Jest to rzecz niesłychana, że każda kolejna książka Małeckiego zyskuje w moich oczach miano mojej ulubionej. A Chimera? Absolutny majstersztyk, według mnie Małecki wspina się tutaj na wyżyny swojego kunsztu. W tej pięknej historii rozwinął odważnie swoje skrzydła i ponownie zrobił to, co udaje mu się zawsze najlepiej: stworzył opowieść kameralną, a jednocześnie spektakularną, dotykającą najczulszych ludzkich uczuć i emocji. Co więcej, wykreował tutaj bohatera, z którym ja się tak cholernie skleiłem, bardzo dawno mi się nie przydarzyło, abym podążał za czyimiś losami z takim zaangażowaniem i poruszeniem. Poznajcie Fryderyka, Emila i sami dajcie się zabrać na tę wojaż, bo jest warto i to bardzo.
Pamiętam, że przy okazji jednej z książek Małeckiego parę lat temu nie omieszkałem sobie nie ponarzekać na lekką sztampę, w jaką niegdyś tenże autor powoli wpadał. Wszystkie te powieści utrzymane były w podobnym stylu, w podobnych czasach, zazwyczaj dotykały rodzinnych historii i tych wszystkich emocji, po które nie sięga się w pierwszej kolejności, zamiast tego trzymając je skrzętnie skryte. Tymczasem, w tej książce, pomimo, że pozornie spełnia ona kilka z tych punktów, dzieje się rzecz dla mnie niespotykana - autor w swoim stylu prowadzi czytelnika przez tę historię z tak doskonałą lekkością, zwiewnością, coś wspaniałego. Ten styl literacki wcale nie sili się na to, by zachwycać każdym kolejnym zdaniem, ten zachwyt płynie właśnie z tego braku napuszenia, spięcia i konwencji prowadzenia historii niczym gawędy. Sprawnie wypada tutaj mieszanie się perspektyw czasowych, ale przede wszystkim najsprawniej działa tutaj odkrywanie stopniowo wszystkich kluczowych wątków. Nie wiem, co zachwyca mnie tutaj bardziej - piękno wynikające z absurdu wątku na statku czy raczej podążanie przez meandry życiowych historii naszego bohatera, które mają tak kluczowy wpływ na jego teraźniejszość. Obie te perspektywy były świeże, szalenie ironiczne miejscami, ale nieustannie przepełnione piękną głębią płynącą z tych przemyśleń.
Ja zabieram z tej książki wszystkie te doskonałe wątki o życiu bez tożsamości, o snuciu się po świecie bez poczucia przynależności, o pięknie i strachu z życia przydarzającego się przypadkiem, o tych wszystkich ludziach, których trzymamy w swoich pałacach pamięci i którzy nie potrafią zostawić nas w spokoju, bo o to w końcu chodzi w tym życiu - by nie musieć uciekać przed samym sobą. Piękna, angażująca, pochłaniająca i przede wszystkim zdumiewająca opowieść z tego wyszła. To prawdziwa przyjemność móc czekać co roku na kolejne książki Jakuba Małeckiego i oddawać się tym zachwytom, za to kocham literaturę. A ta książka zagrała ze mną na tyle emocjonalnie, że zdecydowanie zajmuje miejsce Ciała Davida Szalaya na podium moich ulubionych książek roku 2026.