Znakomicie skonstruowany thriller z gatunku „zamkniętego kręgu”, w którym odcięta na pełnym morzu grupa ludzi odkrywa, że wśród nich znajduje się morderca.
Siedem dni. Sześć osób. Jeden jacht.
To miał być niezapomniany rejs wzdłuż wybrzeża Hiszpanii. Tydzień na morzu, pełen słońca i niczym nieograniczonej wolności. Kiedy załoga „Białego Tanga” wchodziła na pokład, nikt z jej członków nie przypuszczał, że już wkrótce nad żaglami zawisną ciemne chmury, a jacht zamieni się w dryfującą pułapkę.
Wystarczyła jedna noc na „przeklętej” wyspie i nagłe zniknięcie jednego z pasażerów, by przestali czuć się bezpiecznie. Dla rozładowania napięcia rozpoczynają grę w „Kto zabił?”. Pozornie niewinna zabawa nagle zaczyna odsłaniać ich wzajemne animozje i ukryte intencje. Rodzą się oskarżenia. Wracają mroczne wspomnienia. Nikt już nikomu nie ufa. Staje się jasne, że największe zagrożenie czai się nie w głębinach morza, lecz jest tuż obok. Bo ktoś podjął już decyzję, że na jednym zaginięciu się nie skończy.
Czy potrafiłbyś zaufać osobom, z którymi utknąłeś na środku morza, wiedząc, że jedna z nich może być mordercą? 🌊⚓️
Uwielbiam kryminały i thrillery z motywem zamkniętego kręgu. To ten rodzaj historii, w której bohaterowie nie mają dokąd uciec, a klaustrofobiczny klimat osaczenia paraliżuje z każdą kolejną stroną. Dokładnie to zaserwowała nam Marta Zaborowska w swojej najnowszej powieści „Białe tango” od [@wydawnictwoczarnaowca ].
Sześć osób, siedem dni i luksusowy jacht płynący wzdłuż malowniczego wybrzeża Hiszpanii. To miał być rejs marzeń, pełen słońca i beztroski. Jednak wystarczyła jedna noc spędzona na owianej złą sławą wyspie oraz nagłe, niewyjaśnione zniknięcie jednego z pasażerów, by wakacyjna sielanka zamieniła się w dryfującą pułapkę. Aby rozładować rosnące napięcie, załoga decyduje się na pozornie niewinną grę w „Kto zabił?”… Nie spodziewają się, że morderca naprawdę jest na pokładzie, a gra pozorów szybko obnaży ich najmroczniejsze sekrety.
👥 Bohaterowie z krwi i kości – cała szóstka skrywa tajemnice, dawne urazy i kłamstwa. W miarę upływu stron odkrywamy ich moralną niejednoznaczność, przez co absolutnie nikomu nie można ufać.
🧩 Wielogłosowa narracja – możliwość obserwowania wydarzeń z perspektywy różnych postaci sprawia, że autorka perfekcyjnie myli tropy. Co chwilę zmieniałam swoje typy co do tego, kto stoi za zbrodnią!
„Białe tango” to genialny, dynamiczny thriller psychologiczny z motywem domestic noir, który czyta się z zapartym tchem. To idealna, trzymająca w napięciu lektura na letnie wieczory – gwarantuję, że po niej dwa razy zastanowicie się, zanim wsiądziecie na jakikolwiek jacht! 🤫⛵️
„Nie każda cisza oznacza spokój. Czasem jest tylko chwilą, w której strach nabiera sił.”
Niektóre kryminały przyciągają obietnicą rozwiązania zagadki. „Białe Tango” wciąga czymś zupełnie innym. Nieustannym poczuciem niepokoju, które z każdą stroną staje się coraz trudniejsze do zignorowania. To historia, która zaciska pętle, budując napięcie z niedopowiedzeń, milczenia i świadomości, że prawda jest znacznie mroczniejsza niż może się wydawać.
Największą siłą powieści jest jej klaustrofobiczna atmosfera. Od pierwszych stron mamy wrażenie, że przestrzeń wokół bohaterów nieustannie się kurczy. Każda rozmowa wydaje się skrywać drugie znaczenie, każdy gest budzi podejrzenia. Każda odkryta tajemnica prowadzi jedynie do kolejnej. Nie ma tu miejsca na chwilę oddechu. Napięcie nie opuszcza nawet na chwilę aż zaczyna przytłaczać.
Psychologiczny ciężar sprawia, że trudno oderwać się od lektury. Niepokój rodzi się nie tylko z samego śledztwa, ale przede wszystkim z ludzi. Ich przeszłości, decyzje i sekretów, które przez lata pozostawały ukryte. Z każdą kolejną stroną czuć, że odpowiedzi mogą przynieść coś znacznie gorszego niż niewiedza. W pewnym momencie bardziej od poznania prawdy liczy się tylko to, by dotrwać do końca dusznej, mrocznej podróży.
„Białe Tango” nie potrzebuje gwałtownych zwrotów akcji ani epatowania brutalnością, by wywołać niepokój. Wystarczą przemilczenia, źle ulokowane zaufanie i świadomość, że każda odkryta prawda odsłania jedynie kolejny fragment mroku. Autorka konsekwentnie buduje napięcie, pozwalając mu narastać powoli i niemal niezauważalnie, przez co z każdą stroną coraz łatwiej odnieść wrażenie, że z tej historii nie ma już bezpiecznego wyjścia.
„(...)Trochę banał, ale na razie nic innego nie przychodzi mi do głowy, a fabuła ze śmiercią na statku przecież zawsze się sprzeda. Spokojnie, zrobię z tego cacko. Muszę tylko popracować nad detalami. W kryminale wszystko się na nich opiera. I na wykiwaniu czytelników.”
Dostajesz zaproszenie na urodzinowy rejs jachtem wzdłuż hiszpańskich wybrzeży?
Skusisz się? W końcu znasz pozostałych uczestników podróży, niektórych nawet bardziej niż ci się wydaje. Czy coś w tej sielankowej podróży może pójść nie tak?
„Białe tango” Marty Zaborowskiej to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki. Na początku książki czułam się porwana przez rozpędzającą się akcję. Poczułam, że to jest to co sprawia, że mam ochotę usiąść z książką i kawą na kanapie i zapomnieć o otaczającym mnie świecie. Niestety to poczucie nie towarzyszyło mi przez całą książkę. W pewnym momencie fabuła bardzo wyhamowała, za dużo było dla mnie szczegółów związanych z samą łajbą i morską żeglugą. Na szczęście całość historii wynagrodził mi tą małą niedogodność. Autorka stworzyła powieść w której każdy z bohaterów ma swoje tajemnice, są oni wyraziści i na pewno trudno o nich zapomnieć. Narracja jest wieloosobowa, więc wydarzenia przedstawiane są nam z różnych punktów widzenia. Może się wydawać, że wiemy dokąd nas doprowadzi ta historia, a zakończenie nie będzie wielce zaskakujące. Jeśli tak myślicie będziecie w błędzie, bo według mnie historia kończy się dość zaskakująco, a przed wszystkim pozostawia pewne niedopowiedzenia.
„ - W książkach ten, kto z pozoru ma najsłabszy motyw, zwykle okazuje się najbardziej winny.”
Jeśli lubicie nadmorski klimacik, ciasne kajuty i zbrodnię to czytajcie „Białe tango”. Polecam. 3,5/4⭐️
"Białe Tango" to nie tylko tytuł najnowszego thrillera psychologicznego Marty Zaborowskiej, ale również nazwa jachtu, którym szóstka znajomych wyrusza w rejs wzdłuż wybrzeża Hiszpanii. Słońce, morze i beztroska zabawa zapowiadają wymarzone wakacje. Ten gorący, letni klimat ulega jednak gwałtownemu ostudzeniu, gdy po nocy spędzonej na przeklętej wyspie jeden z pasażerów znika bez śladu. Czy doszło do nieszczęśliwego wypadku, czy może wśród uczestników rejsu ukrywa się morderca?
Niespiesznie i z dużą rozwagą poprowadzona akcja sprawia, że napięcie narasta stopniowo, dając nam czas na analizowanie kolejnych tropów i snucie własnych teorii. Dobrze skonstruowana intryga oraz interesujące tło społeczno-obyczajowe tworzą spójną, wiarygodną i angażującą historię.
Zamknięta przestrzeń jachtu potęguje poczucie klaustrofobii i osaczenia. Atmosfera jest tak gęsta, że można ją kroić nożem, a wszechobecne poczucie zagrożenia nie pozwala ani bohaterom, ani czytelnikowi na złapanie oddechu.
Na szczególne uznanie zasługuje znakomita konstrukcja psychologiczna postaci. Możliwość poznania wydarzeń z perspektywy każdegi z nich pozwala lepiej zrozumieć ich motywacje, emocje i wzajemne relacje, jednocześnie skutecznie podsycając niepewność co do tego, komu można zaufać.
"Białe Tango" to wciągający thriller psychologiczny, który stawia bardziej na atmosferę i emocje niż dynamiczną akcję. Jeśli lubicie historie pełne napięcia, sekretów i psychologicznych gier, ta powieść z pewnością spełni Wasze oczekiwania.
@martazaborowska_worldofwords zabiera nas w rejs pełen emocji, niedomówień, wzajemnych pretensji i mrocznych sekretów.
Sześć osób na pełnym morzu, przez kilka dni dowiaduje się o sobie i wzajemnych relacjach więcej niż przez lata znajomości.
Właścicielka firmy kosmetycznej, jej mąż, przyjaciółka psycholog, jej parenet - pisarz, a do tego pasierb z dziewczyną. To miał być urodzinowy rejs połączony z wspomnieniem dawnej wyprawy dwóch przyjaciółek.
Lecz tutaj wszystko jest nie tak. Najpierw ginie wzięty na pokład syn kucharza Pedro. Nikt nie wie co się z nim stało. Chłopak miał dotrzeć w umówione miejsce, a tymczasem staje się bohaterem komunikatów o zaginięciu po wejściu na statek pod polską banderą. Jacht "Białe tango" musi pozostać na morzu do czasu wyciszenia sprawy. Ale tutaj już nigdy cicho nie będzie. Każda kolejna fala zwiastuje tragedię. Gdy kolejna osoba znika, już nie ma wątpliwości, że na statku jest morderca. Czy to mógł być wypadek? A może to wyrafinowana gra? Jaki będzie jej finał?
Książka wciągnęła mnie od pierwszej strony, atmosfera niepewności, fałszu i nieczystych intencji wprowadza czytelnika w poczucie dyskomfortu, który jest tym czego oczekujemy po dobrze napisanych thrillerze.
Czy można się domyśleć, kto jest czarnym charakterem? Tak, ale dlaczego nim jest i co ma na sumieniu - to jest najciekawszym game changerem tej historii. Polecam!
2.5/5.0 Tania Lenart, dziedziczka kosmetycznego imperium postanawia odkurzyć przyjaźń z Kingą i ponownie odbyć podróż jachtem "Białe tango". W rejs jadą też ich mężowie - Borys, mąż Tani i Piotr, mąż Kingi, jak również Hubert, syn Borysa, z dziewczyną Arletą. Jadą do Alicante, by stamtąd wyruszyć w rejs jachtem Tani. Postanawiają przenocować na Tabarce, ale lokalny stary wilk morski z Santa Pola ostrzega ich przed popełnieniem błędu. Opowiada im legendę o topielicach. Każdy kto odwiedza Tabarkę wraca odmieniony lub nie wraca w ogóle. Burza na morzu zmusza ich do zejścia na przeklęty ląd. Wkrótce znika jeden z uczestników rejsu. "– Kiedy zemsta i kara nie mogą przyjść nagle, przychodzą później"
Autorka chciała odczarować mocno wyświechtaną tematykę. Jak sama zauważyła: "O utopionych żonach lub mężach napisano już ze dwadzieścia tysięcy historii, a drugie tyle nakręcono.". Bohater książki uważał, że żadna z dotychczas napisanych książek nie była tak dobra jak jego. Co się tyczy "Białego tanga" - zamysł na fabułę faktycznie oklepany, jednak akurat takiej historii, w takiej konfiguracji chyba nikt jeszcze nie wymyślił. Intryga jest zawiła i tajemnicza, a rozwiązanie zaskakujące. Jednak po przeczytaniu całości nie rozumiem zachowania sprawcy. Motyw jest jasny, ale po co tak gmatwać intrygę? Istniały miliony prostszych rozwiązań, które nie niosły takiego ryzyka. Mimo zainteresowania podczas czytania finał sprawił, że powieść wydała się absurdalna.