Świat, w którym historia przeplata się z magią, pycha, chciwość i nienawiść otwierają drogę demonom, a zwykli ludzie i istoty obdarzone mocą gardzą sobą nawzajem.
Losy Konstancji Sawickiej, licencjonowanej czarownicy, jej brata Jerzego, ambitnego i bezlitosnego maga, oraz Franciszka Brodzkiego, jezuity i uczonego, wciąż łączą się ze sobą. Każde z nich dąży do innych celów i jest w stanie poświęcić wiele, aby je osiągnąć. Kto odda za swoje ideały życie? Serce? A może nawet duszę?
Proces to powieść osadzona w drugiej połowie XVIII wieku, w realiach Rzeczypospolitej szlacheckiej. Rozgrywająca się na tle konfederacji barskiej oraz procesu o czary w Doruchowie historia opowiada o ludziach, którzy w świecie pełnym brutalności, mroku i magii walczą o zwycięstwo dobra nad złem. Jednak czy będą gotowi stawić czoła ciemności, gdy okaże się, że zło kryje się przede wszystkim w nich samych?
Ukończyła Bibliotekoznawstwo i Informację Naukową na Uniwersytecie Warszawskim. Była księgarką, obecnie pracuje w przedszkolu. Mama trójki dzieci. Uwielbia książki fantasty - choć ma zdecydowanie za mało czasu na czytanie. Kocha musicale i podróże. Prowadzi bloga Madka roku, na którym można znaleźć historyjki o życiu z dziećmi oraz pisane z przymrużeniem oka przemyślenia na tematy związane z macierzyństwem.
dlaczego postacie ciągle tłumaczą sobie świat, w którym żyją? zgaduję, że to wina przeskoków czasowych, a autorka nie potrafi inaczej nam przekazać, co się wydarzyło, oprócz robienia streszczeń w dialogach. mówienie zamiast pokazania odbiera całej książce warstwę emocjonalną. nie ma możliwości głębszego poznania postaci, więc tym bardziej zaangażowania się w ich losy. wszystko staje się płytkie i bez emocji. oczekiwałam więcej od tak doświadczonej pisarki, zwłaszcza że pomysł jest genialny, ale najwyraźniej został zmarnowany. za to okładka jest piękna XD
Odbiłam się od poprzednich książek autorki, ale tutaj zaintrygował mnie opis, po którym sądziłam, że będzie to coś w sam raz dla mnie. Niestety, dałam „Procesowi” szansę i bardzo się zawiodłam. Pomimo tylu napisanych książek na koncie, autorka wciąż nie potrafi trzymać się zasady „show, don’t tell”. Wszystko tu jest nam powiedziane, często w formie bardzo niezręcznych dialogów, które powstały tylko i wyłącznie na użytek czytelnika, bo autorka nie wiedziała, jak inaczej przemycić jakieś informacje. Nawet gdy dzieje się coś ważnego czy strasznego, nie czuć napięcia. Autorka momenty akcji pisze tak samo jak wszystkie inne – długimi, opisowymi zdaniami, które odbierają scenie dynamikę.
Przesłuchałam 7 rozdziałów audiobooka dostępnego na Storytel. Miałam skończyć po 6, bo nic się w nich nie działo, ale powiedziałam sobie, że dobra, przesłucham jeszcze jeden rozdział. I już miałam się ucieszyć, że wreszcie jest jakaś akcja, że coś się dzieje… i wtedy nasz bohater ma swój moment godny stereotypowego złola z kreskówki („Tak! Jestem zły! Jestem złolem! Wcale się tego nie spodziewaliście, co? Ha! Taki jestem zły! A zanim cię zabiję, najpierw dokładnie wyjaśnię ci co, jak, dlaczego i po co!). Wypadłoby to zdecydowanie lepiej, gdyby autorka nie miała czytelnika za głupka i nie czuła potrzeby wyrażenia tego tak bardzo wprost. Przeciętny czytelnik naprawdę potrafi się domyślić, co się tu święci, a pewne rzeczy zdecydowanie lepiej zostawić lekko niedopowiedziane, niż wyłożone jak krowie na rowie.
W ciągu tych 6-7 rozdziałów mamy 3 kilkuletnie przeskoki czasowe, z równoczesnym przeskokiem do innego bohatera. Przez to nie da się przywiązać ani polubić żadnego z nich – spędzamy z każdym zbyt mało czasu; po przeskoku czasowym jest nam powiedziane, co się zmieniło i zadziało przez ten czas, ale ponieważ nie jesteśmy świadkami tych wydarzeń, trudno jest się nimi przejąć. Nie polubiłam żadnej postaci, wszyscy są raczej antypatyczni, a ich losy są mi zupełnie obojętne.
Chciałam polubić się z tą książką, ale niestety, odbiłam się po raz kolejny i więcej szans tej autorce już nie będę dawać.
✨ Historia zawsze była dla mnie jak nić łącząca przeszłość z teraźniejszością. To w niej zapisane są nasze korzenie, przemiany i tożsamość. Poznawanie jej daje mi poczucie zakotwiczenia, jakby kolejne opowieści pomagały lepiej zrozumieć, kim jestem i co sprawiło, że jestem w miejscu, w którym jestem. W związku z tym kocham opowieści zbudowane na faktycznym tle historycznym, a jedna z nich jest właśnie Proces.
✨W „Procesie” dostałam XVIII-wieczną Rzeczpospolitą szlachecką, konfederację barską połączoną z procesami o czary, społeczne podziały, rodzinne obowiązki… i wiele więcej.
✨ Największą zaletą tej książki jest to jak Kasia łączy fakty historyczne z fikcją literacką. Widać, że za tą książką stoi porządny research, ale autorka nie zasypuje czytelnika datami i informacjami. Historia jest wpleciona w fabułę bardzo naturalnie, bo pojawia się w obyczajach, języku, relacjach między bohaterami, różnicach społecznych i zasadach, które rządzą ich życiem. Dzięki temu miałam wrażenie, że naprawdę zaglądam do dawnej Rzeczypospolitej, a nie tylko czytam współczesną historię przebraną w kostium z XVIII wieku. Ogromnie spodobały mi się też wtrącenia stylizowane na ówczesną polszczyznę, bo przekłada się to na budowanie klimatu epoki.
✨W centrum wydarzeń znajduje się Konstancja Sawicka. Czarownica pochodząca ze szlacheckiej rodziny i zdecydowanie jedna z tych bohaterek, których nie trzeba lubić, żeby docenić, jak dobrze zostały napisane. Ja Konstancji nie polubiłam. Jest zarozumiała, samolubna, pewna siebie i ma wyjątkowy talent do pakowania się w kłopoty. Jednocześnie właśnie te cechy sprawiają, że jest bardzo charakterystyczna i coś ciągnie w jej stronę. Żeby poznawać jej życie, jej przygody i śledzić jej drogę w tej historii. Konstancja jest po prostu Konstancją i trudno wyobrazić ją sobie zachowującą się inaczej. I chyba właśnie dlatego bardzo dobrze to moim zdaniem działa.
✨Zupełnie inaczej było u mnie z Franciszkiem. Gdzieś po drodze zaczęłam mu naprawdę kibicować i im bliżej końca byłam, tym bardziej ciekawiło mnie, co autorka jeszcze dla niego przygotowała. Mam wrażenie, że jego historia dopiero się rozpędza, dlatego to właśnie jego dalszych losów najbardziej wypatruję w drugim tomie.
✨„Proces” nie jest lekką opowieścią, mimo że sam styl Kasi czyta się bardzo płynnie. Autorka zderza nas z realiami epoki, w której o życiu człowieka często decydowały pochodzenie, nazwisko, majątek czy oczekiwania rodziny. Pojawiają się tutaj trudne relacje rodzinne, przemoc, cierpienie związane z procesami czarownic, strata, a także małżeństwa zawierane nie z miłości, lecz z obowiązku. I chyba właśnie dlatego tak mocno poruszył mnie los Teresy. Świadomość, że musi zrezygnować z ukochanej osoby tylko dlatego, że różnice statusu społecznego okazują się ważniejsze od jej własnego szczęścia, była jednym z tych elementów, które najmocniej przypomniały mi, jak bezwzględne potrafiły być realia tamtych czasów.
✨Co ciekawe, najbardziej nie zapadła mi w pamięć scena tytułowego procesu, ale moment rozgrywający się w domu Konstancji, kiedy jedna z bliskich osób odchodzi, wtedy ogrom odpowiedzialności spada właśnie na nią. Na Konstancję spada ogrom odpowiedzialności, a bohaterka, która do tej pory często działała przede wszystkim według własnych zasad i potrzeb, zostaje postawiona w sytuacji, w której nie może myśleć już wyłącznie o sobie. Ta scena była dla mnie bardzo mocna emocjonalnie i pokazała Konstancję z nieco innej strony.
✨I jest jeszcze coś, czego zupełnie się po tej książce nie spodziewałam, a mianowicie ogrom mroku. Czytałam wcześniej inne książki Kasi, ale tutaj ten klimat jest znacznie cięższy. Magia nie sprawia, że świat staje się piękniejszy czy bardziej baśniowy. Wręcz przeciwnie. Jeszcze mocniej podkreśla jego brutalność, lęk i niepewność. Bohaterowie nie poruszają się po świecie podzielonym wyraźnie na dobro i zło, a ich decyzje nie zawsze są łatwe do ocenienia.
✨I chyba właśnie za to najbardziej polubiłam „Proces”. Za historię, która nie została potraktowana po macoszemu. Za bohaterów, którzy potrafią irytować, zaskakiwać i jednocześnie fascynować. Za połączenie autentycznych wydarzeń i realiów z magią w taki sposób, że jedno nie zagłusza drugiego. I za ten nieoczekiwany mrok, który bardzo pasuje do opowieści o świecie, gdzie czasami największym zagrożeniem wcale nie są demony, a my sami.
✨Po takim początku serii naprawdę jestem ciekawa, dokąd Katarzyna Wierzbicka poprowadzi tę historię dalej. Kocham tę książkę całym sercem i jest to na ten moment mój ulubiony tekst autorki. Ta surowość, ten mrok i historia to coś co mnie kupiło i już nie sprzeda… .
Kiedy przeczytałem, że „Proces” Katarzyny Wierzbickiej ma być powieścią fantasy osadzoną w alternatywnej historii Rzeczypospolitej Szlacheckiej, gdzie magia miesza się ze znanymi faktami historycznymi, czułem podskórnie, że czeka mnie dobra przygoda. I jak się pewnie domyślacie – tak właśnie było, a nawet lepiej.
Bardzo odpowiadają mi takie opowieści i tutaj właściwie wszystko zagrało. Wykreowany świat, w którym magia ma swoje miejsce i jest powszechnie używana, przynajmniej ta biała, został przedstawiony wiarygodnie i przekonująco. Osadzenie historii w realiach historycznych tylko dodaje mu autentyczności.
Podobnie jest z bohaterami, a szczególnie z pierwszoplanową postacią – licencjonowaną wiedźmą Konstancją Sawicką. Autorka zadbała również o tempo akcji. Przeskoki czasowe, które mogłyby irytować, w tym przypadku dodają powieści dynamiki.
Opowieść o magicznej rodzinie i podobnych jej istotach, stojących w opozycji do Wybrakowanych, czyli osób niemagicznych, daje podczas lektury naprawdę dużo frajdy. Walka dobra ze złem i jego demonami nie jest przy tym tak jednoznaczna, jak mogłoby się wydawać. Dobrym przykładem jest postawa brata Konstancji i jego poczynania.
Czasem jest tu brutalnie, czasem mrocznie, ale zawsze ciekawie. To kolejna książka o czarownicach, magii i procesach o czary, jaką przyszło mi czytać, ale bardzo cieszę się, że jej akcję osadzono w XVIII wieku i Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Po prostu lubię historie szlacheckie, a stworzenie ich alternatywnego wariantu czyni tę opowieść oryginalną.
Jestem zachwycony tą historią i z niecierpliwością będę czekał na ciąg dalszy, bo to dopiero pierwszy tom cyklu „Dni sądu”. Życzyłbym sobie więcej takich książek – takich, które sprawiają, że bez wyrzutów sumienia mogę spokojnie zarwać dla nich kawałek nocy.
Super przygoda. Polecam!
Egzemplarz uzyskałem w ramach współpracy barterowej z @wydawnictwo_mieta
Pióro Wierzbickiej jest lekkie i bardzo przyjemne, dzięki czemu książkę czyta się szybko i łatwo się odnaleźć w przedstawionych realiach, mimo ich mocnego osadzenia w polskiej historii. Sam koncept na splecenie faktów i postaci historycznych z magią i słowiańskimi wierzeniami niesamowicie mi się podobał i jestem bardzo ciekawa kontynuacji. Moim jedynym zarzutem wobec „Procesu” są naprawdę duże skoki czasowe pomiędzy przedstawionymi wydarzeniami. Gdy poczułam, że wreszcie rozgaszczam się w konkretnym miejscu i czasie, autorka wyrywała mnie z tego wątku by przeskoczyć kilka lat i wrzucić mnie w wir kolejnej historycznej zamieci. Sprawiło to, że ciężko mi się było przyzwyczaić do bohaterów, nie nawiązałam z nimi tak silnej więzi, jakiej mogłabym się spodziewać po postaciach mimo wszystko doskonale opracowanych.