Lata dwudzieste XX wieku w Nowym Orleanie, mieście jazzu, karnawału i śmierci.
Gdy młoda Lilly Straub wraz z siostrą przybywa do Nowego Orleanu, wydaje się jej, że trafiła do miejsca stworzonego do zabawy: ulicami płyną dźwięki muzyki, powietrze pachnie przyprawami, a zbliżające się Mardi Gras obiecuje noc pełną magii. Jednak w cieniu barwnych parad czai się coś znacznie mroczniejszego.
Pogrzeby przypominają święto: są głośne, roztańczone i piękne, jednak gdy w mieście zaczynają umierać kolejne kobiety, radosne kondukty zaczynają budzić niepokój.
Lilly słyszy w swojej głowie rytm bębnów, który prowadzi ją coraz głębiej w świat voodoo, starych wierzeń i niebezpiecznych namiętności, a spotkanie z tajemniczym mężczyzną może okazać się początkiem czegoś, czego nie da się już zatrzymać.
Bo w Nowym Orleanie granica między życiem a śmiercią bywa zaskakująco cienka.
Ta książka daje mi vibe kryminału Agathy Christie przeplatanego z gotycką, mroczną prozą w klimacie „Draculi”, „Mexican Gothic” czy „Kobiety w czerni”. Nowy Orlean, lata 20 — czary, mary i inne zjawy. To była naprawdę wciągająca opowieść z wartką akcją. Może niespecjalnie pogłębiona emocjonalnie, ale czuję, że ma to swój urok. W końcu wpadamy w życie bohaterów na krótką chwilę i dopiero w późniejszym czasie zaczynamy w ogóle rozumieć, że ta „prostota” to dymna zasłona.
Dostałam jednak informację, że będzie to weird fiction i niestety w ogóle tego nie odczułam :(
„Jestem obserwatorką, na życiowej scenie nigdy nie odgrywałam głównej roli. Może to i dobrze. Bo czasami z tylnego rzędu widać znacznie więcej. Ach, no i obserwatorzy najczęściej pozostają przy życiu…” - Anna Mostyn, Kamienica Dusz 🎺🧟
Ależ ja uwielbiam książki, przy których całkowicie niezauważalnie upływa cały dzień! Tak właśnie wciąga „Kamienica Dusz” ✨ Powiedzieć, że przeniosłam się do innego świata czytając ją, to jak nic nie powiedzieć. Muszę od tego zacząć, bo to moim zdaniem najlepszy element tej opowieści…
🎷 KLIMAT I OBRAZOWOŚĆ
Autorka jak zapowiedziała, tak zrobiła - barwnym językiem sprawiła, że czułam się jak bliski towarzysz wszystkich bohaterów. Niezależnie czy był to mroczny Londyn czy przepełniony jazz’em Nowy Orlean wszystkie malownicze (choć nie zawsze kolorowe) opisy całkowicie oczarowywały i wręcz omamiały (przysięgam, momentami miałam wrażenie, że sama słyszę w głowie bębny niczym główna bohaterka)!
🎷 MUZYKA I TRADYCJA
Kolejna cudowna rzecz budująca nastrój całej historii i aspekt muzyczny oraz bardzo ważny wątek lokalnych obrzędów. Opisy pogrzebów przepełnionych muzyką, tańcem oraz odpowiednio przygotowanymi ulicznymi pochodami na długo zostaną w mojej pamięci🎶
„Uświadomiła sobie, że jest uosobieniem tego, co w Ameryce najgorsze: ubrana w krótką sukienkę piła alkohol, słuchając jazzu.” 🍾
🎷 WIERZENIA I CZARY
Oh, jak ja to kupuję! Rudowłosa ukochana dusz, tajemnicza staruszka z eliksirami i amuletami, cienka granica dzieląca świat żywych i umarłych - a to tylko niektóre elementy tej opowieści. Ten świat totalnie pochłania człowieka and i’m here for it✨
🎷 WERID FICTION
Czy było dziwnie i zaskakująco? Tak! Czy było przerażająco? Ależ owszem, a nawet i momentami obrzydzająco! Tylko właśnie, momentami. A ja, niczym pelikan, pragnęłabym ciut więcej! Odczuwam też niedosyt zakończeniowy, który wiąże się zarówno z marzeniem, aby ta historia trwała dłużej, ale i z chęcią większego rozwinięcia. Miałam wrażenie, że koniec był zbyt szybki…
Nie pozostało mi nic innego, jak rzec - CZYTAJCIE - ZACHWYCAJCIE SIĘ - DAJCIE SIĘ OMAMIĆ i niech „Kamienica Dusz” zawładnie waszą duszą, tak jak zawładnęła moją💚
[Współpraca z Wydawnictwem Replika || geekyfangirlstuff]
Nowy Orlean lat 20., voodoo, duchy, mroczne tajemnice, karnawał, gotycki klimat. Co najbardziej fascynuje cię z tego zestawienia? Jeśli wszystko po trochu, to przeczytaj „Kamienicę dusz”.
Czy odważysz się odwiedzić miasto, w którym trudno wyjaśnić wszystkie zdarzenia? Pod płaszczykiem jazzu, roztańczonych pochodów i karnawałowych masek kryje się wiele niewypowiedzianych tajemnic. Uważaj na siebie podczas Mardi Gras, a jeśli już zdecydujesz się na przyjazd do tego miejsca, to bądź gotowy na hipnotyzujący klimat lat 20. XX wieku.
Kiedy Lily przeprowadza się z siostrą do Nowego Orleanu, nie spodziewa się, że zamieszka naprzeciwko domu pogrzebowego, a jeszcze bardziej, że miastem wstrząśnie fala pogrzebów młodych kobiet. Państwo Baron i Connors, mambo Odie, a także czarny kot... Czy wszyscy mają dobre intencje? Musisz to odkryć! Podobnie jak to, czy magia istnieje naprawdę i co oznaczają bębny, które słyszy Lily.
W moim odczuciu jest to kryminał, w którym elementy fantastyczne przeplatają się z suspensem i grozą. Na twoim miejscu nie oczekiwałbym od tej powieści bycia weird fiction. Mnie osobiście najbardziej kupił klimat miasta i obrzędów, których chciałbym jeszcze więcej, zwłaszcza w późniejszych rozdziałach. Sama historia ma dość szybkie tempo akcji, więc trudne było dla mnie większe sympatyzowanie z bohaterami.
Podczas lektury myślałem o tym, do czego mógłbym porównać książkę Anny Mostyn, aż w końcu wyłoniłem kilku kandydatów. Jeśli ta powieść miałaby być filmem, to wyobrażałem ją sobie z warstwą wizualną i muzyczną produkcji „Babilon” i „Grzesznicy”. Miałem też w głowie obraz Marie Laveau, królowej Voodoo z Nowego Orleanu, z „American Horror Story”. Za to gotycki vibe porównałbym do „Mexican Gothic” i „Domu pogrzebowego Cottona”. Ta historia może spodobać się również miłośnikom twórczości Agathy Christe czy Anne Rice.
3.75 Nowy Orlean, lata 20. Lilly wraz z siostrą Marthą i jej mężem przybywa do Luizjany, gdzie odkrywa uroki hipnotyzującego miasta. Sielanka trwa do czasu, kiedy pośród karnawałowych zabaw, zaczynają ginąć młode kobiety.
To, co najbardziej urzekło mnie w tej powieści to klimat. Muzyka, zapachy i zabawa połączone z magią i mroczniejszą stroną Nowego Orleanu, to coś co mnie zachwycało przez całą lekturę. Autorka świetnie oddała atmosferę miasta przesiąkniętego jazzem. Dałam się ponieść temu nastrojowi i płynęłam przez strony aż do samego zakończenia.
Problem za to miałam ze sposobem prowadzenia narracji. Ciężko było mi się połapać w bohaterach na początku powieści, bo skaczemy między postaciami, obserwujemy wydarzenia z kilku perspektyw, a rozdziały są bardzo krótkie. Ale po jakimś czasie w końcu coś klikło i mogłam wejść na 100% w tę historię.
Historię, która reklamowana jest jako weird female fiction, ale dla mnie tym nie jest. Według mnie to powieść z elementami grozy i wątkiem kryminalnym i zdecydowanie bliżej jej do powieści Agathy Christie niż Mony Awad. Co nie zmienia faktu, że książka mi się podobała, ale może przez to, że byłam nastawiona na coś innego, tak trudno mi było z początku, bo podświadomie szukałam w niej coś, czego po prostu tam nie było i nigdy miało nie być.
Dla mnie ta książka stoi przede wszystkim klimatem. Pojawia się kilka dziwnych wątków, jest zagadka, barwni bohaterowi i tajemniczy kot. Obecność przedsiębiorcy pogrzebowego i jego żony dodaje mroku i pewnego mistycyzmu, a postać mambo Odi to kwintesencja kultu voodoo. Widać, że autorka wykonała porządny research dotyczący wierzeń i tradycji, które królują na ulicach Nowego Orleanu oraz samej historii miasta.
To świetna pozycja na summerween. Bardzo miło spędziłam przy niej czas mimo, iż dostałam troszkę coś innego, niż się spodziewałam. Zakończenie było satysfakcjonuje, bohaterowie interesujący, a sama historia całkiem nieźle skonstruowana, bo dałam się zwieść mylnym tropom.
Są książki, w których najbardziej zapamiętuję fabułę. Są też takie, po których w głowie zostaje przede wszystkim klimat. I właśnie taka była dla mnie ,,Kamienica Dusz"
To już druga książka autorki, którą przeczytałam i po raz kolejny się nie zawiodłam.
Historia zaczyna się, gdy Lilly przyjeżdża do swojej ciotki w Nowym Orleanie razem z siostrą i jej mężem. Wydaje się, że to będzie zwykła wizyta, ale bardzo szybko wszystko zaczyna się komplikować (oj... co tam się NIE działo )
Najbardziej (jak już wspomniałam ) podobał mi się klimat tej historii. Duszny wręcz Nowy Orlean, karnawał, jazz, huczne pogrzeby, tajemniczy mężczyzna i kot (tak, kot ). To wszystko razem tworzy naprawdę ciekawą i momentami nawet bardzo niepokojącą atmosferę ( przy okazji można poznać też kilka ciekawostek odnośnie samego Nowego Orleanu).
Podobało mi się też to, że przez większość książki sama nie wiedziałam, co jest prawdą, a co nie... Uwielbiam, kiedy książka potrafi tak namieszać w głowie.
Co do bohaterów, to raczej nie zdążycie się do nich mocno przywiązać. Perspektywa się zmienia, dochodzą nowe wątki i historia ani na chwilę nie zwalnia, przez co jak już zaczęłam czytać, to nie odłożyłam tej książki dopóki nie dowiedziałam się, co tak naprawdę się stało. No i zakończenie... nie powiem, zaskoczyło.
Dla mnie to takie połączenie kryminału i fantastyki z nutką grozy. A koty... powiem tylko, że od teraz będę patrzeć na nie trochę inaczej. No i zapach lilii chyba już zawsze będzie mi się kojarzył z tą książką.
Jeśli lubicie mroczne historie z rozwiązywaniem tajemnic i świetnym klimatem to myślę, że ,,Kamienica Dusz” może przypaść wam do gustu.
A na koniec muszę jeszcze dodać, że książka naprawdę pięknie prezentuje się na półce. [ współpraca barterowa]
Nowy Orlean lat 20., voodoo, jazz i gotycki klimat… Czy można przejść obok takiego połączenia obojętnie? Właśnie dlatego sięgnęłam po „Kamienicę dusz”.
Początkowo kompletnie nie mogłam się w nią wciągnąć. Książka bardzo mi się dłużyła i miałam wrażenie, że chyba się z nią nie polubię. Na szczęście dałam jej trochę czasu, bo później naprawdę przepadłam i nie mogłam się od niej oderwać.
Lilly wraz z siostrą przybywa do Nowego Orleanu, który z jednej strony zachwyca muzyką, karnawałem i kolorowymi ulicami, a z drugiej skrywa mroczne sekrety. Gdy w mieście zaczynają ginąć kolejne kobiety, a Lilly słyszy tajemniczy rytm bębnów, coraz bardziej zagłębia się w świat voodoo, dawnych wierzeń i niebezpiecznych namiętności.
Najbardziej urzekł mnie tutaj klimat. Ten duszny, tajemniczy Nowy Orlean lat 20. XX wieku — pełen jazzu, karnawału i hucznych pogrzebów, ma w sobie coś niezwykłego. 🖤
Nie ukrywam, że na początku trochę gubiłam się w ilości postaci i wydarzeń. Tego wszystkiego było naprawdę sporo, ale z czasem kolejne elementy zaczęły się ze sobą łączyć i cała historia stała się dużo bardziej przejrzysta.
Myślałam, że dostanę tutaj więcej magii i fantastyki, a ostatecznie książka bardziej skupiła się na wątku kryminalnym. Początkowo nie tego się spodziewałam, ale finalnie bardzo mi się to spodobało. Mimo wszystko chętnie zobaczyłabym jeszcze więcej voodoo i nadprzyrodzonych elementów.
Mroczne sekrety, gotycka atmosfera i Nowy Orlean owiany tajemnicą… 🕯️ Jeśli lubicie takie klimaty to ta książka zdecydowanie powinna trafić na Waszą listę. ✨
Jestem ogromną fanką Nowego Orleanu, choć nigdy tak nie byłam, to jestem nim zafascynowana do tego stopnia, że gdy słyszę książka i Nowy Orlean, to wiem że muszę ją przeczytać. I tak było tym razem.
Niestety zawiodłam się. Oczekiwałam prawdziwej dziwności i specyficznej atmosfery, która zostanie ze mną na długo. Ciężki, lepki klimat rzeczywiście mi towarzyszył, czułam czar Nowego Orleanu, a z drugiej strony wydawał się zbyt ulotny. Może to przez styl, który nie do końca mi odpowiadał. W jakim sposób zagorzał mój odbiór, może też dlatego, że była to raczej opowieść kryminalna z elementami fantastyki, a nie ta dziwna i momentami zakrzywiająca rzeczywistość literatura dziwności.
Niestety nie tylko klimat mnie zawiódł, ale i bohaterowie. Byli płascy, bez charakterystycznych akcentów, które wyróżniałyby je na tle historii. Rozmywali się i zlewali w dość niewyraźny obraz. Sama struktura powieści im nie sprzyja, nie buduje napięcia, nie intryguje na tyle mocno żeby zastanawiać się jaki będzie kolejny ruch i gdzie zaprowadzi nas zagadka.
Najjaśniejszym punktem tej książki, to aspekt wierzeń, cmentarzy, szamanów. Wszystko co łączyło się z voodoo. To one trzymały mnie do samego końca książki, gdyby nie one pewnie porzuciłabym ją gdzieś w połowie.
Szkoda, bo pokładałam w tej książce wielkie nadzieje. Miała wszystko, żeby mnie oczarować, ale wiele się nie zgrało: styl, struktura książki, fabuła, która nie budowała napięcia, bohaterowie rozmyci niczym duchy, tajemnice, które były zbyt jasne.
Kamienica Dusz” reklamowana była jako “pierwsze polskie weird female lit” chociaż prawdę mówiąc, nie było tu żadnego weird lit. Ale przejdźmy do tego, co było.
To historia Lily Straub, która wraz z siostrą przyjeżdża w odwiedziny do swojej ciotki w Nowym Orleanie. W mieście właśnie trwa karnawał a dziewczęta z zachwytem korzystają z jego atrakcji. Szybko jednak z Lilly zaczynają dziać się niepokojące rzeczy… słyszy bębny, nie może spać, męczą ją koszmary. Czy to jakiś duch obrał sobie ją za ofiarę? I właśnie w ten sposób wchodzimy w świat magii, duchów i voodoo. A przynajmniej tak się wydaje przez pierwszą część książki.
Mam wrażenie, że początek obiecuje nam coś, co nie do końca później otrzymujemy. Druga powoła skręca bardziej w stronę kryminału/thrillera, z elementami voodoo i tajemniczych morderstw.
Mimo to, czytało mi się ją naprawdę szybko i przyjemnie. Byłam wciągnięta w fabułę i po prostu musiałam dowiedzieć się co wydarzy się dalej. Kompletnie kupił mnie też klimat Nowego Orleanu w latach 20. A bohaterowie, pomimo tego, że nie byli szczególnie złożeni czy wielowymiarowi - dali się lubić. Polubiłam właściwie każdego z nich. Oczywiście, moją ulubioną postacią został kot ;). Uważam, że “Kamienica Dusz” jako kryminał z delikatnymi elementami nadprzyrodzonymi działa naprawdę dobrze.
Podsumowując, może nie dostałam tego czego oczekiwałam, ale to co dostałam było fajne.
Jeśli macie ochotę na klimat Nowego Orleanu lat 20., tajemnicze śmierci, voodoo i odrobinę magii - sięgajcie po nią śmiało!
Dziękuję Wydawnictwu Replika za egzemplarz do recenzji!
(3,5✨) To była niezwykle intrygująca przygoda! Dawno nie czytałam książki tego typu, która zahacza trochę o kategorię „weird fiction”, więc od samego początku czułam się zaciekawiona. Lata XX, Nowy Orlean, Londyn i inne ciekawe miasta powodują, że tło całej historii jest bardzo klimatyczne i rozbudowane. Podobnie jest z bohaterami! I muszę przyznać, że przez pierwszą połowę książki zdarzało mi się pomylić imiona postaci i zapomnieć kto jest kim 😅.
Pomimo tego, że na początku książki czułam się momentami pogubiona, to dalej wszystko zaczęło się składać w jedną spójną całość. Więc zakładam, że taki jest urok tej historii! Bo faktycznie „uroków”, magii i różnych wierzeń w niej nie brakuje 👀.
Zakończenie wydało mi się trochę zbyt mało „dziwne” jak na to co działo się wcześniej, dlatego minimalnie obniżam moją ostateczną ocenę.
zdecydowanie lepsze od pierwszej ksiazki tej autorki (warto przeczytac bo sa nawiazania do niej) napewno przeczytam kolejna ksiazke jaka wyda ta autorka bo jest to cos nowego i swiezego chociaz brakuje mi dluzszego rozwiazania zagadki bo to niezmiennie dzieje sie rach ciach ciach i tyle zero zabawy czytelnikami a ja chetnie dalabym tej autorce sie mna pobawić pozdrawiam