Miała wszystko: wpływową rodzinę, luksusowe życie i nazwisko, które otwierało każde drzwi.
Problem w tym, że są drzwi, których lepiej nie otwierać.
Porwana. Uwięziona. Odcięta od wszystkiego, co znała. Przez człowieka, któremu ufała.
Lindsay Monet chciała poznać prawdę. Zamiast odpowiedzi, znalazła się w samym centrum gry, której zasad nie rozumie. Pozbawiona poczucia bezpieczeństwa i zdana wyłącznie na siebie, szybko odkrywa, że zło ma wiele twarzy, zaufanie to luksus, a granica między przyjacielem a wrogiem bywa płynna.
Kim naprawdę jest Elias Romero? Co ukrywa Vincent Monet? I dlaczego milczenie rodziny boli bardziej niż wszystkie kłamstwa? Czy Lissy odnajdzie drogę do domu? I czy po wszystkim nadal będzie tą samą, kochającą taniec nastolatką?
Jeśli myślisz, że znasz Rodzinę Monet, przygotuj się. Lissy dopiero zaczyna odkrywać to, o czym nie masz pojęcia.
Zamówiłam, przyszła do mnie na dwa dni przed premierą i dzień przed premierą miałam już przeczytaną.
Czy warto: jeśli ktoś uwielbia rodzinę Monet i chce wiedzieć wszystko - owszem, bo fabuła nie jest ani skomplikowana, nie ma trudnego języka - czyta się dobrze, lekko. Jedyną wadą są przekleństwa. Jeśli chce się po prostu odbębnić dla zasady i mieć własne zdanie oraz mieć przeczytaną całą serię, bo nie lubi się mieć czegoś w połowie przerwanego - również. Jeśli chce się wylać hejtu, pomyj, wyzwisk - no skoro komuś to pomoże.
Zawsze będę powtarzać, że młodzież musi uczyć się na własnych błędach, nawet dorośli popełniali błędy, a jak zostali rodzicami to nagle chcą uchronić dzieci przed wszystkim - nie, to tak nie działa. Dzieciak musi się sparzyć - przysłowiowo - w zależności od swojego wieku. Ale nie znaczy to, aby rodzic się wyżywał na dziecku.
Tak, głupota Lindsay powala na pierwszych stronach, bo pomimo złych przeczuć pcha się do samochodu, na parking, w głąb lasu. I gorzko tego żałuje, ale najwidoczniej odrabia swoją lekcje, która pomimo pozostawienia blizn widocznych, fizycznych, zostawia niestety też i te blizny, których można nie dostrzec na pierwszy rzut oka, bo są to blizny psychicznie i organizm będzie reagował na swój sposób w obliczu zagrożenia. A raczej sytuacji, które uzna za zagrożenie. Jednak ta gorzka lekcja ją hartuje mam wrażenie - próbuje przetrwać w najgorszych warunkach - najgorszych warunkach dla niej w tamtym momencie.
Czy zasłużyła na takie traktowanie ze strony swoich porywaczy, gdy okazuje się kim są - absolutnie nie, tym bardziej, że wydarzenia sprzed ponad dekady miały miejsce, gdy Lindsay była dzieckiem, które kompletnie nie wiedziało, co się wokół niej dzieje.
Kwestia Eliasa może być sporna, nie chcę spoilerować, bo nie chciałabym psuć innym czytelnikom zabawy aż nad to. Nie mam zamiaru go tłumaczyć, ale jestem w stanie go nawet zrozumieć, bo chłopak doświadczył tak naprawdę okropnych rzeczy. Jeśli chodzi o jego dzieciństwo to mu serio współczuję, bo nie zasłużył na to, aby wychowywać się bez ojca. Więcej nie napiszę.
Brakuje mi bardzo perspektywy Vincenta tutaj. I o samym porwaniu Lindsay oraz tego, co się z nim wewnętrznie dzieje. Widzimy perspektywę jego córki, trochę Anji, która wraca do początków z "Rodziny Monet", ale nie znamy faktycznie jego myśli. Z jednej strony perspektywa Lindsay i Anji nam przybliża sylwetkę Vincenta. Chyba nigdy tyle mu nie zostało poświęcone, jak tutaj - takie wrażenie odnoszę. Mam wrażenie, że tutaj zostało pokazane jak bardzo Lindsay jest córeczką tatusia i kto jest ulubionym dzieckiem Vince'a. On dosłownie wokół niej skacze - robi wszystko, aby córce przywrócić równowagę, swobodę, spokój ducha, pewność siebie. Tak, każdy rodzic by się martwił w tej sytuacji, ale odnoszę wrażenie, że albo Anja została potraktowana po macoszemu, albo się zdystansowała w tej sytuacji ustępując Vincentowi, do którego Lindsay lgnie na każdym kroku. Priorytety Vince'a nie od dziś się są znane osobom, które zaczytują się w Monetowskiej serii, ale tutaj nawet fragment, że Vince miał się nie rozstawać z telefonem czekając, gdy Lindsay został porwana świadczy dobitnie o tym, że ta postać jest bardzo skryta, boi się wręcz okazywania emocji, jakby od tego zależało życie jego najbliższych.
Końcówka świadczy o tym, że to jeszcze nie koniec zabawy z Lindsay Monet i Eliasem. I Rodziną Monet
Cały zamysł trzeciego tomu jak najbardziej mi się podobał, dlatego te cztery gwiazdki, ale książka miała również parę minusów. Najważniejszym chyba jest totalne „pominięcie” innych, co prawda pobocznych, ale ważnych postaci. Z wszystkich braci najczęściej pojawia się Vincent, co oczywiście jest zrozumiałe, no bo ojciec, ale powiedzcie mi – dlaczego Hailie pojawia się tylko trzy razy, a jakby się głębiej przyjrzeć raz, bo te dwa inne razy były napisane tak, jakby specjalnie miały być jak najkrótsze. Dlaczego Will powiedział może z dwa zdania? Dlaczego prawie w ogóle nie było dzieci? Czemu znowu nie ma Mai? Gdzie się podziała nagle ta rodzinność? To pytanie zadaję sobie od Serca! Kolejną sprawą jest konflikt Anji z Vincentem. Dobra, rozumiem ją, jest zdenerwowana, ale mam wrażenie, że to co pokazuje nam autorka sprawia, że po prostu nie da się już jej lubić. Doszłam do wniosku, że Anja zachowuje się trochę tak, jakby wcale nie kochała swojego męża, bo co to za miłość, kiedy ciągle ma wątpliwości i się z nim męczy? Kolejna rzecz – co, u Licha, stało się z Leo?!
Bardzo za to podobał mi się koncept Eliasa i ogólnie przedstawienie jego postaci. Naprawdę super. Cała otoczka traumy też bardzo fajnie przedstawiona, w moim odczuciu dość realistycznie, chociaż jest mi smutno, że Lissy musi tak cierpieć. Postać Flynna w końcu nieco rozbudowana, i już go kocham!!
Generalnie czy polecam? Tak, szczególnie jeśli lubicie uniwersum Monetów, ale jeżeli już, na przykład, Skarb albo ogólnie rodzina monet wam się nie podobała, no to tutaj raczej będzie tak samo. Ten sam styl pisania, który ja osobiście lubię, bo wchodzi jak masełko, ale i są przeciwnicy, ten sam schemat lekkiego mroku, wszystko w sumie ma podobny klimat, ale jak dla mnie, tak – warto przeczytać. :)
nudne jak flaki z olejem. chociaz wroc, flaki sa ciekawsze niz ta ksiazka.
zdecydowanie najgorsza czesc ze wszystkich, spin off o lissy jest totalnie niepotrzebny i widac, ze jest pisany juz na sile, bo marczak wie, ze to sie sprzedaje xD w tej ksiazce nie dzialo sie doslownie NIC, jest napisana lekkim jezykiem i jest krotka, dlatego pochlonelam ja w zaledwie 2 dni. przeczytalam to z sentymentu. czy zaluje? mimo wszystko nie. czy przeczytalabym ponownie? nigdy w zyciu
czulam sie jakbym ponownie czytala tomy rodziny monet i perypetie hailie. chlopak, pierwsza milosc, toksyczni bracia, porwanie, trauma po porwaniu, bycie potulnym jak piesek i idealizowanie calej swojej popierdolonej rodzinki. czy marczak umie pisac cos nowegoXDD??? romantyzowanie porwania i toksycznego ojca jako wzorca do nasladowania dla lissy, mmm ludzie z daddy issues lubia to 👍👍👍 nie wiem, co marczak miala w glowie piszac takie sceny, vincent jest OKROPNYM czlowiekiem, mezem i ojcem i jedyne osoby, ktore moga sie nim jarac sa ludzie dorastajacy bez ojcow. juz nie wspominajac o reszcie braci. hailie i adrien to jedyne spoko postacie w tej ksiazce, ktore darze szczera sympatia.
tiktok bardzo nakrecil mnie na to, ze ma byc scena z zazdrosnym adrienem, ale tego momentu bylo tyle, co kot naplakal. gdyby nie to, ze marczak sama powiedziala, ze to bedzie scena zazdrosci, to z samej ksiazki bym tego nie wywnioskowala bo to bylo tak chujowe xddddd juz ogolnie pomijajac to, ze marczak nie potrafi w marketing swoich ksiazek, bo zanim ksiazka faktycznie ma swoja premiere to werka wszystkie najwazniejsze spojlery przekazuje albo na tiktoku albo na instagramie, przez co osoby nieczytajace tej serii i tak beda znac cala fabuleXDD mega slabo werka, lapka w dol 👎
jesli nadal zastanawiacie sie nad kupnem tej ksiazki - stanowczo odradzam. szkoda waszych cennych pieniedzy, pozyczcie od kogos, kto to kupil, bo nie warto wydawac na to pieniadze. ta jedna gwiazdka jest za ladna okladke i kazda (nawet minimalna) scene z udzialem hailie, adriena i charlotte.
Powiem tak, zawsze czytając monetow czuję się jakbym wracała do domu,bo zaczynałam to czytać jako 15 latka, ale tutaj najmniej to odczułam, było tutaj najmniej całej rodziny nad czym ubolewam. Co do Eliasa lubię jego postać jest ciekawa, ale nie wyobrażam sobie wątku romantycznego między nimi, po tym co tam się działo. Super, że Vincent został pokazany ze swojej drugiej strony, to od zawsze był mój ulubiony z braci, ale mi brakuje jego szczerej rozmowy z Anją, bo sposób w jaki przedstawiona jest ich relacja, to wygląda jakby oni byli ze soba dla dzieci. Gdzie jest ich miłość? To wspomnienie nie było wystarczające bo widzimy że aktualnie też mają problemy i po prostu oczekuje czegoś więcej. Ogólnie ten tom był najsłabszy z całej tej serii😭
Jak bardzo lubię rodzinę monet, ta książka to jest jakieś totalne nieporozumienie. Bardzo mało momentów całej rodziny, ich docinek i rozmow, dla których głównie czytam te książki. Większość fabuły to było lanie wody, szczególnie wycieczka do Filadelfii XDDDDD. Kto tak opisuje w książce: 10- zwiedzanie Opis zwiedzania 20.30- zakwaterowanie Jakaś tam impreza w pokoju 22-cisza nocna No wtf XDDDDDD, to nie jest sprawozdanie z wycieczki tylko książka fabularna XDDDDD Lissy jest te tak strasznie dziecinna, naiwna i głupia że no pls. Poziom przetrwania jest chyba na minusie Po raz kolejny powtarzam, Anja- uciekaj, rozwiedź się czy cokolwiek. Kiedyś próbowałaś ale ci się nie udało, ale błagam, Ty go nie kochasz
Jak mam słabość do całej serii, tak tu tych Monetów było jak na lekarstwo, a zazdrosny Adrien był w cholerę niesatysfakcjonujący
edit: - Mój Leo would never, bardzo nie lubię w jak infantylną stronę poszło pokazanie go tutaj, a szkoda bo miało to super potencjał, - Dosłownie nie ma tu Monetów, nawet Vincenta jest jak na lekarstwo, - To porwanie było w cholerę nudne, - Skoro już robimy ten kiepski i oczywisty plot twist z Elliasem, to wplączmy w to chociaż organizację porządnie - Czy mógłby mi ktoś WRESZCIE powiedzieć, co stało się z Harrisonem? - Czemu ta książka się tak śpieszy? Te sceny cały czas wydawały się mocno pourywane, - W tym momencie zdecydowanie ciekawsze byłoby zobaczyć porwanie z perspektywy kogoś z willi Monetów, może Michego albo Vincenta, ale poszukiwania i realne emocje
Przez pierwszą połowę się męczyłem. Najbardziej wkurzającą postacią jest Elias. Mniej mnie już wkurzał ten co mówił c’nie. Reszta super, najlepsze sceny to te, w których nie ma nic z Eliasem, tylko z rodziną. Rozdziały z jego perspektywy bardzo męczące. Mało też było matki, której „historia” (może bardziej szansa) została zmarnowana, a mogła mieć naprawdę dobre sceny. Mało członków rodziny, niby to dobrze, ale jednak oczekiwałem ich więcej. Książka dobra, ale trochę głupiutka. Idealna na odcięcie się od prawdziwego świata.
Całe to uniwersum daje mi ogromne poczucie komfortu i mam do niego duży sentyment. Bardzo zżyłam się z bohaterami, dlatego wciąż lubię wracać do ich historii. Z biegiem czasu jednak czuję, że powoli z tej serii wyrastam, czego szczerze mówiąc się nie spodziewałam.
Mimo że książka jest skierowana do starszych nastolatków, momentami miałam wrażenie, że niektóre sceny czy dialogi są dość proste i chwilami wydawały mi się zbyt infantylne. Nie zmienia to jednak faktu, że nadal czyta mi się ją lekko i z przyjemnością – głównie ze względu na sentyment oraz przywiązanie do bohaterów.
Dostrzegam, w jakim kierunku zmierza ta historia i co ta część próbuje pokazać. Mam wrażenie, że jej głównym motywem jest doświadczenie rozłąki. W poprzednim tomie relacja Lissy i Vince'a była bardzo napięta, natomiast tutaj wydarzenia zmusiły ich do spojrzenia na siebie z zupełnie innej perspektywy. Oboje uświadomili sobie, że obecność drugiej osoby nie jest czymś oczywistym ani danym raz na zawsze, a los potrafi zmienić wszystko w jednej chwili.
Największym plusem tej części jest dla mnie sposób, w jaki autorka poprowadziła przemianę Vince'a. To właśnie na rozwój jego relacji z Lissy czekałam najbardziej. Choć nadal pozostał wierny swojemu chłodnemu charakterowi, w końcu zaczął okazywać córce więcej troski, zrozumienia i ojcowskich uczuć. Uważam, że właśnie temu miał służyć ten tom – pokazaniu, że czasem dopiero trudne doświadczenia potrafią zmienić człowieka i uświadomić mu, co naprawdę jest ważne.
Zupełnie szczerze nie jestem fanką wątku porwania. To już kolejny raz, kiedy pojawia się on w tej serii i mam wrażenie, że autorka trochę zbyt często sięga po ten sam motyw. Tym razem odebrałam go jednak przede wszystkim jako narzędzie do rozwoju relacji między Lissy i Vince'em, a nie jako cel sam w sobie. Cieszę się również, że ten wątek nie został niepotrzebnie przeciągnięty. Dzięki temu po tych wydarzeniach dostaliśmy wiele rodzinnych momentów, które były dla mnie zdecydowanie najmocniejszą i najbardziej wzruszającą częścią książki.
Mimo że dziś patrzę na tę serię bardziej krytycznie niż kilka lat temu, nadal wywołuje we mnie mnóstwo emocji. To historia, do której zawsze będę wracać z sentymentem. Z ogromną chęcią sięgnę po kolejny tom i jestem bardzo ciekawa, w jakim kierunku autorka poprowadzi dalsze losy bohaterów.
Cały zamysł na fabułę był bardzo ciekawy. Mimo, że z 2 tomu nic nie pamiętałam, to bardzo się wykręciłam. Cały motyw porwania i przetrzymywania bardzo mi się podobał, bo jestem fanką takich motywów.
Zdecydowanie czego brakowało mi w tym tomie, to reszty rodziny. Np. Hailie i Will powiedzieli max. 6 zdań. Brakowało mi również niedzielnych obiadków, z krzykami dzieci. Jedyny moment, który wspominam z udziałem dzieci i cała rodzina Monet, to było lepienie bałwana. Bez tego to żadnych wspólnych chwil nie ma w tym tomie.
Po przeczytaniu książki, do Anji mam takie zrozumienie. Uważam, że jest ona bardzo silna kobietą, bo ja sama bym czuła w takiej chwili presję.
W Lindsay, trochę przeszkadzały mi jej zwroty do Vincenta. Serio, mówić jako 16 latka do taty „tatusiu";„tatuś"?? Strasznie wydawało mi się to sztuczne. Rozumiem, że po porywaniu stęskniła się za nim, ale jakby what?
Tak już podsumowując, jeśli wcześniejsze tomy wam się nie zbyt podobały, to raczej nie polecam wam czytać tego. Ale jeśli jesteście fanami całej Rodziny Monet, to Wam polecam tą książkę <33
Bardzo czekałam na tę część i jestem nieco zawiedziona. Czytało się ją bardzo szybko, to na plus, ale słysząc, że następna część będzie, na 90%, ostatnią zaczynam mieć obawy czy na pewno dostanę odpowiedzi na wszystkie pytania, które wciąż mam w głowie jeśli chodzi o tę serię. Wiem, że skupia się raczej na Lindsay i Eliasie, ale mimo wszystko chciałabym poznać bliżej historię Willa (reszta braci ma swoje rodziny, ewentualnie w przypadku Tony'ego erę spełnionego singla, on jest dalej chodzącym znakiem zapytania), kłótnia Anji i Vincenta, przedstawiona jako coś głębszego i ważnego, ale jednocześnie nic z niej nie wyniknęło i w sumie nie wiadomo co jest miedzy nimi oraz nowy, otwarty, wątek Leo Hardy'ego. Od początku liczyłam na więcej, a jednocześnie ta część sprawiła, że z jeszcze większą niecierpliwością czekam na następną.
3,5/5 Ogólnie jak zawsze - wchodziła jak masełko. Jednak w tej części brakowało mi więcej Monetów. Same „okoliczności” tego wymagały, ale cały czas zastanawiałam się co robi „druga strona”. Szkoda, że nie było innych pov z poprzedniego pokolenia (piszę tak, aby nie było spojllerow). Ewidentnie zakończenie jest otwarte, więc czekam na kolejną część.
Jestem milenialsową mama dwójki dzieci, nie mam czasu na nic a te ksiazke przeczytałam w kilka godzin. Nie jest to lektura wysokich lotów ale lubię te historię bo czyta sie lekko i wciąga na chwilę. Chociaż denerwuje mnie ze nie wiemy co sie stało z partnerem Willa nadal i chyba mozna czekac na ciąg dalszy
Bardzo przyjemna książka, super mi się ją czytało. Lissy zdecydowanie się zmieniła i o wiele bardziej ją polubiłam w tej części, za to do Eliasa mam nieco mieszane odczucia. Jestem bardzo ciekawa kolejnych tomów i liczę na więcej momentów ze starymi bohaterami <33
Szczerze? Było okej, ale spodziewałam się czegoś lepszego patrząc na to, jak dobrze czytało mi się poprzednie tom. W skrócie ani mnie to grzeje ani ziębi. To było poprostu poprawne.