Napisane jest to tak sobie, styl po pewnym czasie nuży - po 1/3 musiałam zrobić dłuższą przerwę - ale temat, czyli sama Simona, jest bardzo interesujący, zwłaszcza jeśli ma się ciągoty do natury, dziczy etc. Myślę, że warto.
Edit: Dzień po zakończeniu lektury, po przemyśleniu tej książki na spokojnie, uderzyło mnie to, jak niewiele dowiedziałam się z niej o pracy Simony. Część białowieska kręci się wokół Dziedzinki, z której Simona do pracy jeździ albo z niej wraca, ale o tym, CO właściwie w tej pracy robi, dostajemy tylko pojedyncze wzmianki. Tytuł profesora bierze się trochę znikąd - tzn. musimy uwierzyć autorce na słowo, że Simona na ten tytuł zasługiwała, że była szanowana w środowisku naukowym. Nagle okazuje się, że miała pod swoimi skrzydłami doktoranta, o którym, poza tą wzmianką o jego istnieniu, nie dowiadujemy się zresztą nic. Zabrakło mi tego. Właściwej pracy Simony, tego, co było jej pasją i co stanowiło o jej wyjątkowości. Jeżeli nakreślony w tej książce portret psychologiczny Simony jest prawdziwy, to wątpię, żeby była zadowolona z tak pobieżnego potraktowania tego, z czego była najbardziej dumna, a zastąpienia tego opowieściami o rodzinie, z którą układało jej się nie najlepiej, i życiu prywatnym, które starała się chronić.