Duszna noc przy starej, gdyńskiej torpedowni. Ośmioletnia Lola, ukryta na tylnym siedzeniu samochodu, podgląda brata i jego dziewczynę. Nie spodziewa się, że znikąd pojawi się terenówka, a ciszę nad brzegiem morza za chwilę przetnie rozpaczliwy krzyk...
Dwadzieścia lat później dorosła Lola spogląda na nagranie z monitoringu przy Mewiej Łasze i rozpoznaje wyłowione z wody ciało Emi — dziewczyny swojego brata i jedynej osoby, która oprócz niej przeżyła tamtą noc na plaży.
Szukając odpowiedzi, Lola trafia na ślad przerażającej prawdy. Okazuje się, że obie te śmierci nie były dziełem przypadku, lecz konsekwencją eskalacji makabrycznego eksperymentu psychologicznego przeprowadzonego w gronie przyjaciół jej brata. Eksperymentu, który miał udowodnić, że zło przychodzi z zadziwiającą łatwością, jeśli odpowiedzialność za nie zostanie przeniesiona na kogoś innego.
Aby powstrzymać trwającą od dwóch dekad serię zbrodni i dopaść inicjatorkę tej gry, Lola musi wejść do strefy, w której nie obowiązują żadne zasady. Nie wie jednak, że w pogoni za prawdą, sama staje się wymarzonym obiektem eksperymentu. A najłatwiej złamać kogoś, kto wierzy, że kierują nim czyste intencje...
Mroczny, duszny thriller psychologiczny w klimacie skandynawskiego noir.
Autorka kontynuuje oprowadzanie czytelników po niezwykłych nadmorskich miejscach, co dla mnie osobiście daje dodatkową, po intrydze kryminalnej, satysfakcję z przeczytanej książki. Tym razem akcja powieści dzieje się w Trójmieście, w rejonie ruin torpedowni w Babich Dołach. Niezdrowo kręcą mnie takie poniemieckie ruiny, powojenne fortyfikacje militarne, wraki statków itp. Do sedna... Na foczą wyspę zostają wyrzucone zwłoki Emi. Ponad 20 lat wcześniej kobieta przeżyła atak w torpedowni. Jej chłopak pozostaje zaginiony. Świadkiem wydarzeń była jego siostra Lola. Teraz przeszłość powraca, a Lola obsesyjnie stara się rozwiązać zagadkę sprzed lat, odkryć co doprowadziło do tragedii, która odebrała jej brata. Drugą osią czasu są wydarzenia z 2005. Rozpoczynają się na trzy tygodnie przed atakiem w torpedowni. Niezwykłe rzeczy, które zamiast odpowiadać na pytania, stawiają kolejne. Co łączy niepokojącą zabawę grupy przyjaciół, eksperyment psychologiczny, modyfikację paradygmatu Milgrama na trzy tygodnie przed atakiem w torpedowni z symbolami tarota na zwłokach, polinezyjskimi tatuażami, wykonanymi egzotycznymi barwnikami i techniką, śmiercią podczas wyprawy na wrak Frankena? Czym jest Mora, która była świętym graalem dla Aleksa i Emilii? Czy można nie zauważyć, że czyste intencje mogą mieć destrukcyjne konsekwencje? Duszny, psychodeliczny klimat, który kreuje autorka, to już jej znak rozpoznawczy. Plastyczne opisy pogłębiają wrażenia, które kreśli fabuła. Historia dopracowana w szczegółach, spisana doskonałą stylistką powoduje, że "Mora" to czytelnicza uczta.
Za umiejscowienie akcji i nakarmienie mojej niezdrowej fascynacji autorka dostaje ode mnie dodatkową gwiazdkę.
20 lat wcześniej, podczas dusznej nocy przy gdyńskiej torpedowni. Ośmioletnia Lola ukryta w samochodzie obserwuje swojego brata Aleksa i jego dziewczynę Emi. Nagle pojawia się terenówka i wydarza się coś, co na zawsze naznaczy życie bohaterów. Dwadzieścia lat później Lola rozpoznaje na nagraniu monitoringu ciało wyłowione z wody. To Emi - dziewczyna jej brata i osoba, która przeżyła tamtą noc. Lola zaczyna szukać odpowiedzi i odkrywa, przerażającą prawdę.
„Mora” to mroczny thriller psychologiczny o tym jak cienka może być granica między niewinną obserwacją, manipulacją a odpowiedzialnością za cudze zło.
Od samego początku czytelnikowi towarzyszy duszna, niepokojąca wręcz klaustrofobiczna atmosfera. Gdyńskie wybrzeże, morze, stara torpedowania, noc oraz tajemnica sprzed dwóch dekad tworzą bardzo obrazowe tło wydarzeń. Morze to nie tylko element tła, to miejsce, które ściśle wiąże się z pamięcią, tajemnicą i tym co przez lata pozostawało w ukryciu. Psychologia postaci to jeden z mocniejszych elementów książki. Manipulacja, wpływ na ludzkie zachowanie oraz granice, które człowiek może przekroczyć, nawet jeśli początkowo uważa, że nigdy by tego nie zrobił. Czy człowiek jest zdolny zrobić coś złego, jeśli odpowiedzialność zostanie przeniesiona na kogoś innego? Gdzie znajduje się granica między własną decyzją a uleganiem grupie? Co z moralnością, odpowiedzialnością i poczuciem winy? Czy dobre intencje rzeczywiście wystarczą, żeby usprawiedliwić nasze działania? Jak potrzeba akceptacji, hierarchia w grupie i przerzucanie odpowiedzialności mogą prowadzić do przekraczania kolejnych granic. Każda z postaci niesie swoje demony i traumy. Każda z nich jest poraniona, a poszczególne wydarzenia stają się rozgrywką większej układanki. Teraźniejsze wydarzenia ściśle łączą się z przeszłością, a autorka prowadzi nas przez stopniowe odkrywanie prawdy, która przyniesie jeszcze więcej bólu. Trauma, która nie kończy się wraz z dzieciństwem - idealnym przykładem jest Lola. Przeszłość nie jest więc jedynie wspomnieniem - determinuje podejmowane decyzje oraz sposób postrzegania wydarzeń.
„Mora” to thriller, w którym zagadka kryminalna jest tylko warstwą wierzchnią, a pod nią mamy psychologię, manipulację, relacje międzyludzkie i pytania o ludzką naturę.
idę więc w stronę wody, gdzie zniknął mi świat niepostrzeżenie i dziecięce serce moje zadrżało echem ciężkich słów idę więc w stronę wody ręce zanurzam i duszę oddaję zmęczoną i niech mnie wiatr niesie i niech tęsknotę zedrze nieskończoną
pamięć przełykam, a noc nade mną pochyla się tak cicho, że jeszcze tak krucho, że dreszcze mnie kołyszą jak drzewo nad urwiskiem, co sił już nie ma, by brzegu się trzymać, a mora jak dłoń niewidoczna i zimna na skórze mojej osiadła mi i od tamtego świata odwrócić się nie mogłam
bosymi stopami chłód rozgniatam wracam, gdzie oni wracam w ich świat młodzieńczej drogi tam przyjaźń, co runęła tam cisza, co stanęła pośród morza czerni i rdzy, co okrutny miała smak do ust się wdarła z duszy wydarła, a w szklanej kuli ich imiona śmierć nieposkromiona
Mała Lola patrzyła. Schowana przed światami, co były czarne i zimne. Słyszała krzyk, co rozdarł morskie fale. Dziś czeka przy brzegu tamtych chwil. Na brata. Na prawdę i na siebie, której znaleźć nie może. Jeszcze nie teraz. Choć morze odda. I ziemia. Jeszcze nie teraz. Nie z tych światów jeszcze ułoży przeszłość.
Imiona w szklanej kuli zamknięte. I serca. Jakby można było nią potrząsnąć i sprawdzić, które pęknie. Podejmie wyzwanie. To ona. Miała włosy koloru czerwieni, rdzawe refleksy i dzikość. To ona ciągnęła za nić. A potem patrzyła jak zaciska się na ich gardłach.
Mora to dzikość. Nieokiełznana siła. Najciemniejsza część duszy. Na ustach jest. I w gardle. Na żebrach i pod nimi. Wszędzie tam, gdzie duszno. Wszędzie tam, gdzie kruche miejsca. Tam szuka słabości. Wsuwa się szczelinami. Ciężka. Ciemna. Cała. Z każdym wspomnieniem wydłuża palce. Chwyta. Obija się o serce. Przepływa z krwią.
Słowa Ewy Przydrygi to moje światy. Zawsze dostaję z nich najwięcej. Więcej niż mogłabym oczekiwać. Pięknie osadza tę historię. Po swojemu, choć bardziej wyraziście niż zawsze. Bardziej oszlifowane są słowa i jeszcze piękniejsze. Bierzcie te emocje i czytajcie. Poczujcie, ile w nich wrażliwych przestrzeni. Polecam z całych sił.
Powiedzieć o tej historii "dobra", to tak jak nie powiedzieć nic! Ta historia była FENOMENALNA! I nawet sobie nie zdajecie sprawy, w jakim morzu przyjemności pływałam czytając ją, po mojej bardzo słabej poprzedniczce. Aż mi się serce radowało, że w końcu czytam thriller, który żal mi jest kończyć! No po prostu szok! Ja naprawdę zaczęłam już myśleć, że ze mną jest coś nie tak - ale teraz już wszystko rozumiem! Mnie potrzeba tak genialnie dopracowanych i trzymających w napięciu książek, jak "Mora" Ewy Przydrygi! Dostałam tu zdecydowanie więcej niż zakładałam, przez co z pewnością długo o tej historii nie zapomnę i będę ją zapewne polecać każdemu bez wyjątku!
Historia zaczyna się w 2005 roku, kiedy to Lola będąc małą dziewczynką, postanawia zakraść się do auta swojego brata i wraz z nim i jego dziewczyną udać się na Ziemię Czarownic. Stamtąd jej brat miał popłynąć do torpedowni, przypominającej statek widmo. Już sam początek zmroził mi krew w żyłach. Tym bardziej w momencie gdy brat Loli - Aleks i jego dziewczyna Emi, popłynęli na miejsce, a Lola została w samochodzie na pustym parkingu w nocy... No i żeby nie było za nudno, jakąś chwilę później, na parking podjeżdża inne auto, z dwoma zamaskowanymi mężczyznami, których celem również okazuje się wyprawa na statek. Ale niestety w innym celu... Dochodzi do tragedii, w której Lola traci swojego najukochańszego brata....Dlaczego? To właśnie pozostaje największą tajemnicą - dlaczego i kto stoi za tym okropnym czynem. Warto wspomnieć, że Emi przeżyła, jednakże 21 lat później śledczy znajdują jej ciało w wodzie. I w taki sposób rozpoczynają się obecne wydarzenia, które z czasem będą się przeplatać z wydarzeniami z przeszłości. To właśnie znalezienie ciała Emi, rozpocznie prywatne śledztwo Loli, w którym udział weźmie córka Emi i jej brat - Filip. Może tym razem w końcu uda im się poznać prawdę o tym co zdarzyło się w 2005 roku?
"Mora" to thriller psychologiczny, dopracowany w każdym najmniejszym szczególne. Widać, że autorka dokonała absolutnie fenomenalnego researchu, przez co ta historia "klei się" z każdej możliwej strony. Opisy wyglądu ciała Aleksa, odnalezionego po latach, czy motyw z nurkowaniem Gniewka - jestem pod ogromnym wrażeniem tego jak dokładnie i szczegółowo było to opisane - i to tak naprawdę logicznie i z sensem. Cała historia ma w sobie to, co ja uwielbiam - tajemnice i sekrety, które tylko czekają na ujawnienie. A im bardziej szokujące, tym bardziej wpasowujące się w moje gusta. Historię poznajemy z dwóch perspektyw czasowych - mamy czasy obecne, w których to Lola, Filip i Ida, próbują odkryć co tak naprawdę wydarzyło się wtedy w torpedowni, jednocześnie zmagając się z problemami obecnego ich życia, i mamy też powroty do przeszłości, w których poznajemy wydarzenia sprzed tragedii, po to aby pod koniec autorka pięknie pokazała nam całą prawdę. Najbardziej podobały mi się powroty do starych wydarzeń, choć nie powiem, bo Pani Ewa tak umiejętnie przeplata tu teraźniejszość z przeszłością, że ciężko stwierdzić, który przedział czasowy jest lepszy. Ja osobiście, bardziej wczułam się w wydarzenia z 2005 roku, może przez to, że to jednak moje młodzieńcze lata i mam do nich jakiś większy sentyment 😛 To co było dla mnie ogromnym zaskoczeniem ( które mnie dodatkowo zirytowało) to cały ten psychologiczny eksperyment, z udziałem paczki przyjaciół Aleksa i Emi! A postać Mariki tak mnie wkurzała, że jak tylko się pojawiała, to zaczynałam się cała spinać z nerwów ( zdecydowanie za mocno się wczułam w wydarzenia w tej książce 😅). Co do samego eksperymentu - ja w opisie książki już nie doczytałam, że coś takiego będzie mieć tu miejsce, dlatego też, jak tylko wyszło to na jaw w historii - to szczęka opadła mi niemal do ziemi. I teraz pytanie - czy warto było dorzucać taki smaczek w opisie? Bo ja jestem zadowolona dwa razy bardziej, że o tym nie wiedziałam 😆 Na uznanie zasługuje również to, jak autorka przedstawiła system manipulacji w grupie przyjaciół - to jak czasem łatwo wywrzeć na kimś nacisk do zrobienia czegoś, pokazanie słabych jednostek społecznych i tego, jak mogą zmieniać swoje zachowania pod wpływem odpowiednich impulsów. Do czego tak naprawdę są zdolni! Do kłamstw... do szantażu... pomimo rzekomo prawdziwej przyjaźni jaka ich łączy. Wszystko to ukazane tu jest w naprawdę fantastyczny i realistyczny sposób. Za to ogromne brawa!
Bardzo podobało mi się również to, że autorka ciekawie ukazała w "Morze" rodzinne relacje, jakie łączyły bohaterów. Były one takie naturalne i realistyczne, takie prawdziwe. Decyzje jakie podejmowali były takie jakie być powinny - niewyolbrzymione czy przekoloryzowane - po prostu ludzkie. I to mnie tu bardzo mocno urzekło. Sama kreacja bohaterów jest świetna - każdy z nich jest inny, jeden denerwuje bardziej, drugi jest pomocny, trzeciego chce się aż przytulić. I żaden nie jest nijaki, ma w sobie coś co zapada w pamięć - nawet Daria, której było jak na lekarstwo, ale mnie zapadła w pamięć przez pewną decyzję jaką podjęła. Co do zakończenia - oprócz tego, że z ciężkim sercem poznawałam prawdziwe wydarzenia, które miały miejsce w 2005 roku, to byłam naprawdę zaskoczona, tym jak autorka to wszystko ze sobą połączyła. Wyszło jej to genialnie! Ja oczywiście ( za bardzo wczuta w historię) nie omieszkałam sobie poprzeklinać na co poniektórych bohaterów podczas "wielkiego finału". Ale to co ja czułam, po przeczytaniu ostatniej kartki! To z pewnością smutek, że tak to wszystko się skończyło i że w ogóle się ta książka skończyła... Ciężko mi było wrócić do rzeczywistości. Mam wrażenie, że ta historia pozostawia czytelnika z różnymi przemyśleniami w głowie - bynajmniej ja miałam po niej, różnego rodzaju refleksje. Boję się trochę zaczynać czytać inną książkę, żeby nie zepsuć sobie radości z przeczytania w końcu czegoś genialnego! No ale co zrobić... pozostaje czekać na kolejne książki autorki - mam nadzieje, że nie za długo 😉 Wy czytajcie "Morę", bo naprawdę warto!!
Jest ciemność. Pustka. Dziecięca zabawa w chowanego. Która nagle staje się zabawą w umieranie. Wzburzone morze. Ostry wiatr. Ponton przy brzegu. A w nim brat. Krew. Strach. Ucieczka. Biegnij, Lola, biegnij. Lola traci wszystko. Matkę. Ojca. Brata. Zostaje sama. Z lękiem. Z nim dorasta. Podobnie jak Filip. Jego siostra. I jej brat. Co połączyło ich tamtego wieczoru? Były marzenia. Były plany. A potem jeden pakt. Jeden wieczór. Jedno odrzucenie. I domino ruszyło. Najbardziej poruszyło mnie w „Morze” to, jak trafnie Ewa Przydryga pokazuje mechanizm spirali zła. Bo rzadko zaczyna się od potwora. Czasem zaczyna się od strachu. Przed karą. Przed odpowiedzialnością. Przed utratą pozycji. Przed kolejnym odrzuceniem. Popełniasz błąd. Potem próbujesz go ukryć. Żeby ukryć pierwszy, popełniasz następny. Aż w pewnym momencie pod pretekstem ochrony siebie albo innych zaczynasz niszczyć wszystko, co chciałaś ocalić. I właśnie to jest w tej historii najbardziej przerażające. Nie zło samo w sobie. Ale proces stawania się kimś, kim nigdy nie chciało się zostać. Hexengrund. Torpedownia. Miejsce niemal osobne od świata. Przyciąga. Mami. Woła. Jakby przechowywało w sobie wszystko, czego bohaterowie najbardziej chcieliby zapomnieć. Ale największa „mora” tej powieści nie kryje się w murach. Kryje się w człowieku. W jego pamięci. W poczuciu winy. W wypieranej prawdzie. I w obrazie bliskich, który tak bardzo chcemy zachować nieskazitelny. Bo co zrobić, kiedy idealny ojciec, brat, matka, siostra czy partner nagle przestają pasować do obrazu, który nosiliśmy w głowie? Co zrobić z tą jedną rysą? Skazą na idealnym kadrze? Ewa Przydryga odwołuje się również do słynnego eksperymentu Milgrama,dziś mocno dyskutowanego pod względem metodologicznym i etycznym. Ale pytanie, które za nim stoi, nadal uwiera: jak daleko może posunąć się zwyczajny człowiek, kiedy znajdzie się w odpowiednich okolicznościach? I chyba właśnie to uderzyło mnie najmocniej. Że czasami wcale nie chcemy znać prawdy o tych, których kochamy. Bo prawda może zniszczyć obraz, który budowaliśmy przez całe życie. Łatwiej kochać wersję człowieka, którą stworzyliśmy w swojej głowie. Trudniej zobaczyć go naprawdę. Ze słabością. Ze strachem. Z błędami. Z winą. Ale może właśnie dopiero wtedy zaczyna się prawdziwe poznanie? Nie oznacza to usprawiedliwiania zła. Zrozumienie nie jest rozgrzeszeniem. Może jednak pomóc odpowiedzieć na najtrudniejsze pytanie: co sprawiło, że człowiek, którego znaliśmy, wybrał właśnie tę drogę? 📚 Dlatego „Mora” nie była dla mnie tylko thrillerem. To opowieść o winie. O konsekwencjach. O odrzuceniu. O lęku. O mechanizmach obronnych. I o cenie, jaką płacimy za prawdę. A przede wszystkim o tym, że czasami największym koszmarem nie jest odkrycie, co się wydarzyło. Tylko odkrycie, kim naprawdę był ktoś, kogo kochaliśmy.
" [...] Torpedownia przyciągała. Wołała. Mamiła. Szukała ofiar. A potem niszczyła. [...]"
Jak daleko posunie się człowiek, kiedy ma dosłownie nóż na gardle? Na to pytanie w idealny sposób odpowiada Ewa Przydryga w swoim najnowszym dziele zatytułowanym "Mora".
Z tej książki dowiecie się, co to znaczy "Mora". Moim zdaniem to dzięki niej wszystko poszło nie tak, jak powinno. A mogło być tak pięknie... Autorka stworzyła mroczną i mocną powieść, po której jeszcze do teraz mam ciarki. Jeżeli tak jak ja lubicie psychologiczne thrillery, to nie powinniście przegapić tego tytułu.
Czy myślicie, że sumienie można tak po prostu zagłuszyć i o nim zapomnieć? Nie wydaje mi się. Mimo upływu lat daje o sobie znać. Ono pamięta i nigdy nie zapomina. Dręczy człowieka aż do śmierci lub do odkupienia win. Zobaczcie, jak to przedstawiła Ewa Przydryga.
Cofając się w czasie o dwadzieścia lat, poznacie paczkę "przyjaciół", która dała się zmanipulować jednej pokręconej dziewczynie. Ona na nich eksperymentowała. Dzięki niej doszło do ogromnej tragedii, ale o niej Wam nie opowiem. Przenosząc się do czasów współczesnych, poznacie siostrę jednego członka paczki "przyjaciół" – Lolę. Lola widzi, jak wyłowione zostają zwłoki pewnej kobiety. Kim ona była dla niej i dlaczego straciła życie? Komu zależało na jej uciszeniu? O tym przekonacie się podczas czytania. Będzie wstrząsająco i bardzo niebezpiecznie. Tak naprawdę nie wiadomo, komu Lola powinna zaufać.
Tutaj emocje sięgają dosłownie zenitu. Ta książka wciągnęła mnie od pierwszych stron i stworzyła bardzo duszny, mroczny klimat. Podczas czytania miałam gęsią skórkę oraz, nie ukrywam tego, pojawiły się u mnie łzy! Ewa Przydryga genialnie buduje napięcie i potęguje w czytelniku poczucie osaczenia, a nawet przytłoczenia. Wow! To było świetne.
"Morę" polecam wszystkim czytelnikom o mocnych nerwach, którzy nie boją się trudnych przepraw i poszukiwania prawdziwego zabójcy.
Cieszę się, że autorka akcję tej powieści osadziła w Polsce, głównie na polskim wybrzeżu – przy gdyńskiej torpedowni oraz Mewiej Łasze. Pamiętajcie, Bałtyk nigdy nie zapomina! On pragnie, żeby wszystkie popełnione zbrodnie wypłynęły na powierzchnię i ujrzały światło dzienne, a winni ponieśli za to surową karę.
I na koniec koniecznie muszę Wam powiedzieć o jednej sprawie. Z "Morą" przepada się na długie godziny, dlatego polecam czytać ją przez całą noc.
Wiem, że ciężko Wam w to będzie uwierzyć, ale to moje pierwsze spotkanie z prozą autorki. Od razu zdradzę, że bardzo udane, chociaż po zakończeniu czuję pewien niedosyt - chciałabym znać dalsze losy bohaterów. 😉 Już sam opis na obwolucie bardzo zachęca. Sięgałam po nią z pewną obawą, bo ostatnio często thrillery mnie rozczarowują, jednak zapowiedź klimatu skandynawskiego noir spowodowała, że dałam jej szansę. I cieszę się, że to zrobiłam. 🖤 Nasza główna bohaterka to Lola. Dwadzieścia lat temu zaginął jej brat, który się nią opiekował. Można podejrzewać, że nie żyje, choć kobieta ciągle ma nadzieję. W dniu zaginięcia był ze swoją dziewczyną Emi. Obecnie Emi została zabita. Wszystko wskazuje na to, że może się to łączyć. Lola wraz z bratem Emi (i swoim byłym) Filipem oraz córką Emi i Aleksa (brata Loli) - Idą - chcą dowiedzieć się prawdy. Ida składa strzępki znalezionego zdjęcia rodziców sprzed lat. Mają teraz punkt zaczepienia. 🔎 Tutaj zło oplata swoimi mackami, ale musimy powoli się o tym przekonać. Spokojni i zwyczajni nastolatkowie pod wpływem gry zmieniają się nie do poznania. Pomiędzy przyjaźnią i nienawiścią jest tak samo cienka granica jak pomiędzy miłością i nienawiścią. Możemy się przekonać, co z ludźmi może zrobić manipulacja albo uzależnienie od leków (które czasem jest winą choroby). Naszych bohaterów - tych obecnych oraz z przeszłości - łączą nie tylko więzy krwi, ale też wzajemne relacje. Tu każdy jest inny, a to, co do siebie wzajemnie czują, zmienia się wraz z nimi i ich czynami. Tu czasem kogoś lubimy, by po chwili go znienawidzić, bo z normalnego człowieka staje się po prostu gnojkiem. 🙈 Naszych bohaterów nie oszczędzają też życiowe problemy, np. samotne macierzyństwo czy problemy z byłym partnerem. Przez to niejedna osoba będzie mogła się z nimi trochę identyfikować. Czytając, miałam wrażenie, że widzę prawdziwych ludzi, którzy przeżywają swoje wzloty i upadki. Nie obyło się bez zdrady czy zemsty. Niektóre wydarzenia aż złamały mi serce. 💔 Ta pozycja to świetna lektura, chociaż po jej przeczytaniu czuję pewien niedosyt - chciałabym wiedzieć, co dalej działo się z naszymi bohaterami. To jest bardzo udany thriller, jeden z lepszych, które w tym roku czytałam. 🖤📖 Czytaliście już „Morę”, a może macie ją na swojej liście? Dajcie znać w komentarzach! 👇 #️⃣ #współpracarecenzencka
❓Czy wydarzenie sprzed 20 lat może mieć wpływ na teraźniejszość❓
📚 Dwadzieścia lat temu mała Lola była świadkiem tr@umatycznego wydarzenia, które na zawsze naznaczyło jej życie. Tej nocy zaginął jej brat Aleks. Dziewczynka dorasta, próbuje żyć dalej, ale wspomnienia tamtej nocy nie pozwalają o sobie zapomnieć. Mijają lata. Lola jest już dorosłą kobietą, jednak przeszłość wcale nie zamierza jej wypuścić ze swoich szponów. Kiedy z wody zostają wyłowione zw£oki Emi – dawnej dziewczyny jej brata – wszystko zaczyna wracać. Pojawiają się pytania, na które przez dwadzieścia lat nikt nie potrafił odpowiedzieć. Co tak naprawdę wydarzyło się tamtej nocy? Co stało się z Aleksem? I przede wszystkim – jaki związek z tym wszystkim miał pewien eksperyment psychologiczny?
📚 „Mora” Ewy Przydrygi to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki i muszę przyznać, że bardzo udane. Już wiem, że na tym spotkaniu nie poprzestanę. To jeden z tych thrillerów, w których przeszłość nie jest zamkniętym rozdziałem. Ona cały czas żyje. Czai się gdzieś pod powierzchnią, czeka na odpowiedni moment, żeby wypłynąć na wierzch – zupełnie jak tajemnice, które przez lata miały pozostać pogrzebane.
📚Historia prowadzona jest dwutorowo, dzięki czemu stopniowo poznajemy kolejne elementy układanki. I właśnie ta konstrukcja bardzo przypadła mi do gustu. Autorka nie podaje wszystkiego na tacy. Zamiast tego rzuca nam kolejne tropy, pozwala snuć własne teorie i sprawdza, jak łatwo można dać się zwieść pozorom.
📚Podobało mi się również to, jak autorka buduje napięcie. Czasami wystarczy niedopowiedzenie, wspomnienie sprzed lat albo pozornie nieistotny szczegół, żeby poczuć, że coś tutaj zdecydowanie nie gra.
📚„Mora” jest pełna tajemnic, tr@um z przeszłości, psychologicznych zagadek i zwrotów akcji, które sprawiają, że trudno odłożyć książkę, kiedy zaczyna się robić naprawdę ciekawie.
📚Jeśli lubicie thrillery, w których oprócz zagadki kryminalnej ważną rolę odgrywają psychologia, sekrety sprzed lat i bohaterowie próbujący odkryć prawdę, „Mora” zdecydowanie może Was zainteresować.
Tajemnicza sprawa sprzed lat powraca w zatrważający sposób. Lata temu Lola miała zaledwie osiem lat i podglądając swojego brata oraz jego dziewczynę staje się świadkiem makabrycznej zbrodni, której ofiarą staje się jej brat, a ona wraz z jego dziewczyną uchodzą cudem z życiem. Po dwudziestu latach Lola ogląda wyłowione z wody ciało Emi, dziewczyny jej brata. Dziewczyna postanawia na własną rękę rozwiązać tę sprawę. Nie spodziewa się jednak, że te dwie sprawy będą ze sobą powiązane i do jakich tragicznych wniosków dojdzie.
„Mora” to bardzo ciężki i mroczny kryminał, z naprawdę świetnym reaserchem. Sama historia zawarta w tej książce była niesamowicie wciągająca i elektryzująca. Miałam ochotę w ogóle nie odrywać się od tej historii, żeby tylko już poznać rozwiązanie tej sprawy.
Pojawiają się również fragmenty z uzależnieniem oraz zagrożeniem życia dziecka, które mnie osobiście przyprawiały o gęsią skórkę i szczerze bałam się, jak to się dalej potoczy oraz czy dziecku nic się nie stanie. To byly według mnie najbardziej mrożące krew w żyłach sceny. Jedną, która bardziej mnie przerażała i przyprawiała o szybsze bicie serca, była scena z nurkowaniem. O tym, jak dobrze ta sytuacja była opisana powinien świadczyć mój zerowy lęk przed pływaniem i to, że sama kilkukrotnie nurkowałam.
I mając te wszystkie plusy, można by pomyśleć, że jest to książka idealna. Niestety mamy tu wcale nie małe ale, bo już w trakcie czytania zauważałam, że przez zbyt zawiły sposób konstruowania fabuły zapominałam o tym, co czytałam wcześniej. Teraz, kiedy piszę tę recenzję jestem już kilka dni po lekturze i szczerze, nie wiele pamiętałam z fabuły. Bardziej były to urywki niż cała fabuła po kolei, przez co musiałam się naprawdę wysilić, żeby napisać wstęp.
Jest to naprawdę dobry i wciągający tytuł, jednak ma on kilka wad, nad którym autorka musi popracować. Jestem jednak pełna podziwu dla reaserchu, który przeprowadziła przy pisaniu tej książki!
„Mora” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Ewy Przydrygi i zdecydowanie mogę zaliczyć je do tych udanych. Lubię, kiedy thriller nie opiera się wyłącznie na kolejnych zwrotach akcji, ale potrafi też wejść trochę głębiej w psychikę bohaterów – i tutaj właśnie to dostałam.
Historia zaczyna się dwadzieścia lat wcześniej. Ośmioletnia Lola jest świadkiem wydarzeń, które na zawsze zapisują się w jej pamięci. Po latach rozpoznaje na nagraniu ciało Emi – dziewczyny swojego brata i jednej z osób związanych z tamtą tragiczną nocą. Lola zaczyna szukać odpowiedzi i wraca do przeszłości, która okazuje się pełna tajemnic i niewygodnych pytań. 👀
Bardzo podobało mi się to, że autorka nie skupia się wyłącznie na samej zagadce. Dużo miejsca poświęca psychologii bohaterów, manipulacji, wpływowi innych ludzi i granicom, które czasem przekraczamy, nawet jeśli początkowo wydaje nam się, że nigdy byśmy tego nie zrobili.
Do tego dochodzi świetny klimat. Morze, gdyńska torpedownia, wydarzenia sprzed lat i poczucie, że za tym, co widzimy na pierwszy rzut oka, kryje się jeszcze druga historia. 🌫️ Całość ma w sobie coś niepokojącego i tajemniczego, co bardzo dobrze pasuje do tego gatunku.
Podobało mi się również stopniowe odkrywanie kolejnych elementów układanki. Autorka nie wykłada wszystkich kart od razu, dzięki czemu cały czas chciałam wiedzieć, co tak naprawdę wydarzyło się przed laty i jak poszczególne osoby są ze sobą powiązane.
„Mora” nie jest książką, po której zamknęłam ją z myślą „wow, czegoś takiego jeszcze nie czytałam”, ale jest bardzo solidnym, wciągającym thrillerem psychologicznym, który dał mi dokładnie to, czego oczekiwałam od tej historii.
A że to moje pierwsze spotkanie z Ewą Przydrygą, tym bardziej cieszę się, że zaczęłam właśnie od tej książki. Zdecydowanie będę miała oko na kolejne powieści autorki. 🖤
⭐ Moja ocena: 8/10 (współpraca reklamowa: Wydawnictwo Filia)
To jedna z tych książek, która już od pierwszego zdania zaciska na czytelniku swoje szpony i trzyma tak długo, aż nie skończy. I później nadal siedzi gdzieś pod skorą. Powiedzmy sobie szczerze. Są książki, które potrzebują chwili, żeby rozbudzić w czytelniku zainteresowanie, ale są też takie, jak Mora, które od pierwszego zdania wrzucają nas w sam środek wydarzeń, a później ciągną tylko głębiej.
Największą robotę robi tu klimat. Duszny, mroczny i gęsty, jak rasowe skandynawskie kryminały. I choć tej książki kryminałem nie nazwiemy, to porównanie pasuje idealnie.
Akcja powieści toczy się dwutorowo. Teraz i dwadzieścia lat wcześniej. Bardzo lubię ten zabieg. Pozwala to poznać wydarzenia z dwóch perspektyw, które wzajemnie się dopełniają. Dodatkowym atutem jest stopniowe odkrywanie faktów. Zarówno w czasie obecnym, jak i w przeszłości. I właśnie taki sposób prowadzenia czytelnika przez wydarzenia sprawia, że książka jest niezwykle dynamiczna, ciągle coś się dzieje i nie zostaje zbyt wiele miejsca na zaczerpnięcie oddechu.
Bohaterowie wykreowani są w intrygujący sposób, każdy charakterystyczny, żaden czysty jak łza. Mam wrażenie, że właśnie takie moralnie szare postacie są tymi, które odbiera się jako najbardziej realne. I to duży plus.
Dodatkowo wątek psychologii grupy, podążania za liderem, nawet jeśli zadanie wydaje się nierealne dużo wnosi do historii. To tu możemy poznać pewne mechanizmy, które sprawiają, że mam samym czasem zdarza się ulec i zrobić coś, o co początkowo byśmy się nie podejrzewali.
Dla kogo? Jeśli lubisz thrillery z mocnym tłem psychologicznym, odkrywać jak tajemnica z przeszłości oddziałuje na teraźniejszość, a także cenisz sobie mroczny i duszny klimat w czytanych książkach, to będzie pozycja idealna. [Współpraca]
Niby wiedziałam co Ewa Przydryga potrafi ze mną zrobić, ale nie czytałam chyba ostatnich jej dwóch tytułów i nie byłam przygotowana, że ta książka to będzie aż taka petarda. „Mora” mnie zachwyciła. Jeżeli kochacie thrillery psychologiczne to zdecydowanie jest coś dla Was i nie mogę się doczekać, kiedy zostanie zekranizowana, bo nie wyobrażam sobie żeby mogło tak nie być! Wow! Ależ wiele emocji mi zafundowała. To książka na maxa klimatyczna, wciągająca bez reszty, wspaniała i wszechogarniająca, mroczna, duszna, mięsista, to opowieść o tajemnicy z przeszłości, o sekretach które piętrzą się bez końca, autorka po raz kolejny udowadnia, że nikomu nie możemy ufać, nawet najbliższym i że tak naprawdę nie znamy do końca nawet siebie samych. I niby od początku wiedziałam że coś tu się nie zgadza, że brakuje mi tego jednego maleńkiego elementu układanki, ale naprawdę długo nie mogłam go znaleźć. To opowieść o tym, że nieważne jak bardzo się staramy, czasami nie jesteśmy w stanie iść naprzód, czasami jakaś sprawa ciągnie się za nami niczym długi dzień. To historia o miłości, która nie okazała się być dość silną, o przyjaźni, która nie przetrwała próby, chociaż wszyscy byli pewni że na pewno tak się stanie i o siostrze, która nigdy nie straciła nadziei. „Mora” bez wątpienia zostanie z Wami na dłużej, zostawi po sobie jakiś ślad, wyrwę, oj długo będziecie myśleć o tej powieści po jej odłożeniu, dlatego że skłania do refleksji i zostawia czytelnika z wieloma pytaniami i z wieloma obserwacjami. Rewelka! Chcę więcej takich powieści!
„Mora” to nastrojowy, niemal klaustrofobiczny thriller, przesiąknięty stratą i bólem, pełen tajemnic i niedopowiedzeń. Autorka bardzo zgrabnie buduje poczucie osaczenia i ciągłej niepewności i muszę przyznać, że z niemałym zainteresowaniem śledziłam kolejne pojawiające się skrawki informacji. Ponadto Przydryga powoli dawkuje napięcie sprawnie rozwijając aspekty psychologiczne, gdzie ważniejsze od pytania „kto?” jest pytanie „dlaczego?”, ukazując przy tym jak dawne traumy kładą się cieniem na teraźniejszości, a wplatanie w historię rozdziałów z przeszłości pozwalała na odsłanianie kolejnych sekretów i zrozumienie tego co się wydarzyło i dzieje aktualnie.
Niestety, ale mimo zainteresowania fabułą momentami odnosiłam wrażenie, że jest ona nieco rozwleczona, a bohaterzy są raczej płascy i niewyróżniający się, wykreowani dość chłodno i z dystansem, musiałam czasem zastanawiać się kto jest kim, co za tym idzie trudno było się do nich przywiązać, utożsamiać i przeżywać ich decyzje, czy nawet ich polubić.
„Mora” to ciekawy, mocno klimatyczny thriller, który czyta się lekko jednak na tle innych pozycji w tym gatunku wypada dosyć przeciętnie. Ta historia na pewno nie zostanie ze mną na dłużej niemniej przyznaję, że czytałam z zainteresowaniem jednak bez większych emocjonalnych porywów, zdecydowanie brakło mi tu tego „czegoś”.
Moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki i zaliczam je do jak najbardziej udanych. Otrzymałam historię, która wciąga czytelnika od pierwszych stron i trzyma w niepewności aż do samego końca. Z każdym kolejnym rozdziałem coraz lepiej poznajemy bohaterów oraz to jak ich charaktery zmieniały się na przestrzeni dwudziestu lat. Ciekawe było dostrzeganie, jak te mroczne wydarzenia wpłynęły na ich życie i ukształtowały podejmowane w obecnym czasie decyzje.
Relacja głównej bohaterki z Idą stała się moim ulubionym wątkiem w całej książce. Uwielbiam przyglądać się naprawianiu błędów z przeszłości i powolnemu odbudowywaniu więzi.
To kolejna pozycja, która w ostatnim czasie bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Oby trafiało mi się jak najwięcej tak dobrych historii. Niech ta dobra passa trwa!