Jump to ratings and reviews
Rate this book

Listy z Rosewood

Rate this book

392 pages, Paperback

Published May 29, 2026

Loading...
Loading...

About the author

K.M. Serafin

5 books4 followers

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
2 (66%)
4 stars
1 (33%)
3 stars
0 (0%)
2 stars
0 (0%)
1 star
0 (0%)
Displaying 1 - 2 of 2 reviews
Profile Image for Luna_between_pages_.
37 reviews
July 21, 2026
🐴„Byłaś moją ostoją, moim światłem w ciemności.
Twoje ramiona były miejscem, w którym znajdowałem ukojenie, a twoje słowa dawały mi nadzieję, że jakoś sobie poradzę.”

💌 Czasem człowiek przyjeżdża gdzieś tylko na chwilę, przekonany, że dokładnie wie, czego chce. A potem jedno miejsce, jedna decyzja i jedna osoba sprawiają, że cały misternie ułożony plan zaczyna tracić znaczenie.

🐴Laura przyjeżdża do Rosewood z bardzo konkretnym zamiarem. Po prababci dziedziczy dom, z którym nie wiążą jej ciepłe wspomnienia, dlatego chce jak najszybciej doprowadzić go do porządku, sprzedać i wrócić do swojego życia.

Nie planuje zostawać.

Nie planuje przywiązywać się do tego miejsca.

I zdecydowanie nie planuje wpuszczać do swojego życia Adama.

Ich pierwsze spotkanie nie należy do najłatwiejszych, a późniejsze okoliczności sprawiają, że Laura zostaje wciągnięta w codzienność Rosewood znacznie mocniej, niż mogłaby przypuszczać. Dom wymaga remontu, miasteczko zaczyna odkrywać przed nią swój urok, a Adam, choć początkowo działa jej na nerwy, krok po kroku staje się kimś, kogo coraz trudniej ignorować.

Tylko że Laura ma swoje plany, ambicje i życie, do którego miała wrócić.

A Rosewood zaczyna dawać jej coś, czego do tej pory tak naprawdę nie miała.

👩🏼Laura była bohaterką, którą rozumiałam coraz bardziej z każdym rozdziałem.

To dziewczyna ambitna, samodzielna i przyzwyczajona do tego, że musi radzić sobie sama. Ma w sobie dużo siły, ale też sporo lęku. Nie ufa łatwo. Nie prosi o pomoc. Często próbuje wszystko kontrolować, bo tylko wtedy czuje, że nic jej się nie rozsypie.

I właśnie dlatego jej pobyt w Rosewood tak mocno na nią działa.

Nagle trafia do miejsca, gdzie ludzie interesują się sobą nawzajem. Gdzie codzienność wygląda zupełnie inaczej niż ta, którą znała. Gdzie ktoś może podać jej rękę nie dlatego, że czegoś od niej oczekuje, ale dlatego, że po prostu chce być obok.

Laura nie zmienia się z dnia na dzień.

I bardzo mi się to podobało.

Jej przemiana jest powolna, czasem niepewna, momentami pełna zaprzeczania. Widać, że walczy sama ze sobą, bo jedna część jej chce uciekać, a druga zaczyna czuć, że może właśnie tam znalazła coś, czego zawsze jej brakowało.

🧑🏽‍🦱 Adam to bohater, który ma w sobie ten rodzaj spokoju, przy którym człowiek od razu mięknie.

Jest związany z Rosewood, z rodziną, z prostą codziennością i wartościami, które dla Laury początkowo są czymś zupełnie obcym. Nie jest typem bohatera, który musi robić wielkie wejście, żeby zwrócić na siebie uwagę. On po prostu jest.

Pomaga.

Zauważa.

Daje poczucie stabilności.

A przy tym nie jest przesadnie wygładzony. Bywa uparty, czasem zbyt dumny, czasem podejmuje decyzje, które potrafią zaboleć. I właśnie dzięki temu wypada prawdziwie. Nie jako idealny książkowy mężczyzna, ale jako ktoś, kto też ma swoje granice, emocje i momenty, w których zwyczajnie się gubi.

Bardzo lubię takich bohaterów.

Takich, którzy nie muszą krzyczeć o swoich uczuciach, żeby czytelnik je poczuł.

👩🏼🧑🏽‍🦱 Relacja Laury i Adama rozwija się w sposób, który totalnie trafił w moje serce.

Nie ma tutaj pośpiechu. Nie ma nagłego „kocham cię” po kilku stronach. Jest za to powolne oswajanie się ze sobą. Trochę przekory, trochę napięcia, trochę nieporozumień i coraz więcej momentów, które pokazują, że między nimi zaczyna rodzić się coś ważnego.

Uwielbiałam obserwować, jak ta dwójka stopniowo opuszcza gardę.

Jak Laura, mimo całej swojej niezależności, zaczyna dopuszczać do siebie myśl, że nie zawsze musi być sama.

Jak Adam, mimo własnej dumy, coraz mocniej angażuje się w coś, co wymyka mu się spod kontroli.

Ich relacja ma w sobie ciepło, ale też ciężar. Bo to nie jest tylko słodka historia o dziewczynie i chłopaku z małego miasteczka. To opowieść o tym, co dzieje się wtedy, gdy uczucie zostaje wystawione na próbę przez życie, ambicje, odległość i niewypowiedziany żal.

I to bolało.

Ale bolało w ten dobry, książkowy sposób.

🐴 Bardzo mocnym elementem tej historii jest klimat.

Autorka bardzo dobrze oddała klimat małej społeczności — trochę plotkarskiej, trochę wścibskiej, ale jednocześnie pełnej ciepła. Rosewood ma w sobie coś swojskiego, spokojnego i letniego. Coś, co sprawia, że razem z Laurą zaczynamy patrzeć na to miejsce nie jak na obowiązek, ale jak na przestrzeń, do której można się przywiązać.

💌 No i listy.

To one dodają tej książce wyjątkowego ciężaru emocjonalnego.

Nie chcę zdradzać za dużo, ale ich obecność sprawia, że cała historia nabiera drugiego dna. Przeszłość nie jest tu tylko wspomnieniem. Ona cały czas wpływa na teraźniejszość, wraca w słowach, decyzjach i sekretach, które po latach nadal potrafią zmienić czyjeś życie.

Czytałam te fragmenty z ogromnym przejęciem.

Było w nich coś delikatnego, a jednocześnie bardzo bolesnego. Coś, co przypomina, że czas nie zawsze zamyka pewne sprawy. Czasem tylko przykrywa je ciszą, dopóki ktoś nie odważy się jej przerwać.

🐴 „Listy z Rosewood” to książka o miłości, ale nie tylko tej romantycznej.

To także historia o rodzinie, której czasem szuka się całe życie. O poczuciu przynależności. O decyzjach, które mogą zmienić wszystko. O ranach, których nie widać od razu. I o tym, że czasami najtrudniej jest przyznać przed samym sobą, czego naprawdę się pragnie.

Ta książka wielokrotnie mnie wzruszyła.

Były momenty, przy których się uśmiechałam. Były takie, które rozgrzewały serce. Ale były też sceny, które ścisnęły mnie za gardło i sprawiły, że musiałam na chwilę zatrzymać się po przeczytaniu.

A zakończenie?

Złamało mnie emocjonalnie.

Nie chcę zdradzać nic więcej, ale powiem tylko tyle: to jedna z tych końcówek, po których człowiek siedzi jeszcze chwilę w ciszy i próbuje poukładać sobie wszystko w głowie.

To piękna, ciepła i poruszająca opowieść o uczuciach, które przychodzą nieproszone, o miejscach, które zmieniają ludzi, i o słowach, które potrafią przetrwać więcej, niż nam się wydaje.

Kinga stworzyła historię pełną emocji, nostalgii i bohaterów, którym trudno nie kibicować.

Dla mnie to książka, która zostaje w sercu na długo.

💌 Jestem naprawdę dumna, że mogłam objąć „Listy z Rosewood” patronatem. Kiniu jestem z Ciebie mega dumna i podziwiam Twoją cierpliwość i walkę o tą książkę.

💜Motywy jakie tu znajdziecie to💜:
💌 podwójna linia czasowa
💌listy
💌fake dating
💌found family
💌second chance
💌lata 70 i 80
Profile Image for Readwithvera.
5 reviews
August 30, 2026
Przepiękna historia, z której wręcz wylewa się wiejski klimat, który koi duszę. Polubiłam ją właśnie za to, że dzięki niej przypomniałam sobie swoje dziecinstwo. Choć nadal mieszkam na wsi, to to już niestety nie to samo co kiedyś. Dzięki tej książce poczułam ten zapach, klimat, spokój i masę dobrych wspomnień.

Listy z Rosewood to książka, która otuli was ciepłem, ale i bolesna. Najbardziej boli, kiedy zrozumiesz sam tytuł, kiedy dotrzesz do kulminacyjnego momentu, kiedy wzruszenie zmienia się w płacz pełen bólu... Nie powiem, że nie złamała mi serca, bo właśnie to zrobiła. Sam koniec czytałam z dobre półgodziny, bo zalewałam się łzami i ledwo cokolwiek widziałam, a serce mnie niemiłosiernie bolało. Już myślałam, że temu nie podobłam, ale udało mi się.

To było moje pierwsze spotkanie z twórczością K.M. Serafin i muszę przyznać, że udane. Polubiłam styl pisania autorki i sposób w jaki tworzy historię. Natomiast jedyne co początkowo mi przeszkodziło to forma narracji. Mamy ją w trzeciej osobie i bałam się, że nie dam sobie z nią rady, bo nie jestem jej zwolennikiem, ale z rozdziału na rozdział zaczynałam się przekonywać i w końcu zrozumiałam, że ten cały klimat jest stworzony właśnie dzięki niej. Zaczęłam płynąć przez te historię. Otulona przez klimatyczne Rosewood i głównych bohaterów.

Relacja bohaterów już na samym początku zostaje nam ukazana jako dość burzliwa, bo jest pomiędzy nimi zgrzyt. Dopiero później docieramy do ich początków. Ich pierwsze spotkanie jest zabawne, bo zmusza ich do udawania pary przed mieszkańcami Rosewood. No bo jak wiemy mniejsze mieściny z reguły mają taką zależność, że plotki rozchodzą się, jak świeże bułeczki, każdy zna każdego i wie na jego temat więcej, niż by się czasem chciało. I to jest taki zapalnik do tworzącego się pomiędzy nimi uczucia. Bawiły mnie ich rozmowy, bo nigdy nie obyło by się bez małej sprzeczki. Poza tym napięcie tworzące się pomiędzy nimi i ich unikanie siebie nawzajem sprawiało, że czasem miałam ochotę wejść do tej książki i nimi potrząsnąć, ale był też tego pewien powód, dlaczego działo się tak, a nie inaczej.

Ta dwójka bohaterów skradła moje serce. W jakiś sposób się z nimi zżyłam i pragnęłam tylko więcej tych ich momentów na, kiedy się sprzeczali lub udawali zakochanych, choć jedno z nich po części nie udawało. Byli zabawni, a w tym wszystkim totalnie uroczy.

Każdy moment w miasteczku Rosewood był miodem na me serce. Wracam cały czas myślami do każdego z nich i już za tym tęsknię. Gdybym mogła, to przeniosłabym się tam i już nie wracała.

Książka jest naprawdę dobra, wciągająca i pozwalająca na chwilę wytchnienia. Choć zakończenie jej boli i boleć będzie, to ma swój urok i niesamowite piękno.

Ja polecam!
Displaying 1 - 2 of 2 reviews