Absolutnie nie wiem, dokąd ta książka próbuje dążyć, czułam, że nigdzie. Autorka po prostu wymyśliła sobie bardzo prosty koncept, że teraz kobiety rządzą i budowała wszystko wokół tego na zasadzie kontrastu albo jakiegoś mistycyzmu kobiety, więc nic nie trzymało się kupy. Mamy tu okrągłe domy, bo te robione przez mężczyzn są złe (bo tak), oczywiście zwracamy się ku naturze, bo kobiety kochają naturę i kwiaty, itp., jest też mnóstwo krwi menstruacyjnej, która musiała oczywiście być magiczna, bo jakżeby inaczej. Kobiety oczywiście odrzuciły (prawie) wszystko co męskie.
Nie wiem, w jakim momencie ona prowokuje do myślenia (chyba że ktoś musiał przeczytać tę książkę, żeby stwierdzić, że trzymanie mężczyzn w klatkach byłoby złym pomysłem). Jednocześnie autorka wyjaśniała czytelnikowi dosłownie wszystko (zrozumiałam, kim jest penisistka za pierwszym razem, dziękuję), a potem okazywało się, że nic nie wiadomo. Kto rządzi? Kobiety. Jak? Na pewno lepiej niż mężczyźni. Kto pilnuje porządku? Jakieś kobiety w welurze.
Religia jest również świetną kwestią w tej książce, bo absolutnie nie wiem, jak w tak radykalnym podejściu kobiet w tej książce udało się uchronić chrześcijaństwo (z poprawkami, które zmieniają znaczna większość). Te kobiety dosłownie opuściły zwykłe domy (BO SĄ ZŁE) i budowały okrągłe domy, ale mam uwierzyć, że uratowały chrześcijaństwo i sułtany? XD Sure.
Denerwowało mnie też to, że świat z góry jest cispłciowy i lesbijkowy, bo jeżeli książka uznaje, że wydarzyły się historyczne rzeczy z naszego świata, ale pomija całą rewolucje feministyczną i queerową, indywidualizm, nasze poszukiwanie siebie, które stanowi wielką kwestie w XXI wieku, no to ciężko sobie wyobrazić taki społeczny krok do tyłu.
No i mój ostatni zarzut to to, że jeżeli chcemy mówić o dystopii, to jednak oczekuję minimalnego realizmu, jakiejś prawdziwości, przestrogi, niepokoju, który wynika z tego, że jestem w stanie wyobrazić sobie świat, który idzie w tę straszną stronę. Ta książka tego nie robi, bo jest szalenie karykaturalna, przesadzona i nierealna.