Po zimie w Lipowie nie zostało już śladu. Wiosna przejmuje świat w swoje władanie. Kwitną kasztanowce, a na polach szumi zielone jeszcze zboże. Przy tej sprzyjającej aurze młodszy aspirant Daniel Podgórski zamierza nareszcie zmienić swoje życie i oświadczyć się Weronice Nowakowskiej.
Tymczasem w okolicach Lipowa umiera pewna kwiaciarka. Kobieta jest już wiekowa, jej śmierć początkowo nie wydaje się więc wcale podejrzana. Z jakiegoś powodu jednak ratowniczka medyczna z karetki pogotowia wezwanej przez sąsiadkę zmarłej nalega na natychmiastowe sprowadzenie policji. Szybko okazuje się, że kobieta miała rację: kwiaciarka została zamordowana.
Daniel Podgórski i komisarz Klementyna Kopp stają przed kolejnym trudnym zadaniem. Kto mógł życzyć śmierci samotnej starszej pani? Dlaczego wytatuował na jej piersi trudny do odcyfrowania napis? Co ma z tym wszystkim wspólnego historia pary młodych ludzi sprzed ponad stu sześćdziesięciu lat?
Z jednym wyjątkiem to czwarty tom serii o policjantach z niewielkiej wsi Lipowo. To trzymające w napięciu klasyczne kryminały psychologiczne z mocnym tłem obyczajowym.
Czwarty tom „Z jednym wyjątkiem” na tle całości wypada przeciętnie. Kolejny raz mało Lipowa w sadze o Lipowie, irytujący bohaterowie jak Klementyna i Kamiński na pierwszym planie, a intryga kryminalna? Z nią mam mały problem.
Po zimowych przejściach, nastaje wiosna a razem z nią sprawa śmierci starszej kwiaciarki. Czy jest tutaj mowa o kolejnym morderstwie? 💐🔪 Ponad 700 stron historii, w tym przypadku to zdecydowanie za dużo. W ostatecznym rozrachunku w książce pojawiło się wiele niepotrzebnych scen, które ostatecznie nie były istotne dla rozwiązania. Ciągłe przesłuchania tych samym postaci, przedstawiało policjantów we wręcz nieprofesjonalnym świetle. Co do samej intrygi kryminalnej i jej zakończenia, nie mogę być obiektywna ze względu na wątek szachowy, który okazał się kluczowy. Z zaciekawieniem czytałam opisane partie, a z posiadaną wiedzą o „nieśmiertelnej partii” łatwiej było mi zrozumieć całość. Z jednym wyjątkiem, problem z wątkiem kryminalnym mam taki, że połączenia miedzy bohaterami wydają się czasami nierealne (jest ich za dużo), chociaż całościowo nie wypada to tak źle.♟
Liczę w kolejnym tomie na uzupełnienie kwestii, które ciągną się w zasadzie od początku - Teresa czy relacja miłosna naszego głównego bohatera (dlaczego taka końcówka!). Koniecznie muszę się zabrać za piąty tom „Utopce”, ale narazie nie ciągnie mnie do Lipowa jak po przeczytaniu trzeciego tomu.
Po raz pierwszy przy lekturze opowieści z Lipowa byłam nieco zirytowana i ... znudzona. Śledztwo nie trwa przecież długo, nawet wziąwszy pod uwagę, że zanim dochodzi do kolejnego morderstwa mija zawsze parę dni. Tropy jak zwykle są zagmatwane, wzajemnie się wykluczają, a liczba kandydatów na sprawców ciągle rośnie. Jednak w szczegółowości opisów poszczególnych kroków dochodzenia tym razem, moim zdaniem, autorka przesadziła. Wygląda to na przykład tak, że małe, na ogół dwuosobowe ekipy policjantów jadą w konkretne miejsce, aby przesłuchać któregoś z podejrzanych, co jest detalicznie opisane. Następnego dnia, znowu szczegółowo, relacjonują na odprawie przebieg i wyniki swoich misji. Do tego dochodzą retrospekcje, w dwóch planach czasowych, oraz tradycyjne wyznania sprawcy. W rezultacie powieść wlecze się niemiłosiernie i z lekkim przerażeniem widzę, że następny tom serii jest niewiele krótszy.
Z drugiej strony wypada przyznać, że intryga jest interesująca, także ze względu na sięgniecie do historii. Otóż, ważnym elementem ciekawej literatury jest odkrywanie prawdziwych cech osobowościowych bohaterów, wrodzonych lub ukształtowanych przez doświadczenia życiowe. Katarzyna Puzyńska, absolwentka psychologii, nieźle sobie z tym radzi. Ale w poprzednich tomach charaktery i czyny, głównie, choć nie wyłącznie, sprawców przestępstw, nie są osadzone w szerszym kontekście społecznym, historycznym czy politycznym. Tutaj trochę to się zmienia. Oczywiście można by wybrzydzać, że połączenie dziewiętnastowiecznych arcymistrzostw szachowych z peerelowską i obecną rzeczywistością niewielkiej polskiej prowincji jest dość karkołomne. Ja jednak nie narzekam. Takie prawa sensacyjno-kryminalnej fikcji!
Książka trochę przydługa. Nasz aspirant Daniel przez całą książkę stara się zaręczyć z tą swoją lalką, Weroniką. Po co? Chyba tylko po to, żeby się z nią rozwieść bo dobry glina musi być po przejściach i być sam. W jego życiu nie może być żadnej kobiety, prócz mamusi oczywiście. A tak przy okazji jaką rolę ma ta Weronika w całej tej sadze o gliniarzach?
Ja nie wiem co ja mam pisać w recenzjach książek Puzynskiej... ABSOLUTNIE KOCHAM HALO GDZIE NOBEL DLA PANI KASI PUZYNSKIEJ?
reread: wszystko na poziomie, cieszy mnie to, że czytając pierwszy i drugi tom musiałam robić drzewa genealogiczne i rozpiski postaci, a teraz słucham na luzie i wszystko ogarniam. Chyba mózg mi się już rozgrzał po prostu do myślenia o Lipowie 😆
Ogólnie rzecz ujmując, dla mnie najsłabsza z dotychczas przeczytanych przeze mnie ksiazek o Lipowie, ocena miała być niższa, ale....zakończenie??! Nie robi się tak!! Przecież ja musze zacząć słuchać następnego tomu!!
Mam mieszane uczucia, jeśli chodzi o tę książkę. Kiedy po raz kolejny coś "powróciło ze zdwojoną siłą" (zazwyczaj niechęć, która z czasem powracała już co stronę) albo kiedy okazało się, że ktoś ma łyse włosy, to chciało mi się wyć do księżyca. Do tego milion wątków, które po 700 stronach trzeba było sprowadzić do jednego punktu wreszcie, na szybko, bo ile można ciągnąć. W ogólnym rozrachunku podobała mi się ta książka, ale muszę przyznać, że jestem po niej zmęczona. I tak jak po "Trzydziestej pierwszej" chciałam jak najszybciej wrócić do Lipowa, tak teraz wcale mnie do "Utopców" nie ciągnie. Z drugiej strony wciągnęłam tę książkę prawie za jednym zamachem i może to był mój błąd?
W Lipowie znowu nie będzie spokojnie, bo rusza kolejne śledztwo. Śmierć starszej pani pracującej w kwiaciarni pozornie nie wydaje się podejrzana. Przecież kobieta mogła umrzeć naturalnie ze starości. Jednak ratowniczka medyczna, która przyjechała na miejsce, zauważa coś co zapala w niej czerwoną lampkę i wzywa policję. Intuicja ją nie myliła - kwiaciarka została zamordowana.
Mam wrażenie, że wracając do Lipowa zaczynam wchodzić na takie tereny gdzie są starzy ziomkowie, po których wiemy czego się spodziewać, więc może powiać nudą, a z drugiej strony i tak dobrze się to czyta. Jednak "Z jednym wyjątkiem" ma pewne dwa mankamenty, które jednak powodują, że to nie jest lektura zostawiająca ochy i achy. Przede wszystkim sięgając po ten tom musicie być świadomi, że zostaniecie wrzuceni do sporego grona postaci, które są tak ze sobą ściśle powiązane, że można na końcu świra dostać. Ten się zna z tym, ci w przeszłości robili coś, ta jest żoną tego, ta się z tym rozwiodła, a teraz jest z tym, ten dybie na tamtego, ten jest synem tego i chłopakiem tej, tamten zna tego, a ta jest córką tej. Mamy dużo postaci oraz mnóstwo tutaj powiązań jak nie na stopie rodzinnej to z dawnych czasów. Jakby tego mało to prawie każdy ma coś za uszami. Zdarzało mi się, że czytałam jakieś nazwisko i miałam takie - dobra, kim Ty właściwie byłeś? Drugim istotnym mankamentem, który wydawał mi się bardzo naciągany to motyw do popełnienia tych wszystkich zbrodni. Po prostu ta zemsta za dawne czasy była dziwna. Byłoby to zrozumiałe gdyby to szło w bardziej bezpośredniej linii, ale tutaj ta postać wyskakuje jak królik z kapelusza i leci z samosądem. Wykorzystanie motywu szachów - bardzo dobry, chwytliwy pomysł. Aż przypomniał mi się "Gambit królowej" i zachciało mi się robić reread tamtej pozycji.
Daję ocenę o gwiazdkę niżej niż zazwyczaj. Mam nadzieję, że kolejny tom wróci na te lepsze tory.
Ta książka podobała mi się jak na razie najmniej z całej serii, ale wciąż była dobra, choć trochę za długa. Dzięki końcówce potrzebuję kolejnej części rn
4,5 Mam mieszane uczucia. Tyle ile błędów było popełnianych, jak zawiłe to wszystko było i końcówka trochę taka… no niepotrzebny tam był ten jeden „plot twist”. Ale nadal dobrze się bawiłam, wciągnęłam, totalnie przepadłam w Lipowie. Te książki to dla mnie definicja relaksu przy lekturze
Kolejny tom i kolejna sprawa do rozwiązania. Tym razem bardzo rozległa, chaotyczna, odnosząca się do przeszłości i wciągająca w to wiele osób. Umiera starsza pani, która prowadziła swoją kwieciarnię. W trakcie dowiadujemy się, że urocza babuszka sprzedawała tam wszelkiego rodzaju rośliny ;) Miejsce zbrodni jest specjalnie zainscenizowane, a ofiara ułożona na fotelu przy rozpoczętej partii szachów. Do tego na jej ciele znajduje się całkiem świeży tatuaż. Ale to nie jedyna śmierć w tym tomie, a kolejne ciała dostarczają coraz to więcej pytań.
Czekaj. Stop. Policjanci z Lipowa są niezwykle niekompetentni: pomijają fakty, nie sprawdzają ważnych informacji, ani przeszłości ofiar, a ściągnięcie odcisków palców od osób podejrzanych zajęło im.... całą książkę (750 stron)! Whaaat, cóż za niemrawe śledztwo. Dziennikarz radzi sobie lepiej! Może to on powinien być głównym bohaterem? Nie czuję też żadnego przywiązania do bohaterów z Lipowa. Daniel to jakiś niemrawy syneczek mamusi, Weronika to w ogóle nie wiem po co ona jest w tej serii, Klementyna Kopp podnosi mi ciśnienie i nie mam ochoty dłużej o niej czytać. Poczułam nić sympatii do Emilii, ale tylko dlatego, że ona też nie lubi Klementyny, a jak wiemy - wspólny wróg łączy :)
Uważam, że zdecydowanie jest to za bardzo rozciągnięta treść i mnóstwo opisów jest tu niepotrzebne (np. te cholerne chromowane elementy karoserii w samochodzie prokuratora)... Kurcze, szkoda bo ja pamiętam, że przyjemnie spędziłam czas przy poprzednich częściach. Co tu się wydarzyło? Może to moje podejście do książek się zmieniło i zaczęłam tutaj widzieć więcej wad. na pewno nie skreślam tej serii, mimo wszystko ta książka miała wiele dobrych momentów i chciałabym poznać kolejny tom. Oby było tylko lepiej!