Mroków Jarosława Borszewicza nie da się jednoznacznie sklasyfikować. Możemy ten utwór nazwać prozą literacką, tomikiem poezji czy wreszcie powieścią o mrocznej fabule… Ale chyba nie ma potrzeby szeregować tej książki, ponieważ jej niezwykła forma literacka nadal wciąga nas w dyskusję o sens istnienia, bo „trzeba coś robić między pierwszą a drugą datą… Pierwszą już znam. Drugą…”. Borszewicz debiutował tą książką w Iskrach w 1983 roku i po wielu latach można śmiało stwierdzić, że przeszła ona świetnie próbę czasu. Czytelnik szybko daje się wciągnąć w zawiłą opowieść, ponieważ tak naprawdę bohaterem tej książki jest śmierć, którą my próbujemy tylko ułaskawić. „Benek mówi, że myśl o śmierci najlepiej zagłuszyć drugim człowiekiem. Ale ja mu nie wierzę” – mówi narrator, który zmaga się ze swoją samotnością, śmiertelnością własną i najbliższych, który próbuje jednak znaleźć nadzieję w miłości czy przyjaźni…
Obecne wydanie zostało znacząco poprawione i uwspółcześnione przez autora.
Nie odchodź! Zabierzesz co najwyżej ciało, ale przecież reszta i tak zostanie ze mną.
Nazostawiałaś siebie, Nieobecna! Wszędzie tam, gdzie cię nie ma, jest mi ciebie za dużo.
Wybacz, Nieobecna, ale musiałem odejść. Musiałem odejść, by przekonać się, że byłaś najmądrzejsza, najpiękniejsza, najpotrzebniejsza. Przecież gdybym nie odszedł nigdy bym tego nie wiedział.
Nieobecna, odezwij się czasem! Ciekawy jestem, gdzie i z kim teraz umierasz?
Jednocześnie dobra i nieudana. Jednocześnie ciekawa forma, jak i przerost formy nad treścią. Pełna ciekawych myśli, jak i pusta i oddalajaąca się w mroki pamięci. Raczej było to ostatnie spotkanie z tym autorem.
11 miesięcy od kiedy po raz pierwszy przeczytałam „Mroki” i 2 miesiące po 2 czytaniu, dojrzałam do stwierdzenia, że jest to kolejna książka, o której będę myśleć do końca życia. to, ile Pan Borszewicz zawarł w niej błyskotliwych i, niby prostych a jednak bardzo mądrych myśli, jest po prostu niepojęte.. ocenę zmieniam oczywiście na najwyższą możliwą
2023: dzięki temu, że w „mrokach” nie ma wyraźnie zarysowanej fabuły z każdym przeczytaniem mam wrażenie, że czytam tę książkę po raz pierwszy i odkrywam coraz to nowsze rzeczy. moja ulubiona książką<3
„Mroki” okazały się być dla mnie ogromnym rozczarowaniem. Słyszałam o tej książce bardzo dużo dobrych opinii, w wyniku czego nastawiałam się na coś wybitnego, co skłoniłoby mnie do głębszych przemyśleń, pozwoliło zastanowić się nad pewnymi sprawami… niestety nic takiego nie dostałam.
Denerwowała mnie w niej już sama forma - chaotyczny potok myśli, niby zebrany w jedną całość, która jednak nie miała ładu ani składu. Czytając niektóre fragmenty, które nijak miały się do reszty, w mojej głowie pojawiało się pytanie „ale właściwie do czego autor zmierza?”. Rozumiem, że taki miał być zamysł, być może ta forma miała pokazać chaotyczność życia, ale do mnie po prostu to nie przemawia.
Początkowo jedynym motywem, który mnie zainteresował, był motyw śmieci, lecz im dalej brnęłam, tym bardziej ciągłe powracanie do niego i sposób, w jaki był przedstawiony, zaczynały mnie po prostu nudzić. W dodatku w niektórych momentach naturalistyczne opisy dosłownie mnie obrzydzały, a zachowanie bohaterów, lekko mówiąc, drażniło.
Miała kilka momentów, które być może kiedyś trafiłyby do mnie bardziej i które uznałabym za dobre - teraz jednak nic mnie w niej nie zaskoczyło, nie poruszyło. Być może jest to wina nowego wydania (słyszałam, że różni się ono od pierwszego), ale tak czy inaczej, na pewno nie jest to książka, którą będę polecać innym.
Wow, nie spodziewałam się czegoś takiego. To było takie... specyficzne. Nie mamy tutaj fabuły, niczego wyraźnego. Dostajemy za to różne sceny, niczym wiersze układające się w całość, całość która tworzy człowieka. Obraz jego serca. Nie wyniosłam z tej książki niczego, co mogłoby mi pomoc. Zyskałam natomiast chwilowe pocieszenie, że nie jestem sama. Polecam, ale nie każdemu się spodoba. Nie jest to na pewno uniwersalna powieść.
każde dobre słowo o tej książce, to wciąż będzie za mało... jestem zakochana mam wrażenie, że ta książka miała najwięcej sensu w momentach, kiedy wydawała się go nie mieć wcale
Już chciałam dać tej książce 2/5, bo większość przemyśleń kojarzyła mi się z demotywatorami albo smutnymi postami na Facebooku, ale w porę zorientowałam się, że rzeczywiście cytaty z tej książki krążyły w takiej formie po internecie. Nie jestem teraz w stanie ocenić czy są one dla mnie banalne, czy po prostu widziałam je już tyle razy, że odbieram je po prostu inaczej.
już na 20 stronie wiedziałam, że będzie grubo i intuicja mnie nie zawiodła. jest to książka absolutnie koszmarna, pretensjonalna, z większością myśli głębokimi jak kałuża. podejście do kobiet? obrzydliwe. z resztą gdybym miała wyciąć stąd obrzydliwe fragmenty, to niewiele treści by zostało.
„- Obok naprawdę dobrych fragmentów, jest takie coś i nie wiesz, co z tym zrobić.
- Wykreślić”.
Biorę czarny długopis i wykreślam zdanie po zdaniu. Wykreślam, aż kartka staje się podobna do foli i w końcu przedziera, a metalowa kuleczka zaczyna ślizgać się po kolejnej stronie.
Wykreśliłam wszystko, o czym myślałam „nigdy więcej Borszewicza”! Czytam tekst od początku i myślę: Kocham Cię, kocham, kocham!
Wykreśliłam wszystko, o czym myślałam „przecież to genialne”! Czytam tekst od początku i myślę: Nienawidzę Cię, nienawidzę, nienawidzę!
Problem polega na tym, że „Mroki” są całością i nie mam pojęcia, co z nią zrobić. Podobno można je tylko pokochać lub znienawidzić. A ja jestem w tych dwóch uczuciach jednocześnie.
Tak samo polecam, jak i nie polecam. Tak samo rozpamiętuję, jak i chcę zapomnieć. Tak samo przeżywam, jak i nic nie czuję. Tak samo wpadam w zachwyt, jak i w zniesmaczenie. Tak samo pragnę więcej, jak i nigdy więcej.
Tak samo kocham, jak i nienawidzę.
Pałam do nich wielką Nienawmiłością. . . . Najbardziej podobał mi się fragment o czekaniu. Tutaj skrócona wersja:
„Ciągle, ciągle CZEKASZ! Na pójście do przedszkola, na pójście do szkoły, na maturę, na miłość, na samochód, na mieszkanie, na emeryturę… W każdej chwili, w każdej sekundzie życia – CZEKASZ!!! – Dobrze, ale kiedyś to wszystko się spełnia. Idziesz w końcu do przedszkola, zdobywasz maturę (…). – (…) Jasne, że to wszystko się spełnia! I na tym właśnie polega dramat. Na tym, że będąc w przedszkolu, CZEKASZ na pójście do szkoły (…). – Posłuchaj – mówię (…) – największym błędem człowieka jest brak świadomości, że już żyje”.
Szanuję czytelników, którym "Mroki" skradły serce (z tego co widzę - jest ich wielu), chociaż nie rozumiem i totalnie nie podzielam entuzjazmu. Po ogromnej ilości zachwytów spodziewałam się czegoś WOW, a (W MOIM ODCZUCIU) dostałam pseudofilozoficzny bełkot, często kompletnie bez ładu i składu.
Niektóre fragmenty mają potencjał, więc gdyby nie znajdowały się w otoczeniu głupkowatych i niczego niewnoszących tekstów, dałoby się wykrzesać z nich coś interesującego i chwytającego za serce. Niestety kilka wartościowych wersów to zbyt mało, abym mogła się zachwycić. Czytając "Mroki" czułam się, jakby Borszewicz spisywał swoje różne przemyślenia oraz fantazje na pojedyncze kartki, które w którymś momencie spadły na podłogę, pomieszały się, a autor zebrał je byle jak i losowo wpisywał na strony książki. Zero jakiegokolwiek pomyślunku, tylko przerażający chaos, w którym ciężko się odnaleźć.
Osobną kwestią, która mnie mocno zniesmaczyła, są duże różnice w tekście pomiędzy pierwszym a drugim wydaniem. Rozumiem pobudki Borszewicza związane z chęcią uwspółcześnienia tego tytułu, ale pozbywanie się całych partii tekstu (mających wpływ na całość!) nie jest dla mnie w porządku, bo tak naprawdę ja nie wiem, czy te wszechobecne zachwyty dotyczą wydania sprzed lat, czy tego nowego? Porównując oba, to momentami są zupełnie inne historie.
W gimnazjum byłabym zauroczona tą książką, teraz jednak czuję, że cała ta "poetyckość" jest tutaj na siłę. Może to kwestia tego, że już wyrosłam z takiego stylu pisania. A może wynika to z mojego sceptycznego podejścia, nie wiem. Mimo wszystko to dzieło jest skarbnicą cytatów, muszę oddać autorowi, że ma ogromny talent, mnie po prostu ta forma już zbrzydła. Za to strasznie podoba mi się kreacja bohaterów, zwłaszcza Wiktora (❤), a także to, że fabuła ma sens, choć jest chaotyczna i postrzępiona, stąd 4 gwiazdki. Każdy w tej książce powinien znaleźć coś dla siebie, dlatego polecam!
Niesamowite doświadczenie. Początek wydawał mi się bardziej intrygujący, jednak to końcówka wywołała we mnie niemały szok. Nie wszystko było równie dobre i zachwycające, a całość jest bardzo specyficzna.
Dusi mnie to dzieło, chwyta za gardło i ściska piekielnie mocno. To wszystko co zawszę było jest tu. Sedno mojego bycia i zakochanie na całą jego długość jest mrokami. Mroki są mną, są dookoła mnie. Dzięki temu poczułam coś. Poczułam Siebię. Nigdy nie zapomnę, zawszę będę pamiętać
Mam wrażenie że więcej tu było pomysłu niż samej realizacji, spodziewałam się czegoś o wiele lepszego. W moich oczach pretensjonalna, wszystkie te złote myśli były niby głębokie, a jednak pustawe. Po pierwszym przeczytaniu (być może dam jej jeszcze szansę) zostawiła raczej niesmak niż chęć refleksji. Miała swoje momenty, ale jak na coś składającego się z samych momentów to zdecydowanie za mało. Szczególnie paskudne były naturalistyczne, humorystyczne ?? opisy. Błyskotliwa tylko z pozoru, zawiodłam się.
Pewnie spodobałaby się 15-letniej nihilistycznej mnie, ale teraz jej pretensjonalność sprawiała, że miałam ciarki żenady. Kanciaste, afektowane porównania, obsesyjnie powracający motyw śmierci, podawany w coraz to bardziej romantyzowanej otoczce, banał goni banał. Kilka ładnych i trafnych zdań, ale też wiele brzmiących ładnie, a nie niosących zbyt głębokiego przekazu
gdybym miala okreslic siebie jedna ksiazka bez wahania wskazalabym wlasnie mroki. niesamowicie wazna no ii mam ponad 50 znacznikow do ktorych bede wracac.
Próbowałam to przeczytać, ale nie mogę. To chyba nie dla mnie. Wydaje mi się zbyt pretensjonalne i obleśne (naturalistyczne?). Może nie przywykłam do takiej formy, ale zamiast bardziej mnie interesować dalszymi fragmentami, bardziej mnie odrzuca. Niektóre mi się podobały, np ten o śmierci, babci i dziadku lub poradnik dla nieszczęśliwie zakochanych. Ale no, nie polubiłam się z narratorem i jego przemyśleniami, słownictwem i molestowaniem śpiącej kobiety.
Główny bohater momentami jest bardzo irytujący, ale ma w sobie coś takiego, że nie da się nie lubić. Życie przepełnione nieskończonym lękiem o śmierć sprawiło, iż zaczęłam trochę inaczej myśleć o tym temacie.
Po ponownym przeczytaniu mroków mam ochotę przytulić samą siebie, bo to bolało.
,,Chcieli mi wytłumaczyć wszystko Freudem i moim życiorysem. Problem w tym, że nie mieli pojęcia ani o Freudzie, ani o mojej przeszłości. A co do pana Freuda to szkoda, że zatrzymał się w połowie drogi: opowiedział, jak się robi w mózgu szambo, ale nie podpowiedział, jak się z niego wydostać."
This entire review has been hidden because of spoilers.
4,5 ⭐️ „Musisz mi pomóc, bo jestem zmęczony jak Bóg, który harował przez tydzień - i nie stworzył świata…”
Reread 2025r.: 3,75 ⭐️ Po przeczytaniu jej drugi raz nie jestem w stanie ocenić jej tak wysoko jak wcześniej (mimo, że czytałam tą pozycje stosunkowo niedawno). Dla mnie przemyślenia głównego bohatera są wartościowe, są po prostu ludzkie i pomagają niektóre aspekty życia sobie przyswoić, jako czytelnikowi, że inni też to przeżywają, o tym myślą i próbują z tym się pogodzić (np. Ze śmiercią czy stratą). Tyle że jest cos czego mi brakuje w tym wszystkim. Nie jest to ogólny chaos jaki panuje w książce bo życie nie jest poukładane i też cieżko życie zrozumieć, a biorę ten tekst za opisanie życia, z perspektywy człowieka wciąż nie zdającego sobie sprawy po co na tym świecie właściwie jest. Ale właśnie, niektórych kwestii nie jestem w stanie zrozumieć i pewnie nie zrozumiem co nie jest może wadą książki, natomiast dla mnie wydaje się nieprzekonujące.
Niezwykle oryginalna i błyskotliwa książka. Nie ma tu akcji, nie ma fabuły, za to są spisane myśli autora w postaci luźnych i chaotycznych zdań skłaniających do refleksji. Trochę jest tu miłości, trochę śmierci, trochę prawdy o trudnej relacji damsko-męskiej. Niektóre jego słowa ściskały mi gardło i serce. Borszewicz świetnie bawi się słowem i potrafi wpłynąć nimi na czytelnika. We mnie wywołał chyba wszystkie emocje. Książka jest chudziutka, ale to absolutnie nie lektura na raz, ja musiałam ją sobie dozować i wiem, że będę do niej wracać.
pierwszy raz mroki czytałam mając 17 lat. czytając je ponownie, po 4 latach odczuwam te same emocje co tamtego, grudniowego dnia w 2017 roku. mroki nie dają o sobie zapomnieć i przynajmniej w moim wypadku - wcale zapominać o nich nie chcę