Zapach cynamonu, szelest złotych liści i historia, która otula jak puszysty jesienny koc.
Trzydziestopięcioletnia Majka odkrywa, że jej partner od dawna prowadzi podwójne życie. Wyrzuca go z mieszkania, lecz po toksycznym związku nie przychodzi ulga, tylko cisza, pustka i bolesne poczucie minionych lat, w których stopniowo traciła siebie.
Za oknem jesień gęstnieje, dni się kurczą, świat pachnie chłodem i wilgocią, a codzienność zamienia się w monotonną walkę o przetrwanie między znienawidzoną pracą a pustym mieszkaniem, które zbyt głośno przypomina o nieobecności.
Pewnego jesiennego popołudnia do drzwi puka sąsiadka Judyta z talerzem jeszcze ciepłych, pachnących cynamonek. Ten prosty gest okazuje się początkiem zmiany, której nikt nie planował.
Między kobietami, które dzieli ponad sześćdziesiąt lat, rodzi się niezwykła więź. Judyta, niosąca w sobie wojenne wspomnienia, emigrację i dawne miłości, pokazuje, że nawet po najciemniejszej jesieni można odnaleźć światło.
Niepoprawna optymistka, marzycielka i czarodziejka kobiecych uczuć. Mama, żona, przyjaciółka, kobieta z krwi i kości. Z wykształcenia jest ekonomistką o specjalności bankowej. Z zamiłowania - bibliofilką: miłośniczką literatury w ogóle, a także niepoprawną optymistką. Za życiowe motto obrała sobie słowa Phila Bosmans Sztuką życia jest umieć cieszyć się małym szczęściem.
Bestsellerowa autorka powieści obyczajowych. Inicjatorka antologii opowiadań Każdego dnia. Zysk z jej sprzedaży został przekazany Fundacji Marka Kamińskiego, która wspiera dzieci i młodzież dotknięte ciężkimi i nieuleczalnymi chorobami. Jest indywidualistką chadzającą własnymi ścieżkami. Lubi pierogi i czarną kawę, bez i piwonie, a wschody słońca bardziej niż zachody. Pisanie historii, które wzruszają i bawią, to jest to, co kocha.
Wzięłam się za nią przypadkiem, gdy przeglądałam Bookbeat w poszukiwaniu lekkiej książki. Na początku czułam się, jakbym czytałam powieść Jakuba Bączykowskiego, którego historie bardzo lubię. Z czasem jednak pojawiło się tutaj wiele chaosu, zbyt wiele perspektyw i chyba po prostu mnie to przytłoczyło. Książka chce być odbierana jako pełna złotych myśli, lecz ilość ich jest na tyle wysoka, że staje się to, w moim odbiorze, nieco karykaturalne i sztuczne. W pewnych fragmentach mogłam powiedzieć "też tak miałam" I głównie te momenty podniosły ocenę do 3 ⭐. Jest to książka poprawna, lecz w moim odbiorze dość przesadzona.
Pozytywne zaskoczenie! Naprawdę dobrze się tego słuchało, przytulna opowieść, uwielbiam to, że każdy bohater stara radzić sobie jak najlepiej i uczy się na błędach. Do jesiennego sprzątania i gotowania jak znalazł
Czułam się, jakby tę książkę napisał Filip Chajzer. Autorka najwyraźniej naoglądała się tureckich i indyjskich seriali, doczytała kilka odrealnionych, wojennych romansideł i uznała, że to wystarczający warsztat, żeby samej coś napisać. Mój komentarz po każdym rozdziale brzmiał mniej więcej: NIESAMOWITE. Literacki odpowiednik fast foodu, turecki kebab, UWAGA SZKODZI.
Według mojego osobistego kalendarza właśnie minął pierwszy miesiąc jesieni. Z tej okazji przychodzę do Was z książką idealną właśnie na ten sezon.
Trzydziestopięcioletnia Maja odkrywa, że jej partner prowadzi podwójne życie. Wyrzuca go z mieszkania, jednak nadal nie czuje ulgi po zakończeniu toksycznej relacji. Pozostaje w niej pustka i bolesne uczucie mijających lat, w których stopniowo zatracała samą siebie.
Jej codzienność zamienia się w monotonną walkę o przetrwanie między znienawidzoną pracą a pustym mieszkaniem, które zbyt głośno przypomina o nieobecności. Pewnego jesiennego dnia do jej drzwi puka sąsiadka z talerzem jeszcze ciepłych cynamonek. Ten prosty gest okazuje się początkiem zmiany, której nikt się nie spodziewał.
Między kobietami, które dzieli ponad sześćdziesiąt lat, rodzi się wyjątkowa więź. Judyta, niosąca w sobie wojenne wspomnienia, doświadczenie emigracji i historie dawnych miłości, pokazuje Mai, że nawet po najciemniejszej jesieni można odnaleźć światło.
Ta książka to idealne czytadło na jesień. Historia pozwala naprawdę wczuć się w ten wyjątkowy klimat i jest świetnym wyborem, kiedy chcemy po prostu zrelaksować się po ciężkim dniu.
Rozstania nigdy nie są łatwe, a szczególnie te, które kończą się przez zdradę. Majka przekonała się o tym na własnej skórze. Nie potrafi znaleźć sobie miejsca, a własny dom zamiast dawać jej poczucie bezpieczeństwa, nieustannie przypomina o pustce.
Przełomowym momentem okazuje się jednak smak cynamonek. Życzliwa dłoń wyciągnięta przez sąsiadkę staje się impulsem do zmian, których Maja tak naprawdę bardzo potrzebowała.
Ta książka to naprawdę czysta proza życia i myślę, że wielu z nas może odnaleźć w niej cząstkę własnych doświadczeń. To właśnie sprawia, że historia jest taka swojska i prawdziwa. Możemy utożsamić się z emocjami bohaterki, jej zagubieniem, samotnością i próbą odnalezienia siebie na nowo.
Autorka porusza trudne tematy, jednak robi to z dużą lekkością. Nie odczuwałam przytłaczającego ciężaru tej historii, ponieważ pomiędzy trudniejszymi momentami znalazło się również sporo ciepła i nadziei.
Bardzo podobała mi się również relacja międzypokoleniowa, która jest niezwykle niewinna i prawdziwa. Pokazuje, że czasami najważniejsi ludzie pojawiają się w naszym życiu zupełnie niespodziewanie i potrafią wypełnić je światłem.
Autorka pochyla się również nad tematem samotności, która potrafi nas przytłoczyć, szczególnie wtedy, gdy pojawia się nagle i zupełnie nie jesteśmy na nią przygotowani.
Ta książka ma wyjątkowy klimat, taki właśnie idealny na jesień. Jest w niej odrobina melancholii, dużo ciepła i przytulności. To jedna z tych historii, które aż proszą się o kubek herbaty, kocyk i spokojny wieczór.
Muszę przyznać, że ta książka była naprawdę dobra. Może nie była to dla mnie wybitna lektura, ale zdecydowanie idealna książka na chwilę relaksu. Jesienny klimat jest w niej bardzo wyczuwalny, więc jeżeli chcecie jeszcze bardziej wczuć się w tę wyjątkową porę roku, koniecznie po nią sięgnijcie!
Naprawdę nie mam pojęcia jak ona to robi. Mam wrażenie, że z każdej historii, którą pisze Gabrysia Gargaś można by stworzyć pięć kolejnych i dalej wszystkie byłyby świetne. Mądrość życiowa, którą się z nami dzieli jest bezcenna, za każdym razem wielokrotnie kręcę głową, przystaje i zastanawiam się nad tym jak życie jest jednocześnie niesamowite co i kruche. Tym razem książka idealna na jesienne wieczory, o tym że gdy coś się kończy zazwyczaj zaczyna się coś innego. Lubię to stare porzekadło, że gdy Bóg zamyka drzwi to otwiera okno, zawsze staram się tak myśleć w jakichś trudniejszych momentach mojego życia. Tym razem opowieść o niesamowitej przyjaźni pomiędzy dwoma kobietami, które dzieli wszystko, łącznie z ogromną różnicą wieku. To historia pełna wspomnień, opowiadająca o emigracji i pewnym kolorowym kraju oraz jeszcze barwniejszym mężczyźnie. Autorka po raz kolejny przypomina jakie żniwo zbiera wojna i czym tak naprawdę jest dla szarych zwykłych ludzi. To historia o zdradzie, i o nowych początkach, które najpierw oprószone są zawrotną ilością łez i bólów głowy oraz o wielkiej miłości, dla której przychodzi sprawdzian i która zaczyna się wypalać. Jestem absolutnie zachwycona tą historią, otuliła mnie aż po samą szyję, czułam zapach cynamonu i tak bardzo trafiła do mojego serca, że wierzę, że będę tę historię nosić w sobie jeszcze bardzo bardzo długo. To była przepiękna opowieść o tym co w życiu najpiękniejsze, a jednocześnie najważniejsze.
„Cynamonowy smak jesiennych dni” to bardzo klimatyczna opowieść o Mai, której życie zmienia się wraz z odkryciem, że jej partner prowadzi podwójne życie. Pogrążona w wspomnieniach staje się coraz bardziej nieszczęśliwa, ale spotkanie z miłą, starszą osobą, która opowiada jej swoje życie i miłość. Dzięki tej rozmowie, widzi nadzieję, że nawet po trudnych dniach w końcu wychodzi słońce. W książce tej znalazłam wszystko to oczekuję dostać od jesiennych opowieści. Klimat, melancholię i chwilę refleksji. Pani Gabriela Gargaś posiada lekki styl pisania, dzięki czemu książkę tę czytało mi się bardzo przyjemnie. Autorka trzeba przyznać, że potrafi zaczarować słowem. Nie podrzemuje opisywać wielkich wydarzeń, by wyciągnąć czytelnika od pierwszych stron. Skupia się ona na relacjach między bohaterami i ich emocjach. Jesień to raczej melancholijna pora roku. I w pełni ona oddaje to co czuje Maja. Ciekawym zabiegiem jest połączenie właśnie tego „jesiennego” nastroju głównej bohaterki z ciepłem płynącym od Judyty. Akcja tej książki jest raczej spokojna. Nie śpieszy ona i nie krzyczy. Tempo to pozwala się zrelaksować i sprawia, że książka ta jest idealną książką na długie jesienne wieczory. Polecam!
A propos cynamonu to poza tytułem mało ma on wspólnego z tą książką🫣 Może i pojawia się z dwa razy przy okazji jakiejś przekąski, ale zdecydowanie nie dominuje i jest tylko po prostu tytułem. . A sama fabuła jest tak bardzo w stylu autorki, że nawet bez znania jej nazwiska przed lekturą to po z pewnością bym ją wskazała:) Niby jedna główna bohaterka, ale bohaterów drugoplanowych znacznie więcej- czyli klasycznie:)
Ciepło. Przytulnie. Trochę dobrych rad. Bohaterowie, których się lubi. Fabuła przez którą płynie się spokojnie i z ciekawością.
Czyż nie może być nic lepszego na jesienny wieczór pod kocykiem?
Majka- zakańcza nieudany związek i z łzami w oczach staje na początku nowej samotnej drogi. Czuję smutek, żal i wciąż powracają do niej myśli o byłym. Judyta, dużo starsza sąsiadka, z trudną historią. Dobra dusza, która przekazuje Majce swoją przeszłość, by nauczyć ją tu i teraz być szczęśliwą.
A przy okazji jeszcze paru miłych bohaterów, których losy przeplatają się z Majką i Judytą.
Bardzo podobała mi się ta książka. Uwielbiam ciepło w niej zawarte. Uwielbiam tych bohaterów❤️
Z całego serca polecam. Jeśli już znacie twórczość autorki to wiecie czym to może pachnieć:) A jeśli nie to zdecydowanie jest to dobra pozycja, by się z nią poznać:)
Moja pierwsza książka tej Autorki i duże rozczarowanie bo miałam duże oczekiwania. Po zaledwie 20 stronach nie jestem tego w stanie dalej czytać. Styl mi w ogóle nie podchodzi i ta historia zaczyna się tak banalnie i tak nieprawdopodobnie, że dosłownie przewracałam oczami. Niby sąsiadki a się nie znają. I akurat któregoś dnia starsza pani zanosi młodszej cynamonki i przy okazji w kilku zdaniach streszcza swoje życie. Mamy też od razu popis jakże głębokich "złotych myśli" obu pań. Przekleństwa sypią się od pierwszej strony ale nazywanie jesieni " melanchujnią" to już za dużo. Ktoś porównał styl tej Autorki do książek Bączykowskiego ( i tu powinna zapalić się czerwona lampka ) ale Bączykowski przy tym to wyrafinowana literatura 😉 Nie mój styl.
Mądra, ciepła i otulająca opowieść, idealna na jesienne dni. Może nie wybitna, ale... będąca plasterkiem, w dodatku takim pachnącym cynamonem! Osobiście zaszczepiła we mnie coś, czego potrzebowałam, sięgnęłam po nią we właściwym czasie... 💛