Szczęście jest jak tęcza – pozornie na wyciągnięcie ręki. I równie nieuchwytne.
Dlatego warto z niego czerpać garściami, dopóki można…
Patrycja, Magdalena, Aneta i Jagoda to cztery przyjaciółki pracujące w szczecińskiej agencji nieruchomości. W życiu nie wszystko układa się po ich myśli. Rozczarowana mężczyznami Patrycja dzieli mieszkanie z ukochanym dogiem. Magdalena chce skończyć z byciem „córeczką tatusia” i nietrafionymi próbami jej swatania. Aneta jest zmęczona obowiązkami domowymi i opieką nad trójką dzieci. Jagoda wdała się w romans z przystojnym Francuzem, kładąc na szali wspólne życie z mężem.
Dopiero śmiertelna choroba jednej z nich sprawia, że przyjaciółki zaczynają inaczej patrzeć na wiele spraw. Nie są w stanie zmienić całego swojego życia, ale to i owo mogą w nim jeszcze poprawić…
Cztery przyjaciółki Jagoda ,Magdalena ,Aneta i Patrycja .Różni ich wiele połączyła je praca . Jest tu poruszonych kilka ważnych tematów i książka ta skłania do refleksji nad własnym życiem. Czytając tę książkę targały mną różne emocje ,był uśmiech na twarzy ,złość ,było wzruszenie .I mimo że tak szybko historia tych pań się skończyła ,a niektóre rzeczy pewnie w realu by tak szybko się nie zmieniły o ile w ogóle by się zmieniły ,to tak ,przyznaję książka bardzo mi się podobała.
Stojąc pod tęczą to lekka, szybka lektura na jeden wieczór. Książka jest debiutem autorki, to trochę tłumaczy. Niemniej bywają debiuty lepsze i gorsze. Bywają też debiuty genialne. Ta książka nim nie jest. Warsztat (jak na debiut) jest całkiem porządny. Tu mnie mile autorka zaskoczyła i rozwiała moje obawy co do totalnego chłamu. Oczywiście jeszcze dużo pisarskiej, warsztatowej pracy czeka Dorotę Schrammek, jednak książka jest na tyle solidna, że daje się ją czytać.
Gorzej trochę z treścią. Owszem, lekkie, dynamiczne pióro nie nudzi i nawet wciąga, ale po kwadransie przychodzi pierwsza refleksja: co ja właściwie czytam??? Bardziej przewraca się kartki niż cokolwiek czyta. To takie trochę papierowe Love Actually (ta komedia romantyczna z 2003 z Hugh Grantem i Colinem Firthem), gdzie jest kilku bohaterów, poznajemy płytkie historie ich wszystkich, żadnego dogłębnie. Jest kilka wątków rodem z komedii romantycznych, znalazły się też i zdrada, i szpitalna tragedia.
Ma się trochę wrażenie, że się czyta facebooka, albo Fakt, albo jakieś kolorowe czasopismo z mnóstwem reklam formatu plakatowego. Bohaterowie nie byli przekonujący. Nie udało mi się w nich odnaleźć autentyczności. Autorka nadrabiała to jedynie dynamiką akcji. Ta dynamika pozwala na bezmyślne czytanie i spokojny relaksik, ale nie dostarcza pełni lektury.
Jeśli natomiast zastanowić się głębiej nad tą pozycją, okazuje się, że nie tylko bohaterowie nas nie przekonują, ale również że ktoś próbował za dużo wrzucić do jednego pudełka, nie zawsze w dobrej kolejności. Mało tego, nie wiadomo tak naprawdę o czym ta książka w ogóle jest. Bo oprócz luźnego zlepku różnych losów (i niewiarygodnych koincydencji) nie ma żadnego tematu przewodniego.