Złowieszczy palec Fidela. Prawdziwa historia Buena Vista Social Club. Co się stanie, kiedy diabeł zamknie oczy? – reporterski obraz Kuby, kraju w przededniu katastrofy lub wyzwolenia. Fidel Castro nie żyje. Umarł już dawno, z nudów. Nie ma już bowiem na Kubie nic, co mógłby jeszcze zniszczyć. Przy okazji pogrzebał mit rewolucji, którą uosabiał. I samego siebie – Fidela Castro, jeden z największych mitów światowej lewicy XX wieku. Po obu mitach pozostał zabobon i jego samotny, zdziwaczały szaman. Oraz kraj na krawędzi. Katastrofy? Wyzwolenia? Wkrótce się okaże.
„Dziś Kubańczyk na ulicy inaczej się nosi, inaczej idzie i inaczej patrzy, zwłaszcza w Hawanie. Dziś ma w uchu kolczyk. A kiedyś zrywała go bezpieka” – Yoani Sánchez
Kolejna pozycja, która choć ciekawa w założeniu, okazuje się nie do strawienia, bo zamiast stanowić zamkniętą całość jest tylko kompilacją artykułów na dany temat. Choć moglibyśmy mieć do czynienia z książką wyjątkową - jedynym w języku polskim opracowaniem na temat bohaterów kubańskiej opozycji, mamy tu zaledwie zbiór notatek, wywiadów i reportaży, których cechą wspólną są ciągłe powtórzenia. Czy autor myślał, że jego praca ucierpi jeśli zredaguje wcześniejsze artykuły? Jeśli powykreśla zbędne wprowadzenia, powtórzenia opisów kluczowych wydarzeń? Ciężko mi zrozumieć czemu czytelnik musi po kilka razy czytać niemal dokładnie te same akapity o poszczególnych grzechach reżimu Fidela, czemu po kilka razy trzeba omawiać sprawę Ochoi (przy okazji tytułując go "najwybitniejszym generałem", "bohaterem") itp. Niestety, ciężko też traktować książkę jako stricte historyczną - za dużo tu opierania się na domysłach, przemilczeń i niewielkich manipulacji (dyskretne sugerowanie, że Cienfuegos "zaginął" nie bez związku ze sprawą Hubera Matosa - co ciekawe nie w rozdziałe o Matosie, a gdzie indziej gdzie również omawiana jest ta sama postać). Coś takiego byłoby zrozumiałe w szukających sensacji lekkich artykułach prasowych - siegąjąc po książkę chciałbym czegoś więcej. Spośród wszystkich książek o Kubie jakie przeczytałem - ta jest zdecydowanie najsłabsza. Strasznie szkoda, bo patrzy na Rewolucję najbardziej krytycznie i zwraca uwagę na te postaci, o których inni autorzy raczej nie wspominają.
Rządy "Diabla z Hawanie" pochłonęły prawie 10 000 udokumentowanych ofiar systemu, 50 000 osób zginęło w trakcie ucieczki ponieważ woleli wybrać śmierć niż socjalizm, a prawie 25% ludności Kuby żyje na emigracji. W kraju panuje jedynie prawdziwy komunizm, którego nie mogły uratować nawet petrodolary Cheveza. Castro zniszczył wszystko co mógł zniszczyć i teraz może już odejść w spokoju. System otwiera się na emigrantów mieszkających na Florydzie, na USA i UE, z przyjemnością przyjmuje kasę od państw, które niedawno były jego przeciwnikami politycznymi. Dzięki takim działaniom komuniści przedłużają swoją agonię i jednocześnie "ustawiają" swoich wiernych funkcjonariuszy przed nieuchronnymi zmianami na wyspie. To pewnie ostatni moment, żeby zobaczyć na własne oczy do czego prowadzi komunizm, ale trzeba pamiętać, że dzięki turystyce reżim jeszcze istniej i zapowiada, że władzy politycznej nie odda. Do momentu rewolucji reżim Batisty posiadał na wyspie 14 wiezień, Castro przebił wielokrotnie ten wynik i w tej chwili mówi się o 200 więzieniach na wyspie, dodatkowo bardzo "humanitarnych", nikt nie umiera w więzieniu, przed śmiercią ludzi zwalnia się do domów ... można powiedzieć ludzka twarz komunizmu "Diabła z Hawany".
Po przeczytaniu powieści Leonarda Padury "Człowiek, który kochał psy" poszłam za ciosem i sięgnęłam po dwie książki reporterskie opowiadające o historii i współczesności Kuby. Ta współczesność nie jest niestety zupełnie aktualna, bo oba reportaże ukazały się kilka lat temu. Dziś podzielę się refleksjami o książce Macieja Stasińskiego "Diabeł umiera w Hawanie" (Agora 2015). Autor jest dziennikarzem Gazety Wyborczej i teksty zamieszczone w wydanej przez Agorę pozycji były wcześniej drukowane właśnie tam. Pochodzą z lat 2000-2015. Ma to niestety swoje wady, bo wielokrotnie w różnych reportażach czy artykułach powtarzają się te same informacje. Można oczywiście spojrzeć na to z innej strony - dzięki temu czytelnik lepiej zapamięta. Mimo wszystko wolę jednak książki, które nie składają się z tekstów gazetowych, a przynajmniej nie tylko. To oczywiście nie dyskredytuje reportaży Macieja Stasińskiego. Można się z nich wiele o Kubie dowiedzieć. Są tu odniesienia do historii, sporo informacji o Fidelu Castro, trochę tekstów o życiu codziennym, ale przede wszystkim znajdziemy w tej książce liczne portrety opozycjonistów. Zdarzają się też wywiady z nimi. Maciej Stasiński pisze i o tych najstarszych, którzy zaczynali swoją drogę, walcząc u boku Fidela Castro, aby szybko zorientować się, że nie o to chodziło i wypowiedzieć wodzowi swoje posłuszeństwo. To przypadek Hubera Matosa, który już w grudniu 1959 roku, a więc krótko po zwycięstwie rewolucji, został skazany na dwadzieścia lat więzienia. Kiedy wyszedł, kontynuował działalność na emigracji. Zmarł w roku 2014. Ale jest w tej książce obecne także nowe pokolenie opozycjonistów. Między innymi chyba najbardziej w Polsce znana Yoani Sanchez, której książka "Cuba libre. Notatki z Hawany" ukazała się przed ponad dziesięciu laty także u nas. Zupełnie odmienne możliwości działania dał młodym internet, chociaż dostęp do niego na Kubie nadal nie jest prosty. Dziś wynika to z przyczyn ekonomicznych i technicznych, nie politycznych. I właśnie między innymi Yoani Sanchez swoją polityczną aktywność oparła na internecie - zaczęła uprawiać dziennikarstwo w sieci i prowadzić blog. Była pionierką, za nią poszli inni. Jednym z problemów kubańskiej opozycji, oprócz prześladowań, były trzy wielkie fale emigracji, bo za każdym razem następowało zerwanie ciągłości działania. Fidel Castro znalazł sprytny sposób, jak spuścić ciśnienie, kiedy niezadowolenie społeczne zaczynało przybierać niepokojące rozmiary. Wtedy na krótko, kilka, kilkanaście dni, otwierał granice i pozwalał Kubańczykom na wyjazd z kraju. Stało się tak w roku 1964, 1980 i 1995. Te eksodusy zawsze odbywały się przez morze - ludzie budowali tratwy, z czego tylko mogli, i w ten sposób opuszczali wyspę. Taką scenę uwiecznił Leonardo Padura w powieści, o której pisałam ostatnio. Swoją książkę zaczyna Maciej Stasiński od tekstów o Fidelu Castro. Obala przy okazji dwa mity, które się rozpowszechniły. Jeden, że rewolucja od początku była zrywem komunistycznym. Otóż to nieprawda. Po pierwsze Fidel Castro wykorzystał fakt, że przeciwko skorumpowanej i brutalnej dyktaturze Batisty walczyły różne ugrupowania. Po drugie on wcale nie był komunistą, obiecywał przywrócenie demokratycznej konstytucji obalonej przez dyktatora. Ideologia komunistyczna stała się dla Fidela Castro sposobem sprawowania autorytarnej władzy. Drugi mit, jaki obala autor, mówi, że przed rewolucją Kuba była całkowicie zależna od Stanów Zjednoczonych, a jej gospodarka w ruinie. To również nieprawda - zależność, która powstała, kiedy Stany pomogły Kubańczykom w wojnie o niepodległość z Hiszpanią, stopniowo się zmniejszała, następowała kubanizacja rozwijającej się gospodarki. W tamtym czasie Kuba była znacznie bogatsza od frankistowskiej Hiszpanii. To stamtąd ludzie emigrowali na wyspę, szukając możliwości pracy i lepszego życia. Do czego doprowadziły wodzowskie rządy Fidela Castro, wiadomo. W książce, szczególnie w tekstach nowszych, bardzo mocno wybrzmiewa wiara autora, że ostateczny upadek komunistycznej Kuby jest blisko, bo idea już dawno zbankrutowała, tylko najstarsi jeszcze w nią wierzą. Poza tym po upadku Hugo Chaveza, który sponsorował wyspę od czasu rozpadu ZSRR i bloku wschodniego, stopniowo następowały zmiany gospodarcze, zmieniał się też stosunek do USA. Sprzyjało temu odsuwanie się Fidela Castro od polityki (większość tekstów powstała, kiedy jeszcze żył). Maciej Stasiński nie widzi też możliwości, aby mógł się tu przyjąć wariant chiński. Wierzy, że uda się zmiany przeprowadzić pokojowo. Kiedy się to wszystko czyta, tym bardziej robi się przykro, bo minęło siedem lat, nie żyje Fidel Castro, nie rządzi już nawet jego brat Raul, a Kuba pogrąża się w kryzysie gospodarczym. Kto może, sprzedaje wszystko i decyduje się na wyjazd, co nie jest już dziś takie proste. To droga z Nikaragui (tylko do tego kraju Kubańczycy nie potrzebują wiz) przez Meksyk. A jak taka wędrówka wygląda, można przeczytać w znakomitej i smutnej książce Oscara Martineza "La Bestia. O ludziach, którzy nikogo nie obchodzą". Wszystko się kiedyś kończy, żadne imperium, żadna dyktatura nie trwa wiecznie. Pytanie tylko - kiedy?
Książka mogłaby być ciekawsza. Tematyka bardzo dobra, ale bardzo duża ilość powtórzeń męczy. To jest zbiór artykułów i te wszystkie wprowadzenia i powtórki sprawiają, że się przeskakuje pewne fragmenty. Książka też bardzo subiektywna i z jednej strony. Jak najbardziej dobrze na to w ten sposób patrzeć z innej perspektywy, ale oczekiwałbym trochę większego obiektywizmu.
Zupełnie inne emocje, kiedy tę książkę czyta się w Hawanie. Trochę przedawniona, bo na wyspie wiele się zmieniło, ale część rzeczy dalej (NIESTETY) aktualna.
Och, Kubo, ale jesteś sprzeczna. I jakie ambiwalentne emocje wywołujesz!