W powojennej Polsce to opowieść o życiu codziennym w niezwykłym okresie historii naszego kraju, jakim były pierwsze lata po zakończeniu drugiej wojny światowej. Pomimo wielkich zniszczeń, bolesnych zmian ustrojowych, jakie nastąpiły wraz z dostaniem się Polski pod bezpośredni wpływ ZSRR, radość z końca wojny była powszechna. Naród polski, choć stopniowo przegrywał walkę o polityczną niezależność, przejawiał niezwykłą wolę życia, pragnienie normalności, zdumiewającą przedsiębiorczość.
Zanim nastąpiło całkowite zapadnięcie „żelaznej kurtyny”, pełne umocnienie niechcianej przez większość społeczeństwa władzy ludowej, można było obserwować w Warszawie, a także w innych miastach, fenomenalne zjawisko odradzania się życia w ruinach. Rozkwitał handel, rzemiosło, wyrastały jak grzyby po deszczu kawiarnie i jadłodajnie. Do kraju wracali rodacy z różnych zakątków świata, odnajdywały się rodziny. O tych latach opowiada popularny serial Czas honoru. Książka przedstawia znakomity opis życia codziennego, przepleciony fragmentami wspomnień, dzienników, listów i artykułów prasowych z tamtego okresu.
Może wykażę się w tym miejscu swoją ignorancją, ale wartość tej książki nie wychodzi daleko ponad poziom zaledwie poprawnie napisanej pracy magisterskiej. Ośmielę się również dodać, że ilość błędów językowych i ogólny chaos, skakanie po tematach i skupienie się - wbrew temu, co sugeruje opis - na życiu powojennym głównie prominentów i bohemy (w każdym razie aspekty bytowania zwykłych "zjadaczy chleba" pozostają w cieniu obszernie opisywanych przypadków poetów i pisarzy) skreślają - dla mnie - tą książkę, jako obiektywne i rzetelne źródło wiedzy o życiu w Polsce w opisywanym tutaj okresie.
Na plus kilka ciekawostek i dość interesujący rys polityczno-gospodarczy sytuacji w Polsce po zakończeniu drugiej wojny światowej. Ogólnie jednak, mimo swej niewielkiej objętości jest to lektura dość męcząca i słabo napisana.
Maja i Jan Łozińscy, specjaliści dotychczas wnikliwie eksplorujący przedwojenną obyczajowość Polaków, tym razem wydobywają z powojennych gruzów wzruszające obrazy odradzających się miast.
Rok 1945. Większość ziem Drugiej Rzeczypospolitej przeszła spod okupacji hitlerowskiej pod panowanie Armii Czerwonej. 80% zabudowań w stolicy, w wyniku wojny, powstania w getcie i powstania warszawskiego, zostało zrównane z ziemią. Gdzieś w ruinach, ciemności, głodzie i mrozie, ukryta była garstka mieszkańców. Nie było ich więcej niż tysiąc. Tak między innymi, w kryjówce w Alejach Niepodległości, bez jedzenia, wśród myszy i szczurów, ukrywał się Władysław Szpilman. Przy okazji wciąż mam przed oczami wstrząsające sceny z filmu Polańskiego, obrazujące dramat tamtych dni. Ulice pełne zwłok w strzępach ubrań, porozrywanych drutów telefonicznych i tramwajowych, resztek popalonych mebli, książek, zbitych naczyń. Przetrwałymi budynkami "zaopiekowali się" szabrownicy. Dawni mieszkańcy rozpoczęli powroty już w pierwszych dniach po wyzwoleniu z niemieckiej okupacji. Do miejsc gdzie nie mieli ani rodziny, ani sąsiadów, ani znajomych. Wykorzystywali każdą przestrzeń, dającą namiastkę schronienia. W zrujnowanym mieście tracili orientację. Charakterystyczne punkty jak PASTA czy Prudential praktycznie przestały istnieć.
Wydarzenia polityczne lat 1945-1948 stanowią tło niezwykłej opowieści, gdzie radość z wypędzenia Niemców przenika ze strachem przed komunizmem, (później terrorem NKWD i urzędów bezpieczeństwa).
W tej atmosferze rozpoczyna się odgruzowywanie Warszawy, pierwsze transporty miejskie rikszami lub wozami konnymi (polska stolica otrzymała w prezencie od Stalina dwanaście trolejbusów, a pierwszy kurs w styczniu 1946 przejechał z Placu Unii Lubelskiej na Trębacką).
Stolica w niewiarygodnym tempie wraca do życia. Odradza się handel, wznawia działalność Dom Towarowy Braci Jabłkowskich, fabryka słodyczy Wedla, rusza wydawanie prasy i książek. W Łodzi i Krakowie budzi się do życia kultura i domy dla literatów. Na potęgę pije się bimber i wódkę, modne staje się palenie papierosów "Nysa" i "Triumf".
"Obiektem, który najszybciej odbudowuje się w Warszawie, jest niewątpliwie kobieta."
Książka Łozińskich znakomicie spina "Dzienniki" Dąbrowskiej, Nałkowskiej, wspomnienia Hłaski, Tyrmanda, prasę z tego okresu: "Życia Warszawy", "Przekroju", "Odrodzenia", publikacje Andrzejewskiego, Iwaszkiewicza, Zaremby, a przede wszystkim fotografie, których wcześniej nie znałam, a robią piorunujące wrażenie.
Fantastyczna, mądra, wzruszająca książka. Do zdecydowanego polecenia.