Nie każda ofiara jest niewinna. Nie każdy potwór wygląda groźnie.
Kiedy w Krakowie znika wpływowy prawnik Bruno Becker, jego żona Laura natychmiast staje się ucieleśnieniem tragicznej postaci. Cicha, wycofana, straumatyzowana — idealny obraz ofiary zniszczonej przez domowe piekło. Jednak inspektor Ernest Grinn nie wierzy jej łzom. Im głębiej wchodzi w życie kobiety, tym więcej znajduje pytań — o ludzi z jej otoczenia, którzy nagle znikali, dawne „nieszczęśliwe“ wypadki i o przeszłość, która zostawiła ślady trudniejsze do ukrycia niż krew. Laura Becker doskonale wie, jak wzbudzać litość. Ale jeszcze lepiej wie, jak przetrwać.
Czy osoba, która przez lata była ofiarą przemocy, może sama stać się kimś, kogo powinniśmy się bać?
Bruno Becker znika w pewien listopadowy wieczór. Znany krakowski prawnik, człowiek, który miał kontakty z półświatkiem i zdecydowanie nie należał do osób, za którymi tęskni się po jego zniknięciu. Zawiadomienie na policję składa jego żona Laura. Cicha, wycofana, straumatyzowana. Na pierwszy rzut oka - kobieta, której należy współczuć. Tylko że inspektor Ernest Grinn nie do końca wierzy w ten obraz. I właśnie od tego momentu zaczyna się historia, w której bardzo szybko przestałam być pewna, komu właściwie mogę zaufać.
Laura jest dla mnie zdecydowanie najciekawszą postacią tej książki. Autorka nie pokazuje jej wyłącznie przez pryzmat zaginięcia męża. Cofamy się do jej dzieciństwa, poznajemy rodzinę, w której alkohol, przemoc i strach były codziennością. Poznajemy relację z matką i młodszą siostrą Łucją. Widzimy dziewczynę, która bardzo wcześnie nauczyła się, że żeby przetrwać, trzeba czasami schować własne emocje naprawdę głęboko. I właśnie to najbardziej mnie w tej historii zainteresowało. Bo ile z tego, kim jesteśmy jako dorośli, powstaje w dzieciństwie? Czy człowiek, który przez lata doświadczał przemocy, może nauczyć się manipulować innymi? Czy skrzywdzona osoba zawsze pozostaje ofiarą? I wreszcie – czy współczucie nie sprawia czasem, że przestajemy dostrzegać rzeczy, które powinny wzbudzić naszą czujność?
Wiele osób stwierdziłoby, że odpowiedzią jest „to zależy”, ale tutaj Aneta Kisielewska obiera bardziej niepokojący kierunek. Bowiem „Topielica” nie jest thrillerem, w którym co kilka stron ktoś ginie w brutalnych okolicznościach, a krew leje się strumieniami. I bardzo dobrze. Autorka zdecydowanie bardziej stawia na psychologię bohaterów, atmosferę i stopniowe odkrywanie ich przeszłości. Zamiast bombardować akcją, pozwala obserwować ludzi i zastanawiać się, co tak naprawdę kryje się za ich zachowaniem. A Laura potrafi wzbudzać naprawdę skrajne emocje. Raz jej współczułam. Innym razem zaczynałam mieć wątpliwości. Później znowu byłam przekonana, że może jednak źle ją oceniam. I właśnie ta niepewność była dla mnie największą siłą tej książki.
Podobała mi się również relacja Laury i Ernesta. Inspektor nie jest kolejnym papierowym policjantem, który po prostu zbiera dowody i przesłuchuje świadków. Im bardziej zagłębia się w sprawę, tym trudniej oddzielić mu zawodową dociekliwość od osobistych emocji. A przecież w śledztwie dotyczącym takiej osoby jak Laura to może być bardzo niebezpieczne.
Czy miałam momenty, w których chciałam więcej? Zdecydowanie. Tempo jest raczej spokojne, więc jeśli oczekujesz thrillera, który od pierwszej strony pędzi na złamanie karku, możesz poczuć niedosyt. Niektóre elementy fabuły również wydały mi się zbyt mocno zaznaczone, a później niewykorzystane. Miałam kilka razy wrażenie, że autorka prowadzi mnie w stronę czegoś wielkiego, po czym zostawia mnie z poczuciem: „No dobrze, ale co właściwie z tego wynika?”.
Nie zmienia to jednak faktu, że „Topielica” wciągnęła mnie przede wszystkim psychologiczną warstwą historii. To książka o przemocy, traumie, przetrwaniu i o tym, jak bardzo łatwo przypiąć komuś etykietę ofiary albo oprawcy, nie znając całej historii. A przecież prawda bardzo często znajduje się gdzieś pomiędzy. I chyba właśnie dlatego po skończeniu tej książki zostałam z jednym pytaniem: czy Laura naprawdę była kobietą, którą należało ratować, czy może od początku doskonale wiedziała, jak sprawić, żeby wszyscy właśnie tak ją postrzegali?
Jeśli lubisz thrillery psychologiczne, w których zamiast hektolitrów krwi dostajesz manipulację, tajemnice, trudne relacje i bohaterów, których nie da się jednoznacznie ocenić, „Topielica” może być książką dla Ciebie. Nie jest to dla mnie thriller idealny, ale zdecydowanie taki, przy którym lubię zastanawiać się, jak wiele jeszcze nie wiem.
„Topielica” Anety Kisielewskiej okazała się być dla mnie ogromnym zaskoczeniem! Od dłuższego czasu przyglądałam się twórczości tej autorki i śledziłam z zainteresowaniem każdą kolejną wychodzącą premierę. Dotychczas przeczytałam tylko „Widmo przeszłości”, ale nie ma bata - w wolnej chwili będę nadrabiać również „Życie za życie” i „Zaginioną”! Gdybym miała zachęcić Was jakoś do sięgnięcia po najnowszy thriller psychologiczny naszej rodzimej pisarki, to porównałabym jej najnowsze literackie dziecko do powieści m.in. B.A. Paris, Lisy Jewell, czy Jenny Blackhurst. „Topielica” ma w sobie szeroki arsenał emocjonalnego ciężaru, który już od pierwszych rozdziałów przygniata i dusi.
Cała historia opowiedziana jest w dwóch płaszczyznach czasowych, dzięki czemu mamy możliwość zapoznania się z życiem głównej bohaterki dogłębnie, identyfikując się z jej bólem i słabościami. Rozpoczynamy w przeszłości, gdy Laura była małą dziewczynką zmagającą się z problemami życia rodzinnego. W niewielkiej mieścinie, na skraju ubóstwa, mieszkała wraz z wycofaną matką, przemocowym ojcem i młodszą siostrą, wiodąc nieszczęśliwy żywot. Regularnie molestowana przez własnego rodziciela nie potrafiła zaznać uczucia bezpieczeństwa i domowego ciepła, nie było jej również dane odnaleźć ukojenia w ramionach kochającej matki. Gdy po kolejnej awanturze sprowokowanej przez srogo podpitego tatę postanowiła wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę, cały świat legł w gruzach. Zamiast zrealizowania wizji o spokojnym dzieciństwie, bez tyrana u ich boku, rodzinny obraz rozwalał się dzień po dniu niczym domek z kart. Uprzednio wycofana matka zdawała się jeszcze bardziej zdystansowana, pieniędzy było jeszcze mniej, a siostra zamiast cieszyć się z zagwarantowanego przezeń bezpieczeństwa śmiertelnie zachorowała.
Od tamtej pory minęło już wiele lat, a w życiu Laury (można by pomyśleć na pierwszy rzut oka) zapanował względny ład. Wyszła za mąż za bogatego prawnika, zamieszkała w luksusowej rezydencji i stać ją na najdroższe przedmioty. Choć w jej okazałym domu panuje nieskazitelna czystość, w sercu jej męża zdał się zalęgnąć gęsty mrok. Z rąk oprawcy trafiła pod skrzydła kolejnego, po drodze wpakowując się w całą gamę niebezpiecznych wydarzeń. Gdy zaginął jej zaborczy, niesamowicie zazdrosny mąż kobieta wpadła w rozpacz. Ruszyły patrole z udziałem inspektora, który również odegra kluczową rolę w tej opowiedzianej dwoma głosami historii. Zaufanie zawiśnie na włosku, a dochodzenie w sprawie zaginionego Beckera okaże się bardziej skomplikowane, niż początkowo podejrzewano.
Ogromnie polecam Wam "Topielicę", gdyż jest to powieść wysoce psychologiczna, z szeroko rozrysowanymi portretami postaci, z pełną wiwisekcją ludzkich uczuć, żądz i traum. Bazując na motywie toksycznych relacji i zaburzonych, psychopatycznych osobowości autorka wykreowała realistyczną wizję dojrzewa. Najgorzej tylko, że to wszystko nie jest tak jednoznaczne i transparentne, jak zostaje nam przedstawione. Prawda skrywa się głęboko pod taflą kłamstw i ułudy.
❓ A Wy potraficie zaufać bohaterom thrillera, czy z założenia podejrzewacie wszystkich❓
📚 Laura Becker już od początku nie miała łatwo. Ciężkie dzieciństwo odcisnęło na niej piętno, dlatego ucieczka do Krakowa i poślubienie wpływowego prawnika Bruno miało być dla niej początkiem nowego, lepszego życia. Wydawałoby się, że w końcu los się do niej uśmiechnął… jednak nic nie jest takie, jak się wydaje. Bruno ma swoją ciemną stronę, którą pokazuje tylko żonie. Kiedy niespodziewanie znika, sprawę zaczyna prowadzić inspektor Ernest Grinn. I co ciekawe – jako jedyny nie wierzy w rozpacz Laury po zaginięciu męża. Czy słusznie?
📚 „Topielica” Anety Kisielewskiej to powieść z gatunku kryminał/thriller, ale ja zdecydowanie określiłabym ją jako mroczny thriller psychologiczny. I chyba właśnie ten psychologiczny aspekt podobał mi się tutaj najbardziej.
📚Ciężko napisać recenzję, żeby nie zepsuć Wam zabawy i nie zaspoilerować książki, bo im więcej człowiek zdradzi, tym mniej przyjemności będziecie mieli z odkrywania kolejnych elementów tej historii. Dlatego powiem tylko tyle – autorka nieźle mnie nabrała! Naprawdę byłam przekonana, że już wiem, co się tutaj wydarzy. Miałam swoje podejrzenia, swoje typy i byłam pewna, że spokojnie uda mi się przewidzieć rozwój wydarzeń… no cóż, chyba jednak nie znam się na ludziach tak dobrze, jak myślałam. 🤭
📚Bardzo podobały mi się dwie linie czasowe, dzięki którym możemy stopniowo poznawać bohaterów, ich przeszłość oraz wydarzenia, które ukształtowały ich obecne zachowanie. Z każdą kolejną stroną zaczynamy dostrzegać, że właściwie nic nie jest tutaj przypadkowe. Wszystko ma swoje korzenie w przeszłości, a decyzje podjęte kiedyś mają konsekwencje w teraźniejszości.
📚Podobało mi się również to, że bohaterowie nie są tutaj oczywiści. Trudno jednoznacznie ocenić, kto mówi prawdę, kto coś ukrywa i komu właściwie możemy zaufać. A kiedy już wydaje nam się, że zaczynamy rozumieć sytuację… pojawia się kolejny element, który wszystko komplikuje.
📚„Topielica” to zdecydowanie książka dla osób, które lubią mroczny klimat, tajemnice, skomplikowane relacje, sekrety z przeszłości i historie, w których nie wszystko jest takie, jak wygląda na pierwszy rzut oka. Ja dałam się wciągnąć i przede wszystkim dałam się nabrać. 😅 I chyba właśnie dlatego tak dobrze będę wspominać tę historię.
📚Nie zdradzę Wam nic więcej, bo w tym przypadku naprawdę obowiązuje zasada: im mniej wiecie przed lekturą, tym lepiej! 😉
🌊🖤 Czy można tak długo udawać ofiarę, że w końcu wszyscy uwierzą w tę historię?
„Topielica” to jeden z tych thrillerów, przy których im więcej odpowiedzi dostajemy, tym więcej zaczynamy mieć pytań. I właśnie to podobało mi się tutaj najbardziej. Autorka od początku buduje poczucie niepokoju, a zamiast prowadzić nas prostą ścieżką do rozwiązania, co chwilę podrzuca kolejne elementy układanki. 👀
Największą siłą tej historii jest dla mnie Laura. To bohaterka, wobec której naprawdę trudno zająć jednoznaczne stanowisko. Czy powinniśmy jej współczuć? Uwierzyć w to, co mówi? A może od początku patrzymy na wszystko z zupełnie niewłaściwej perspektywy? Im dalej czytałam, tym bardziej zaczynałam podważać własne podejrzenia — i właśnie takie poczucie niepewności uwielbiam w thrillerach. 🎭
Bardzo dobrze sprawdził się też wątek śledztwa. Ernest Grinn nie jest bohaterem, który zadowala się pierwszym rozwiązaniem, dlatego razem z nim możemy krok po kroku zaglądać pod powierzchnię tej historii. A uwierzcie mi — pod nią znajduje się zdecydowanie więcej, niż można początkowo przypuszczać. 🕵️♂️
Podobał mi się również mroczny, duszny klimat książki. Jest w niej coś niepokojącego, co sprawia, że nawet pozornie zwyczajne wydarzenia zaczynają budzić podejrzliwość. Autorka dobrze wykorzystuje atmosferę tajemnicy i poczucie, że przeszłość bohaterów w każdej chwili może upomnieć się o swoje.
Nie wszystko jednak było dla mnie idealne. Momentami miałam wrażenie, że historia jest trochę zbyt mocno rozbudowana, a niektóre elementy mogłyby zostać poprowadzone sprawniej. Nie wszystkie zwroty akcji zrobiły na mnie takie samo wrażenie, ale całościowo książka zdecydowanie wynagradzała mi te drobne niedociągnięcia.
Jeśli lubicie thrillery, w których nie można do końca zaufać żadnemu bohaterowi, lubicie grzebać w przeszłości postaci i próbować samodzielnie rozgryźć, co tak naprawdę się wydarzyło — „Topielica” może być czymś dla Was. 🖤
To historia o tym, że czasami najgroźniejsze sekrety wcale nie są ukryte głęboko. Wystarczy tylko spojrzeć na wszystko z właściwej strony.
⭐️ Moja ocena: 8,5/10 (współpraca reklamowa: Wydawnictwo Filia)
Zaginął Bruno Becker, wpływowy krakowski prawnik. Jego żona Laura przedstawiana jest jako cicha, wycofana i straumatyzowana kobieta, która przez lata miała doświadczać przemocy domowej. Z pozoru wszystko wskazuje więc na historię ofiary uciekającej z piekła. Problem w tym, że inspektor Ernest Grinn nie do końca wierzy Laurze.
„Topielica” to thriller psychologiczny, w którym znajdziemy misternie utkaną zagadkę kryminalną, a autorka prowadzi z czytelnikiem swoistą grę psychologiczną. Dwie linie czasowe przeplatają się ze sobą, dzięki czemu napięcie stopniowo narasta, a atmosfera staje się coraz gęstsza i mroczniejsza. Przeszłość Laury skrywa wiele tajemnic, kłamstw i niejasnych sytuacji, które z czasem zaczynają budzić coraz więcej wątpliwości. Śledztwo nabiera tempa, a pomiędzy bohaterami rozpoczyna się gra pozorów. Niejednoznaczne postaci i wszechobecna manipulacja sprawiają, że trudno jednoznacznie ocenić, kto jest ofiarą, a kto skrywa swoje prawdziwe oblicze. Szczególnie ciekawy jest kontrast między tym, jak bohaterowie są postrzegani, a tym, jacy okazują się naprawdę. Napięcie budowane jest poprzez stopniowe odkrywanie kolejnych tajemnic i sekretów, a psychologia postaci oraz skomplikowane relacje między nimi skutecznie podsycają ciekawość. Powieść porusza również temat przemocy i pozorów, skłaniając do refleksji nad tym, czy współczucie, które automatycznie kierujemy w stronę osoby przedstawianej jako ofiara, może zostać wykorzystane przeciwko nam.
„Topielica” jest dość obszerną powieścią, dzięki czemu autorka miała sporo przestrzeni na rozbudowanie historii, relacji między bohaterami i stopniowe odkrywanie kolejnych elementów zagadki.bTo historia, która przypomina, że nie zawsze warto ufać pierwszemu wrażeniu. Autorka umiejętnie bawi się naszymi emocjami i pokazuje, jak łatwo współczucie może przesłonić nam prawdziwy obraz sytuacji. To thriller, który skłania do zadania sobie pytania: komu właściwie możemy zaufać?
• współpraca recenzencka z Filia Mroczna Strona Grozy •
Tajemnicze zaginięcie prawnika Bruna Beckera, wstrząsa Krakowem. Jego żona Laura idealnie wpisuje się w rolę zszokowanej, cichej ofiary, która przez lata znosiła domowy koszmar. Jednak czuwający nad sprawą śledczy Ernest Grinn nie daje się zwieść tym pozorom. Widzi w jej zachowaniu coś, co nie pozwala mu zaufać żadnemu ze składanych zeznań.
Przeczytanie tej książki było dla mnie nie lada wyzwaniem. Już od pierwszych stron główna bohaterka pozostawia wiele do życzenia. Mimo tragicznej przeszłości, która jest opisana w powieści, ciężko jest mi w jakikolwiek sposób jej współczuć. Nie myślcie jednak, że jestem bez serca. Po prostu poznałam już zbyt wiele tego typu historii, by od razu litować się nad ofiarą bez wcześniejszego poznania szczegółów.
Laura to świetna aktorka, która bezlitośnie wykorzystuje swoje traumy i manipuluje wszystkimi do granic możliwości. Im dłużej poznajemy jej historię, tym bardziej zaczynamy się zastanawiać, co w ogóle jest prawdą. Mam też wrażenie, że Ernest w niektórych sytuacjach wykazywał się sporą lekkomyślnością - gdyby poprowadził tę sprawę inaczej, mógłby znacznie szybciej osiągnąć cel.
„Topielica” to dla mnie lektura z kategorii tych, do których z pewnością nie wrócę. Fabuła okazała się dość przewidywalna, a główni bohaterowie po prostu rozczarowują. Dobre pomysły na intrygę to za mało, kiedy brak postaci, którym chciałoby się kibicować.
Czy człowiek może się urodzić złym, czy to może życie takim go tworzy? Po zaginięciu wpływowego prawnika, jego żona Laura przedstawia ucieleśnienie postaci tragicznej. Mimo ewidentnych śladów przemocy domowej, kobieta jest cicha, płaczliwa i tęskni za mężem. Kiedy sprawę przejmuje inspektor Ernest Grinn, zaczyna podejrzewać, że za tą fasadą może kryć się jakaś mroczna tajemnica. Zbliża się więc do kobiety, żeby odkryć całą prawdę na jej temat. Nie zdaje sobie jednak sprawy, jaki mrok przyjdzie mu odkryć.
Czy zdarzyło się Wam kiedyś zmienić ocenę książki po przeczytaniu epilogu? Ja tak miałam z „Topielicą”. Książka, która wydawała mi się poprawna, ale nie zachwycająca, ciekawa, ale bez wielkiego entuzjazmu po epilogu stała się naprawdę fajnym thrillerem psychologicznym. Muszę przyznać, że może gdyby trochę więcej tych zagrywek było przez całą książkę, to dostałaby ode mnie 5/5 gwiazdek. Niestety jednak momentami nudziłam się podczas lektury, co sprawiło, że maksymalnie jestem w stanie dać tej książce ocenę 4/5. Jeśli chodzi o fabułę, czy bohaterów, to ciężko mi jest Wam coś powiedzieć tak, żeby nic nie zaspojlerować. Mogę jedynie Wam powiedzieć żebyście czytali i jej nie porzucali, bo zakończenie naprawdę oddaje!