Świat, w którym historia przeplata się z magią, pycha, chciwość i nienawiść otwierają drogę demonom, a zwykli ludzie i istoty obdarzone mocą gardzą sobą nawzajem.
Losy Konstancji Sawickiej, licencjonowanej czarownicy, jej brata Jerzego, ambitnego i bezlitosnego maga, oraz Franciszka Brodzkiego, jezuity i uczonego, wciąż łączą się ze sobą. Każde z nich dąży do innych celów i jest w stanie poświęcić wiele, aby je osiągnąć. Kto odda za swoje ideały życie? Serce? A może nawet duszę?
Proces to powieść osadzona w drugiej połowie XVIII wieku, w realiach Rzeczypospolitej szlacheckiej. Rozgrywająca się na tle konfederacji barskiej oraz procesu o czary w Doruchowie historia opowiada o ludziach, którzy w świecie pełnym brutalności, mroku i magii walczą o zwycięstwo dobra nad złem. Jednak czy będą gotowi stawić czoła ciemności, gdy okaże się, że zło kryje się przede wszystkim w nich samych?
Ukończyła Bibliotekoznawstwo i Informację Naukową na Uniwersytecie Warszawskim. Była księgarką, obecnie pracuje w przedszkolu. Mama trójki dzieci. Uwielbia książki fantasty - choć ma zdecydowanie za mało czasu na czytanie. Kocha musicale i podróże. Prowadzi bloga Madka roku, na którym można znaleźć historyjki o życiu z dziećmi oraz pisane z przymrużeniem oka przemyślenia na tematy związane z macierzyństwem.
dlaczego postacie ciągle tłumaczą sobie świat, w którym żyją? zgaduję, że to wina przeskoków czasowych, a autorka nie potrafi inaczej nam przekazać, co się wydarzyło, oprócz robienia streszczeń w dialogach. mówienie zamiast pokazania odbiera całej książce warstwę emocjonalną. nie ma możliwości głębszego poznania postaci, więc tym bardziej zaangażowania się w ich losy. wszystko staje się płytkie i bez emocji. oczekiwałam więcej od tak doświadczonej pisarki, zwłaszcza że pomysł jest genialny, ale najwyraźniej został zmarnowany. za to okładka jest piękna XD
✨ Historia zawsze była dla mnie jak nić łącząca przeszłość z teraźniejszością. To w niej zapisane są nasze korzenie, przemiany i tożsamość. Poznawanie jej daje mi poczucie zakotwiczenia, jakby kolejne opowieści pomagały lepiej zrozumieć, kim jestem i co sprawiło, że jestem w miejscu, w którym jestem. W związku z tym kocham opowieści zbudowane na faktycznym tle historycznym, a jedna z nich jest właśnie Proces.
✨W „Procesie” dostałam XVIII-wieczną Rzeczpospolitą szlachecką, konfederację barską połączoną z procesami o czary, społeczne podziały, rodzinne obowiązki… i wiele więcej.
✨ Największą zaletą tej książki jest to jak Kasia łączy fakty historyczne z fikcją literacką. Widać, że za tą książką stoi porządny research, ale autorka nie zasypuje czytelnika datami i informacjami. Historia jest wpleciona w fabułę bardzo naturalnie, bo pojawia się w obyczajach, języku, relacjach między bohaterami, różnicach społecznych i zasadach, które rządzą ich życiem. Dzięki temu miałam wrażenie, że naprawdę zaglądam do dawnej Rzeczypospolitej, a nie tylko czytam współczesną historię przebraną w kostium z XVIII wieku. Ogromnie spodobały mi się też wtrącenia stylizowane na ówczesną polszczyznę, bo przekłada się to na budowanie klimatu epoki.
✨W centrum wydarzeń znajduje się Konstancja Sawicka. Czarownica pochodząca ze szlacheckiej rodziny i zdecydowanie jedna z tych bohaterek, których nie trzeba lubić, żeby docenić, jak dobrze zostały napisane. Ja Konstancji nie polubiłam. Jest zarozumiała, samolubna, pewna siebie i ma wyjątkowy talent do pakowania się w kłopoty. Jednocześnie właśnie te cechy sprawiają, że jest bardzo charakterystyczna i coś ciągnie w jej stronę. Żeby poznawać jej życie, jej przygody i śledzić jej drogę w tej historii. Konstancja jest po prostu Konstancją i trudno wyobrazić ją sobie zachowującą się inaczej. I chyba właśnie dlatego bardzo dobrze to moim zdaniem działa.
✨Zupełnie inaczej było u mnie z Franciszkiem. Gdzieś po drodze zaczęłam mu naprawdę kibicować i im bliżej końca byłam, tym bardziej ciekawiło mnie, co autorka jeszcze dla niego przygotowała. Mam wrażenie, że jego historia dopiero się rozpędza, dlatego to właśnie jego dalszych losów najbardziej wypatruję w drugim tomie.
✨„Proces” nie jest lekką opowieścią, mimo że sam styl Kasi czyta się bardzo płynnie. Autorka zderza nas z realiami epoki, w której o życiu człowieka często decydowały pochodzenie, nazwisko, majątek czy oczekiwania rodziny. Pojawiają się tutaj trudne relacje rodzinne, przemoc, cierpienie związane z procesami czarownic, strata, a także małżeństwa zawierane nie z miłości, lecz z obowiązku. I chyba właśnie dlatego tak mocno poruszył mnie los Teresy. Świadomość, że musi zrezygnować z ukochanej osoby tylko dlatego, że różnice statusu społecznego okazują się ważniejsze od jej własnego szczęścia, była jednym z tych elementów, które najmocniej przypomniały mi, jak bezwzględne potrafiły być realia tamtych czasów.
✨Co ciekawe, najbardziej nie zapadła mi w pamięć scena tytułowego procesu, ale moment rozgrywający się w domu Konstancji, kiedy jedna z bliskich osób odchodzi, wtedy ogrom odpowiedzialności spada właśnie na nią. Na Konstancję spada ogrom odpowiedzialności, a bohaterka, która do tej pory często działała przede wszystkim według własnych zasad i potrzeb, zostaje postawiona w sytuacji, w której nie może myśleć już wyłącznie o sobie. Ta scena była dla mnie bardzo mocna emocjonalnie i pokazała Konstancję z nieco innej strony.
✨I jest jeszcze coś, czego zupełnie się po tej książce nie spodziewałam, a mianowicie ogrom mroku. Czytałam wcześniej inne książki Kasi, ale tutaj ten klimat jest znacznie cięższy. Magia nie sprawia, że świat staje się piękniejszy czy bardziej baśniowy. Wręcz przeciwnie. Jeszcze mocniej podkreśla jego brutalność, lęk i niepewność. Bohaterowie nie poruszają się po świecie podzielonym wyraźnie na dobro i zło, a ich decyzje nie zawsze są łatwe do ocenienia.
✨I chyba właśnie za to najbardziej polubiłam „Proces”. Za historię, która nie została potraktowana po macoszemu. Za bohaterów, którzy potrafią irytować, zaskakiwać i jednocześnie fascynować. Za połączenie autentycznych wydarzeń i realiów z magią w taki sposób, że jedno nie zagłusza drugiego. I za ten nieoczekiwany mrok, który bardzo pasuje do opowieści o świecie, gdzie czasami największym zagrożeniem wcale nie są demony, a my sami.
✨Po takim początku serii naprawdę jestem ciekawa, dokąd Katarzyna Wierzbicka poprowadzi tę historię dalej. Kocham tę książkę całym sercem i jest to na ten moment mój ulubiony tekst autorki. Ta surowość, ten mrok i historia to coś co mnie kupiło i już nie sprzeda… .
⚖️🔮 Proces Katarzyny Wierzbickiej zabrał mnie do świata, w którym historia spotyka się z magią, a wydarzenia znane z podręczników zyskują zupełnie nowe, niepokojące znaczenie. To pierwszy tom cyklu Dni sądu i już na tym etapie autorka pokazuje, że ma bardzo konkretny pomysł na swoją opowieść. Przenosimy się do drugiej połowy XVIII wieku, do Rzeczypospolitej szlacheckiej, w czas burzliwych wydarzeń politycznych i społecznych. W tę rzeczywistość Katarzyna Wierzbicka wplata czarownice, magów, demony oraz ludzi, którzy nie zawsze potrafią rozpoznać, gdzie właściwie przebiega granica między dobrem a złem. I chyba właśnie to połączenie najbardziej mnie tutaj urzekło.
⚖️🔮 Bardzo podoba mi się sposób, w jaki Katarzyna Wierzbicka wykorzystuje prawdziwe wydarzenia historyczne. Nie mam poczucia, że historia została tutaj potraktowana jedynie jako dekoracja dla fantastycznej opowieści. Wręcz przeciwnie – znane wydarzenia stają się częścią świata przedstawionego, a autorka bardzo sprawnie buduje wokół nich własną fabułę. Konfederacja barska czy proces o czary w Doruchowie nabierają dodatkowego znaczenia, kiedy spojrzymy na nie przez pryzmat magii i istniejących w tym świecie sił. To połączenie sprawiło, że niejednokrotnie zaczynałam się zastanawiać, ile z tego, co znamy jako historię, mogłoby mieć zupełnie inne wyjaśnienie. I właśnie takie myśli lubię najbardziej podczas lektury.
⚖️🔮 Szczególnie interesujący jest dla mnie motyw Rady Iskier i całego systemu, w którym funkcjonują osoby obdarzone mocą. Konstancja Sawicka, licencjonowana czarownica, jej brat Jerzy oraz Franciszek Brodzki – jezuita i uczony – reprezentują zupełnie różne podejścia do świata, swoich przekonań i własnych celów. Każde z nich ma coś do udowodnienia, każdy czegoś pragnie i każdy jest gotowy zapłacić określoną cenę za osiągnięcie celu. Podobało mi się, że bohaterowie nie zostali sprowadzeni do prostego podziału na tych dobrych i tych złych. W tej historii znacznie ciekawsze okazuje się to, co znajduje się pomiędzy.
⚖️🔮 I właśnie dlatego Proces nie jest dla mnie wyłącznie opowieścią fantasy z historycznym tłem. To również historia o ludzkiej naturze i o tym, jak łatwo można przekroczyć granicę w imię własnych ideałów. Bohaterowie muszą podejmować decyzje, które mają swoje konsekwencje, a ich wybory prowadzą do pytań o to, co jesteśmy gotowi poświęcić dla swoich przekonań. Życie? Miłość? Spokój? A może własne człowieczeństwo? Bardzo podoba mi się ten kierunek, ponieważ dzięki niemu magia nie jest tutaj jedynie efektownym dodatkiem. Staje się narzędziem pozwalającym pokazać ludzkie słabości i najciemniejsze strony charakteru. Czasami największym zagrożeniem nie jest demon czający się gdzieś w mroku, lecz człowiek, który pozwolił, aby zawładnęły nim własne ambicje. ㅤ ⚖️🔮 Katarzyna Wierzbicka utrzymała również poziom, którego oczekiwałam po jej twórczości. Książkę pochłonęłam właściwie w ciągu jednej doby, a to chyba najlepszy dowód na to, jak mocno potrafi mnie wciągnąć jej sposób opowiadania. Mam tylko jeden problem – książki autorki zdecydowanie zbyt szybko się kończą! Ledwie zdążyłam naprawdę zanurzyć się w przedstawionym świecie, poznać bohaterów i zacząć układać sobie w głowie wszystkie zależności, a już dotarłam do końca i zostałam z ogromną ciekawością dotyczącą dalszego ciągu. Z jednej strony jest to oczywiście ogromny komplement, z drugiej chciałabym dostać od autorki jeszcze więcej stron, bo ten świat zdecydowanie ma potencjał na znacznie dłuższą podróż. ㅤ ⚖️🔮 Proces okazał się dla mnie bardzo udanym początkiem cyklu Dni sądu i już teraz jestem ciekawa, dokąd Katarzyna Wierzbicka poprowadzi swoich bohaterów. Najbardziej podoba mi się umiejętne połączenie historii z fantastyką oraz fakt, że podczas lektury można zacząć zastanawiać się, czy przedstawione wydarzenia rzeczywiście są wyłącznie literacką fikcją. Może historia, którą znamy, wyglądała zupełnie inaczej? Może za niektórymi wydarzeniami rzeczywiście stały siły, o których nigdy się nie dowiedzieliśmy? Ta myśl bardzo mi się podoba i właśnie dlatego z jeszcze większą niecierpliwością czekam na kolejną część.
Odbiłam się od poprzednich książek autorki, ale tutaj zaintrygował mnie opis, po którym sądziłam, że będzie to coś w sam raz dla mnie. Niestety, dałam „Procesowi” szansę i bardzo się zawiodłam. Pomimo tylu napisanych książek na koncie, autorka wciąż nie potrafi trzymać się zasady „show, don’t tell”. Wszystko tu jest nam powiedziane, często w formie bardzo niezręcznych dialogów, które powstały tylko i wyłącznie na użytek czytelnika, bo autorka nie wiedziała, jak inaczej przemycić jakieś informacje. Nawet gdy dzieje się coś ważnego czy strasznego, nie czuć napięcia. Autorka momenty akcji pisze tak samo jak wszystkie inne – długimi, opisowymi zdaniami, które odbierają scenie dynamikę.
Przesłuchałam 7 rozdziałów audiobooka dostępnego na Storytel. Miałam skończyć po 6, bo nic się w nich nie działo, ale powiedziałam sobie, że dobra, przesłucham jeszcze jeden rozdział. I już miałam się ucieszyć, że wreszcie jest jakaś akcja, że coś się dzieje… i wtedy nasz bohater ma swój moment godny stereotypowego złola z kreskówki („Tak! Jestem zły! Jestem złolem! Wcale się tego nie spodziewaliście, co? Ha! Taki jestem zły! A zanim cię zabiję, najpierw dokładnie wyjaśnię ci co, jak, dlaczego i po co!). Wypadłoby to zdecydowanie lepiej, gdyby autorka nie miała czytelnika za głupka i nie czuła potrzeby wyrażenia tego tak bardzo wprost. Przeciętny czytelnik naprawdę potrafi się domyślić, co się tu święci, a pewne rzeczy zdecydowanie lepiej zostawić lekko niedopowiedziane, niż wyłożone jak krowie na rowie.
W ciągu tych 6-7 rozdziałów mamy 3 kilkuletnie przeskoki czasowe, z równoczesnym przeskokiem do innego bohatera. Przez to nie da się przywiązać ani polubić żadnego z nich – spędzamy z każdym zbyt mało czasu; po przeskoku czasowym jest nam powiedziane, co się zmieniło i zadziało przez ten czas, ale ponieważ nie jesteśmy świadkami tych wydarzeń, trudno jest się nimi przejąć. Nie polubiłam żadnej postaci, wszyscy są raczej antypatyczni, a ich losy są mi zupełnie obojętne.
Chciałam polubić się z tą książką, ale niestety, odbiłam się po raz kolejny i więcej szans tej autorce już nie będę dawać.
Kiedy przeczytałem, że „Proces” Katarzyny Wierzbickiej ma być powieścią fantasy osadzoną w alternatywnej historii Rzeczypospolitej Szlacheckiej, gdzie magia miesza się ze znanymi faktami historycznymi, czułem podskórnie, że czeka mnie dobra przygoda. I jak się pewnie domyślacie – tak właśnie było, a nawet lepiej.
Bardzo odpowiadają mi takie opowieści i tutaj właściwie wszystko zagrało. Wykreowany świat, w którym magia ma swoje miejsce i jest powszechnie używana, przynajmniej ta biała, został przedstawiony wiarygodnie i przekonująco. Osadzenie historii w realiach historycznych tylko dodaje mu autentyczności.
Podobnie jest z bohaterami, a szczególnie z pierwszoplanową postacią – licencjonowaną wiedźmą Konstancją Sawicką. Autorka zadbała również o tempo akcji. Przeskoki czasowe, które mogłyby irytować, w tym przypadku dodają powieści dynamiki.
Opowieść o magicznej rodzinie i podobnych jej istotach, stojących w opozycji do Wybrakowanych, czyli osób niemagicznych, daje podczas lektury naprawdę dużo frajdy. Walka dobra ze złem i jego demonami nie jest przy tym tak jednoznaczna, jak mogłoby się wydawać. Dobrym przykładem jest postawa brata Konstancji i jego poczynania.
Czasem jest tu brutalnie, czasem mrocznie, ale zawsze ciekawie. To kolejna książka o czarownicach, magii i procesach o czary, jaką przyszło mi czytać, ale bardzo cieszę się, że jej akcję osadzono w XVIII wieku i Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Po prostu lubię historie szlacheckie, a stworzenie ich alternatywnego wariantu czyni tę opowieść oryginalną.
Jestem zachwycony tą historią i z niecierpliwością będę czekał na ciąg dalszy, bo to dopiero pierwszy tom cyklu „Dni sądu”. Życzyłbym sobie więcej takich książek – takich, które sprawiają, że bez wyrzutów sumienia mogę spokojnie zarwać dla nich kawałek nocy.
Super przygoda. Polecam!
Egzemplarz uzyskałem w ramach współpracy barterowej z @wydawnictwo_mieta
Są takie autorki, których nazwisko na okładce właściwie wystarcza mi za rekomendację. Katarzyna Wierzbicka zdecydowanie należy do tego grona. Kiedy więc zobaczyłam, że wracamy do świata Iskier, nie potrzebowałam szczególnie długo się zastanawiać. Po prostu wiedziałam, że chcę tam ponownie zajrzeć. Proces jest początkiem nowego cyklu, ale jednocześnie pozwala wrócić do świata, który czytelnicy znający wcześniejsze książki autorki mogą już kojarzyć. I przyznam, że bardzo przyjemnie było ponownie zanurzyć się w tej rzeczywistości. Tym razem jednak Katarzyna Wierzbicka zabiera nas w nieco inną stronę. Zamiast współczesności dostajemy drugą połowę XVIII wieku, Rzeczpospolitą szlachecką, konfederację barską, procesy o czary i świat, w którym magia nie jest jedynie elementem fantastycznej opowieści, ale czymś, co realnie wpływa na życie zwykłych ludzi. A kiedy do prawdziwych wydarzeń historycznych dołożyć Iskry, magię, demony i konflikt pomiędzy tymi, którzy magią władają, a tymi, którzy jej nie posiadają, otrzymujemy mieszankę naprawdę interesującą. Proces jest bowiem powieścią fantastyczną, ale jednocześnie osadzoną w historii. Autorka bierze prawdziwe wydarzenia i wykorzystuje je jako fundament dla własnej opowieści. Konfederacja barska i proces o czary w Doruchowie stają się tłem dla opowieści o świecie, w którym ludzkie uprzedzenia, religijny fanatyzm, ambicja i strach mogą być równie niebezpieczne jak magia. Bo w świecie przedstawionym przez Katarzynę Wierzbicką zwykli ludzie żyją obok Iskier -osób obdarzonych mocą. I właściwie trudno się dziwić, że pomiędzy obiema grupami narasta konflikt. Ludzie boją się tego, czego nie rozumieją, Iskry z kolei nie mają powodów, by darzyć zwykłych ludzi szczególną sympatią. Do tego dochodzi religia i zgubny wpływ Kościoła, który zamiast łagodzić napięcia, często je podsyca. W efekcie otrzymujemy społeczeństwo, w którym bardzo łatwo wskazać „winnych”. A w takich okolicznościach niewiele potrzeba, żeby strach przerodził się w nienawiść. Autorka bardzo dobrze wykorzystuje ten mechanizm. Nie tworzy świata, w którym dobro i zło są prostymi, przeciwstawnymi siłami. Wręcz przeciwnie - granica między nimi jest mocno zatarta. I dotyczy to wszystkich bohaterów. Konstancja Sawicka, licencjonowana czarownica, jej brat Jerzy - ambitny i bezwzględny mag - a także Franciszek Brodzki, jezuita i uczony. Każde z nich ma własne cele, własne przekonania i własne powody, żeby podejmować takie, a nie inne decyzje. I nie są to bohaterowie, których można łatwo zaszufladkować. Są słabi i silni. Popełniają błędy. Ślepo ufają. Bywają egoistyczni. Czasem są gotowi poświęcić kogoś obcego, żeby ochronić osobę, na której im zależy. Mają swoje zalety, ale również całkiem pokaźny zestaw wad. Czyli, krótko mówiąc - zachowują się jak ludzie. I właśnie dzięki temu trudno jednoznacznie stwierdzić, kto w tej historii stoi po właściwej stronie. Autorka nie próbuje przedstawiać swoich bohaterów jako nieskazitelnych herosów walczących ze złem. Czasami to właśnie ich własne decyzje i ambicje stają się największym zagrożeniem. Zresztą pytanie, gdzie właściwie znajduje się prawdziwe zło, jest jednym z ciekawszych elementów tej historii. Czy kryje się w demonach? W magii? W ludziach, którzy jej nie rozumieją? A może przede wszystkim w tych, którzy są przekonani, że mają prawo decydować o innych? To już każdy musi sobie odpowiedzieć sam… Podobało mi się również samo połączenie historii Polski i fantastyki. Rozbiory, konflikty polityczne, religijne napięcia i magiczne spory to zestawienie, którego nie spotykam szczególnie często, a tutaj działa ono naprawdę interesująco. Czytając, miałam momentami wrażenie, że oglądam znaną historię Polski przez lekko przesunięte zwierciadło. Wydarzenia są znajome, ale obok nich funkcjonuje drugi, magiczny świat, który wpływa na losy bohaterów. I przyznam, że bardzo mi się to podobało. Warto jednak wspomnieć, że Proces to nie literackie Fast and Furious, choć bohaterowie ruszają w drogę i przez znaczną część powieści właśnie ona wyznacza rytm wydarzeń. Nie jest to jednak książka, która pędzi od jednej spektakularnej sceny do drugiej. Wręcz przeciwnie -Proces ma swoje tempo i zdecydowanie się z nim nie spieszy. Mnie to nie przeszkadzało. Lubię historie, które pozwalają sobie na spokojniejsze tempo, szczególnie kiedy mają rozbudowany świat i kilku bohaterów, których trzeba odpowiednio przedstawić. Ale jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie każdy czytelnik będzie z tego powodu zachwycony. Jeżeli ktoś oczekuje szybkiej, pełnej zwrotów akcji, może mieć poczucie, że Proces zbyt długo rozpędza się do właściwej prędkości. Mam natomiast jedno małe zastrzeżenie, które wynika właściwie z samego opisu książki. Sięgając po Proces, spodziewałam się, że historia mocniej skoncentruje się na Konstancji i samych procesach o czary. Tymczasem powieść rozkłada uwagę znacznie szerzej. Dostajemy kilka perspektyw, kilka historii i sporo miejsca poświęconego na światotwórstwo. Nie uważam jednak, żeby było to wadą. Po prostu moje oczekiwania były trochę inne. I właściwie cieszę się, że autorka zdecydowała się opowiedzieć większą historię, zamiast zamknąć wszystko wyłącznie wokół jednej bohaterki i jednego wydarzenia. Tym bardziej że jest to dopiero pierwszy tom cyklu Dni sądu. Mam więc poczucie, że Proces jest w dużej mierze przygotowaniem gruntu pod to, co dopiero ma się wydarzyć. Poznajemy świat, jego zasady, konflikty i bohaterów. Nie wszystkie odpowiedzi dostajemy od razu, ale właśnie dzięki temu zostaje sporo przestrzeni na kolejne części. A ja zdecydowanie chcę sprawdzić, dokąd autorka nas zabierze. Podsumowując: Po lekturze Procesu zostałam przede wszystkim z poczuciem, że był to bardzo przyjemny powrót do świata Iskier, a jednocześnie ciekawy początek nowej historii. Katarzyna Wierzbicka ponownie pokazuje, że potrafi stworzyć świat, w którym fantastyka nie jest oderwaną od rzeczywistości dekoracją, ale elementem mocno splecionym z ludzkimi problemami. Dostajemy magię, demony, historyczne wydarzenia, konflikty religijne, podróż, politykę i bohaterów, którzy mają zdecydowanie więcej odcieni niż proste „dobry” i „zły”. I choć po przeczytaniu opisu spodziewałam się nieco innego rozłożenia akcentów, nie czuję się tym rozczarowana. Wręcz przeciwnie - jestem ciekawa, co autorka zrobi z tym wszystkim dalej. Bo jeśli Proces jest dopiero początkiem, to bardzo chętnie sprawdzę, dokąd prowadzi ta droga. Za egzemplarz recenzencki dziękuję Autorce Katarzynie Wierzbickiej oraz Wydawnictwu Mięta #współpracarecenzencka #współpracabarterowa #współpracareklamowa
Książki autorski uwielbiam, a gdyby za zachwyt nad książkami stawiano przed sądem, to po „Procesie” dostałabym dożywocie. I jeszcze polecałabym go współwięźniom. 😂🖤 Katarzyna Wierzbicka napisała historię, przy której mam ochotę łapać ludzi za rękaw i mówić: „Nie czytasz fantastyki? Dobrze, ale najpierw sprawdź TO, a potem wrócimy do rozmowy!”. Wydany przez Miętę „Proces” zachwycił mnie połączeniem mroku, ludzkich dramatów i magii, która zdecydowanie nie służy tutaj do ułatwiania sobie życia. Chociaż przy takim towarzystwie zaklęcie na święty spokój miałoby zapewne niezłe wzięcie. Przenosimy się do drugiej połowy XVIII wieku, do alternatywnej Rzeczypospolitej, szlacheckiej. W tle pojawiają się konfederacja barska oraz proces o czary w Doruchowie, a w tę historyczną rzeczywistość autorka wplata ludzi obdarzonych magicznymi zdolnościami. Poznajemy Konstancję Sawicką, licencjonowaną czarownicę, jej brata Jerzego, ambitnego i bezlitosnego maga oraz Franciszka Brodzkiego, jezuitę i uczonego. Ich losy przecinają się, choć każde zmierza w swoją stronę i inaczej rozumie to, o co warto walczyć. „Proces” otwiera cykl „Dni sądu”, więc już sam tytuł serii sugeruje, że z tym spokojem może być pewien problem. Mega podoba mi się, że bohaterowie mają tutaj własne przekonania, słabości i powody, dla których podejmują określone decyzje. Obserwujemy ich dojrzewanie, a później także konsekwencje wcześniejszych wyborów. Konstancja, Jerzy i Franciszek nie mieszczą się wygodnie w szufladkach z napisem „dobry” albo „zły”. Człowiek chciałby już kogoś ocenić, wydać czytelniczy wyrok i przejść dalej, a tu trzeba jeszcze zastanowić się nad okolicznościami. No, bardzo nieuprzejmie ze strony autorki. Ja tu przyszłam zachwycać się książką, a dostałam również pracę dla sumienia! Szczególnie cenię takie postacie, których postępowanie mogę próbować zrozumieć, nawet gdy zupełnie się z nim nie zgadzam. Dzięki nim historia ma ciężar, a relacje znaczą więcej niż kolejne spotkania potrzebne do przesunięcia fabuły. Sam pomysł na świat również zasługuje na wielkie brawa. Magiczne zdolności Iskier budzą nieufność, a między nimi i ludźmi pozbawionymi mocy narasta wrogość. Dar, który w innej opowieści byłby spełnieniem marzeń, tutaj może przysporzyć poważnych kłopotów. Autorka pokazuje rzeczywistość przesiąkniętą lękiem, uprzedzeniami i walką o pozycję. Do tego dorzućcie demony oraz brutalność, więc uprzedzam: pod moim naprawdę wielkim entuzjazmem kryje się polecenie mrocznej historii. To świat, w którym zdecydowanie wolę przebywać jako czytelniczka, choć fajnie byłoby, chociaż na chwilę przenieść się tam, oczywiście wiedząc, że wrócę do normalnego świata, pijąc kawę i dla mojego bezpieczeństwa przy zamkniętych drzwiach 🖤. Co najmocniej przemawia do mnie, to jakie pytania można z tej opowieści zabrać do własnego życia. Jak łatwo uznać kogoś za zagrożenie tylko dlatego, że jest inny? Ile krzywdy potrafimy usprawiedliwić przekonaniem o własnej racji? W którym momencie ambicja przestaje nas rozwijać, a zaczyna pożerać wszystko dookoła? Czytając o takim świecie, trudno nie pomyśleć o naszym. Dziś również potrafimy osądzić człowieka, zanim zechcemy go wysłuchać i uwierzyć w wygodne oskarżenie szybciej niż w niewygodne wyjaśnienie. Dla mnie „Proces” jest więc także przypomnieniem, żeby przyjrzeć się własnym reakcjom. Zwłaszcza wtedy, gdy z wyjątkową pewnością wskazujemy palcem cudze błędy. Uważam, że tę książkę powinno przeczytać szersze grono czytelników, by przypomnieć sobie, co i jak. 🖤 Chciałabym polecić tę książkę również osobom, które na widok słowa „fantasy” odruchowo wycofują się w stronę innej półki. Tutaj można wejść przez zainteresowanie historią, przez ciekawość bohaterów, przez upodobanie do trudnych wyborów i opowieści o ludzkiej naturze. Nie trzeba zaczynać od miłości do magii. Mnie zachwyca to, że jest o czym myśleć i co przeżywać także poza fantastyczną warstwą tej historii. A przystępny język pomaga zanurzyć się w dawnych realiach bez poczucia, że przed lekturą należało zaliczyć dodatkowy semestr studiów. Wiem, że powtarzam się, ale naprawdę jestem ogromnie zachwycona i chciałabym, aby ten tytuł trafił daleko poza grono stałych czytelników fantastyki. Katarzyna Wierzbicka daje mnóstwo powodów, by wejść do jej świata, a potem jeszcze długo zastanawiać się nad tym, co się w nim wydarzyło. W moim prywatnym procesie o zasługi dla czytelniczej radości wyrok jest jednogłośny: winna. Polecać bez zawieszenia. ⚖️🖤.
Od dawna miałam w planach zapoznanie się z twórczością Katarzyny Wierzbickiej. Okazja trafiła się przy premierze jej najnowszej powieści pt. „Proces”.
Konstancja Sawicka to profesjonalna czarownica, która najchętniej spędzałaby swój czas w przydomowym ogródku. Niebezpieczny świat nie daje jej jednak takiej możliwości, za każdym rogiem zdają się czaić bowiem demony. Do tego dochodzi jej rządny władzy brat Jerzy, którego idee balansują na krawędzi herezji. Konstancja ma na głowie także siostrę Teresę, odrobinę naiwną dziewczynę, której los nie obdarzył magią. W tle tych rodzinnych perypetii rozgrywa się konfederacja barska ważąca na losach Polski.
Powieść Katarzyny Wierzbickiej to początek cyklu Dni sądu. Pojawia się w niej więc sporo elementów wprowadzających, zarysowujących świat przedstawiony. Autorka umiejętnie balansuje niezbędną ekspozycję nowego uniwersum ze znaczą dawką intryg i akcji. Poznawanie tego magicznego świata, osadzonego w prawdziwych realiach historycznych, to prawdziwa przyjemność. Czytelnik odczuwa, że każda postać, każde wydarzenie pojawia się w tej opowieści w konkretnym celu.
Jeśli o postaciach mowa, to na wyróżnienie niewątpliwie zasługuje całe rodzeństwo Sawickich. Każde z nich ma swój temperament, odmienne ambicje i obawy. Konstancja jest silną, ale niepozbawioną empatii kobietą. Ta bohaterka stanowi oś „Procesu” jednocześnie pozostawiając miejsce dla innych osób. Jerzy to z kolei czarodziej, którego trudno jednoznacznie ocenić. To postać szara moralnie, choć momentami jego działania przechylają szalę na konkretną stronę. Co do Teresy miałam najmniej oczekiwać, ale i tutaj autorka miała plan na swoją bohaterkę. Postaci pozamagiczne zaciekawiły mnie odrobinę mniej, jednak ich perspektywa ma ogromne znaczenie dla całości historii.
„Proces” to kreatywne podejście do historii i znanych motywów fantasy. Świat w powieści Wierzbickiej jest jednocześnie realistyczny, jak i mityczny. Społeczeństwo, w którym przyszło żyć bohaterom, mierzy się z wewnętrznymi podziałami, kryzysami i nienawiścią panującą między istotami magicznymi – Iskrami i zwykłymi ludźmi. Poza fascynującą osią książki fantasy autorka oferuje więc też pewien subtelny komentarz społeczny, przestrzeń do refleksji nad światem i człowieczeństwem.
"Proces" autorstwa Katarzyny Wierzbickiej to pierwszy tom nowego cyklu "Dni sądu", który opowiada alternatywą historię osiemniastowiecznej Polski, w której istnieją Iskry, a osoby pozbawione magii nazywane są Wybrakowanymi. Powieść ta ukazała się nakładem Wydawnictwa #MintWitch, czyli fantastycznego imprintu Wydawnictwa Mięta.
Gdy zobaczyłam zapowiedź książki bardzo byłam ciekawa jak autorka przedstawi tamte realia, nie tylko wplatając w nie magię, ale również z główną bohaterką w czasach tak nieprzychylnym kobietom. Muszę przyznać, że wyszło bardzo ciekawie, a historyczne wątki bardzo fajnie przeplatały się z fikcją literacką. Autorka bardzo ciekawie ukazała więzi rodzinne i społeczność Iskier, a jednocześnie niechęć zwykłych ludzi do tych obdarzonych magią. W tle tego wszystkiego czai się groza, jaką ze sobą niosą demony atakujące ludzi, a również polowania na czarownice i procesy o czary.
Postacie są ciekawie wykreowane i bardzo różnorodne, a wokół każdej z nich skupiają się inne kluczowe dla fabuły wątki. Bardzo jestem ciekawa jak w kolejnych częściach zostaną one rozwinięte i poprowadzone, a również mam nadzieję, że dane nam będzie śledzić przemianę bohaterów.
Książka ogromnie mnie wciągnęła i bardzo szybko ją przeczytałam. Styl opowieści autorki bardzo mi zawsze odpowiadał więc i tym razem nie było inaczej. Jeśli miałabym się czegoś przyczepić to przeskoków w czasie, ale to tylko moje indywidualne odczucie, bo chętnie bym została dłużej i zobaczyła jak dane sytuacje się dalej rozwinęły, a dzięki temu spędziła więcej czasu w stworzonym przez autorkę świecie.
Osobiście jestem zadowolona z lektury i czekam na więcej. Zachęcam Was do sięgnięcia po tą książkę.
Sama nie często czytam fantastykę, którą czerpię z historii, ale tym razem zaryzykowałam i nie żałuję. Nie wszystko było idealne, jednak na tyle dobre, że z przyjemnością mogę polecać Wam tą książkę.
Coraz ciekawsze stają się dla mnie książki, których akcja dzieje się w Polsce. Tutaj mamy XVIII- wieczną Rzeczpospolitą, w której istnieje magia, demony i religia, która nie wybacza wychodzenia poza utarty i pilnie strzeżony kanon.
Główna bohaterka skradła moje serce swoim uporem, siłą i dążeniem do celu mimo, że konsekwencje mogą być opłakane. To nie jest przyjemna historia, często zmusza do myślenia, jest brutalna, bezwzględna i mroczna. Pokazuje do czego prowadzi fanatyzm, pogarda dla słabszych i nienawiść do tych, którzy mają więcej.
Akcja jest dynamiczna, jest tu sporo przeskoków czasowych, jednak co najważniejsze są na tyle dobrze usytuowane i wykreowane, że nie zgubicie wątku. Częsta zmiana czasu, postaci czy miejsca pomogła mi zrozumieć i zobaczyć pełny obraz tego co spotyka bohaterów, szczególnie Konstancję.
Małym minusem, który zaniżył moją ocenę, to trochę zbyt duże zarzucanie informacją. Wolałabym uczestniczyć w wydarzeniach niż słyszeć o nich z ust bohaterów. Całe szczęście ten drobny szczegół nie zespół mi zabawy. Wciągnęłam się w historię, zaangażowałam i polubiłam bohaterów, których los nie okazał się cukierkowy, a magia nie zawsze przynosi tylko dobro.
Cieszę się, że to zaledwie pierwszy tom, bo z chęcią dowiem się co dalej i poznam rozwinięcie wątków, które nie zostały rozwinięte do końca.
Troszkę się miotałem z tym, jak ocenić te książkę.
Bardzo podobało mi się stworzenie tego świata, dopisanie Iskr do innowierców i oddanie klimatu. Widać fascynację historią, kulturą, modą, szczególnie słowach od autorki na końcu. Love me some history nerds!!!
Jednocześnie środek książki mi się jakoś wyjątkowo dłużył. Po świetnym otwarciu jakoś przeszkadzały mi te skoki czasowe i częste zmiany pov, byłem odrobinę zagubiony. Nie byłem pewien jaka jest struktura książki i do czego to wszystko zmierza. Na szczęście mocny finał wynagrodził mi to.
Nie wiem też trochę co myśleć o głównych postaciach, właściwie nie czuję do nich sympatii ani im nie kibicuję, chyba tylko Teresa i zmiennokształtny chłopak jakoś przyciągali moją uwagę.
Na olbrzymie wyróżnienie zasługuje też lektorka; Diana Giurow, która tak świetnie udawała różne stare baby czy wkurzone Piecuchy (może to były jakieś inne pomocne skrzaty) że za każdym razem miałem banana na twarzy słysząc je.
Cos świeżego i przyjemnego, oby więcej takich fikcji historycznych.
Pióro Wierzbickiej jest lekkie i bardzo przyjemne, dzięki czemu książkę czyta się szybko i łatwo się odnaleźć w przedstawionych realiach, mimo ich mocnego osadzenia w polskiej historii. Sam koncept na splecenie faktów i postaci historycznych z magią i słowiańskimi wierzeniami niesamowicie mi się podobał i jestem bardzo ciekawa kontynuacji. Moim jedynym zarzutem wobec „Procesu” są naprawdę duże skoki czasowe pomiędzy przedstawionymi wydarzeniami. Gdy poczułam, że wreszcie rozgaszczam się w konkretnym miejscu i czasie, autorka wyrywała mnie z tego wątku by przeskoczyć kilka lat i wrzucić mnie w wir kolejnej historycznej zamieci. Sprawiło to, że ciężko mi się było przyzwyczaić do bohaterów, nie nawiązałam z nimi tak silnej więzi, jakiej mogłabym się spodziewać po postaciach mimo wszystko doskonale opracowanych.
Wow... Książka niesamowicie wciągając i ciekawa. Zakończenie mocne i oszałamiające. Cudowna książka. Szkoda tylko, że niektóre relacje nie były troszkę głębsze.
Jeszcze raz, bo mi usunęło... Fabuła całkiem mi się podobała, bo historia polski gdzie jest magia, królowie (faktyczni!) i krucjata przeciwko Iskrom? SIGN ME UP! Postacie też były fajnie napisane. Mam lekkie... Hm... Jakby to powiedzieć. Trochę dziwnie było dla mnie, że nagle dwójka bohaterów uznała, że cimcirimci z dupy będzie fajne... Jak do tego doszło nie wiem 🧍. A i młodszej siostry głównej bohaterki to już miałam dosyć. Miałczy cały czas, a potem się rucha z chłopem (status społeczny jak i płeć) w dzień pogrzebu ojca XDDDDD ja pierdole po prostu. Będę zapewne czytać co się dalej wydarzy bo, no ciekawa jestem 👁️👁️.
4/5 🌟
This entire review has been hidden because of spoilers.