Dwudziestosześcioletnia Vivien budzi się w miejscu, którego nie poznaje. Nie jest z nią dobrze, na zmianę to traci, to odzyskuje przytomność, nie wie, co się z nią działo ani co się z nią dzieje teraz. W głowie ma pustkę. Po kolejnym przebudzeniu dziewczyna orientuje się, że nie jest sama. Towarzyszą jej inne młode kobiety. Wkrótce wszystkie się przekonują, w jakim koszmarze się znalazły.
Porwane i otumanione dziewczyny trafiły do domu tajemniczego mężczyzny, który zmusza je do udziału w grze. Popychane przez podwładnych diabła, trafiają do labiryntu. Ta, która w ciągu godziny zdoła znaleźć wyjście, może odejść. Pozostałe będą musiały zostać ze swoim oprawcą. Vi czuje, że deklaracje porywacza nie są szczere. By przetrwać, ryzykuje i udaje jej się wydostać z pułapki. Ale diabeł już rozpoczyna pościg.
Bo z jego piekła nie ma ucieczki.
Książka dla czytelników powyżej osiemnastego roku życia'i>.
Polska autorka z Lubelszczyzny. Spełniona mama i żona, zakochana w książkach i muzyce. Zaczęła pisać w marcu 2019 roku, co szybko przerodziło się w jej największą pasję. Hobbistycznie prowadzi profil lifestylowy na Instagramie – rhythm_of_my_life_, dzięki któremu odkryła swoją miłość do książek. Uwielbia niebanalne i odważne historie, wyróżniające się na tle innych.
Cóż... czytając opis tej książki, poczułam się mega zachęcona. Stwierdziłam, że będzie to coś dla mnie. Bardzo się myliłam.
Zacznijmy od tego, że Vivien jakoś udało się rozkochać w sobie tak zwanego diabła. Tylko czym? Bo nie widzimy tu nic specjalnego. Z tego, co mówią inne dziewczyny i sam Evans, miał już wcześniej takie pyskate dziewczyny. Zresztą Vivien była pyskata tylko na początku, a później praktycznie całkowicie jej to przeszło. Była ładna i... to tyle? Tyle wystarczyło, żeby ten okropny potwór nagle stał się dobry? Przecież miał wcześniej inne piękne dziewczyny, więc kompletnie tego nie rozumiem.
W ogóle to, że mamy tu wątek miłosny, jest dla mnie obrzydliwe. Nie ma tutaj nic, przez co mogłabym jakkolwiek obronić Evansa. Był okropny pod każdym względem. Sprzedawał dziewczyny, próbował zabijać innych, byle tylko Vivien była mu posłuszna. Groził jej, że wywiezie ją do burdelu albo odda swoim ochroniarzom "do zabawy", a ona jakimś cudem go broniła i ostatecznie z nim została? Fuj.
To, że wszystkie tak broniły Abigail... serio? Vivien zamieniła z nią dosłownie kilka słów, przyklejając jej plaster, a później była gotowa poświęcić samą siebie, żeby ją uratować. Jakby Abigail była jakimś bezbronnym dzieckiem. Rozumiem, gdyby naprawdę się przyjaźniły albo znały się wcześniej, ale one praktycznie w ogóle się nie znały. A kiedy Vivien udało się uciec, Abigail była przekonana, że ona po nią wróci. Be so for real... Czemu Vivien miałaby poświęcać się dla kogoś, z kim nawet nie zdążyła zbudować żadnej relacji?
Dla mnie ta książka była po prostu niezrozumiała. Nie kleiła się w ogóle. Jakim cudem znaleźli Vivien, skoro wrzuciła swój telefon do faceta płynącego do Meksyku, a sama jechała autobusem przed siebie? Jak haker z Anglii namierzył ją bez telefonu w Stanach Zjednoczonych? I jakim cudem policja ze Stanów współpracowała z człowiekiem z Anglii jak z najlepszym kolegą?
Niestety, dla mnie ta historia kompletnie nie trzymała się kupy i bardzo się na niej zawiodłam.