Wczoraj Erin Lanford udawała swoją bliźniaczkę w niezwykłej szkole Mallaroy, dziś wraz z pozostałymi uczniami walczy o przetrwanie. Wszystko dlatego, że sentura zderzyła się z naturą: wampiry, wilkołaki, zmiennokształtni, łowcy i czarodzieje desperacko próbują znaleźć dla siebie nowe miejsce wśród ludzi. W wirze paskudnej propagandy, policyjnych łapanek, tajnych baz, niewygodnych romansów, wyrzutów sumienia, zdradzonego zaufania, tęsknoty, strachu, głodu i zmęczenia grupa nastolatków zmuszona jest nieustannie wybierać: kiedy stawiać aktywny opór, a kiedy odwracać wzrok?
Kontynuacja trylogii Mallaroy hitu Wattpada. Dark urban fantasy z elementami thrillera politycznego i motywem prześladowań.
Co zrobilibyście, gdyby w przeciągu jednej nocy świat, który do tej pory znaliście... po prostu, tak raptownie, przestał istnieć? Z takim problemem musieli zmierzyć się bohaterowie mojego patronatu, czyli oczywiście, "Dzieci Mallaroy"! Jak wiecie, tej serii oddałam całe moje serce, a możliwość objęcia kolejnej jej części patronatem medialnym jest spełnieniem moich marzeń 🥹 W tej recenzji opowiem Wam, dlaczego tak pokochałam tę książkę i postaram się przekonać również Was, byście po nią sięgnęli!
Ten tom zdecydowanie 𝐫𝐨́𝐳̇𝐧𝐢 się od poprzednich, jednak był tak niesamowicie dobry, jak poprzednie. Rzeczywistość, w której znaleźli się uczniowie Mallaroy, całkowicie zmieniła się. Przez to, że ludzkość stara zwalczyć się senturę, wszystkie rodzaje zmuszone są walczyć, stawiać opór: a nie jest to łatwe, szczególnie, jeśli jest się tylko nastolatkiem, któremu zawalił się cały znany mu świat. Już nie ma tego beztroskiego, lekkiego tonu, tylko widać bardzo dobrze opisaną walkę o sprawiedliwość, o rację istnienia. Pomiędzy kartki została wpleciona też inna nowość: 𝐝𝐲𝐬𝐭𝐨𝐩𝐢𝐣𝐧𝐲 𝐤𝐥𝐢𝐦𝐚𝐭, który zdecydowanie polubiłam.
𝐒𝐭𝐲𝐥 𝐩𝐢𝐬𝐚𝐧𝐢𝐚 autorki jest po prostu niesamowity. Nie dość, że przez książkę się płynie, czyta się ją naprawdę przyjemnie, to znajdziecie w niej bardzo wartościowe cytaty. Ponadto dobry humor jest połączony z poruszającymi czułe struny w sercu momentami: dlatego więc, czytając tę książkę, będziecie jednocześnie wybuchać śmiechem i płakać. 👀
𝐁𝐨𝐡𝐚𝐭𝐞𝐫𝐨𝐰𝐢𝐞? Są tak dobrze wykreowani! Każdy z nich ma swoje zalety jak i wady, wyrazisty charakter i przez to przypominają bardziej ludzi (choć większość nimi nie jest 😝), niż po prostu jakieś tam postacie z książki. Postacie są bardzo różne od siebie, ale prawie wszystkie łączy pewna cecha- niezłomna determinacja. Mimo że stracili swój dom, niektórzy też ukochanych przyjaciół i partnerów, nadal mają siłę walczyć z przeciwnościami losu i przeciwstawiać się propagandzie wrogich im ludzi. Myślę, że moimi ulubienicami są z pozoru dwie zupełnie różne bohaterki: Tatiana oraz Erin.
Na osobny akapit zasługują też 𝐫𝐞𝐥𝐚𝐜𝐣𝐞 pomiędzy bohaterami. Dawno nie czytałam tak dobrego found family: przyjaźń między postaciami jest wspaniała- może i pod wpływem trudnych czasów przechodzi przez turbulencje, jednak mimo tego czuć między bohaterami niesamowite wsparcie. Życzę takich wspaniałych przyjaciół każdemu z nas! 🫰 No i oczywiście, nie sposób nie wspomnieć o naszej 𝐩𝐚𝐫𝐳𝐞... Michaelu i Erin! Ich relacja jest pełna sprzeczek i emocji, ale właśnie to sprawia, że czyta się o niej z takim zainteresowaniem. To nie jest takie enemies-to-lovers, o którym zapomnicie zaraz po przeczytaniu pozycji. Nawet jeśli można klasyfikować ich już bardziej jako zakochanych, łączący ich związek jest pełen sprzeczności i niemałej burzliwości.
Warte docenienia jest też 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐬𝐥𝐚𝐧𝐢𝐞 tej książki. Bardzo celnie pokazuje, że wszyscy jesteśmy różni, ale w obliczu trudnych sytuacji ważne jest to, żeby mimo tych różnic iść ramię w ramię do przodu, wspierać się. Ukazuje też, że powinniśmy wspierać, a nawet celebrować swoją inność i porzucić błędny tok myślenia, że odmienność jest zła: gdyby ludzie wcześniej to zrozumieli, nie doszłoby do wojny z senturą...
𝐅𝐚𝐛𝐮𝐥𝐚 jest świetna! Dzieje się naprawdę dużo, mimo że książka ma prawie 700 stron, nie będziecie się nudzić! 🤭 Plot twist, który zdarzył się na końcu, całkiem mnie zaskoczył i jestem bardzo ciekawa, co stanie się dalej!
Myślę, że tę recenzję można podsumować tylko trzema słowami: 𝐂𝐙𝐘𝐓𝐀𝐉𝐂𝐈𝐄 "𝐃𝐙𝐈𝐄𝐂𝐈 𝐌𝐀𝐋𝐋𝐀𝐑𝐎𝐘"! Ta powieść jest po prostu czymś niesamowitym: dobrze napisana, ma aktualną, istotną puentę, wspaniały wątek przyjaźni i świetnie wykreowanych bohaterów... mogłabym wymieniać jej plusy jeszcze długo 😜 Ja pokochałam ją całym sercem, a Wy? Jeśli czytaliście poprzednie tomy serii, ten również musi trafić na Wasz TBR, a jeśli nie, macie co nadrabiać! 😚
Pył z wyburzonych ścian jeszcze nie osiadł, a Dzieci Mallaroy zmuszone są odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Stracili niemal wszystko. Czeka ich podróż, walka o przetrwanie i własną moralność, a także masa trudnych wyborów. Czym jest człowieczeństwo i czy po wszystkim co przeszli, dążenie do niego wciąż jest właściwe?
W drugim tomie ,,Mallaroy” robi się jeszcze poważniej. Charakterystyczny humor nie znika, jednak czuć, że służy on bohaterom za odwrócenie uwagi od rzeczywistości bądź próbę zachowania resztek normalności.
Kartki ,,Dzieci Mallaroy” są zapełnione surwiwalem, strategicznym planowaniem, desperacją i żałobą. To dalej ci sami bohaterowie, których wcześniej pokochaliśmy, jednak traumatyczne wydarzenia odcisnęły na nich wyraźne piętno. Teraz, w całkiem innym świecie, zmuszeni są do zawierania nietypowych sojuszy i formowania zaskakujących przyjaźni, które nigdy nie przeszłyby w szkole. Nadaje to nowej dynamiki i sprawia, że lektura robi się jeszcze ciekawsza.
Od lat nie mogę przestać myśleć o tej historii. Stała się nieodłączną częścią mnie i niezmiennie doprowadza mnie zarówno do śmiechu, jak i płaczu, a także skłania do refleksji. W tej książce zamknięty jest cały świat, przerażająco rzeczywisty w swojej fantastyczności.
Ludzie tacy właśnie są. Czasem napawa mnie to nadzieją, a innym razem spędza sen z powiek.
Objęcie ,,Dzieci…” patronatem to spełnienie jednego z moich największych i najstarszych marzeń. Jestem za to najwdzięczniejszy na świecie.
Już za nimi tęsknię i czekam na finał, choć wiem, że nie obejdzie się bez złamanego serca.
,,Żeby kłody pod nogami, wory pod oczami i kamienie w sercach były lżejsze. Tylko tyle. Nic więcej”.
Trzeci tom serii Mallaroy zostawił mnie ze złamanym sercem dlatego przez prawie 2 lata wyczekiwałam konytunacji, która jak mi się wydawało miała nie nadejść i zdązyłam już stracić nadzieje. Wreszcie przyszła informacja, że doczekamy się kontynuacji w postaci dzieci Mallaroy, które zostały podzielone ku mojej ogromnej uldze na dwa tomy. Premiera ostatniego w przyszłym roku i choć dopiero skończyłam ten już czekam na finał!
Ponieważ moje serce dosłownie pękło w trakcie finału poprzedniego tomu ten od razu chłonęłam by dowiedzieć się co będzie dalej. Nie powiem odczułam ulgę, ale jedynie delikatną bo przygody wszystkich uczniów ze szkoły Mallaroy są dość gorzkie.
Dostajemy tu kawał historii jednak jeśli chodzi o zbliżanie się do finału nadal kompletnie nic nie wiemy. Przez cały czas wszyscy muszą uciekać i chronić się przez złapaniem bo polowanie nie ustało. Uczniowie zostają zmuszeni do kradzieży, włamań, knucia i spiskowania. Nadal jest dość brutalnie (zwłaszcza ta scena pod koniec, którą śledzą w telewizji), do tego nasi bohaterowie noszą w sobie głębokie ślady traum. Z autentyczną obawą śledziłam losy Erin, która wydaje się mocno miotać i próbuje udowodnić najbardziej sobie, że tak bardzo jest to również jej walka. Jej siostra z kolei toczy swój wewnętrzny i moralny dylemat i obie są tak daleko od siebie, że mam obawy czy do końca jeszcze uda im się zbliżyć. Obie są tak mocno zdystansowane i nie chca polegać na innych że cały obraz ich walki staje się smutny. Tym bardziej, że większości walk czy potyczek nie wygrywa się w pojedynke. Zarówno bliźniaczki jak i reszta zespołu choć pragną trzymać się razem to współpraca między nimi układa się dość ciężko i poniekąd czuć, że zespala ich jedynie to co przeżyli podczas ucieczki i tuż po. Nieco zyskuje tu Pamela, mimo że większość ją potępia myśle że każdy potrafi zrozumieć dlaczego tak zrobiła. Zaskoczyła mnie za to historia Alex - mam wrażenie co do niej autorka nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa i obok Erin i Castalawa będzie grała główne ogniwo w finale.
No i na koniec zostawiłam naszego wampira, który mimo maski chłodu, obojętności i braku zaangażowania jest tu najjaśniejszym ogniwem. Jego troska, spostrzegawczość i chęć ochrony Erin są tak ujmujące i bardzo żałuje, że tak mało mają okazji być ze sobą. Tym bardziej, że on jako jedyny zdaje się zauważać że coś trapi Erin. Myślałam że to odpychanie między nimi już zniknie jednak nadal jakby nie wypadli z roli i przy innych się kłócą by dopiero to co najważniejsze poruszać tylko gdy są sami.
Z niecierpliwością czekam na to co przyniesie ostatni tom i jak zakończą sie losy ich wszystkich.
Przyznaje się bez bicia, że nie czytałam poprzednich części tej książki i zaczęłam właściwie od tej historii, jednak nie żałuję swojej decyzji, bo teraz jeszcze bardziej chcę poznać historię Mallaroy i przede wszystkim z niecierpliwością czekam na kolejny tom.
Przysięgam, że tak się wciągnęłam w tę książkę, że oderwanie się od niej to był cud i tak wiem, mówię tak przy każdej książce, ale to nie moja wina, że ostatnimi czasy trafiam na same świetne książki, o których warto mówić dobrze i przede wszystkim głośno!!
W tym roku zdecydowanie czytam więcej fantastyki i cieszy mnie to niesamowicie, bo cholera kocham ten gatunek literacki i rzadko kiedy udawało mi się sięgnąć po coś naprawdę wartego uwagi, aż do teraz. W tej historii mamy połączenie łowców, ludzi, czarodziejów, wilkołaków, wampirów i zmiennokształtnych, ale przez bunt ludzi, niestety obrywają najmocniej wampiry i wilkołaki, przez co cała ekipa Mallaroy musi teraz walczyć o życie i przede wszystkim szukać schronienia.
Prawda jest taka, że oni są wciąż tylko nastolatkami, które powinny mieć beztroskie lata, dopóki nie wejdą w świat dorosłych, jednak zdecydowanie kosmos miał wobec nich kompletnie inne plany i każdy z nich zdecydowanie za szybko musiał dorosnąć, jeśli chcieli w ogóle przeżyć.
Podoba mi się również w tym to, że mimo wszystko, mieli swoją grupę może nie przyjaciół, ale ludzi, którzy do samego końca trzymają się razem, totalnie ich szanuję za to i podziwiam, że jeszcze się nie pozabijali!!
Uwielbiam fakt, że autorka również zrobiła nam karty rodzaju, dzięki czemu każdego senturalnego mogliśmy poznać dużo bliżej i lepiej wczuć się w historię, bo przynajmniej wiedzieliśmy o niektórych rzeczach, o których była mowa w książce i co właściwie te rzeczy dają.
Każdy z bohaterów jest kompletnie inny i każdy z nich kogoś utracił, ma inne blizny, które ciągną się za nimi przez cały czas, ale wiedzą, że jeśli nie przetrwają razem, to nie przetrwa wtedy nikt.
,,Dzieci Mallaroy" czyli książka dzięki której na nowo możecie zanurzyć się w fantastycznym świecie uczniów z Mallaroy i poznać ich dalsze losy! ๋࣭ ⭑⚝ W tej książce najbardziej podobało mi się to jak bohaterowie zostali stworzeni. Każdy miał jakieś swoje cechy i każdy miał inne wady lub swoje problemy dzięki czemu nawet gdy nie byli ludźmi to byli bardzien ludzcy i dużo łatwiej było się z nimi utożsamić! Każdy bohater mimo ich dużej ilości dostał szanse na przedstawienie swoich wewnętrznych odczuć, a jednak nie przeszkadzało to w trzymaniu dynamiki książki. ๋࣭ ⭑⚝ Sam świat jest naprawdę ciekawie wykreowany, połączenie ludzi, wilkołaków, wampirów i zmiennokształnych w jednym świecie nie jest często spotykane w książkach (ewentualnie ja na nie nie natrafiam), a jest ono naprawdę fascynujące. Konflikt ludzie x wampiry, wielkołaki mimo, że jest bardzo fantastyczny i nie wyobrażalny w naszym świecie, to ja znajduje w nim podobieństwa do realiów życia. ๋࣭ ⭑⚝ Następny motyw-found family, tylko nie taki, że jest sobie grupa przyjaciół którzy poprostu się przyjaźnią, a taki, który opowiada o nastolatkach którzy w obliczu ciężkiej sytuacji nadal próbują się wspierać i pomagać sobie nawzajem, którzy nie zostawią samych tych którym grozi niebezpieczeństwo i mimo tego, że często dochodzi do sprzeczek z wyniku zderwowania z lęku o siebie, o świat stają w ramię w ramię i żyją razem, bez żadnych podziałów ๋࣭ ⭑⚝ Następnym plusem jest relacja Erin i Micheal'a o której mi się tak cudownie czytało! Ja naprawdę czytając tą książke cały czas czekałam na ich nowe sprzeczki! ๋࣭ ⭑⚝ Książka jest naprawdę bardzo wciągająca i mimo, że można ją nazwać cegłą czyta się ją naprawdę szybko! ๋࣭ ⭑⚝ Naprawdę polecam wam tą książkę (jak i całą poprzednią trylogie!), uważam, że historię warto poznać, a ja z niecierpliwością czekam na nastepną książkę z tego uniwersum!
Nie spodziewałam się, że ta książka aż tak bardzo pozwoli mi wrócić do czasów młodości. Wróciły do mnie wspomnienia, gdy pierwszy raz czytałam książkę o wampirach, poznawałam pierwsze wilkołaki, wiedźmy czy istoty zmiennokształtne.
Nie dość, że książka obfituje w niezwykle, często śmiertelne niebezpieczne stworzenia, to jeszcze jest tu sporo magii, która intrygowała mnie za każdym razem, gdy których z bohaterów brał się za rzucanie zaklęć. Postać Alex - głównej, winiarnie uzdolnionej dziewczyny, która traci siebie w imię ochrony przyjaciół - była jedną z moich ulubionych.
Kreacja wampirów - świetne podejście do ich nieśmiertelności, hierarchii, odżywiania, uczuć. Było w nich wiele znanych już elementów, a jednak czułam, że jest w nich coś nieznanego, innego.
Autorka bardzo umiejętnie oddala uczucie zagrożenia. Grupa przyjaciół, istot zupełnie różnych od siebie, takich, które w zwykłych okolicznościach nie pomyślałyby o współpracy, tu są do niej zmuszone. Widać w nich nastolatków, ale i zalążki dojrzałości spowodowanej traumą brutalnych wydarzeń, które wywróciły ich świat do góry nogami. Ich codzienność bywa brutalna, przesiąknięta strachem, pragnieniem i głodem.
Fabuła momentami bywa przewidywalna, jednak nie odebrało mi to przyjemności z czytania. Tym bardziej, że interakcje między bohaterami potrafiły być bardzo intrygujące. Znalazłam w nich humor, zaciętość, złośliwość i wiele miłości, choć z czasem trzeba zajrzeć „pod spod” żeby ja dojrzeć. Książka ma fajny rytm, są w niej bardziej emocjonujące momenty, takie jak pościgi, wybuchy, strzelaniny, ale też pozorne chwile spokoju.
„Dzieci Mallaroy” to bardzo dobra kontynuacja osadzona w świetnie wykreowanym świecie, z nietuzinkowymi bohaterami, zwrotami akcji i magią, której użycie ma swoje konsekwencje.
Pomimo że ten tom był o wiele bardziej brutalny i mroczny niż poprzednie, to czuję, jakby był on plastrem na moje serce. Nikt nie jest w stanie pojąć, jak ogromnie się cieszę, że mogłam przeczytać kontynuację tej historii.
„Dzieci Mallaroy” mimo swojej pokaźnej długości (ponad 660 stron) naprawdę nie nudzą. Po wydarzeniach z trzeciego tomu „Mallaroy” akcja ogromnie nabiera tempa. Tak jak już wspomniałam, panuje tutaj mrok i przygnębiający smutek, co bardzo oddaje aktualne wydarzenia. Podoba mi się również, że ta historia ma swoje drugie dno, a podkreśleniem tego jest jeden z moich ulubionych cytatów z całej serii „Czego się nie zna, tego się nie rozumie. Czego się nie rozumie, to wzbudza strach, a z nim nadciąga nienawiść i przemoc”. W tym tomie na bohaterów czego wiele wyzwań i trudnych sytuacji, ale chociaż mogą liczyć na siebie.
I to kolejna powód, dla którego kocham tą serię, czyli relacje międzyludzkie. Pojawia się tutaj mój ukochany wątek found family, a powiedziałabym nawet, że w tym tomie jest on rozwinięty jak nigdy. Każdy ma swoje demony, z którymi musi się mierzyć i czuć, że te relacje robią się napięte, ale mimo wszystko bohaterowie zawsze mogą na sobie polegać.
„Dzieci Mallaroy” wzbudziły we mnie całą gamę emocji - na jednej stronie odczuwałam rozbawienie i ulgę, a na kolejnej już znowu ogromne przygnębienie oraz smutek. Ale właśnie to wszystko przypomina mi, dlaczego kocham czytać książki. Mimo że z niecierpliwością czekam na kontynuację, to ogromnie nie chcę rozstawać się z tymi bohaterami. Mallaroy już na zawsze pozostanie w moim sercu <33
[współpraca reklamowa z wydawnictwem SeeYA/ Czarna Owca]
Jestem ogromną fanką trzech poprzednich, jednak tutaj nie do końca wszystko mi pasowało W pierwszych częściach byłam fanką vibe'u szkoły, tych wszystkich kłopotów i relacji w ścianach akademika, a za to nie jestem zbyt wielką fanką takiego dystopijnego klimatu, niezbyt lubię to w książkach Podobało mi się to, że dostałam z zaskoczenia śmiercią pewnej postaci, totalnie się nie spodziewałam, że tak się skończy jej wątek Wiele postaci zniknęło w tle, czego też nie byłam wielką fanką Nie wiem czy do końca podoba mi się to jak zachowywała się Erin, trochę mi to kurde nie pasowało do jej postaci, rozumiem zmianę przez wzgląd na okoliczności, ale coś mi tu nie grało Do czego jeszcze chciałabym się przyczepić to do tego, że rozumiem że to nie jest romans, tylko ma wątek romantyczny, ale jednak jeśli już mowa o takiej relacji to fajnie by było jakby była trochę bardziej obrazowo napisana.Strasznie mi brakowało relacji Erin i Michaela w tej części Nadal było ich sporo i zachowali swoje przekomarzanki, ale jednak uważam, że zważając na wydarzenia jakie miały miejsce ich zachowanie względem siebie powinno się trochę zmienić Wierzę Michaelowi, że zależy mu na Erin, ale od niej w wielu scenach czułam nastawienie, że nie jest zbytnio zachwycona tym, że się ponownie spotkali Mam nadzieję, że w kolejnej części ich relacja się trochę rozwinie
Ta seria swego czasu zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Mimo że czytałam poprzednią książkę lata temu, nadal pamiętam emocje, które towarzyszyły mi podczas lektury. Wszyscy jednak zapowiadali, że to właśnie „Dzieci Mallaroy” zrobią na mnie jeszcze większe wrażenie i muszę przyznać, że dokładnie tak było.
Wczoraj Erin udawała swoją bliźniaczkę w niezwykłej szkole Mallaroy, dziś wraz z pozostałymi uczniami walczy o przetrwanie. Wszystko dlatego, że świat ludzi zderzył się ze światem nadnaturalnych istot, a wilkołaki, wampiry, zmiennokształtni, łowcy i czarodzieje desperacko próbują znaleźć swoje miejsce wśród ludzi.
W wirze propagandy, policyjnych łapanek, tajnych baz, niewygodnych romansów i wyrzutów sumienia bohaterowie są zmuszeni nieustannie wybierać, kiedy stawiać aktywny opór, a kiedy odwrócić wzrok.
Ten tom zdecydowanie różni się stylem od poprzednich. Jest znacznie brutalniejszy i mroczniejszy. Nasi bohaterowie nie są już bezpieczni za murami szkoły. Zostają wystawieni na działanie prawdziwego świata, w którym ich zdolności są wytykane palcami i potępiane.
Muszą wykazać się ogromną ostrożnością i nauczyć się życia w ukryciu, często przy ograniczonym dostępie do podstawowych produktów. Mierzą się z kolejnymi wyzwaniami i trudnymi sytuacjami, a ich położenie staje się coraz bardziej skomplikowane.
Między bohaterami tworzą się niezwykłe relacje i zdecydowanie dominuje tutaj motyw found family. Każdy z nich mierzy się z innymi emocjami i własnymi problemami, jednak mimo wszystko trzymają się razem i są dla siebie ogromnym wsparciem. To właśnie ta więź między nimi była jednym z elementów, które najbardziej mi się podobały.
Nie zabrakło również wątku romantycznego, który został naprawdę świetnie zbudowany. Relacje między bohaterami rozwijają się w odpowiednim tempie, a emocje, które im towarzyszą, idealnie współgrają z wydarzeniami rozgrywającymi się w tle.
Ten tom jest naznaczony ogromnym napięciem i strachem o losy bohaterów, jednak nie brakuje tutaj również beztroskich, zabawnych i wzruszających momentów. Dzięki temu historia nie jest przytłaczająca, a emocje cały czas się zmieniają.
Muszę przyznać, że kompletnie nie spodziewałam się, że ten tom będzie w stanie pobić poprzednie, jednak właśnie tak się stało. Z niecierpliwością wypatruję kolejnej części i nie mogę się doczekać ponownego spotkania z bohaterami!
Tytuł: Dzieci Mallaroy Autorka: A. M. Juna Ocena: DNF
Na samym początku chciałabym bardzo podziękować wydawnictwu za zaufanie i powierzenie mi tej lektury do recenzji.
Na prawdę starałam się skończyć tą książkę, jednak niestety nie udało mi się. Swoją przygodę z historią skończyłam na stronie setnej. Naprawdę próbowałam się zmusić do czytania po jednym rozdziale dziennie, jednak strasznie mnie to męczyło. Nie czytałam wcześniej trylogii Mallaroy, po dowiedzeniu się, że historię można czytać bez znajomości tamtych tomów zgłosiłam się do naboru. Od samego początku powieści zostałam wrzucona w akcję nie mając najmniejszego pojęcia kim są postacie. W trakcie książki te rzeczy powoli zaczęły się rozjaśniać, jednak wydawało mi się, że nadal jestem zagubiona w historii. Nawet gdy pojawiała się akcja nie byłam nią szczególnie zainteresowana. Styl autorki mi po prostu nie podszedł. Nie uważam, że jest to zła książka, po prostu nie trafiła w moje gusta. Uważam, że innym może się spodobać, jednak tą osobą nie jestem ja.
absolutnie niesamowita. nie jestem w stanie powiedzieć jak bardzo bolało mnie serce w trakcie jej czytania, ale także ile razy spowodowała u mnie uśmiech. potrzebuję kontynuacji!!!
offtop, ale to jak bardzo nie mogłam się doczekać tej części podsumowuje tylko fakt, że odebrałam paczkę w dokładnie 4 minuty i 9 sekund od jej umieszczenia w paczkomacie i wzięłam dwa dni wolnego, żeby w spokoju ją przeczytać XDDD
♾️/5 nie wiem jakim cudem znając tę treść DOSŁOWNIE (!) na pamięć, znowu jestem rozłożona na łopatki. Anty, tak jak stworzyłaś Dzieci, tak i stworzyłaś mnie. I’m forever grateful <3