Zuza albo czas oddalenia to zapis szaleńczej miłości sześćdziesięciolatka do dwudziestokilkuletniej blond piękności, odnaleziony przez Jerzego Pilcha w narciarskim bucie, na schodach jednej z warszawskich kamienic.
„Stary satyr i młodziutka nimfa – uparcie eksponujące ten motyw starożytne ludy wiedziały, co czynią”, powiada Jerzy Pilch i zasiada do spisania „summy erotycznej”, brawurowego traktatu miłosnego, w którym splatają się powieść i esej.
Za Zuzą, zwaną w pewnych kręgach Zmysłową Żanetą, bohater podąża w ciemne zaułki Warszawy, krainę męskiego pożądania. Jednak zatracenie w ramionach księżniczki solarium i silikonu nie oznacza wcale zatracenia poczucia humoru i ironii, z jaką bohater spogląda na swoje swawole – świadom swej groteskowości i zarazem powagi.
Pogoń za Zuzą budzi wspomnienie miłosnych początków: pierwszych młodzieńczych uniesień, pierwszej żony, pierwszej kochanki. Przeczucie końca miesza się z grzeszną, nieustraszoną miłością – do prostytutki o niebieskich oczach i blond włosach, której wierność jest wiernością wyższego rzędu, duchową, bo nie cielesną przecież.
Zuza albo czas oddalenia przełamuje granicę fikcji i życia relacją z placu boju, na którym miłość wydaje się już być dosłownie – na śmierć i życie. Ściśnięta między chwilą uniesienia a ostatnią kropką.
Monolog alter-ego autora o minionych miłości i związku, no i trochę o obecnym seksualnym pożądaniu. Bo stary satyr już nie kocha, jemu się już myli uczucie z seksem, albo może pisze o uczuciu do seksu? Za pieniądze można kupić wiele - wynająć prostytutkę na przykład. Że uczucia i więzi się nie kupi, można skonstatować najpóźniej w momencie, gdy pieniądze się skończą. Przebija z tej krótkiej powieści pogodzenie się z losem, starością i chorobą. Cóż, pozostało tylko powspominać czasy, gdy kochało się naprawdę.
zauroczona jestem niezmiernie warsztatem plicha, nieco mniej zauroczona zaś samą historią. chętnie przeczytam autora w innym wydaniu (,,pod mocnym aniołem” cierpliwie czeka na półce). ta szczególnie nie zachwyca, ale też specjalnie nie rozczarowuje — jeżeli ktoś ma ochotę przebrnąć przez subtelnie zarysowany strumień świadomości bohatera, który młodość ma już za sobą, a starość zaczyna mu nieco uwierać z powodów praktycznych — bo przecież zakochał się w kobiecie o wiele młodszej, ba! kobiecie lekkich obyczajów — to ta opowieść będzie odpowiednim wyborem.
Jednak mocno rozmijam się z tymi późnymi dodatkami do dorobku Pilcha. Brak tu jakiejś większej wrażliwości, chociażby w kluczowej przecież kwestii opowiadania o kobietach. Owszem, myśl jest ostra, język cięty, ale punkt wyjścia już nie tak ciekawy. A może po prostu z tej prozy się wyrasta?
Mimo mego uwielbienia dla posmodernizmu w wersji Pilcha, tu akurat... jakoś tak sobie to wyszło, jakby rozpad fabuły wymknął się pisarzowi i rozmienił na zbyt drobne drobiazgi.
Impressive use of the Polish language but the content doesn’t do it for me. At all. I was curious at the beginning but then just got annoyed and speedread through the last bits. The whole book could be summarized as “oh breasts oh hips oh female body” and “oh prostitutes, so mysterious, so seductive” :/
Surowy Pilch; piękny w formie, tylko w treści nieco mniej. Nie przemówiła do mnie ta historia, choć wiele nadziei w niej pokładałam.
gwiazdka + za:
‚Można zakochać się w kobiecie, która nie lubi książek? Można, ale po co? Kto przy zdrowych zmysłach zakochuje się w kobiecie, która nie lubi książek?’
Ciut poniżej pilchowej średniej, ale to wciąż żywa proza w pięknych zdaniach. Nie kumam tych relacji starczo-młodych, ani Pilch ani Marquez mnie nie przekonują, czuję się oszukiwany. Ale zdania naprawdę piękne
Trzeba zacząć od tego, że jestem miłośnikiem Pilcha. Jego języka, ironii, poczucia humoru, jego powtarzanych wielokrotnie grepsów. Dobrze mi w jego literackim świecie, z lubością czytam powieści Pilcha na głos, wsłuchując się w brzmienie zdań, akcentując specyficzny szyk słów. Tym większe rozczarowanie przynosi "Zuza...". Narrator, jak zwykle, ma dużo cech autora - ten sam wiek, mieszka w Warszawie na Hożej, pochodzi z Wisły i tam jeździ do matki, choruje na Parkinsona itp. Prosty i ograny pomysł: mocno starszy inteligent zakochuje się w prostytutce i nawet się z nią żeni, tu jest niby wzięty w ironiczny nawias. Tyle że ta pilchowska ironia jest stępiona, mało śmieszna i pozbawiona oryginalności. Rozważania i obserwacje są nudne, fabuła szczątkowa, język - to bodaj największy zawód - ciężki, pozbawiony fajerwerków. Powieść sprawia wrażenie pisanej na siłę, niejako z obowiązku - wobec wydawnictwa, wobec samego siebie? Na pewno istotne znaczenie ma poważna choroba autora, w poważnym stopniu utrudniająca mu pisanie, niemniej szkoda, że taki utwór mu obciąża konto. Sa w książce fragmenty lepsze, chocby ten, w którym Pilch rozważa różne warianty samobójstw, ale one są tylko przebłyskami literackiej formy. Ciekawe, czy jeszcze nas coś czeka ze strony pisarza.
"Zuza albo czas oddalenia" to moje pierwsze spotkanie z tym autorem i muszę przyznać, że nieco się zawiodłam. Spodziewałam się dość lekkiej lektury, a w rzeczywistości stała się ona momentami przytłaczająca, z powtarzającymi się fragmentami i zawiłą treścią. Niby krótkie rozdziały powinny pomagać w szybkim czytaniu, ale wcale tak nie było. Muszę przyznać, że książka jest przeznaczona raczej dla osób pełnoletnich, ewentualnie uczniów szkół średnich. Dlaczego? I ze względu na samą treść, momentami trudny język, ale także dlatego, że jest ona dość "wyuzdaną" lekturą z przekleństwami. I tu wykształcić może się kolejna grupa czytelników, gdyż nie każdy lubi tego typu wyrażenia w książkach. Jeśli chodzi o samą tematykę, to co tu dużo pisać - sześćdziesięciolatek i dwudziestolatka są głównymi bohaterami utworu. Nie chcę zdradzać treści i jej przebiegu, dlatego nie napiszę nic więcej. Dobrze jednak określa tę książkę cytat: "Prawdziwa miłość to szaleństwo - para szaleńców pielęgnujących niezależność?".
"Zuza albo czas oddalenia" trudno nazwać powieścią z powodu objętości, bo ma ledwie sto trzydzieści stron, ale i konstrukcja jest chaotyczna...w zasadzie to zbiór przemyśleń, bo historii w tym jako takiej nie ma żadnej. Wątkiem przewodnim jest romans bohatera z tytułową Zuzą, panią lekkich obyczajów. Zakochuję się w niej i bierze z nią ślub. Sercem książki jest Pilch, jego życie, a zwłaszcza doświadczenie z chorobą Parkinsona. Między zdaniami autor pisze o starości i ułomności. Pisarz posługuje się właściwą sobie ironią i humorem. Czaruję sposobem patrzenia na świat, opisem relacji międzyludzkich...niejednokrotnie niełatwych. Książka specyficzna i przez to nie dla każdego...jednak każdy fan Pilcha odnajdzie w niej prozę prawdziwego Jerzego Pilcha. Genialny erudyta, piękna polszczyzna, ważne jest każde słowo, zdanie i pasja. Polecam gorąco, bo warto.