Sandomierz to miasto, przez które przetoczyły się wszystkie zawieruchy wojenne, a każda zostawiała po sobie tysiące ofiar. Śmierć stała się częstym gościem w grodzie nad Wisłą i po raz kolejny wyciąga swe szpony po nowe ofiary.
Komisarz Bruno Kowalski staje przed zadaniem odnalezienia zabójcy profesor Kamili Szafarz, która badała historię wyzwolenia Sandomierza spod hitlerowskiej okupacji. Jej ciało zostaje odnalezione na cmentarzu żołnierzy Armii Czerwonej, którzy polegli w walkach o miasto. Jako że wszystkie tropy zdają się prowadzić do tajemnic związanych z wojenną przeszłością, na pomoc policji rusza ponownie lokalny historyk, Krzysztof Szorca.
Bruno i Krzysztof, wspomagani przez prokurator Marię Hojdę, ruszają w pościg za zabójcą. Nie zdają sobie sprawy, że to śledztwo wystawi na próbę ich przyjaźń i wstrząśnie nie tylko nimi samymi, ale także historią Sandomierza i legendą o jego wyzwoleniu.
Gdy śmierć przybywa do miasta, nie ma ucieczki. Możesz tylko zamknąć oczy i czekać.
2.5/5.0 Komisarz Bruno Kowalski dostaje wezwanie na miejsce znalezienia zwłok, znajdujących się we wnętrzu czołgu. Martwą kobietą okazała się profesor Kamila Szafarz, z którą Bruno spędził ostatnią noc. Kamila była kontrowersyjną historyczką, osobą medialną, lubiącą drażnić opinię publiczną. Dotarła do materiałów, które mogły wywołać burzę medialną. Zajęła się legendą, mówiącą o bohaterskim pułkowniku Wasylu Skopence, który przyczynił się do wyzwolenia Sandomierza. Dowodził on atakiem na miasto, ale wydał rozkaz, by nie ostrzeliwać Sandomierza. Po wygnaniu Niemców został odznaczony radzieckim tytułem bohatera. Zginął podczas walk, a jego ciało zostało pochowane w Sandomierzu. Druga wersja mówi, że Skopenko był jednym z oficerów, któremu dorobiono legendę. Kamila zginęła w pobliżu grobu radzieckiego sierżanta Wadima Kilianowa, który zginął w 1944.
Autor oddał drugi narracyjny głos właśnie Wadimowi, który w sierpniu 1944 brał udział w wyzwoleniu Sandomierza.
Już zdążyłam pochwalić autora za "Miasto Burz". Swoją opinię pierwszego tomu mogłabym wkleić do recenzji "Miasta Śmierci". Całkiem solidna dawka historii ubrana została w nieciekawą otoczkę.
Podobnie jak w pierwszej części ciężko mi było doszukać się wpływu historycznych zdarzeń z bieżącą sprawą. Ta została ujawniona pod koniec powieści. " – Armia Czerwona wkroczyła do Polski nie po to, by podbijać naród polski, lecz po to, by go wyzwolić z hitlerowskiego jarzma, narodowego poniżania i niewolnictwa. Armia Czerwona nie wtrąca się w wewnętrzne sprawy Polski i nie zamierza wprowadzać w Polsce ustroju radzieckiego. Naród polski sam zdecyduje, jaki powinien być jego rząd i jaki ma być ustrój w jego kraju…" "Komisarze polityczni wielokrotnie przed wejściem do Polski ostrzegali, że Armia Krajowa to parchaty karzeł reakcji, faszystowskie sługusy przeszkadzające w oswobodzeniu kraju, a co za tym idzie, w marszu na Berlin." Nie lubię przedstawienia historii w sposób zbeletryzowany. Książki historyczne akceptuję tylko w klasycznej formie, czyli nieubarwionej, przedstawiającej fakty. Nie wiem, po co ten wątek został tak szeroko rozbudowany i zgłębiony. Wiem jedno — ta propaganda, jak w przykładach z cytatów powyżej, potwornie mnie irytowała. Wiem, że tak to wyglądało, ale nie mam ochoty czytać takich tekstów w powieści rozrywkowej. Co gorsze w pewnym momencie, to radzieckiemu żołnierzowi czytelnik ma kibicować, a Polkę z partyzantki mieć za "złą kobietę". Oczywiście nie twierdzę też, że każdy sołdat był potworem, a każdy Polak bohaterem, ale takie przedstawienie rozrywki rodzi mój bunt.
W ogólnym rozrachunku fabuła była mętna, nużąca i za nic nie potrafiła mnie zaangażować, może dlatego, że mnie to nie interesowało.
Na plus całkiem sporo specyficznego dla autora sarkazmu, który trafia w moje poczucie humoru. "Jeszcze dwadzieścia lat temu do policji było trudno się dostać, dziś miało się wrażenie, że jeśli ktoś nieopatrznie potknie się przed budynkiem komendy i wpadnie do środka, dostaje od razu mundur."
W finale autor nie rozpoczął historii na kolejny tom. Nawet jeśli takowy popełni, nie zamierzam go czytać. Nie mój klimat.