiłby Nicky?".
Ola udowodniła, że można napisać książkę, w której właściwie cała fabuła opiera się na relacji głównych bohaterów i ich uczuciach, a główna bohaterka niemiłosiernie irytuje, a mimo to nadal jest to książka niezwykle wartościowa i dająca do myślenia!
Nick i Bai to przyjaciele od dziecka, tyle że Bai od zawsze uważała go za ofermę, uosobienie cringe’u i chaosu oraz przysłowiową kulę u nogi. Dopóki nie urwała z nim kontaktu, a potem nie wróciła do rodzinnego miasta i się w nim nie zakochała. Ale jak to możliwe, że ten niezdarny chłopak stał się jej obiektem westchnień? Że nagle przestał ją irytować i wprawiać w zakłopotanie, a zaczął… podniecać?
Kreacja postaci Nicka jest wręcz niesamowita! Ola stworzyła bohatera absolutnie nieidealnego, chaotycznego, cringe’owego i nieraz śmiesznego, ale nie zmienia to faktu, że Nick jest najlepszym książkowym facetem, o jakim czytałam. Niezwykle dojrzały emocjonalnie, opiekuńczy, zakochany po uszy, a przy tym tak bardzo pozbawiony egoizmu. No bo ile razy można dostawać kosza i nadal z uśmiechem celować do tej samej, niedostępnej bramki?
Bai to z kolei inna historia… Przez 90% książki nie wie dokładnie, czego chce. Raz nie przepada za Nickiem, potem nie może bez niego żyć, później jednak się go wstydzi i nie wie, co zrobiła źle, że go zraniła… Przez połowę książki miałam ochotę dać jej w twarz i powiedzieć: „Skończ ryczeć i weź się w końcu w garść”.
Na końcu zdałam sobie jednak sprawę z tego, że każdy z nas ma w sobie cząstkę Nicka i cząstkę Bai. Czasami nie akceptujemy niektórych swoich cech, a czasami nie akceptujemy cech naszych bliskich, próbując zmieniać ich pod wymagania społeczeństwa.
Nick i Bai to właśnie taka metafora naszych wstydliwych cech i walki o to, żeby je w sobie pokochać, pokazać je innym i przestać się ich wstydzić. Tak samo jak metafora kolorowych garniturów (przedstawiona na samym końcu) daje nam naprawdę dużo do myślenia w kwestii samoakceptacji, ale także odpuszczenia tego, co „modne” i społecznie akceptowane, na rzecz pokochania prawdziwego siebie.
Uważam, że ta książka to must read, zwłaszcza dla tych, którzy mają jakiś „kolorowy garnitur”, którego jeszcze wstydzą się założyć i wyjść z nim do ludzi.
Bailey od zawsze znała Nicka (no dobra, odkąd mieli po 5 lat), od zawsze tworzyli grupkę przyjaciół (dwa rodzeństwa: siostra i brat oraz dwóch braci), a Nicky od zawsze był zakochany w Bai, co dziewczynie przeszkadzało. Zresztą kto by się jej dziwił, skoro chłopak był chodzącą katastrofą, z której każdy się śmiał? Więc gdy pod koniec liceum zostali sami (starsi bracia wyjechali na studia), Bai odcięła się od przyjaciela 🪩
Jakiś czas później dziewczyna wraca do domu na wakacje i wraz z bratem, i jego przyjacielem zostaje wyciągnięta do nowego klubu - Disco Inferno, którego współwłaścicielem jest Nick. Przebrany w kolorowy garnitur tańczy z Bailey, jakby te kilka miesięcy ciszy między nimi nie istniały, a Bai uświadamia sobie jak bardzo za nim tęskniła. Oboje postanawiają odnowić przyjaźń, chociaż tym razem po cichu, w końcu chłopak wciąż jest katastrofą (za to Nick zgodzi się na wszystko, byleby nie stracić jej ponownie). Problem pojawia się, gdy z wizyty na wizytę, Bai ciągnie do niego coraz bardziej 🪩
To moja kolejna książka Oli i jestem pod wrażeniem, że w każdej z nich potrafię znaleźć postać, z którą się w jakiś sposób utożsamiam 🪩
Muszę przyznać, że mam dość cieżką relację z Bailey i tym jak zachowuje się w stosunku do Nicka. Bai jest złą przyjaciółką, co niestety często udowadnia. Poniekąd rozumiem skąd to się bierze, ale to nie usprawiedliwia jej zachowania 🪩
Za to Nick - boziu, przez całą książkę miałam ochotę go przytulić i powiedzieć "wszystko będzie dobrze, nie zmieniaj się". Nie rozumiem dlaczego ktokolwiek miałby się go wstydzić czy się z niego śmiać. Przy okazji, Ola, ciebie też wirtualnie przytulam! Rozumiem waszą dwójkę aż za dobrze 🪩
Jestem w szoku jak wielką część tej książki stanowi muzyka! Mam wrażenie, że połowę czasu, zamiast czytać, poświęciłam na szukanie piosenek wymienionych w tekście 🪩
Na wielki plus zasługuje oczywiście wspomnienie o Taylor (swifties górą!) oraz o Aidenie i Evie, czyli bohaterach innej książki Oli, która dzieje się w tym samym uniwersum 🪩
No i przepraszam, ale scena z BITĄ ŚMIETANĄ - kocham ją! 🪩
Historia, która wciąga w swe sidła, potrafi wywołać w czytelniku lawinę emocji. Jest tutaj tak życiowo, realistycznie. Szkoda mi było wiele razy Nickyego. Nienawidzę takiego znęcania się psychicznego i wyśmiewania ludzi za to jak wyglądają, albo jakcy są. Nienawidzę też plotkarstwa. Dlatego ta książka ruszała mnie do żywego. Bailey również trafiała na osoby, które nie są godne nazywania ‘’przyjaciółmi”.
Podobał mi się motyw muzyki. Tak idealnie było się wczuć w nastrój w każdej chwili. W tym przypadku muzyka była dla bohaterów taką kotwicą trzymającą na powierzchni. Dynamika książki jest idealna, dostajemy trochę przeszłości, trochę teraźniejszości. Mamy przeskoki między studiami, a wakacjami. Wciąż coś się dzieje, wciąż coś potrafi wywołać w czytelniku szok lub współczucie.
Uwielbiam tą rozbieżność bohaterów. Z jednej strony mamy Nicky'ego, który jest wyjątkowy, ma swój własny styl, lubi rzeczy odbiegające od ''norm'' i nie stara się sprostać oczekiwaniom innych. Niestety to wszystko też wynikło z tego, jak wiele razy został złamany.
A z drugiej strony Bailey, która wciąż szuka siebie, nie potrafi odnaleźć się w żadnej sytuacji. I bardzo często oszukuje siebie chcąc wypaść jak najlepiej przed jednostkami i wkupić się w łaski. Wiele razy miałam ochotę wrzeszczeć na Bai, potrząsnąć nią za to co robiła. W tej książce akurat mocniej utożsamiałam się z bohaterem. Za to fajnie było widzieć jak Bai w końcu zaczyna nasiąkać tym podejściem do życia od Nicka.
Na koniec dostajemy zamknięcie spraw, o których mogliśmy poczytać w tle, które tak naprawdę mocno ukształtowały naszych bohaterów. Wiele razy łezka kręciła się w oku. Wiele razy śmiałam się z sytuacji i tekstów.
Muszę Wam powiedzieć, że bardzo lubię pióro autorki, jest takie wyjątkowe. Lekkie, a poetyckie, czyta się bardzo szybko, wręcz się płynie przez każdą jej książkę.
Motywy: muzyka, trudna przeszłość, traumy, friends to lovers.
Bailey to bohaterka, którą naprawdę, naprawdę nie polubiłam. Zawsze udaje, kogoś kim nie jest, żeby się dostosować do innych. Lepiej nie odstawać od reszty niż stać się obiektem żartów, prawda? Tak jak Nick... Ojciec, którego nie ma, matka, która jest niewiele lepsza i ciągłe poczucie, że musi być idealna. Nie ma łatwego życia i być może byłabym w stanie ją trochę polubić, gdyby nie jej zachowanie wobec osoby, która zawsze stała przy jej boku i ją wspierała. A jak Bailey się za to odwdzięczała? No właśnie...
Zdecydowanie nie zasługuje na takiego przyjaciela jak Nick. Bo co to za przyjaciółka, która przez cały czas daje mu do zrozumienia, że zmusza się do przebywania w jego towarzystwie? Która go "znosi", bo nie ma nikogo innego pod ręką? Wstydzi się go, nie przyznaje się do niego i udaje, że go nie zna? A najgorsze w tym wszystkim jest to, że Nick przez całe życie jest tego świadomy. O ironio, Bailey uczy żeby zaczął w siebie wierzyć, przekonuje, że jest wspaniały, po czym wypowiada słowa, które temu wszystkiemu przeczą. Co więcej, miałam wrażenie, że jej uczucia w stosunku do chłopaka zmieniają się niemal z dnia na dzień. Najpierw się go wstydzi, żeby chwilę być zazdrosna.
A Nick? Kurczę, to właśnie jego perspektywa, te kilka rozdziałów sprawiały, że miałam ochotę czytać dalej. Było mi go naprawdę bardzo żal, a kiedy poznałam całą jego historii miałam ochotę bardzo mocno go przytulić. Trudna sytuacja rodzinna, a do tego całe życie traktowany jako błazen - ktoś, z kogo można się pośmiać, pożartować, ale nigdy nie trzeba traktować poważnie. Jak narzędzie, które można wykorzystać a następnie porzucić. Najgorsze jest to, że z czasem Nick zaczął wierzyć, że to wszystko prawda. Że jest bezużyteczny i nie warty uczucia. To doskonały przykład bohatera, który na zewnątrz jest szczęśliwym, radosnym chłopakiem, podczas gdy wewnątrz toczy się w nim burza pełna głębokiego cierpienia.
Nick od zawsze był zakochany w Bailey, ale nigdy nie śmiał marzyć o czymś więcej, uważając, że na nią nie zasługuje. Z czasem ich relacja zaczyna przypominać związek. Nick jednak cały czas jest przekonany, że dziewczyna w każdej chwili go zostawi, kiedy tylko się znudzi i znajdzie kogoś lepszego. A Bailey tak naprawdę utwierdza go w tym przekonaniu. Mimo, że są razem, nie chce przyznawać się do niego w obecności innych. Do tego, najpierw mu mówi, że powinien siebie zaakceptować, że jest wyjątkowy a później każe mu się zmienić?Tak nie wygląda prawdziwa miłość, prawda?
Przede wszystkim uważam, że bohaterowie w ogóle nie powinni wchodzić w związek, dopóki nie poukładają sobie pewnych rzeczy. Nick potrzebuje pomocy, żeby uporać się z przeszłością i zrozumieć, że nie jest bezwartościowy i zasługuje na miłość. Bailey z kolei chyba musi nauczyć się, czego tak naprawdę chce w życiu, kogo chce mieć u swojego boku i przede wszystkim - kim sama chce być.
Nie uważam, że jest to książka zła sama w sobie. Historia porusza ważne, bolesne i potrzebne tematy, a relacja bohaterów daje sporo do myślenia. Po prostu przez zachowanie Bailey nie byłam w stanie pełni docenić tego, co autorka chciała przekazać. Dawno nie czytałam historii, w której postać głównej bohaterki aż tak mocno wpływałaby na moje uczucia względem całej książki.
Jednocześnie nie mogę powiedzieć, że lektura nie wywołała we mnie emocji. Wręcz przeciwnie- było ich naprawdę sporo. Od frustracji i irytacji po współczucie i smutek.
💜✨ Czy zdarzyło Wam sie kiedyś spotkanie po latach z dawnych przyjacielem/przyjaciółką które Was totalnie zaskoczyło?
„Czasami cię pragnę” Aleksandry Maciejowskiej to historia o drugich szansach, dojrzewaniu i odkrywaniu, że z biegiem lat ludzie potrafią zmienić się bardziej, niż jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. To romans, który łączy motyw friends to lovers z ponownym spotkaniem po latach i muszę przyznać, że czytałam go z naprawdę dużą przyjemnością. 💕
Kiedyś Nicky był dla głównej bohaterki kulą u nogi – niezdarnym przyjacielem, od którego chciała się uwolnić. Wyjazd na studia miał być początkiem nowego życia i zamknięciem przeszłości. Wszystko zmienia się jednak, gdy wraca do rodzinnego miasta na wakacje i przypadkiem trafia do klubu Disco Inferno, którego właścicielem okazuje się właśnie Nicky. Chłopak nie jest już tym samym zagubionym nastolatkiem, którego pamiętała. A ona coraz częściej zastanawia się, czy uczucia, które kiedyś odrzuciła, nie wyglądają dziś zupełnie inaczej.
Największym atutem tej książki byli dla mnie bohaterowie. ❤️ Bardzo podobało mi się to, jak autorka pokazała ich przemianę i pozwoliła czytelnikowi stopniowo odkrywać, jak bardzo oboje dojrzeli. Relacja rozwija się naturalnie, bez zbędnego pośpiechu, a chemia między postaciami jest wyczuwalna od pierwszych wspólnych scen.
Ogromnym plusem jest również lekki styl Aleksandry Maciejowskiej. Książkę czyta się błyskawicznie, dialogi są swobodne, a humor sprawia, że na twarzy co chwilę pojawia się uśmiech. To jedna z tych historii, przy których naprawdę łatwo się zrelaksować. 📚
Momentami miałam jednak wrażenie, że niektóre wątki można było mocniej rozbudować. Chętnie dowiedziałabym się więcej o emocjach bohaterów i zobaczyła jeszcze więcej scen budujących ich relację. Przez to kilka wydarzeń wydało mi się zbyt szybko poprowadzonych i pozostawiło lekki niedosyt.
Mimo wszystko „Czasami cię pragnę” okazało się bardzo udanym romansem. To ciepła, pełna emocji historia o tym, że czasami trzeba stracić kogoś z oczu, by w końcu dostrzec jego prawdziwą wartość. Jeśli lubicie motyw drugiej szansy, przyjaźni przeradzającej się w miłość i bohaterów, którym trudno nie kibicować, zdecydowanie warto dać tej książce szansę. 🫶
⭐️ Moja ocena: 8/10 (współpraca reklamowa: Wydawnictwo Mięta)
Siedzę tak już od 20 min po skończeniu i gapię się przed siebie. Nie wiem, jak mam to ująć w słowa but let me try. Już przy zapowiedzi wiedziałam, że to będzie emotional damage no u co mogę powiedzieć…
Oh jak ja przez większość książki nienawidziłam Bailey. Szczerze momentami żałowałam, że nie mogę jej tam trzepnąć w głowę przez kartki. Zaraz sobie pomyślałam, że jestem trochę hipokrytką. Rozumiałam ją i nie rozumiałam. Momentami byłam Nickiem, a czasem Bailey.
To, że inni ludzie dookoła traktują Cię okropnie i się z ciebie śmieją to jedno. Ale kiedy Twoja najlepsza i jedyna przyjaciółka robi to samo. Wstydzi się i odcina się od Ciebie i nawet po tak długim okresie wciąż nie jest lepiej. Ja byłam już jak „Nicky oni na ciebie zasługują, weź im pokaż”.
Nickyyyyy my beloved. Dalej uważam, że powinien powiedzieć Bailey pa, pa. Ale chłop jest za dobry. On jest przekonany, że nie zasługuje na to wszystko. Jak taki KTOŚ JAK ON. Chaotyczny, roztrzepany, chodząca porażka (to nie moje słowa). Ale uwierzcie mi: zasługuje na wszystko, co najlepsze i jeszcze więcej.
Nie czyta się tego łatwo. Szczególnie jakoś na początku ciężko było mi się wkręcić. Ale to jest książka Oli, a ja wiem, że ta kobieta potrafi świetnie pisać. Wiedziałam, że odnajdę się w jej słowach i tak było.
Dawno nie czułam tyle sprzecznych uczuć podczas czytania jednej historii. W jednym momencie miałam ochotę wyrzucić ją przez okno i nie wracać do niej nigdy więcej, a zaraz świetnie się bawiłam. Sam romans top tier. To napięcie, każdy dotyk!
Nadszedł też taki moment, kiedy musiałam odstawić ją na chwilę i wyjść podotykać trawy, przysięgam. Coś było z „porażką” i że może się zmienić ktoś… JEŚLI KTOŚ BĘDZIE KAZAŁ SIĘ WAM ZMIENIĆ W RELACJI JAKIEJKOLWIEK, RUN.
Tez mam swoje kolorowe garnitury i liczę, że znajdę taką Bailey. Mimo tego, że w pewnym momencie chciałam ją potraktować klapkiem. Ale wiem, że ona też miała sporo do przepracowania i razem stworzą coś cudownego.
Jak macie ochotę na emotional damage i przeoranie to przeczytacie „czasami cię pragnę”. Ola napisała cudowną historię i czuć, że oddała cząstkę siebie.
Pozycja dla wszystkich, którzy duszą się wstydem i dla tych, którzy za nic w świecie nie będą się zmieniać na siłę. Szczególnie dla innych.
Nick i Bailey byli przyjaciółmi od dzieciństwa, nawet jeśli relacja początkowo wynikała z decyzji innych ludzi. Ich przyjaźń zaczęła się komplikować, gdy główna bohaterka poznała czym jest wstyd. Niezdarny chłopak u jej boku nie ułatwiał chwil, gdy wszyscy w otoczeniu wytykali ją palcami.
Bailey, pragnąca uwagi i akceptacji oraz Nick, który był… Nickym.
Dlatego Bai musiała się odseparować. Zerwać plaster i stać się samodzielną istotą. Bez potykającego się o wszystko przyjaciela. Odsunęła się od niego w ostatniej klasie liceum, zostawiając ich duet za sobą. Aż do pewnego dnia, gdy weszła do klubu Disco Inferno, a na parkiecie dostrzegła ubranego w kiczowaty garnitur Nicka.
Jako osoba, która codziennie boi się coś zrobić ze wstydu i żyje z lękiem przed tym, jak zareagują inni, czasami potrzebuję, żeby ktoś powiedział mi, że mogę się mylić czy wywracać. Najważniejsze, że będę dalej to robiła. I ta książka to właśnie taka przypominajka, że dyskomfort jest częścią życia, a my bez względu na niego będziemy kochani. Wystarczy nasze dobre serce, uważność i szczerość. Bo to są składniki człowieka, jakiego chce się wybierać każdego dnia. Wywrotki lub spalone tosty nie mają tu żadnego znaczenia.
Odkryjcie siebie, zaakceptujcie bycie pierdołą, pokochajcie kolory w świecie beżu i bieli.
Świat kocha Was mieć, pragnie was zawsze, nawet jeśli w drugą stronę jest to jedynie czasami.
To historia o pomyłkach oraz o błędach, które wywołują dreszcze i zatrzymują bicie serca. Bo melodia i rytm piosenek są równie ważne jak ich tekst.
„Czasami cię pragnę” to historia o relacjach, o silnych emocjach, o wpływie innych ludzi na nasze postrzeganie rzeczywistości i innych ludzi. Aleksandra Maciejowska wypełniła tę książkę niezrozumieniem, niepewnością, smutkiem i miłością.
Czytając „Czasami cię pragnę” w obu głównych bohaterach widziałam siebie. Bailey jest specyficzną postacią. Jest trochę irytująca, ciężko było jej przyznać przed innymi co czuje do Nicka, nie chciała stracić znajomych, a jej zachowanie było momentami wręcz ciężkie do zrozumienia. Co ciekawsze bardzo łatwo zobaczyć w tym odbicie swoich zachowań, swojego strachu przed utratą twarzy przed znajomymi, przed ich niezrozumieniem czy wyśmianiem. Nick z kolei to postać, która wydaje się mniej ciężka do zrozumienia. Chłopak przeszedł wiele, nie tylko przez swoją niezdarność. Nick dużo bardziej odczuwa emocje, jest też dość niezdarny, chociaż to dodawało mu w moich oczach tylko uroku. Jego kolorowe garnitury w pełni oddawały jego osobowość, chociaż wielu bohaterów uznawało to za dziwne. Ale czy każdy z nas nie ma takiego swojego kolorowego garnituru i nie odczuwa czasami emocji tak jak Nick? Bo ja na pewno.
Fabuła książki bardzo skupia się na relacjach międzyludzkich, szczególnie Bailey i Nicka (bo w końcu są oni głównymi bohaterami). Ich emocje bardzo wybijają się na pierwszy plan, są naprawdę istotne. Ciężko nie zauważyć, że czas również ma tu znaczenie. Czas i zmiana w postrzeganiu świata u innych ludzi.
Aleksandra Maciejowska dotyka w tej książce naprawdę trudnych tematów, podchodzi do nich delikatnie i emocjonalnie, ale też nie kryje tego co dzieje się (lub działo się) z bohaterami i ich psychiką. Ola napisała tę książkę naprawdę wiarygodnie, co w połączeniu z jej stylem pisania pozwala wciągnąć się w historię, połączyć się z bohaterami i zobaczyć w nich cząstkę siebie. Myślę że „Czasami cię pragnę” może być jedną z ważniejszych książek jakie czytałam dotychczas. Jest to historia pełna wielu emocji, niepewności i odnajdywania siebie. Jeśli mielibyście sięgnąć po tylko jedną książkę Aleksandry Maciejowskiej w swoim życiu, sięgnijcie właśnie po tą.
——— Książkę czytałam we współpracy z Wydawnictwem Mięta- współpraca ambasadorska ———
Naprawdę nie wiem, jak opisać to, co czuję. Dawno żadna książka nie rozbiła mnie emocjonalnie na tyle kawałków. Wzięłam ją do ręki, spodziewając się pięknej historii o dawnych przyjaciołach, którzy po latach spotykają się ponownie. Bailey wraca do rodzinnego miasta i trafia do Disco Inferno – klubu prowadzonego przez Nicka, chłopaka, którego kiedyś odsunęła od siebie. Nie przypuszczałam jednak, że pod tym wszystkim kryje się historia, która tak mocno uderzy prosto w serce.
Przez większą część książki nie znosiłam Bailey. Naprawdę. Jej zachowanie doprowadzało mnie do szału. Była egoistyczna, irytująca i tyle razy miałam ochotę wejść między kartki, złapać ją za ramiona i porządnie nią potrząsnąć, że przestałam liczyć.
A Nick...
Boże, Nick.
Czytałam i nie mogłam zrozumieć, dlaczego ten chłopak tak bardzo przeszkadzał innym. Dlaczego wszyscy widzieli w nim kogoś „gorszego”, dziwnego, niewystarczającego. A potem dostałam rozdział z jego perspektywy.
I pękłam.
Dosłownie czułam, jak serce rozpada mi się na kawałki. Tak bardzo chciałam go przytulić i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Dawno żaden bohater nie wzbudził we mnie tyle czułości i potrzeby chronienia go przed całym światem.
To nie jest tylko romans. To opowieść o odrzuceniu, samotności, akceptacji i o tym, jak łatwo potrafimy skrzywdzić drugiego człowieka, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Aleksandra Maciejowska stworzyła historię naszpikowaną emocjami, która nie tylko wzrusza, ale też zmusza do zatrzymania się i spojrzenia na siebie z większą łagodnością.
Każdy odbierze tę książkę inaczej, ale jestem pewna jednego – wszyscy wyniesiemy z niej tę samą lekcję.
Jesteś wystarczający.
Nie zmieniaj się, żeby zasłużyć na czyjąś akceptację. Nie wstydź się tego, kim jesteś. Nie chowaj swoich „kolorowych garniturów”, bo właśnie one czynią Cię wyjątkowym.
Nie pamiętam, kiedy ostatnio przeczytałam coś, co tak boleśnie trafiałoby w najczulsze miejsca. Ta historia mnie złamała, a potem bardzo powoli posklejała z powrotem.
I właśnie dlatego uważam, że każdy powinien ją przeczytać.
To moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki i muszę przyznać, że byłam naprawdę zaskoczona jej stylem. Bailey i Nicky byli kiedyś nierozłączni. On zawsze był nierozgarnięty, żenujący i niezdarny, przez co z czasem zaczął być dla niej bardziej kulą u nogi niż przyjacielem. Kiedy więc Bailey zerwała tę przyjaźń, miała poczuć przede wszystkim ulgę.
Dziewczyna wyjechała z rodzinnego domu i rozpoczęła nowe życie. Studiowała wymarzony kierunek, jednak mimo tego cały czas czuła, że czegoś jej brakuje. Kiedy wraca na wakacje do rodzinnego miasta, dowiaduje się, że Nicky otworzył własny klub. Spotyka go ponownie właśnie tam i szybko przekonuje się, że chłopak właściwie się nie zmienił. Nadal jest niezdarny, trochę chaotyczny i zdecydowanie wyróżnia się z tłumu. Tym razem jednak Bailey zaczyna dostrzegać w nim coś, co coraz bardziej ją przyciąga.
Od lat staram się wyróżniać na swoim profilu książki przeznaczone dla młodych dorosłych, które niosą ze sobą wartościowe przesłanie. Głównie dlatego, że sama jako nastolatka szukałam właśnie takiej literatury. Autorka nie boi się poruszać trudnych tematów. Znajdziemy tutaj problemy rodzinne, trudne dorastanie oraz kwestie związane ze zdrowiem psychicznym.
Nie otrzymujemy również krystalicznie czystych bohaterów. Są skomplikowani, popełniają błędy i nie zawsze podejmują właściwe decyzje. Bailey przez naprawdę długi czas była dla mnie trudną bohaterką, szczególnie ze względu na sposób, w jaki traktowała Nicky’ego. Jej zachowanie wobec niego potrafiło naprawdę zirytować i niejednokrotnie miałam ochotę nią potrząsnąć.
Nicky był natomiast cudownym człowiekiem o wielkim sercu i ogromnej pasji. Wyróżniał się z tłumu i właśnie to, co dla innych mogło być jego wadą, dla mnie było ogromną zaletą. Roztaczał wokół siebie wyjątkową aurę i miał w sobie coś, co sprawiało, że trudno było przejść obok niego obojętnie.
Jednak tym, co najbardziej chwyciło mnie za serce, był motyw kolorowych garniturów. To właśnie w nim odnalazłam tę małą Olę, która sama mierzyła się z problemami w nastoletnich latach. Ten element dosłownie wbił mnie w fotel i pozostawił we mnie ogromnie melancholijny ślad. Nagle historia stała się dla mnie czymś znacznie bardziej osobistym i bliskim.
Każdy z bohaterów mierzy się ze swoim własnym bagażem doświadczeń, a ich relacja nie zawsze jest zdrowa. Oboje potrzebują specjalistycznej pomocy, aby poukładać sobie pewne rzeczy w głowie i przepracować to, co wydarzyło się w ich przeszłości. Bardzo doceniam, że autorka nie próbuje przedstawiać miłości jako lekarstwa na wszystkie problemy. Pokazuje, że czasami samo uczucie nie wystarczy i że każdy z nas musi również zadbać o siebie.
To naprawdę głęboka historia, która potrafi wzbudzić skrajne emocje. Byłam podczas tej lektury zbulwersowana, wzruszona, melancholijna, a momentami po prostu smutna. Ta książka poruszyła mnie znacznie bardziej, niż początkowo się spodziewałam. Gorąco Wam ją polecam.
Oddałabym wszystko za Nicka i jego kolorowe garnitury 😭 🩷| Bailey i Nicky byli kiedyś nierozłączni, ale z czasem jego niezdarność i wieczne pakowanie się w kłopoty zaczęły ją męczyć. Kiedy dziewczyna wraca do rodzinnego miasta na wakacje, odkrywa, że Nicky prowadzi własny klub Disco Inferno. Spotkanie po latach uświadamia jej, że dawny przyjaciel wcale nie jest już tym samym chłopakiem.
Macie tak czasami, że książka trafia do was ze zdwojoną siłą? Ja tak zdecydowanie miałam przy tej opowieści. Od razu mogę stwierdzić, że jestem totalnie zakochana. Autorka stworzyła dwójkę bohaterów, którzy nie są idealni, mają wywoływać w nas różne uczucia od tych pozytywnych do tych negatywnych, ale przy tym są bardzo realni. Jestem pod wrażeniem jak dobrze wykreowani byli bohaterowie.
Bailey to bohaterka, która przez swoje czyny wobec Nicka, jest ciężkim przypadkiem. I mamy prawo jej nie lubić przez to. Ja sama chciałam tam iść i jej wygarnąć o co niej myślę 😂. Zaś Nick, oj za niego to bym dusze oddała. Uwielbiam każdy centymetr jego chaotycznego charakteru. Ta wybuchowa mieszanka osobowości i doszedł do tego wątek romantyczny to był rollercoaster emocji, nieprzepracowanych uczuć, nieporozumień, ale bohaterowie przez całą książę dążą do zrozumienia siebie nawzajem. Głównie Bailey, którą trzeba było dość mocno potrząsnąć.
Jednak, po zakończeniu całej historii dotarłam do metafory kolorowych garniturów, która całkowicie rozłożyła mnie na łopatki i zmieniła moje postrzeganie tej historii. Ja, jako osoba, która walczy z niską samooceną i lękiem coś sobie uświadomiłam i znalałam kawałek siebie w tym chłopaku. Zdecydowanie będę pamiętać Nicka, jego postawę, jego walkę o siebie i to, że nie zmieniał się pod innych a do końca pozostał sobą. To najbardziej uwielbiam w tej historii. Ten chłopak sam sobą niesie cudowne przesłanie.
Zdecydowanie polecam wam tą książkę. Ma świetny klimat disco, klubu, dużo kolorów a przy tym jest emocjonująca, bolesna, ale i prawdziwa 🫶🏻🪩 CZYTAJCIE! [ współpraca reklamowa Wydawnictwo Mięta ]
Nie jestem w stanie zebrać ani jednej myśli po skończeniu, ale wiem, że kocham i wiem, że ta książka zmieniła moje życie i nadal będzie zmieniać i dlatego zasługuje na lepszą recenzję, więc wrócę tu jak już jakąś skleję, żebym mogła zostawić tutaj to co naprawdę czuję do tej książki ubrane w coś więcej niż słowo "kocham"
Brakło mi więcej tła i rozbudowania drugoplanowych postaci, które tutaj niestety wypadają dość płasko. Jednak sama główna historia pięknie wybrzmiewa i na długo zostanie w mojej głowie.
A metafory kolorowych garniturów na pewno użyję jeszcze nie raz!