Lubiła opuszczać salony i znikać na peryferiach rzeczywistości, miała talent do wyławiania ludzi tak zwanych życiowych zakrętach… Kochała i porzucała, choć często i ją porzucano. Pełna nieodwzajemnionej miłości rozdawała czułość w zwrotkach i refrenach. Jej piosenki są śpiewaną kroniką naszej współczesnej historii. Tworzyła z lekkością niezapomniane teksty, które trafiały do szerokiej publiczności. W samo serce!
Ula Ryciak w błyskotliwej biografii brawurowo i skutecznie wydobywa różne prawdziwe i te na niby wersje Agnieszki Osieckiej. Potrafi dotrzeć do sedna i wyświetlić czytelnikom hologramową postać, która prowadziła życie na własną rękę. Osiecka nie pasowała do roli żony i matki, była za to wieczną dziewczyną z końskim ogonem. Pomimo to potrafiła wzbić się na wyżyny altruizmu i odwagi. Choćby wtedy, gdy wstawiła się u władz za internowanym Januszem Andermanem. I wtedy, gdy dla uwięzionego Adama Michnika pisała dziennik.
Wyszukana stylistycznie i przenikliwa psychologicznie, empatyczna analiza biografii "Agnieszki".
Jeden z moich całościowych zachwytów 2019 roku razem z Buntowniczkami Charlotte Gordon, które także wpisują się w ideał książki: mądrej (nie ma co rezygnować z tego epitetu, gdy zalew książki głupiej, a nawet gorzej, bo zadufanej), fabularnie pociągającej, zachwycającej formalnie, a przy tym wszystkim prostej w lekturze.
"Potargana w miłości" daje czystą przyjemność tekstu. Nieliczni autorzy są tak hojni i do szczodrości zdolni.
Czytajcie Ulę Ryciak.
To nasz skarb wśród biografistów. A to jedna z moich nielicznych wrażeń z lektury, bo zazwyczaj nie mam czym się dzielić. I nie byłam fanką Osieckiej. Polubiłam ją dopiero dzięki Manueli G. i poznanej dzięki niej Jedynej takiej twórczyni i kobiecie, jaką jest Ula Ryciak.