Nie wszystkie stare moce pozwalają o sobie zapomnieć.
Wczesnośredniowieczna Polska. Stare słowiańskie wierzenia ustępują miejsca nowej chrześcijańskiej rzeczywistości, lecz dawne moce nie zamierzają odejść bez walki. Granica między światem ludzi a światem bogów staje się coraz bardziej krucha.
Imka, dzika i niepokorna dziewczyna wychowana na marginesie świata, nie wie jeszcze, że jej los splata się z losem całej krainy. Gdy na jej drodze pojawia się tajemnicza wiedźma, która dosłownie spada z nieba, budzi się magia, o której istnieniu wszyscy dawno zapomnieli.
Po serii dramatycznych wydarzeń Imka trafia pod opiekę mniszek, lecz szybko odkrywa, że jest częścią znacznie większej historii. Razem z Mladą wyrusza w niebezpieczną podróż przez ziemie pełne legend, znaków i zapomnianych bóstw. Z każdym przebytym krokiem zbliżają się do prawdy o sile, która zaburza równowagę między światami.
Aby ocalić to, co jeszcze można ocalić, będą musiały zmierzyć się z tajemnicami ukrytymi między życiem a śmiercią oraz z przeznaczeniem, którego nie da się uniknąć.
>Wiedźma i mniszka to mroczna, nasycona słowiańską mitologią opowieść o wolności, wierze, naturze i wyborach, które mogą odmienić los całego świata.
Z technicznego punktu widzenia historia zaproponowana przez Monikę Maciewicz podobała mi się – bohaterki przypadły mi do gustu, światorwórstwo (mimo że oparte na prawdziwej historii) było barwne oraz rozbudowane. Autorka ma również przyjemne pióro. Jedynym mankamentem był pewien brak określonego celu dla fabuły, który przy licznych wątkach pobocznych trochę się rozmył.
Gdyby to było wszystko, to byłabym bardzo z tej przygody zadowolona. A jednak jest jeden element fabularny, który całą tę historię mi zepsuł. I tak, będę małostkowa, bo uważam, że został bardzo słabo zagrany. Chodzi mi o nieszczęsną ciążę Imki – niestety, ale nie da się prowadzić historii o bohaterce, którą mężczyźni odrażają i odrzucają przez wyrządzone przeszłe krzywdy, żeby potem magicznie odmienić ją ciążą. Najbardziej rozsierdził mnie pomysł, by z domniemanego dziecka gwałtu zrobić postać z przepowiedni – bo kiedy Imka rozpacza, rwie włosy z głowy i błaga Mladę, by ta swoimi wiedźmimi mądrościami pozbyła się tej ciąży (bo przypomina jej o gwałcie), ta odpowiada, że tego nie zrobi, BA! Rzuca na dziewczynę zaklęcie, by bój się Boże sama czegoś nie poczyniła. Dlaczego? Jest tu jakaś rozterka moralna, ale w głównej mierze chodzi o to, że Mlada czuje, że nie powinna ruszać tego dziecka, bo jest ważne. Autorka stara się z tego wybrnąć, odkrywając, że tak naprawdę jest to nie ludzkie dziecko, a potomek Leszego; figury, którą Imka wielbi i dogłębnie szanuje. I to niewielkie odkrycie wymazuje z jej umysłu wszystkie poprzednie myśli o tym, że ona nigdy nie chciała być matką, że jest straumatyzowana i nieco odstająca od społeczności (dare I say – neuroatypowa), i naprawia ją. Imka normalnieje, bo będzie mieć lesze dziecko. Uważam, że takie rozegranie akcji jest mało subtelne i kompletnie nie przystaje do pierwszej połowy książki. Zgubił mnie ten wątek zupełnie, i do końca nic nie sprawiło, że spojrzałam na to przychylniej. Nie rozumiem takiego toku działania, nie rozumiem również, czy są to poglądy Mlady jako postaci czy samej narracji. Rozumiem, że jeden wątek przysłaniający całość książki to dość wąski punkt widzenia, ale w sytuacji, gdy zajmuje on tyle miejsca, nie potrafię przejść nad nim bez słowa. Zapowiadała się świetna, przyjemna książka, która im dalej w las, tym mniej zrozumiała się dla mnie stawała.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Było fajnie dopóki się nie zamieniło w antyaborcyjny bełkot. Imka się zupełnie rozsypuje i błaga o przerwanie ciąży, ale to przeciw opiniom drugiej głównej bohaterki, więc zamiast tego rzuca na nią zaklęcie, przez które będzie musiała donosić ciążę.
Dzisiejsza recenzja dotyczyć będzie książki pt. „Wiedźma i Mniszka”, czyli słowiańskiej fantasy, od której trudno się oderwać i przyznam już teraz szkoda, że tamta kultura, wierzenia, zwyczaje nie przetrwały w sensie że nie są praktykowane jak religia. :p Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się, że ta książka aż tak mnie wciągnie. Myślałam, że dostanę kolejną historię opartą na słowiańskich wierzeniach. Tymczasem autorka stworzyła tutaj świat, z którego naprawdę nie chce się wychodzić. Już od pierwszych stron czułam, że nie będzie tu miejsca na nudę. Mroczne lasy, dawne obrzędy, tajemnicza magia i świat, w którym stare wierzenia ścierają się z nową religią, tworzą klimat, który dosłownie otacza czytelnika. Czytałam i miałam wrażenie, jakbym razem z bohaterami przemierzała leśne ścieżki, gdzie za każdym drzewem może kryć się coś, czego lepiej nie spotkać. Najbardziej kupiła mnie Imka. To nie jest bohaterka, która od początku wszystko potrafi i zawsze wie, co robić. Jest uparta, czasem działa pod wpływem emocji, zdarza jej się popełniać błędy, ale właśnie dlatego wydaje się prawdziwa. Nie da się jej nie kibicować. Jedynym z plusów tej książki jest to, że magia nie jest tu wrzucona na siłę. Wszystko wynika ze słowiańskich wierzeń, legend i dawnych opowieści. Dla niektórych znane z opowiadań kogoś z rodziny albo z różnych rekonstrukcji, jakie mają miejsce w całej Polsce. Dzięki temu świat wydaje się żywy i bardzo autentyczny. Jeśli interesujesz się mitologią słowiańską albo dopiero chcesz ją poznać, ta książka jest świetnym miejscem na start. Kolejnym plusem jest, że nie wszystko dostajemy od razu. Autorka stopniowo odkrywa kolejne elementy historii, więc cały czas ma się ochotę czytać dalej. Co chwilę pojawiają się nowe pytania, sekrety i momenty, które sprawiają, że mówisz dobrze wam znane powiedzenie „Jeszcze tylko jeden rozdział… „. A potem okazuje się, że minęła kolejna godzina. To nie jest historia oparta wyłącznie na walce dobra ze złem. Znajdziemy tu przyjaźń, trudne wybory, szukanie własnej drogi i próbę odnalezienia siebie w świecie, który bardzo szybko się zmienia. Dzięki temu bohaterowie mają charakter, a ich decyzje naprawdę coś znaczą. Dlaczego warto przeczytać „Wiedźmę i Mniszkę”? Bo klimat tej książki jest naprawdę wyjątkowy. Czuć mrok, tajemnicę i dawną słowiańszczyznę praktycznie na każdej stronie. Bo Imka jest bohaterką, której łatwo kibicować. Jest odważna, ale nie idealna i właśnie dlatego wypada tak wiarygodnie. Bo zamiast kolejnej kopii zagranicznego fantasy dostajesz historię opartą na naszej kulturze i legendach. Bo świat jest dopracowany w najmniejszych szczegółach i bardzo łatwo go sobie wyobrazić. Bo książka wciąga coraz bardziej z każdym kolejnym rozdziałem. Bo po skończeniu naprawdę ma się ochotę zostać w tym świecie jeszcze trochę dłużej.
Mam wrażenie, że wciąż za mało mówi się o polskiej fantastyce, a przecież takie książki pokazują, że nie mamy się czego wstydzić. Pani Monika udowadnia, że słowiańskie legendy mają w sobie ogromny potencjał. Są tajemnicze, momentami mroczne i potrafią zaskoczyć bardziej niż niejeden zagraniczny bestseller. Jeśli lubisz książki, przy których łatwo wyobrazić sobie każdy las, każdą chatę i każdą tajemniczą postać, to zdecydowanie daj tej historii szansę. A jeśli do tej pory słowiańska fantasy wydawała Ci się nudna albo zbyt trudna, „Wiedźma i Mniszka” może całkowicie zmienić Twoje zdanie.
Wczesnośrednowieczna Polska. Stare słowiańskie wierzenia ustępują miejsca nowej chrześcijańskiej rzeczywistości, lecz dawne moce nie zamierzają odejść bez walki. Granica między światem ludzi a światem bogów staje się coraz bardziej krucha. Są książki, które zabierają nas do świata pełnego magii. A są takie, które przypominają, że największa magia od zawsze tkwiła w opowieściach. „Wiedźma i mniszka” to właśnie jedna z nich.
Już od pierwszych stron poczułam, że nie będzie to historia oparta wyłącznie na wartkiej akcji czy spektakularnych wydarzeniach. To opowieść, która rozwija się swoim rytmem – spokojnym, momentami niemal hipnotyzującym. Takim, który pozwala zanurzyć się w świecie dawnych wierzeń, słowiańskich legend i ludzi próbujących odnaleźć swoje miejsce pomiędzy tym, co znane, a tym, czego nie da się racjonalnie wyjaśnić.
I chyba właśnie za ten klimat pokochałam tę książkę najbardziej.
Monika Mackiewicz tworzy świat, który wydaje się niezwykle autentyczny. Czuć, że każda legenda, każdy obrzęd i każdy element codzienności mają swoje korzenie w historii i kulturze. Nie jest to słowiańskość potraktowana jako modny dodatek. Ona stanowi fundament całej opowieści.
Czytając, miałam wrażenie, że siedzę przy ognisku i słucham starej baśni przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Takiej, w której granica między rzeczywistością a magią zaciera się z każdą kolejną stroną. Bardzo spodobały mi się również bohaterki.
Choć pochodzą z dwóch różnych światów i niosą ze sobą odmienne doświadczenia, trudno zamknąć je w prostych schematach. Są odważne, ale nie nieomylne. Silne, ale niepozbawione wątpliwości. To właśnie ich wewnętrzne rozterki sprawiają, że ta historia nabiera głębi.
Nie jest to książka o walce dobra ze złem. To opowieść o wyborach. O wierze. O lojalności. O tym, jak trudno czasem pogodzić własne przekonania z oczekiwaniami świata. I o tym, że prawda bardzo rzadko jest czarno-biała.
Ogromnym atutem tej powieści jest język. Jest piękny, obrazowy i niezwykle klimatyczny. Niektóre opisy aż prosiły się o to, żeby przeczytać je drugi raz. Dawno nie miałam w rękach książki, która tak mocno działałaby na wyobraźnię.
Nie oznacza to jednak, że jest to lektura dla każdego.
Jeśli szukacie dynamicznej fantastyki z nieustanną akcją, możecie poczuć, że tempo jest zbyt spokojne. Ale jeśli lubicie historie, które pozwalają zanurzyć się w świecie, budują atmosferę i zostawiają przestrzeń na refleksję, „Wiedźma i mniszka” może Was naprawdę zachwycić.
Bardzo doceniam również to, że autorka nie traktuje słowiańskich wierzeń jedynie jako tła. Są one integralną częścią opowieści i wpływają na decyzje bohaterów, ich sposób myślenia oraz postrzeganie świata. Dzięki temu całość zyskuje autentyczność, której często brakuje we współczesnej fantastyce.
To jedna z tych książek, które nie kończą się wraz z ostatnią stroną.
Jeszcze długo wracałam myślami do bohaterek, do ich decyzji i do pytań, które stawia przed czytelnikiem autorka. Bo pod warstwą magii i dawnych wierzeń kryje się historia o człowieku – jego lękach, odwadze i poszukiwaniu własnej drogi.
Po zamknięciu książki pomyślałam tylko jedno...
Dlaczego w polskiej fantastyce tak rzadko sięgamy po własne legendy i wierzenia? Bo kiedy trafiają w ręce autorki, która potrafi opowiadać z taką wrażliwością i wyczuciem, powstają historie, od których naprawdę trudno się oderwać.
A Wy? Sięgacie po powieści inspirowane słowiańskimi wierzeniami, czy dopiero odkrywacie ten gatunek? Jestem bardzo ciekawa, jakie tytuły zrobiły na Was największe wrażenie.
Zastanawialiście się kiedyś jak to było kiedy chrześcijaństwo wchodziło na ziemie polskie, na których od lat trwała lokalna wiara w bogów? No bo ok, król przyjmuje chrzest w imieniu całego narodu, nawet za żonę bierze chrześcijańską księżniczkę, budowane są klasztory i kościoły… ale co to wszystko oznacza dla zwykłego szarego człowieka? Nagle ma przestać zanosić dary do świętego gaju? Przestać wierzyć w południce? Nie świętować ze zmarłymi w dziady? Monika Maciewicz w swojej powieści przyjmuje punkt widzenia właśnie prostej dziewczyny, która jest rozdarta pomiędzy tym co zna, a nowym które nadeszło. I mimo, że nowe uratowało ją przed atakiem ze strony rozbójników i oddało na służbę zakonnicom, to Imka nie do końca potrafi się odnaleźć w tym nowym dla niej otoczeniu. Ponadto bardzo tęskni za swoją przyjaciółką wilczycą, która była dla niej lepsza niż jakikolwiek człowiek, a która zginęła z ręki zbójców. Na szczęście, albo i nie, w życiu Imki pojawia się pewna pechowa wiedźma, która dosłownie spada jej z nieba 🙈 kobiety będą miały szczególną misję do wypełnienia, a w drodze będą widziały jak chrześcijaństwo jest wprowadzane na ich ziemiach. Jak miejsca kultu starowierców są przejmowane, a w ich nomen omen miejscu powstają kościoły i klasztory… Bardzo spodobała mi się swoista surowość tej książki. Tu nie ma zmiękczania czy ubarwiania. Autorka stara się przybliżyć niegdysiejsze realia czytelnikowi, a fabułę prowadzi tak, żeby jak najwięcej pokazać. Widać tutaj ogrom wiedzy historycznej i mitologicznej. Można zanurzyć się w tym średniowiecznym świecie okraszonym słowiańskim folklorem! Po tej lekturze spacer po lesie nabiera nieco innego wymiaru… Współpraca recenzencka z Wydawnictwem SQN.
„Wiedźma i mniszka” to książka o zmianach, szukaniu własnej drogi, sprawiedliwości, wolności i przede wszystkim kobietach, które tej wolności szukają.
Od pierwszych stron towarzyszymy Mladzie i Imce - dwóm kobietom z zupełnie różnych światów. Jednak jest czarownica, druga próbuje zrozumieć kim jest i dokąd zmierza. Czasy nie są łatwe - średniowiecze i do tego wkraczające za ziemię Polski chrześcijaństwo wymuszają w ludziach i ich codzienności zmiany. Brutalna codzienność staje się jeszcze bardziej zagmatwana, gdy trzeba porzucić dawną wiarę, zrezygnować z tego kim się było i na nawo zdefiniować swoje życie.
Żadna z kobiet nie chce tego zrobić, obie pokładają nadzieje, w bogach, które znają i nie zaryzykują spokoju dla Boga, który nie ma imienia. Ale czy na pewno? Czy starzy bogowie na pewno nie mają nic wspólnego z nowym? Pewna bohaterka pokazuje, ze nic nie jest jednoznaczne.
Książka jest ciekawa, intrygująca, momentami mroczna, ale też niestety fragmentami nudna. Nie ma tej nudy wiele, ale ta monotonność wybijała mnie z rytmu. Całe szczęście historia nie jest długa i można ją przeczytać na raz.
To książka dla miłośników średniowiecza, dawnych bogów, silnych bohaterek, drogi i niezachwianej wiary w to gdzie się dąży i czego się chce, bo jak historia pokazuje - wszystkie odpowiedzi są w nas, wystarczy tylko zaufać i podążać wyznaczoną ścieżką.
2,5* Czekałam na tę książkę. Poprzednie książki pani Maciewicz były obłędne. Liczyłam na coś podobnego - ciekawą wartką historię w słowiańskim klimacie. Klimat był, ale w zasadzie nie mam pojęcia, o czym / o kim była ta historia? Posklejane różne wątki, pokazane różne osoby, o których możnaby więcej. Nie wiem. Nie rozumiem 🤷🏻♀️