Mocno Krzysztof Zajas pokomplikował grobiańsko-krakowską scenę zbrodni, korupcji, nienawiści i miłości. Ale po raz pierwszy dobrze czytało mi się jego powieść. Nie mam większych zastrzeżeń.
Choć Mściciel, ten pisany z dużej litery, już nie żyje, najwyraźniej ktoś usiłuje go imitować. Tym razem giną ludzie odpowiedzialni za śmiertelne wypadki drogowe. Tropy prowadzą do pechowej podkrakowskiej gminy i ku zdumieniu komisarza Andrzeja Krzyckiego odnoszą się do pogańskiej ludowej symboliki. Tymczasem wszystko wskazuje, że on sam ledwo wydobył się z alkoholowego ciągu po traumatycznych przeżyciach opisanych w poprzednim tomie, staje się obiektem polowania. Macki Prezesa sięgają daleko i głęboko.