Nie wierz matce, gdy obiecuje, że będzie po płaskim. Szczególnie własnej.
Zwłaszcza jeśli tą matką jest osoba, która uważa, że urlop zaczyna się przed świtem, odpoczynek najlepiej mierzyć krokami, a prawdziwie udany dzień to ten, kiedy człowiek zastanawia się, czy jeszcze kiedykolwiek da radę podnieść nogę. Gdyż wakacje z matką mogą być jednocześnie szantażem emocjonalnym, treningiem cardio i jedną z najpiękniejszych świeckich tradycji.
Katarzyna Czajka-Kominiarczuk od lat jeździ z mamą w Tatry. Nie po to, żeby zdobywać szczyty, bić rekordy i opowiadać o heroicznych wyprawach. Raczej po to, żeby iść. Czasem pod górę, czasem w dół, czasem „zupełnie po płaskim”, czyli tak, jak „po płaskim” rozumie matka. Po drodze są szarlotki, krokomierze, zakopiańskie busiki, hotele z poprzedniej epoki i dramatyczne prognozy pogody. No i ta szczególna forma rodzinnej bliskości, w której jedna osoba mówi „jeszcze tylko kawałek”, a druga wie, że to kłamstwo, ale i tak idzie dalej.
Dla wszystkich, którzy wiedzą, że rodzinę poznaje się nie przy świątecznym stole, ale na siedemnastym kilometrze krótkiego spaceru.
Absolwentka historii i socjologii. Od 2009 na blogu „Zwierz popkulturalny” (w 2012 roku wybranym blogiem Blogerów w konkursie Blog Roku) pisze o serialach, filmach i wszystkim, co związane z kulturą popularną. Oddana wielbicielka produkcji BBC i Batmana. Poza nałogowym oglądaniem filmów i seriali oraz czytaniem komiksów, pisze doktorat na ISNS UW i zajmuje się naukowo kinem polskim w dwudziestoleciu międzywojennym.