Rewolucja islamska z 1979 dramatycznie zmieniła życie Irańczyków. Dotknęło to szczególnie kobiety, z których wiele było beneficjentkami „białej rewolucji” i otwarcia się Iranu na zachodni styl życia po wspieranym przez USA zamachu stanu z 1952 roku. Kobiety otrzymały wówczas czynne i bierne prawa wyborcze, wprowadzano prawa istotnie zwiększające ich emancypację.
W „Kiedy będziemy wolne” Shirin Ebadi, irańska laureatka pokojowej Nagrody Nobla, dzieli się swoją historią, splecioną nierozerwalnie z historią Iranu. Ebadi, prawniczka, pierwsza kobieta w Iranie w zawodzie sędziny po dojściu do władzy duchownych z dnia na dzień ze względu na płeć została pozbawiona stanowiska i przesunięta do roli urzędniczki w Sądzie Najwyższym, któremu tuż przed tą degradacją przewodniczyła. Zdecydowała się pozostać w kraju, gdy wielu z jej przyjaciół emigrowało nie odnajdując się w nowej, regulowanej prawem szariatu rzeczywistości.
„Kiedy będziemy wolne” to poruszający opis życia w systemie totalitarnym, wykorzystującym wszystkie narzędzia do tego by zastraszyć i zniszczyć swoich obywateli. Noblistka pisze o swojej walce, nie politycznej, nie wymierzonej w podważanie obowiązującego prawa, mimo iż uważa je za niegodne nowoczesnego społeczeństwa, a o walce o prawa człowieka, tam, gdzie da się cokolwiek zrobić w ramach istniejących przepisów. A miejsca nie brakuje, bo sędziowie Republiki Islamskiej, nierzadko prości ludzie wyniesieni przez system do władzy, bardzo często nie znają założeń islamskiego prawodawstwa. Ebadi opowiada też o cenie, którą ona sama i ludzie z jej otoczenia musieli zapłacić za opór przeciwko władzy. Mocne przez to, że w 100% prawdziwe, czytając czuć, że to nie literatura, a relacja z pierwszej ręki, co w tym wypadku wzmacnia siłę przekazu.