Co ukrywa człowiek, któremu ufasz najbardziej na świecie?
Odeta i Hubert świętują 10. rocznicę ślubu w ekskluzywnej restauracji. Wieczór, który miał być wyjątkowym świętem ich miłości, zamienia się w koszmar, gdy do lokalu wpada obca kobieta i urządza im awanturę. Zanim znika, patrzy Hubertowi prosto w oczy i wypowiada tylko dwa słowa: „Kocham cię”.
Odeta wkrótce odkrywa, że tajemnicza nieznajoma to Adrianna - była narzeczona Huberta, która dwanaście lat wcześniej zniknęła bez śladu… w dniu ich ślubu. Mąż nigdy nie wspomniał o niej ani słowem.
Nazajutrz Adrianna zostaje znaleziona martwa, a nagrania z restauracji obiegają internet. Na Odetę i Huberta spada fala hejtu. Kobieta nie wierzy już w przypadki i rozpoczyna własne śledztwo. Z każdym kolejnym odkryciem coraz bardziej wątpi w człowieka, z którym spędziła ostatnią dekadę. Bo jeśli Hubert przez tyle lat ukrywał przed nią tak wielki sekret… to co jeszcze przemilczał? I czy mężczyzna, któremu ufała najbardziej, naprawdę jest niewinny?
Marcel Moss to jeden z najpopularniejszych autorów powieści kryminalnych i młodzieżowych w Polsce. Wszystkie jego książki osiągnęły status bestsellerów i stały się impulsem do gorących dyskusji na temat ważnych kwestii społecznych.
W rankingu Biblioteki Narodowej na najpoczytniejszych pisarzy i pisarki w Polsce w 2024 roku zajął 16. miejsce, w tym 2. wśród polskich autorów powieści kryminalnych.
Jest autorem świetnie przyjętej przez czytelników serii thrillerów młodzieżowych „Liceum Freuda”, której fabuła porusza trudne problemy współczesnej młodzieży, takie jak samotność, depresja, przemoc domowa i rówieśnicza, a także brak porozumienia między rodzicami a dziećmi.
Na swoim koncie ma również popularną serię detektywistyczną „ECHO”, z detektywami Igim Sznyderem i Sandrą Milton w rolach głównych. Każdy tom przedstawia nowe, niezależne śledztwo, koncentrując się na temacie tajemniczych zaginięć.
W 2024 roku ukazała się jego powieść „Polana”, która rozpoczęła serię kryminalną z udziałem komisarza Sambora Malczewskiego.
Marcel Moss jest również autorem bestsellerowych thrillerów psychologicznych oraz poruszających powieści młodzieżowych, takich jak „Mój ostatni miesiąc” i jej kontynuacja „Nasz pierwszy rok”.
"Ale może życie nie polega na rozpamiętywaniu tego, czego już nie da się zmienić, tylko na skupianiu się na tym, co wciąż jest przed nami? Bo na przyszłość – w przeciwieństwie do przeszłości – mamy realny wpływ."
Kolejna jednotomówka. Kolejny thriller psychologiczny spod ręki autora. Kolejne studium zła. Tu autor postanowił oddać narracyjny głos kobiecie. Różnie bywa z moją oceną historii, jeśli mężczyzna porywa się na niełatwe ukazanie kobiecej psychiki. Przyznaję, że tym razem się udało.
Fabuła utkana wokół wydarzenia, które rezonuje i bezpowrotnie zmienia życie bohaterów. Odeta i Hubert Weberowie tworzą szczęśliwą parę. Mężczyzna zaprasza żonę do restauracji z okazji dziesiątej rocznicy ślubu. Nastrojowa kolacja zostaje zakłócona przez kobietę, która robi Hubertowi awanturę. Była dziewczyna? Kochanka? Zaburzona osoba, której coś się pomyliło? Na domiar złego cała sytuacja została uwieczniona telefonami innych gości i wrzucona na social media. Odeta jest skonsternowana. Hubert wyjawia, że kobieta to Adrianna, jego była narzeczona, która uciekła tuż przed ślubem, a której istnienie ukrywał przed żoną. Następnego dnia do drzwi Huberta i Odety pukają policjanci. Adrianna została znaleziona martwa.
"Ale czy wygląd w ogóle cokolwiek przesądza? Czy da się rozpoznać bestię po twarzy, zanim odsłoni kły? Ludzie całe życie uczą się nosić maski, bo tak jest wygodniej. Najgorsze potwory nie zdradzają swojej natury. Nie bez powodu mówi się, że człowiek jest najgroźniejszym drapieżnikiem na świecie."
Historia ukazana jest w dwóch przestrzeniach czasowych i dwóch perspektywach. Jedną opowiada Odeta w teraźniejszości, swoje próby dowiedzenia się prawdy. Jest rozdarta, prowadzi własne śledztwo. Nie wie, czy może wierzyć mężowi, wspomnieniom, własnym uczuciom. Druga perspektywa to zapiski z pamiętnika Adrianny, która opowiada historie swoich związków. Jak to się zaczęło z Hubertem i jak się skończyło.
W obu perspektywach pojawiają się kolejne kobiety i kolejni mężczyźni związani uczuciowo z głównymi bohaterami. Jedni skrycie cierpiący po stracie, drudzy obojętni, inni ogarnięci obsesją. Toksyczne i zaburzone osobowości. Zachwiani, zdesperowani, tęskniący, goniący za miłością, obawiający się, że spędzą życie z niewłaściwą osobą. Ogarnięci paranoją, która podpowiada, że to nie oni postępują niewłaściwie, że otaczają ich sami źli ludzie, których intencje są jasne — chcą się pozbyć problemu ze swojego życia. Lecz obiekty obsesji nie planują ostatecznego rozwiązania. To zaburzona osoba komplikuje życie tym, którzy ją odrzucają. Do końca pozostaje niejasnym, kto jest kim. Kto kłamie. Kto coś ukrywa. Kto ma skrzywiony obraz rzeczywistości. Kto odczuwa przez pryzmat obsesji i niezdrowych żądz. Kto jest ogarnięty mizoginią, kto mizoandrią. Kto kocha szczerze.
"Jej agresja… [...], ja naprawdę się bałam. Powiedziała, że mnie zabije, jeśli jeszcze raz zbliżę się do jej męża. Groziła mi też policją. Wiem, że nie rzucała słów na wiatr. W jej oczach dostrzegłam tę samą furię, którą widziałam kiedyś u [...]… u [...]… jakby wszyscy oni mieli w sobie ten sam mrok. Dlaczego przyciągam do siebie same potwory? Czuję się przegrana i kompletnie bezwartościowa. I niby nie jest to pierwszy raz, ale teraz… to było jak ostateczny cios. Koniec, finito."
Finał kontrowersyjny, ale tego właśnie się spodziewałam.
Jeszcze nigdy tak nisko nie oceniłam książki Mossa ale no nie podobało mi się , no niestety ja po książki Mossa sięgam w ciemno już o lat rzadko zdarza mi się zawieść niestety tak było z tą książka . Główna bohaterka wkurzała mnie niemiłosiernie, historia drugiej bohaterki Adrianny trochę lepsza ale z drugiej strony też mam wrażenie na siłę trochę zrobiona no nie kleiło mi się to jak jej historia się skończyła , jest to też książka gdzie w połowie możesz się domyślić kto zabił Adrianę i prawdopodobnie będziesz mieć rację, nie była zbyt ciekawa była wręcz przewidywalna co rzadko się przy Mossie zdarza . Ta książka to w sumie wszystko co już mieliśmy motywy z poprzednich książek tym razem w jednej .
Czy można być z kimś przez dziesięć lat i naprawdę wierzyć, że wie się o nim wszystko? A co, jeśli pewnego dnia okazuje się, że człowiek, któremu ufałaś najbardziej, przez lata ukrywał przed Tobą coś, co całkowicie zmienia obraz Waszego małżeństwa?
Muszę przyznać, że po książki Marcela Mossa zaczynam już sięgać z pewną dozą oczekiwań i nie mogło być inaczej w przypadku „Narzeczonej”. Wiem, że autor lubi namieszać, podrzucić kilka tropów, sprawić, że zaczynam podejrzewać wszystkich po kolei, a kiedy już wydaje mi się, że rozgryzłam zagadkę… okazuje się, że byłam daleko od prawdy. I tym razem Marcel Moss zdecydowanie mnie nie rozczarował.
Odeta i Hubert świętują dziesiątą rocznicę ślubu w ekskluzywnej restauracji. Ma być romantycznie, wyjątkowo i tak, jak powinno wyglądać świętowanie wspólnie spędzonej dekady. Wszystko zmienia się w jednej chwili, kiedy do restauracji wpada nieznajoma kobieta i robi Hubertowi awanturę. Patrzy mu prosto w oczy i mówi tylko dwa słowa: „Kocham cię”. Brzmi jak początek małżeńskiego dramatu? Owszem. Tylko że tutaj to dopiero początek całej historii.
Odeta szybko odkrywa, że tajemniczą kobietą jest Adrianna - była narzeczona Huberta, która dwanaście lat wcześniej zniknęła bez śladu… w dniu własnego ślubu. Problem polega na tym, że Hubert nigdy nie wspomniał o niej swojej żonie, a następnego dnia Adrianna zostaje znaleziona martwa.
No i tutaj pojawia się moje ulubione pytanie podczas czytania thrillerów Mossa: komu ja właściwie mam wierzyć?
Odeta nie zamierza biernie czekać na rozwój wydarzeń. Zaczyna własne śledztwo i próbuje dowiedzieć się, kim naprawdę była Adrianna, co łączyło ją z Hubertem i przede wszystkim – jak wiele jej mąż ukrywał przez te wszystkie lata. I właśnie to podobało mi się najbardziej. Autor nie daje jednej prostej zagadki, którą wystarczy rozwiązać. Dostaję całą masę pytań, sekretów i niedopowiedzeń. Kiedy wydaje mi się, że jeden element układanki zaczyna pasować, za chwilę pojawia się kolejny, który wszystko komplikuje.
Bardzo dobrze zadziałało na mnie również przeplatanie teraźniejszości z fragmentami pamiętnika Adrianny. Dzięki nim mogłam poznać kobietę, której historia jest jednym z najważniejszych elementów całej intrygi. I przyznam, że jej perspektywa mocno działała mi na emocje.
Początkowo można patrzeć na Adriannę jak na ofiarę. Kobietę zagubioną, szukającą miłości, która trafia na niewłaściwych ludzi. Ale im dalej czytałam, tym bardziej zaczynałam się zastanawiać, czy rzeczywiście znam jej historię. Czy pamiętnik pokazuje prawdę? A może pokazuje tylko to, jak Adrianna chciała widzieć pewne wydarzenia?
I tutaj właśnie Moss robi to, co wychodzi mu najlepiej – mąci mi w głowie.
Nie będę Wam zdradzać, co dzieje się dalej, bo w przypadku tej książki naprawdę szkoda odbierać sobie przyjemność z odkrywania kolejnych elementów. Powiem tylko, że moje podejrzenia zmieniały się kilka razy. Jednym bohaterom ufałam, żeby chwilę później zacząć patrzeć na nich zupełnie inaczej.
Czy wszystko było dla mnie idealne? Nie. Momentami miałam wrażenie, że niektóre elementy historii można było poprowadzić odrobinę mocniej, a pewne rozwiązania nie wywołały u mnie aż takiego efektu „wow”, jakiego się spodziewałam. Ale mimo tego książka naprawdę mnie wciągnęła. To jedna z tych historii, przy których mówię sobie „jeszcze tylko jeden rozdział”, a potem nagle orientuję się, że przeczytałam kolejne kilkadziesiąt stron.
I oczywiście jest zakończenie. Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała, że Marcel Moss po raz kolejny próbuje wyprowadzić czytelnika w pole. Nawet kiedy wydaje Ci się, że już wiesz, co się wydarzyło, warto zachować czujność. W tej książce naprawdę nie wszystko jest takie, jak wygląda na pierwszy rzut oka.
„Narzeczona” to dla mnie thriller przede wszystkim o tajemnicach, które potrafią przez lata niszczyć życie, o obsesyjnej potrzebie miłości, rodzinnych sekretach i o tym, jak łatwo zbudować swoje życie na wersji wydarzeń, która niekoniecznie jest prawdziwa.
Czy polecam? Zdecydowanie tak.
Jeśli lubisz thrillery psychologiczne, w których autor regularnie każe Ci zmieniać swoje podejrzenia, a do tego dorzuca pamiętniki, sekrety z przeszłości, śledztwo i bohaterów, którym nie można ufać w stu procentach – „Narzeczona” powinna Ci się spodobać.
Dla mnie to jedna z mocniejszych książek Marcela Mossa. Nie dałam jej pełnej dziesiątki, bo kilka rzeczy mogło być dla mnie bardziej dopracowanych, ale emocje, zagadka i sposób prowadzenia historii zdecydowanie zrobiły swoje.
Po zakończeniu miałam tylko jedną myśl: no dobra, Marcel… znowu mnie nabrałeś.
Odeta i Hubert świętują 10 rocznicę ślubu. Miły wieczór przerywa wtargnięcie kobiety, która urządza Hubertowi awanturę. Odeta wkrótce odkrywa, że tajemnicza kobieta to Adrianna - była narzeczona Huberta, która dwanaście lat temu zniknęła. Następnego dnia Adrianna zostaje znaleziona martwa.
„Narzeczona” to thriller psychologiczny w typie domestic noir, pełen pozorów, manipulacji, zaufania i pytań o to, ile tak naprawdę wiemy o osobie, z którą chcemy spędzić życie. Największą przyjemność sprawia tutaj stopniowe odkrywanie tajemnic i sekretów bohaterów. Odeta zaczyna kwestionować swój pozornie idealny związek, zwłaszcza gdy okazuje się, że Hubert nigdy nie wspomniał jej o swojej byłej narzeczonej. Im dalej w historię, tym więcej wychodzi na jaw - pojawiają się kolejne kłamstwa, niedopowiedzenia i informacje, które zmieniają sposób, w jaki postrzegamy bohaterów. Autor bardzo dobrze wykorzystuje motyw manipulacji i gry psychologicznej, pokazując, że człowiek, któremu ufamy najbardziej, może mieć przed nami naprawdę wiele do ukrycia. Postaci są niejednoznaczne, a ich intencje trudne do rozszyfrowania, dlatego przez większość lektury trudno jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, komu właściwie można zaufać. Mocnym elementem powieści jest również kontrast między tym, co bohaterowie pokazują światu, a tym, co naprawdę dzieje się za zamkniętymi drzwiami. Relacje damsko-męskie grają tutaj pierwsze skrzypce - toksyczne zależności, emocje, kontrola, obsesja i konsekwencje podejmowanych decyzji mają ogromne znaczenie dla fabuły. Szczególnie interesująca jest granica między miłością a manipulacją. Niektóre zachowania można długo usprawiedliwiać uczuciami, zanim okaże się, dokąd tak naprawdę prowadzą. Konstrukcja historii opiera się na ciągłym podważaniu tego, co wydaje się już pewne. Kolejne zwroty akcji dostarczają emocji, a napięcie budowane jest przez drobne sygnały, niedopowiedzenia i sytuacje, które z czasem zaczynają budzić coraz większy niepokój.
„Narzeczona” zostawiła mnie przede wszystkim z pytaniem, jak dobrze naprawdę znamy swoich najbliższych. Ile jesteśmy w stanie przeoczyć, kiedy bardzo chcemy wierzyć w konkretną wersję rzeczywistości? I czy można zbudować szczęśliwe życie na sekretach, które przez lata pozostawały ukryte? To historia, która pokazuje, że czasem najgroźniejsze sekrety skrywają się właśnie tam, gdzie wszystko z pozoru wygląda idealnie.
Odeta i Hubert odchodzą 10 rocznicę ślubu, romantyczną kolację przerywa wtargnięcie do restauracji pewnej kobiety. Odeta dowiaduje się, że jej mąż był o krok od ślubu z Adrianną, a ta niebawem zostaje znaleziona martwa. Podejrzenia padają na małżeństwo, ponieważ niefortunne spotkanie zostało nagrane przez gapiów i udostępnione w sieci. Autor znowu porusza temat na czasie - hejt i anonimowe ocenianie sytuacji w internecie, niszczenie człowieka przez ekran dla chwilowej uciechy. Jednak sposób poprowadzenia historii do mnie nie przemawia. Główna bohaterka próbowała rozwiązać sprawę na własną rękę, idealny mąż, który nie mówił o wszystkim i chamska policja. Zdecydowanie liczyłam na coś więcej.
Jedno określenie idealne dla tej historii to "prowokująca". Czyta się szybko, oczekuje na jakiś zwrot akcji (jest, nawet niejeden). Jednocześnie mam takie poczucie, że Odeta, jedna z głównych bohaterek jest przerysowana do granic możliwości. Staram się wyobrazić sobie, że po 10 latach związku wychodzi na jaw informacja z przeszłości mojego partnera. Po opadnieciu emocji naturalnym ruchem wydaje się rozmowa i wyjaśnienia. No ale z drugiej strony - mogę sobie teoretyzować. Nie byłam w takiej sytuacji i mogę liczyć na to, że nigdy się w niej nie znajdę.