Piekło jeszcze nigdy nie było tak zabawne i tak niebezpieczne.
Svietlana Bringer budzi się związana podczas egzorcyzmu odprawianego… na niej samej. Podobno przez ostatnie osiem miesięcy stoczyła kilka bitew, omal nie została boginią nowej religii dla diabłów i zniknęła bez śladu. Problem w tym, że nie pamięta z tego ani jednej chwili.
Ścigana przez fanatyków, potwory wabione jej krwią oraz inkwizytora, który najwyraźniej nie jest tym, za kogo się podaje, Svietka próbuje odzyskać utracone wspomnienia. Z każdą odkrytą tajemnicą coraz wyraźniej widać, że ktoś od dawna pociąga za sznurki, a diabelska układanka skrywa znacznie więcej sekretów, niż ktokolwiek przypuszczał. Pytanie tylko, czy prawda okaże się wybawieniem… czy największym przekleństwem.
Jakub Ćwiek ponownie zaprasza na szaloną jazdę bez trzymanki, pełną humoru, grozy, ciętych dialogów i zaskakujących zwrotów akcji. A kiedy wydaje ci się, że znasz już zasady tej gry, okazuje się, że ktoś właśnie napisał je od nowa.
Człowiek, który nie potrafi usiedzieć w miejscu. Pisarz, komik stand-upowy, publicysta, podróżnik. Autor ponad dwudziestu książek, a także licznych opowiadań, słuchowisk, artykułów, sztuk teatralnych i scenariuszy.
A weźcie sobie konwenanse i dobre maniery wsadźcie w d…
To znaczy nie musicie, ale przy tej książce warto. Bo kiedy budzisz się na własnym egzorcyzmie, ubrana w babciną koszulę i z kilkumiesięczna luką w pamięci, to kulturalnie się nie da.
Wyobraźcie sobie komedię, w której główna bohaterka ma piekielne korzenie, zerową cierpliwość do absurdów rzeczywistości i zwyczaj mówienia do „wymyślonej widowni w swojej głowie”. Dodajcie do tego dwumetrowego kulturystę w kwiecistej sukience, Inkwizycję w ciężarówce i polską prowincję.
Kiedy to sobie zwizualizujecie, będzie mieć z grubsza obraz tego, czym jest „Taki diabeł straszny” - drugi tom cyklu Diabelska sukcesja. Kuba Ćwiek po raz kolejny udowadnia, że w polskim urban fantasy czuje się jak ryba w wodzie. Albo diabeł w smole. Historia rusza z kopyta od pierwszej strony i nie zwalnia ani na moment.
Co Was może w niej urzec?
Na pewno stand-upowa narracja. Svietlana Bringer (a tak naprawdę Salomea Boruta) to bohaterka, której po prostu nie da się nie polubić. Jej wewnętrzne monologi, cięte riposty i ciągłe przełamywanie czwartej ściany sprawiają, że przez ten tekst płynie się ekspresowo i z bananem na twarzy. Jeśli znacie poprzednie książki autora, to spodobają się Wam absurd i czarny humor. Mamy sporo piekielnych spisków oraz zderzenie sacrum i profanum. Chociaż w sumie to nie. Nie ma tu żadnego sacrum, bo obrywa się wszystkim i wszystkiemu. I to w tempie karabinu maszynowego, bo akcja nabiera tempa gdzieś w połowie pierwszego zdania i nie zwalnia aż do ostatniego. Dla niektórych to tempo może być nawet i zbyt szybkie, ale trzeba wziąć poprawkę na konwencję.
Ta książka to bilet na literacki stand-up, z którego wyjdziecie zadowoleni jak prosiak z kąpieli w świeżym błotku.
Kiedy piekło ma własne zasady! Czyli recenzja książki „Taki diabeł straszny” tom 2 autorstwa Jakuba Ćwieka. No, kochani, z tym tomem dostajemy cios prosto w twarz, i to z otwartej ręki. :D Z góry polecam, aby najpierw sięgnąć po pierwszy tom, ponieważ tom drugi to kontynuacja losów Svietki. Choć na upartego da się zrozumieć fabułę bez znajomości pierwszej części, lepiej mieć ją w pamięci. Znając twórczość autora, próbowałam przewidzieć, co czeka naszą bohaterkę, ale na litość Boską, to, że obudzi się w trakcie egzorcyzmów własnej osoby, w życiu bym nie przewidziała! (Spokojnie, to nie spoiler, bo możecie się tego dowiedzieć z opisów na stronach poświęconych książce). Jaka byłaby wasza reakcja, kiedy związani leżycie, a wokoło was toczy się egzorcyzm, wokół płoną świece, pojawiają się symbole, a ludzie próbują wypędzić z was… was samych?! Brzmi dziwnie? Phi… to dopiero początek historii, więc już teraz wyobraźcie sobie, co czeka was później. Svietka znajduje się w sytuacji, w której trudno byłoby zachować spokój nawet najbardziej opanowanej osobie. Przez ostatnie osiem miesięcy wydarzyło się wokół niej mnóstwo rzeczy, ale jest jeden poważny problem: bohaterka niczego z tego nie pamięta. Podobno walczyła, zniknęła bez śladu, a nawet niemal została boginią nowej religii dla diabłów. Teraz musi dowiedzieć się, co właściwie się wydarzyło i dlaczego ktoś najwyraźniej bardzo chce kontrolować jej los. I właśnie zagadka utraconej pamięci sprawia, że od pierwszych stron chce się wiedzieć więcej. Svietka nie otrzymuje gotowych odpowiedzi. To coś dla fanów filmu „Kac Vegas”, ponieważ razem z nią odkrywamy kolejne fragmenty wydarzeń, próbując zrozumieć, komu można zaufać, a komu zdecydowanie nie należy wierzyć. Na jej drodze pojawiają się fanatycy, potwory przyciągane jej krwią oraz inkwizytor, który skrywa własne tajemnice. Im więcej informacji wychodzi na jaw, tym bardziej okazuje się, że za wydarzeniami stoi coś większego. Ona nic nie pamięta, i to jest mega, bo choćbyś chciał wykminić, co i jak, to wybacz, ale nie dasz rady. Musicie pamiętać, że jej przyjaciele, którzy dopiero co poznali, kim tak naprawdę jest Svietka, sami muszą uporać się z tą wiedzą, a to, co ona dowie się o niektórych, to klękajcie narody! :D Ubaw murowany. Dla mnie ogromnym plusem było to, że nie trzeba było zapamiętywać dziesiątek nazw królestw, rodów i magicznych przedmiotów. Zamiast odległej krainy mamy świat, w którym nadnaturalne istoty, diabły, egzorcyzmy i inkwizytorzy mogą pojawić się obok rzeczy znanych ze współczesności. Piekło nie jest tutaj jedynie ponurym miejscem pełnym ognia i cierpienia. Ma własne układy, konflikty, ambicje i zasady, a spotkanie z jego mieszkańcami może być równie niebezpieczne, co absurdalnie zabawne. Po tej lekturze to miejsce będzie kojarzyło się z mega rodziną, która „kocha się”, ale tylko na zdjęciu. Jedno kopie dołki pod drugim, trzeci właśnie wystawia czwartego itd. Normalnie komediowy rollercoaster i właśnie ten humor sprawił, że tę książkę/serię czytało się inaczej niż typową opowieść o demonach i walce dobra ze złem. W „Taki diabeł straszny” groźne sytuacje potrafią sąsiadować z absurdem, a atmosfera niepokoju zostaje przełamana żartem. Warto też zwrócić uwagę na samą Svietkę. Nie jest bohaterką, która spokojnie czeka, aż ktoś rozwiąże za nią jej problemy. Ma własne zdanie, próbuje zrozumieć otaczający ją chaos i przede wszystkim chce odzyskać kontrolę nad swoim życiem. Jej sytuacja jest ciekawa również dlatego, że sama nie może być pewna tego, co wydarzyło się podczas ośmiu miesięcy, których nie pamięta. Czy można ufać wspomnieniom innych osób? Czy każda przekazywana jej informacja jest prawdziwa? I co zrobić, kiedy okazuje się, że własna przeszłość może kryć rzeczy, o których wolelibyśmy nie wiedzieć? Najważniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że za całym piekielnym zamieszaniem kryje się zagadka, którą naprawdę chce się rozwiązać. Mam nadzieję, że to nie koniec przygód Svietki, bo gdzie ja teraz znajdę kobitę z tak ciętym językiem? Polecam całym sercem!
Słuchałam w audiobooku i absolutnie uwielbiam lektorkę. Jeśli chodzi o samą książkę to czekałam na ten drugi tom, ale kompletnie nic on nie wniósł. Bardzo lubię główną bohaterkę i kocham ten humor, na tym kończą się plusy… Ta książka była dosyć nijaka i kompletnie nieangażująca. 1,75/5
Tak to już chyba jest, że kiepskie książki potrafią ciągnąć się człowiekowi w nieskończoność, a te naprawdę dobre kończą się zdecydowanie za szybko. I właśnie z takim poczuciem zamknęłam Taki diabeł straszny od Jakuba Ćwieka. Ledwo zdążyłam ponownie przyzwyczaić się do towarzystwa Svietlany Bringer, ledwo znów zaczęłam z przyjemnością obserwować jej kolejne szalone przygody, a już trzeba było się z nią rozstać. A ja zdecydowanie nie byłam na to gotowa. Po pierwszym tomie Diabelskiej sukcesji miałam spore oczekiwania. Przygody Svietki dostarczyły mi mnóstwo rozrywki, a jej specyficzne poczucie humoru bardzo szybko przypadło mi do gustu. Na szczęście drugi tom nie tylko nie obniżył poprzeczki, ale bez większych problemów powtórzył wyczyn poprzednika. Znowu śmiałam się do łez. Tym razem Svietlana Bringer budzi się związana podczas egzorcyzmu odprawianego… w jakiejś zapomnianej, zatęchłej, wiejskiej świetlicyna niej samej. Problem polega na tym, że według wszystkich wokół przez ostatnie osiem miesięcy zdążyła przeżyć kilka bitew, niemal zostać boginią nowej diabelskiej religii i tajemniczo zniknąć bez śladu. Tylko że Svietka niczego z tego nie pamięta- trudno o lepszy początek kolejnej diabelskiej afery. Jakby całej tej balangi z egzorcyzmami było mało, to jeszcze ktoś wyraźnie bardzo jej nie lubi. I to bardzo, bardzo. Po piętach depczą jej fanatycy, potwory oraz inkwizytor, który zdecydowanie nie jest tym, za kogo się podaje. A gdzieś w tle majaczy jeszcze większa zagadka - ktoś od dawna pociąga za sznurki, a Svietlana musi nie tylko odzyskać utracone wspomnienia, ale również zrozumieć, w jaką właściwie grę została wciągnięta. I właśnie tutaj zaczyna się cała zabawa. Bo Taki diabeł straszny ma w sobie dokładnie to, co najbardziej polubiłam w pierwszym tomie - absolutnie specyficzny, sarkastyczny humor, który balansuje na granicy absurdu, ale ani razu nie przekracza jej w sposób, który odbierałby historii spójność. Humor jest tutaj integralną częścią narracji i charakteru Svietki, a dzięki temu wypada naturalnie. Sarkazm pojawia się dokładnie wtedy, kiedy powinien, by zaakcentować wydarzenia - często w najmniej odpowiednim dla bohaterki momencie, czyli oczywiście w najlepszym możliwym z punktu widzenia fabuły. A Svietka? To zdecydowanie jedna z tych postaci, z którymi mogłabym spędzić jeszcze dużo, dużo czasu. Jest daleka od klasycznej bohaterki, która chce uratować cały świat, bo przecież wszyscy zasługują na szczęśliwe zakończenie. Svietlana jest raczej moralnie szara. Troszczy się o swoich ludzi, jest gotowa zrobić dla nich naprawdę wiele, ale jeśli chodzi o całą resztę świata… Cóż. Cała reszta może się bujać. Jak na diabła - podejście zaskakująco ludzkie. I właśnie ta jej niejednoznaczność bardzo mi odpowiada. Svietka nie jest ani krystalicznie dobra, ani jednoznacznie zła. Ma własne zasady, własne granice i przede wszystkim własnych ludzi, których chroni. Nie zamierza być zbawicielką ani bohaterką dla każdego, kto spojrzy na nią oczami kota ze Shreka. Jeżeli jednak ktoś skrzywdzi jej bliskich, może być pewien, że Svietlana nie przejdzie obok tego obojętnie. A jakby tego było mało, to pod tą całą warstwą sarkazmu, cynizmu i absurdalnych sytuacji kryje się najbardziej emocjonalna część tej historii. Bo Taki diabeł straszny jest nie tylko zabawną przygodą z piekłem robiącym za scenografię. Pod płaszczykiem humoru autor przemyca całkiem sporo tematów związanych z emocjami, relacjami i rodziną. Svietka musi mierzyć się nie tylko z demonami, fanatykami i utraconymi wspomnieniami, ale również z własnymi uczuciami oraz tym, co tak naprawdę oznaczają dla niej ludzie, których nazywa swoimi. Co w zasadzie świetnie tłumaczy sposób prowadzenia narracji w tej serii. Podobnie jak w pierwszym tomie tak tutaj, Svietlana traktuje czytelników jak widownię. Zwraca się do nich, komentuje wydarzenia, przegaduje swoje problemy i wykorzystuje odbiorcę jako bezpieczną przestrzeń, w której może uporządkować to, co dzieje się w jej głowie. To bardzo ciekawy zabieg. Z jednej strony jest zabawny, bo Svietka potrafi bezceremonialnie komentować sytuacje, tworząc z wewnętrznego monologu niemal standup’owy performance , z drugiej jednak pozwala lepiej zrozumieć bohaterkę. Bo kiedy na chwilę odłożymy żarty i sarkazm, okazuje się, że ta „diablica” całkiem sporo w sobie dusi. I właśnie dlatego jej humor nie jest wyłącznie komediowym dodatkiem. Jest również mechanizmem obronnym. Sposobem na poradzenie sobie z tym, czego Svietlana nie chce albo nie potrafi przepracować w bardziej bezpośredni sposób. Bardzo podobało mi się również to, że drugi tom nie próbuje po prostu powtórzyć pierwszego. Historia idzie dalej, rozwija rozpoczęte wcześniej wątki i intrygi, dokłada nowe pytania. Im więcej Svietka odkrywa, tym mocniej okazuje się, że rzeczywistość jest znacznie bardziej skomplikowana, niż mogła przypuszczać. A kiedy już wydaje nam się, że i ona i my zaczynamy rozumieć zasady tej gry, ktoś potężniejszy postanawia je zmienić. A potem nagle… Koniec. Tak to już jednak jest - dobre historie kończą się wtedy, kiedy człowiek najchętniej czytałby dalej. I dlatego z ogromną niecierpliwością będę wypatrywać kolejnego tomu. Zwłaszcza że zakończenie zostawia mnie z bardzo konkretną potrzebą poznania dalszych losów Svietlany. Taki diabeł straszny sprawił, że śmiałam się do łez, dałam się wciągnąć w kolejne diabelskie awantury, a pod koniec zaczęłam już żałować, że książka jest tak krótka. Kuba Ćwiek jak zawsze dowozi. Cóż mogę więcej powiedzieć? Polecam szczerze i z całego mojego (diabelskiego) serca! Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu SQN #współpracarecenzencka #współpracabarterowa #współpracareklamowa
Svieta, Svieta, Svieta... Powitać, powitać... Ty szalony diabelski wariacie. Tyli czasu czekać!
Współpraca reklamowa
Co zrobisz, gdy obudzisz się przywiązany do łóżka i nagle klecha zacznie odprawiać egzorcyzm?
Moi drodzy parafianie, przed wami moja ukochana, ulubiona, ikoniczna Svietlana Bringer!
Ścigana przez fanatyków, potwory, inkwizytora. Zaginiona po sporej dawce szaleju z zanikiem pamięci.
Zostajemy wrzuceni w wir akcji po zakończeniu pierwszego tomu. Svieta leży przykuta do łóżka a nad nią ksążulek odprawia z wikarym egzorcyzmy 🤣😳 Ale wtedy wpada nasz guru mody Pan Samson i wyciąga ją z opresji. A przynajmniej jej się tak wydaje... 🤟🔥
Akcja tej książki to istna jazda bez trzymanki. W jednej chwili strzelają do nich a 5 min później lądują u Wojtka i Svieta ubliża ciężarnej Jagnie, bo wygląda jak ludzik Michelin 🤷🏼♀️🤦🏼♀️
Cały fenomen tej serii polega na cudownych tekstach bohaterów, czarnym humorze i takiej dawce emocji, że czytanie jej to przyjemność.
Bohaterowie jak zawsze są top. Całe przedstawienie wszystkich wątków: kto, co, z kim, dlaczego jest tak dobitnie wytłumaczone, że ciężko się nie połapać. Nawiązania do poprzedniej części ułatwiają odnalezienie się w tym wszystkim.
Okładka zasługuje na brawa, bo jest prze-cu-do-wna! Zajmie napewno ważne miejsce na moim regaliku🔥
Jedyne za co nie podziękuję autorowi to zakończenie... Panie Jakubie ja się pytam co to jest?! 😒😒😒 To ja tu się rozkręcam, lecę z historią i że co, że dalsza część nastąpi? Serio? Przecież tak nie można 🫠🫠🫠
Zostaje mi tylko napisać wam, że jeśli jeszcze nie mieliście styczności z twórczością autora to naprawdę wam polecam. Ja poznałam ją przypadkiem i był to najlepszy przypadek w moim czytelniczym życiu 💙💙💙
Svieta czekam dalej... 🔥🤟 Tylko nie każ tyle czekać, bo trzeba będzie reread robić (chociaż w sumie, to będzie przyjemność 💗)
Lubisz słuchać audiobooki? To dosyć kontrowersyjne pytanie, ja wiem.😂
1 tom o Swietlanie przeczytałam prawie 2 lata temu i już wtedy pisałam, że „Diabelska sukcesja” to seria Ćwieka, która siadła mi najbardziej. Więc kiedy pojawiła się druga część, wiadomo, nie zastanawiałam się za długo.
I jak to bywa w książkach @po.prostu.cwiek , zaczynamy z grubej rury, bo Svietka budzi się przywiązana podczas egzorcyzmu odprawianego na niej samej. Problem? Nie pamięta ostatnich miesięcy, w których podobno zdążyła walczyć (własny oddział wojska podobno nawet miała!) , zniknąć i prawie zostać boginią diabłów. No klasyczny poniedziałek. XD
Uwielbiam Svietkę. Serio. Jej teksty, charakter i poziom odklejenia są absolutnie moje (choć nie powiem, czasami te żart pokonują nawet mnie). Do tego czarny humor, absurd, szybka akcja i intryga, w której co chwilę człowiek ma takie „CO TU SIĘ WŁAŚNIE ODJANIAPAWLA?!” Czyta się to ekspresowo, bo i styl pisania jest spoko, a i książka jest naprawdę króciutka.
To naprawdę są duże plusy i za to książka mi się podoba! Z minusów też się coś znalazło. Na pewno jest to długość, bo jest za krótka. Taka urwana w połowie. Rozumiem dlaczego, rozumiem zamysł, ale nie trafia to do mnie. Jak na to, że czeka się 2 lata na 150 stron, to trochę słabo. I oczywiście muszę ponarzekać na zakończenie, bo Panie Jakubie, TAK SIĘ NIE ROBI. Zaczęłam się wkręcać, a mi się książka skończyła. Sam motyw z diabłem i piekłem w tym tomie był znikomy. Chyba 2 tom będę traktować jako 1,5 tom, a nie pełnoprawny 2 tom. Dla własnego zdrowia psychicznego.
kiedy Julia Kamińska przeczytała stylizowane "a few moments later" prawie spadłam z drabiny :D boskie. dobrze było wrócić do Salki Boruty, to był powrót do domu, tego miejsca w serduchu zajętego przez Kłamcę, Dreszcza, Chłopców i resztę Ćwiekowych bohaterów, kawałka duszy przeznaczonego do jazdy bez trzymanki, byle dalej, szybciej i mocniej :D