What do you think?


Dom na końcu drogi
Kiedy tracisz wszystko, cisza staje się albo ratunkiem... albo pułapką.
Rozpad małżeństwa i utrata pracy zostawiają w życiu Lilki jedynie zgliszcza. Ucieczka do starej chaty na skraju Puszczy Białowieskiej ma być jej sposobem na przetrwanie. Jednak w gęstwinie drzew zamiast ulgi odnajduje to, przed czym najbardziej uciekała – samą siebie i paniczny lęk przed bliskością.
Wszystko komplikuje się jeszcze bardziej, gdy na jej drodze staje mężczyzna z trudną przeszłością, którego życie również mocno zraniło. Między dwojgiem poobijanych przez los ludzi rodzi się magnetyczne, niechciane uczucie. Szybko jednak okazuje się, że ucieczka przed przeszłością to dopiero początek walki.
Czy można zbudować coś trwałego na fundamentach z lęku?
Rozpad małżeństwa i utrata pracy zostawiają w życiu Lilki jedynie zgliszcza. Ucieczka do starej chaty na skraju Puszczy Białowieskiej ma być jej sposobem na przetrwanie. Jednak w gęstwinie drzew zamiast ulgi odnajduje to, przed czym najbardziej uciekała – samą siebie i paniczny lęk przed bliskością.
Wszystko komplikuje się jeszcze bardziej, gdy na jej drodze staje mężczyzna z trudną przeszłością, którego życie również mocno zraniło. Między dwojgiem poobijanych przez los ludzi rodzi się magnetyczne, niechciane uczucie. Szybko jednak okazuje się, że ucieczka przed przeszłością to dopiero początek walki.
Czy można zbudować coś trwałego na fundamentach z lęku?
432 pages, Paperback
First published August 12, 2026
Ratings & Reviews
Friends & Following
Create a free account to discover what your friends think of this book!
Community Reviews
Displaying 1 - 6 of 6 reviews
August 24, 2026
W najnowszej powieści Żanety Pawlik Białowieża staje się miejscem, które jednych przyciąga, a innych odpycha. Dla niektórych okazuje się wymarzonym azylem i jedynym miejscem do życia, podczas gdy według innych to prowincja, która odbiera wszelkie szanse na rozwój i rozrywkę.
Główna bohaterka, pięćdziesięcioletnia Lilka, znajduje się na życiowym zakręcie. Jej życie zdaje się być pasmem porażek zarówno na polu zawodowym, jak i osobistym. Rozwód z mężem, utrata pracy i problemy finansowe z jednej strony ciągną ją w dół, a z drugiej, nie mając już nic do stracenia, kobieta decyduje się pójść za głosem serca i wyprowadzić do ukochanej Puszczy Białowieskiej. Czy jednak ma świadomość, na co się porywa? I czy znajdzie tu ukojenie, którego tak bardzo szuka?
„Dwoje rozbitków życiowych, każde z bagażem doświadczeń”.
Na jej drodze staje Konrad, mężczyzna również mocno doświadczony przez życie. Od początku czują do siebie przyciąganie. Czy mimo wzajemnej nieufności i podejrzeń, wynikających z niedopowiedzeń, dadzą sobie szansę na szczęście?
To powieść, w której wątek romantyczny jest tylko jednym z wielu, jakie autorka ujęła w tej historii. Nie brak tu elementów zwykłego, codziennego życia, których doświadcza każdy z nas. Poznajemy niezwykle różnorodne relacje między małżonkami, zarówno te toksyczne, jak i przyjacielskie. Doświadczamy konfliktu pomiędzy matką a córką, która traktuje wybory tej pierwszej jak fanaberie starzejącej się, rozchwianej emocjonalnie kobiety. Autorka odsłania również kulisy zawodu pisarza, nawet z tej mniej przyjemnej strony i zgrabnie wplata jakże aktualny problem nielegalnych imigrantów.
Akcja powieści toczy się niespiesznie, w rytmie szumu białowieskich drzew. Autorka daje swoim bohaterom sporo przestrzeni na emocje i przemyślenia. Czasem pozwala im cofnąć się o dwa kroki, by po chwili znów pójść do przodu. Bo życiowych klocków nie układa się w kilka dni, to proces, który trwa, i dlatego ta historia wydaje się tak bardzo życiowa, autentyczna i po prostu prawdziwa.
Nie brak w niej sytuacji zabawnych i wzruszających, zwykłych codziennych wzlotów, upadków czy zawiedzionych nadziei. Ale przede wszystkim jest to budująca opowieść o odwadze, by zacząć od nowa i podążać za głosem serca oraz własnymi marzeniami. Czuję, że i ja odnalazłabym szczęście w miejscu, które wybrała na swoją ostoję Lilka - w domu na końcu drogi.
Główna bohaterka, pięćdziesięcioletnia Lilka, znajduje się na życiowym zakręcie. Jej życie zdaje się być pasmem porażek zarówno na polu zawodowym, jak i osobistym. Rozwód z mężem, utrata pracy i problemy finansowe z jednej strony ciągną ją w dół, a z drugiej, nie mając już nic do stracenia, kobieta decyduje się pójść za głosem serca i wyprowadzić do ukochanej Puszczy Białowieskiej. Czy jednak ma świadomość, na co się porywa? I czy znajdzie tu ukojenie, którego tak bardzo szuka?
„Dwoje rozbitków życiowych, każde z bagażem doświadczeń”.
Na jej drodze staje Konrad, mężczyzna również mocno doświadczony przez życie. Od początku czują do siebie przyciąganie. Czy mimo wzajemnej nieufności i podejrzeń, wynikających z niedopowiedzeń, dadzą sobie szansę na szczęście?
To powieść, w której wątek romantyczny jest tylko jednym z wielu, jakie autorka ujęła w tej historii. Nie brak tu elementów zwykłego, codziennego życia, których doświadcza każdy z nas. Poznajemy niezwykle różnorodne relacje między małżonkami, zarówno te toksyczne, jak i przyjacielskie. Doświadczamy konfliktu pomiędzy matką a córką, która traktuje wybory tej pierwszej jak fanaberie starzejącej się, rozchwianej emocjonalnie kobiety. Autorka odsłania również kulisy zawodu pisarza, nawet z tej mniej przyjemnej strony i zgrabnie wplata jakże aktualny problem nielegalnych imigrantów.
Akcja powieści toczy się niespiesznie, w rytmie szumu białowieskich drzew. Autorka daje swoim bohaterom sporo przestrzeni na emocje i przemyślenia. Czasem pozwala im cofnąć się o dwa kroki, by po chwili znów pójść do przodu. Bo życiowych klocków nie układa się w kilka dni, to proces, który trwa, i dlatego ta historia wydaje się tak bardzo życiowa, autentyczna i po prostu prawdziwa.
Nie brak w niej sytuacji zabawnych i wzruszających, zwykłych codziennych wzlotów, upadków czy zawiedzionych nadziei. Ale przede wszystkim jest to budująca opowieść o odwadze, by zacząć od nowa i podążać za głosem serca oraz własnymi marzeniami. Czuję, że i ja odnalazłabym szczęście w miejscu, które wybrała na swoją ostoję Lilka - w domu na końcu drogi.
September 1, 2026
„Dom na końcu drogi” Żanety Pawlik to jedna z tych historii, które nie potrzebują zawrotnego tempa ani wielkich zwrotów akcji, żeby zatrzymać czytelnika na dłużej. To opowieść o stracie, samotności, nowych początkach i próbie odnalezienia siebie, kiedy życie nagle przestaje wyglądać tak, jak sobie je wyobrażaliśmy.
Bo czasami, żeby naprawdę zacząć od nowa, nie wystarczy uciec na koniec świata. Najpierw trzeba odważyć się zajrzeć w głąb własnego serca. Przekonała się o tym główna bohaterka książki, która znalazła się na przysłowiowym „życiowym zakręcie”.
🌿 Lilka znalazła się w momencie, w którym jej dotychczasowy świat rozpadł się na drobne kawałki. Rozpad małżeństwa i utrata pracy sprawiły, że kobieta postanawiła odciąć się od wszystkiego i wyruszyła w miejsce, gdzie będzie mogła pobyć sama ze sobą. Stara chata na skraju Puszczy Białowieskiej ma być jej azylem i próbą poukładania swojego życia na nowo. Zamiast miejskiego hałasu dostaje ciszę, naturę i przestrzeń, w której po raz pierwszy od dawna może usłyszeć własne myśli.🌿
Bardzo spodobał mi się ten motyw ucieczki od pędu i życia na „później”. Autorka pokazuje, że czasami człowiek tak bardzo przyzwyczaja się do tego, jak powinno wyglądać jego życie, że zapomina zapytać sam siebie, czego właściwie chce. A przecież na zmianę nigdy nie jest za późno.
Pojawił się również wątek miłosny, który był dodatkiem do historii, co bardzo mi się spodobało. Dwoje ludzi z bagażem trudnych doświadczeń. Choć oboje doskonale zdawali sobie sprawę, że bliskość może być równie piękna, co przerażająca postanowili spróbować. Podobało mi się to, że ich relacja rozwija się bardzo spokojnie i naturalnie, bez niepotrzebnego pośpiechu.
Żaneta Pawlik czaruje słowem. Czytając opisy miejsca, w którym rozgrywała się fabuła, czułam się tak jakbym była tam razem z nimi. Z każdej strony czuć było cudowny sielski klimat, który aż kusił, by samemu się tam znaleźć. Natura doskonale współgrała z emocjami bohaterki. 🌿
Ta prawdziwość, ten brak przerysowania, sprawia, że powieść Żanety Pawlik odbiera się odrobinę osobiście, dzięki czemu ta książka jeszcze bardziej przemawia do czytelnika. Kiedy ma się świadomość, że nie jest to opowieść wyidealizowana, a najzwyczajniej w świecie taka, która mogła przydarzyć się każdemu. Historia jest pełna ciepła, wzruszenia i humoru. Autorka uczula czytelnika na najbardziej wartościowe rzeczy, o których zdarza się nam zapominać w pędzie życia. 🌿
„Dom na końcu drogi” to pełna skrajnych emocji historia o stracie, samotności, lęku, przebaczeniu i potrzebie bliskości. To książka, która pozwala zatrzymać się przy bohaterce i razem z nią przejść przez trudną drogę powrotu do siebie. 💚
Bo czasami, żeby naprawdę zacząć od nowa, nie wystarczy uciec na koniec świata. Najpierw trzeba odważyć się zajrzeć w głąb własnego serca. Przekonała się o tym główna bohaterka książki, która znalazła się na przysłowiowym „życiowym zakręcie”.
🌿 Lilka znalazła się w momencie, w którym jej dotychczasowy świat rozpadł się na drobne kawałki. Rozpad małżeństwa i utrata pracy sprawiły, że kobieta postanawiła odciąć się od wszystkiego i wyruszyła w miejsce, gdzie będzie mogła pobyć sama ze sobą. Stara chata na skraju Puszczy Białowieskiej ma być jej azylem i próbą poukładania swojego życia na nowo. Zamiast miejskiego hałasu dostaje ciszę, naturę i przestrzeń, w której po raz pierwszy od dawna może usłyszeć własne myśli.🌿
Bardzo spodobał mi się ten motyw ucieczki od pędu i życia na „później”. Autorka pokazuje, że czasami człowiek tak bardzo przyzwyczaja się do tego, jak powinno wyglądać jego życie, że zapomina zapytać sam siebie, czego właściwie chce. A przecież na zmianę nigdy nie jest za późno.
Pojawił się również wątek miłosny, który był dodatkiem do historii, co bardzo mi się spodobało. Dwoje ludzi z bagażem trudnych doświadczeń. Choć oboje doskonale zdawali sobie sprawę, że bliskość może być równie piękna, co przerażająca postanowili spróbować. Podobało mi się to, że ich relacja rozwija się bardzo spokojnie i naturalnie, bez niepotrzebnego pośpiechu.
Żaneta Pawlik czaruje słowem. Czytając opisy miejsca, w którym rozgrywała się fabuła, czułam się tak jakbym była tam razem z nimi. Z każdej strony czuć było cudowny sielski klimat, który aż kusił, by samemu się tam znaleźć. Natura doskonale współgrała z emocjami bohaterki. 🌿
Ta prawdziwość, ten brak przerysowania, sprawia, że powieść Żanety Pawlik odbiera się odrobinę osobiście, dzięki czemu ta książka jeszcze bardziej przemawia do czytelnika. Kiedy ma się świadomość, że nie jest to opowieść wyidealizowana, a najzwyczajniej w świecie taka, która mogła przydarzyć się każdemu. Historia jest pełna ciepła, wzruszenia i humoru. Autorka uczula czytelnika na najbardziej wartościowe rzeczy, o których zdarza się nam zapominać w pędzie życia. 🌿
„Dom na końcu drogi” to pełna skrajnych emocji historia o stracie, samotności, lęku, przebaczeniu i potrzebie bliskości. To książka, która pozwala zatrzymać się przy bohaterce i razem z nią przejść przez trudną drogę powrotu do siebie. 💚
September 18, 2026
Dawno żadna bohaterka nie irytowała mnie tak konsekwentnie przez niemal całą książkę. Skończyłam ją właściwie wyłącznie dlatego, że zawzięłam się, że nie zostawię jej w połowie.
Moje wątpliwości zaczęły się już przy zdaniu: „żal potrafi zabić człowieka jeszcze za życia”. A kiedy dokładnie można zabić człowieka — po śmierci? Niby drobiazg, ale takich sformułowań i sytuacji, przy których zatrzymywałam się z myślą „serio?”, było tutaj zdecydowanie za dużo.
Bohaterka ma około 50 lat, a momentami zachowuje się, jakby przez te pięć dekad funkcjonowała w całkowitym oderwaniu od rzeczywistości. Idzie nocą do lasu, którego praktycznie nie zna, bez odpowiedniego ubrania i z rozładowującym się telefonem. Nie wie, że po zaparkowaniu holowanego samochodu należy zaciągnąć hamulec ręczny. I to tylko przykłady. Naprawdę zastanawiałam się, jak ta kobieta przetrwała samodzielnie tyle lat.
Co gorsza, jej niezaradność zaczęła mnie drażnić również ze względu na sposób przedstawienia kobiety. Bohaterka jest niby inteligentna, pisze książki, radzi sobie z tabelkami i sprzątaniem, ale w zwyczajnych życiowych sytuacjach nagle nie wie podstawowych rzeczy. Nawet gotowanie początkowo nie jest jej mocną stroną. A potem przeprowadza się do domku w lesie i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki spędza pół życia na gotowaniu i pieczeniu ciast. Wcześniej u córki żyła niemal na mrożonkach. Gdzie tu konsekwencja?
Podobny problem miałam z relacjami między postaciami. W jednej chwili Karina jest „przyjaciółką”, a chwilę później dowiadujemy się, że kobiety właściwie niezbyt dobrze się znały i niewiele o sobie wiedziały. Na stronie 92 już żałowałam zakupu.
Wątek romantyczny też mnie zmęczył. Bohaterka jest zainteresowana mężczyzną, ale urządza niekończącą się grę w przyciąganie i odpychanie: raz go całuje, za chwilę odrzuca, potem znowu daje mu nadzieję. Święty straciłby cierpliwość. Gdybym była na jego miejscu, po pierwszej takiej akcji dałabym sobie spokój.
I jeszcze te „cynamonowe włosy”. Za każdym razem, kiedy pojawiał się ten facet — cynamon. Cynamon. Cynamon. Szatyn. To słowo istnieje. Pod koniec miałam ochotę czytać „ancymonowe”, żeby przynajmniej mieć z tego jakąś rozrywkę.
Osobną kwestią są fragmenty dotyczące pisarstwa. Jest tu sporo narzekania na to, ile trzeba się nagimnastykować, żeby jako autor się przebić, i miałam coraz silniejsze wrażenie, że czytam nie tyle o bohaterce, ile o osobistych frustracjach autorki.
Nie przekonały mnie też pewne szczegóły dotyczące realiów. Szczególnie scena, w której bohaterka idzie do adwokata po aresztowaniu swojego kochanka, mimo że adwokat został już wynajęty przez oskarżonego, a ona jest wobec sprawy osobą trzecią — po czym oczekuje informacji o szczegółach. Ten fragment kompletnie mnie wybił z historii.
Na dokładkę narzekanie na dach kryty gontem i sugestia, że lepiej zastąpić go blachą. Blachą. Na takim domu. Tego już osobiście nie wybaczam. 😂
Być może największym problemem jest to, że nie polubiłam bohaterki i nie potrafiłam uwierzyć ani w jej zachowanie, ani w przemianę. Zamiast jej kibicować, z każdą kolejną stroną coraz bardziej się na nią irytowałam. Książkę skończyłam siłą rozpędu i czystego uporu.
Po tej lekturze mam też chyba dość tego typu powieści na dłuższy czas. Miało być klimatycznie i życiowo, a ja głównie zadawałam sobie pytanie: „Ale dlaczego ona znowu to robi?!”
Moje wątpliwości zaczęły się już przy zdaniu: „żal potrafi zabić człowieka jeszcze za życia”. A kiedy dokładnie można zabić człowieka — po śmierci? Niby drobiazg, ale takich sformułowań i sytuacji, przy których zatrzymywałam się z myślą „serio?”, było tutaj zdecydowanie za dużo.
Bohaterka ma około 50 lat, a momentami zachowuje się, jakby przez te pięć dekad funkcjonowała w całkowitym oderwaniu od rzeczywistości. Idzie nocą do lasu, którego praktycznie nie zna, bez odpowiedniego ubrania i z rozładowującym się telefonem. Nie wie, że po zaparkowaniu holowanego samochodu należy zaciągnąć hamulec ręczny. I to tylko przykłady. Naprawdę zastanawiałam się, jak ta kobieta przetrwała samodzielnie tyle lat.
Co gorsza, jej niezaradność zaczęła mnie drażnić również ze względu na sposób przedstawienia kobiety. Bohaterka jest niby inteligentna, pisze książki, radzi sobie z tabelkami i sprzątaniem, ale w zwyczajnych życiowych sytuacjach nagle nie wie podstawowych rzeczy. Nawet gotowanie początkowo nie jest jej mocną stroną. A potem przeprowadza się do domku w lesie i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki spędza pół życia na gotowaniu i pieczeniu ciast. Wcześniej u córki żyła niemal na mrożonkach. Gdzie tu konsekwencja?
Podobny problem miałam z relacjami między postaciami. W jednej chwili Karina jest „przyjaciółką”, a chwilę później dowiadujemy się, że kobiety właściwie niezbyt dobrze się znały i niewiele o sobie wiedziały. Na stronie 92 już żałowałam zakupu.
Wątek romantyczny też mnie zmęczył. Bohaterka jest zainteresowana mężczyzną, ale urządza niekończącą się grę w przyciąganie i odpychanie: raz go całuje, za chwilę odrzuca, potem znowu daje mu nadzieję. Święty straciłby cierpliwość. Gdybym była na jego miejscu, po pierwszej takiej akcji dałabym sobie spokój.
I jeszcze te „cynamonowe włosy”. Za każdym razem, kiedy pojawiał się ten facet — cynamon. Cynamon. Cynamon. Szatyn. To słowo istnieje. Pod koniec miałam ochotę czytać „ancymonowe”, żeby przynajmniej mieć z tego jakąś rozrywkę.
Osobną kwestią są fragmenty dotyczące pisarstwa. Jest tu sporo narzekania na to, ile trzeba się nagimnastykować, żeby jako autor się przebić, i miałam coraz silniejsze wrażenie, że czytam nie tyle o bohaterce, ile o osobistych frustracjach autorki.
Nie przekonały mnie też pewne szczegóły dotyczące realiów. Szczególnie scena, w której bohaterka idzie do adwokata po aresztowaniu swojego kochanka, mimo że adwokat został już wynajęty przez oskarżonego, a ona jest wobec sprawy osobą trzecią — po czym oczekuje informacji o szczegółach. Ten fragment kompletnie mnie wybił z historii.
Na dokładkę narzekanie na dach kryty gontem i sugestia, że lepiej zastąpić go blachą. Blachą. Na takim domu. Tego już osobiście nie wybaczam. 😂
Być może największym problemem jest to, że nie polubiłam bohaterki i nie potrafiłam uwierzyć ani w jej zachowanie, ani w przemianę. Zamiast jej kibicować, z każdą kolejną stroną coraz bardziej się na nią irytowałam. Książkę skończyłam siłą rozpędu i czystego uporu.
Po tej lekturze mam też chyba dość tego typu powieści na dłuższy czas. Miało być klimatycznie i życiowo, a ja głównie zadawałam sobie pytanie: „Ale dlaczego ona znowu to robi?!”
September 4, 2026
𝓓𝓸𝓶 𝓷𝓪 𝓴𝓸𝓷𝓬𝓾 𝓭𝓻𝓸𝓰𝓲 🤎
✩ 𝓐𝓾𝓽𝓸𝓻𝓴𝓪 : @zanetapawlik.autorka
✩ 𝓦𝔂𝓭𝓪𝔀𝓷𝓲𝓬𝓽𝔀𝓸 : @wydawnictwofilia
✩ 𝓘𝓵𝓸𝓼𝓬 𝓼𝓽𝓻𝓸𝓷 : 432
✩ 𝓚𝓪𝓽𝓮𝓰𝓸𝓻𝓲𝓪 𝔀𝓲𝓮𝓴𝓸𝔀𝓪 : 16+
✩ 𝓞𝓬𝓮𝓷𝓪 : 9/10
[ 𝓦𝓼𝓹𝓸𝓵𝓹𝓻𝓪𝓬𝓪 𝓫𝓪𝓻𝓽𝓮𝓻𝓸𝔀𝓪 ] @wydawnictwofilia
„Dom na końcu drogi” to historia Lilki, której życie w jednej chwili legło w gruzach, jakby porcelana rozbiła się w drobne ziarna maku. Po wielu latach rozpada się jej małżeństwo, a na domiar złego kobieta traci pracę. W pewnym momencie postanawia więc zwolnić, odciąć się od dotychczasowego życia i odnaleźć spokój z dala od tego, co było. Wyprowadza się do starego domu na końcu drogi, gdzie ma rozpocząć wszystko od nowa. Szybko jednak okazuje się, że ucieczka od przeszłości nie jest wcale taka prosta, szczególnie gdy wspomnienia i dawne żale wracają ze zdwojoną siłą. Dodatkowo na jej drodze pojawia się mężczyzna, który również ma za sobą trudne doświadczenia. Czy dwoje poranionych przez życie ludzi będzie w stanie otworzyć się na nową relację? Czy jest szansa by ta relacja przetrwała, jeśli od początku nie darzyli siebie empatią? Było to moje pierwsze spotkanie z piórem autorki i naprawdę czytało mi się tę historię bardzo przyjemnie. To jedna z tych typowych obyczajówek, które opowiadają o sile, ale również o bólu, jaki często muszą znosić kobiety. Lilka nie jest bohaterką idealną i poukładaną. Ma swoje lęki i trudne wspomnienia, a jej życie jest dalekie od perfekcji. Dzięki temu wydawała mi się jednak bardzo prawdziwa i łatwo było mi zrozumieć jej potrzebę ucieczki oraz rozpoczęcia wszystkiego od nowa. Bardzo podobał mi się również motyw pisania. Lilka, uciekając od własnego życia, zaczyna tworzyć kolejną książkę, w której może zbudować świat dokładnie tak, jak tego pragnie. Trochę łatwiej jest jej uporządkować rzeczywistość na papierze niż własne życie. Z czasem jednak okazuje się, że nie da się bez końca uciekać przed tym, co siedzi w środku. Nowy dom staje się więc nie tylko miejscem odcięcia od przeszłości, ale również przestrzenią, w której Lilka musi zmierzyć się sama ze sobą. Autorka nie pędzi z fabułą. Zatrzymuje się w odpowiednich momentach i daje nam czas na przemyślenia i poznanie bohaterów. Dzięki temu miałam wrażenie, że naprawdę mogę stopniowo poznawać Lilkę i jej historię. Dużym plusem okazał się dla mnie również styl autorki. Pióro jest płynne i bardzo przyjemne w odbiorze. Autorka nie komplikuje niepotrzebnie języka, dzięki czemu przez historię po prostu się płynie. Czytając, miałam wrażenie, że historia rozwija się w swoim własnym rytmie i nie muszę się spieszyć, żeby nadążyć za wydarzeniami. To spokojna i pełna refleksji opowieść o mierzeniu się z przeszłością i próbie otworzenia się na drugiego człowieka mimo własnych lęków. Nie jest to historia, w której akcja pędzi od pierwszej do ostatniej strony. To raczej książka, która pozwala zatrzymać się na chwilę i zastanowić nad tym, jak trudno czasami zostawić za sobą to, co nas zraniło. Dla mnie było to naprawdę udane pierwsze spotkanie z twórczością autorki. 🤎
✩ 𝓐𝓾𝓽𝓸𝓻𝓴𝓪 : @zanetapawlik.autorka
✩ 𝓦𝔂𝓭𝓪𝔀𝓷𝓲𝓬𝓽𝔀𝓸 : @wydawnictwofilia
✩ 𝓘𝓵𝓸𝓼𝓬 𝓼𝓽𝓻𝓸𝓷 : 432
✩ 𝓚𝓪𝓽𝓮𝓰𝓸𝓻𝓲𝓪 𝔀𝓲𝓮𝓴𝓸𝔀𝓪 : 16+
✩ 𝓞𝓬𝓮𝓷𝓪 : 9/10
[ 𝓦𝓼𝓹𝓸𝓵𝓹𝓻𝓪𝓬𝓪 𝓫𝓪𝓻𝓽𝓮𝓻𝓸𝔀𝓪 ] @wydawnictwofilia
„Dom na końcu drogi” to historia Lilki, której życie w jednej chwili legło w gruzach, jakby porcelana rozbiła się w drobne ziarna maku. Po wielu latach rozpada się jej małżeństwo, a na domiar złego kobieta traci pracę. W pewnym momencie postanawia więc zwolnić, odciąć się od dotychczasowego życia i odnaleźć spokój z dala od tego, co było. Wyprowadza się do starego domu na końcu drogi, gdzie ma rozpocząć wszystko od nowa. Szybko jednak okazuje się, że ucieczka od przeszłości nie jest wcale taka prosta, szczególnie gdy wspomnienia i dawne żale wracają ze zdwojoną siłą. Dodatkowo na jej drodze pojawia się mężczyzna, który również ma za sobą trudne doświadczenia. Czy dwoje poranionych przez życie ludzi będzie w stanie otworzyć się na nową relację? Czy jest szansa by ta relacja przetrwała, jeśli od początku nie darzyli siebie empatią? Było to moje pierwsze spotkanie z piórem autorki i naprawdę czytało mi się tę historię bardzo przyjemnie. To jedna z tych typowych obyczajówek, które opowiadają o sile, ale również o bólu, jaki często muszą znosić kobiety. Lilka nie jest bohaterką idealną i poukładaną. Ma swoje lęki i trudne wspomnienia, a jej życie jest dalekie od perfekcji. Dzięki temu wydawała mi się jednak bardzo prawdziwa i łatwo było mi zrozumieć jej potrzebę ucieczki oraz rozpoczęcia wszystkiego od nowa. Bardzo podobał mi się również motyw pisania. Lilka, uciekając od własnego życia, zaczyna tworzyć kolejną książkę, w której może zbudować świat dokładnie tak, jak tego pragnie. Trochę łatwiej jest jej uporządkować rzeczywistość na papierze niż własne życie. Z czasem jednak okazuje się, że nie da się bez końca uciekać przed tym, co siedzi w środku. Nowy dom staje się więc nie tylko miejscem odcięcia od przeszłości, ale również przestrzenią, w której Lilka musi zmierzyć się sama ze sobą. Autorka nie pędzi z fabułą. Zatrzymuje się w odpowiednich momentach i daje nam czas na przemyślenia i poznanie bohaterów. Dzięki temu miałam wrażenie, że naprawdę mogę stopniowo poznawać Lilkę i jej historię. Dużym plusem okazał się dla mnie również styl autorki. Pióro jest płynne i bardzo przyjemne w odbiorze. Autorka nie komplikuje niepotrzebnie języka, dzięki czemu przez historię po prostu się płynie. Czytając, miałam wrażenie, że historia rozwija się w swoim własnym rytmie i nie muszę się spieszyć, żeby nadążyć za wydarzeniami. To spokojna i pełna refleksji opowieść o mierzeniu się z przeszłością i próbie otworzenia się na drugiego człowieka mimo własnych lęków. Nie jest to historia, w której akcja pędzi od pierwszej do ostatniej strony. To raczej książka, która pozwala zatrzymać się na chwilę i zastanowić nad tym, jak trudno czasami zostawić za sobą to, co nas zraniło. Dla mnie było to naprawdę udane pierwsze spotkanie z twórczością autorki. 🤎
August 22, 2026
„Dom na końcu drogi” to jedna z tych obyczajówek, która sprawia że szeroko uśmiechnęłam się odkładając ją. Żaneta Pawlik stworzyła coś co po raz kolejny przypomina nam co tak naprawdę liczy się w życiu i o co warto walczyć i zabiegać. To opowieść o kobiecie, która stoi na życiowym zakręcie, właśnie straciła pracę, a jej małżeństwo się rozpadło. Decyduje się na dość drastyczny krok, stara chata na skraju puszczy brzmi naprawdę pięknie. Życie naprawdę ją doświadcza, a do tego na jej drodze staje kolejny mężczyzna, który ma swój krzyż, swoje sekrety i swoje tajemnice. Kobieta nie jest gotowa na nowy związek, ale czy miłość będzie czekać? Czy może jednak warto dać jej szansę? W tej książce są tacy bohaterowie, których nie nazwałabym dobrymi ludźmi, nie chciałabym ich poznać i naprawdę nie życzyłam im niczego dobrego. Ale są też tutaj takie osoby, które robię coś bezinteresownie, które dobro drugiego człowieka stawiają nad swoje, i to było bez wątpienia budujące. To książka, którą można czytać powoli, delektować się nią, bo tak naprawdę historie którymi nas bohaterowie obdarzają są różne, jest ich sporo, co sprawia że my sami zastanawiamy się trochę nad swoim życiem i nad tym co mamy.
August 27, 2026
"Dom na końcu drogi" by Żaneta Pawlik is a surprisingly warm and comforting contemporary novel.
While the main character initially was quite irritating with her superficiality, it soon became clear that her behavior was merely a defensive facade. Watching her mature and gradually process her past turned out to be the most satisfying part of the book. The story flows naturally, and the romantic subplot is written with great subtlety and taste. A charming, cozy read about personal growth and finding solace away from the noise of everyday life.
While the main character initially was quite irritating with her superficiality, it soon became clear that her behavior was merely a defensive facade. Watching her mature and gradually process her past turned out to be the most satisfying part of the book. The story flows naturally, and the romantic subplot is written with great subtlety and taste. A charming, cozy read about personal growth and finding solace away from the noise of everyday life.
Displaying 1 - 6 of 6 reviews






