Elektryzująca historia z motywem enemies to lovers!
Mieszkająca w Londynie dwudziestodwuletnia Tasmin Prescott postanawia po śmierci matki wyjechać do Los Angeles, gdzie mieszkają jej bracia. To jedyna prawdziwa rodzina dziewczyny, bo kiedy się urodziła, ojciec odesłał ją i matkę na Stary Kontynent i przestał się nimi interesować.
Tasmin wiąże ogromne nadzieje z nowym startem, ale kompletnie nie spodziewa się tego, że te wyobrażenia tak bardzo będą odbiegać od rzeczywistości.
Jej bracia, Dean oraz Lev, wpadają w poważne kłopoty. Ktoś nieustannie okrada Adriana Blackwooda, mężczyznę trzymającego w garści całe Zachodnie Wybrzeże Stanów Zjednoczonych, i próbuje w to wrobić Prescottów.
Pewnego dnia Tasmin postanawia im pomóc i ucieka z podrzuconymi pieniędzmi… i wpada wprost w ręce Blackwooda.
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.
⤷ 𝐓𝐰𝐨 𝐌𝐢𝐥𝐥𝐢𝐨𝐧 𝐖𝐚𝐲𝐬 to historia spod pióra autorki, której książki naprawdę lubię. Zazwyczaj bardzo dobrze odnajduję się w jej twórczości, a jej historie mają w sobie coś, co niezmiennie mnie do siebie przyciąga. Dlatego też, kiedy sięgałam po ten tytuł, miałam wobec niego naprawdę 𝑠𝑝𝑜𝑟𝑒 𝑜𝑐𝑧𝑒𝑘𝑖𝑤𝑎𝑛𝑖𝑎. Niestety, tym razem nie wszystko poszło po mojej myśli.
⤷ Już sam początek niesamowicie mnie do siebie przyciągnął. 𝐁𝐚𝐫𝐝𝐳𝐨 𝐜𝐡𝐜𝐢𝐚ł𝐚𝐦 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐜𝐳𝐲𝐭𝐚𝐜́ 𝐭𝐞̨ 𝐤𝐬𝐢𝐚̨𝐳̇𝐤𝐞̨ 𝐢 𝐦𝐢𝐚ł𝐚𝐦 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐜𝐳𝐮𝐜𝐢𝐞, 𝐳̇𝐞 𝐦𝐨𝐳̇𝐞 𝐨𝐤𝐚𝐳𝐚𝐜́ 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐣𝐞𝐝𝐧𝐚̨ 𝐳 𝐭𝐲𝐜𝐡 𝐡𝐢𝐬𝐭𝐨𝐫𝐢𝐢, 𝐤𝐭𝐨́𝐫𝐞 𝐧𝐚 𝐝ł𝐮𝐠𝐨 𝐳𝐨𝐬𝐭𝐚𝐣𝐚̨ 𝐰 𝐠ł𝐨𝐰𝐢𝐞. Niestety, im bardziej zagłębiałam się w jej treść, tym większe stawało się moje 𝑟𝑜𝑧𝑐𝑧𝑎𝑟𝑜𝑤𝑎𝑛𝑖𝑒. Co ciekawe, największe zainteresowanie wzbudzała we mnie druga część historii, jednak o tym, dlaczego tak się stało, opowiem nieco później.
⤷ Zacznijmy od tego, że już od pierwszych stron czytanie szło mi 𝑛𝑎𝑝𝑟𝑎𝑤𝑑𝑒̨ 𝑜𝑝𝑜𝑟𝑛𝑖𝑒. Nie potrafię jednoznacznie stwierdzić, z czego to wynikało. Być może po prostu nie trafiłam na tę historię w odpowiednim momencie, a być może tym razem nie do końca przekonał mnie styl autorki. Sama nie wiem, co było przyczyną, ponieważ wszystkie poprzednie książki Asi czytało mi się bardzo 𝑝𝑟𝑧𝑦𝑗𝑒𝑚𝑛𝑖𝑒, 𝑙𝑒𝑘𝑘𝑜 i 𝑠𝑧𝑦𝑏𝑘𝑜.
⤷ Tutaj natomiast miałam ogromne problemy z wciągnięciem się w opowieść. Zamiast z ciekawością przewracać kolejne strony i zastanawiać się, co wydarzy się dalej, często musiałam 𝐳𝐦𝐮𝐬𝐳𝐚𝐜́ 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐝𝐨 𝐝𝐚𝐥𝐬𝐳𝐞𝐠𝐨 𝐜𝐳𝐲𝐭𝐚𝐧𝐢𝐚. A to niestety nigdy nie jest dobrym znakiem, szczególnie kiedy sięgam po książkę, z którą wiążę tak duże nadzieje.
⤷ Kolejnym problemem okazała się dla mnie sama fabuła. I nie chodzi o to, że zupełnie nic się tutaj nie działo, bo wydarzeń zdecydowanie nie brakowało. Wręcz przeciwnie! Momentami miałam wrażenie, że na bohaterów spada naprawdę wiele, a historia nieustannie próbuje zaskakiwać czytelnika.
⤷ Najbardziej szkoda mi właśnie tego, że pomysł na tę historię naprawdę mnie zainteresował. Byłam gotowa dać jej szansę, zaangażować się w losy bohaterów i przeżyć razem z nimi wszystkie wzloty i upadki.
⤷ 𝐍𝐢𝐞𝐬𝐭𝐞𝐭𝐲, 𝐨𝐬𝐭𝐚𝐭𝐞𝐜𝐳𝐧𝐢𝐞 𝐧𝐢𝐞 𝐛𝐚𝐰𝐢ł𝐚𝐦 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐭𝐚𝐤 𝐝𝐨𝐛𝐫𝐳𝐞, 𝐣𝐚𝐤 𝐳𝐚𝐤ł𝐚𝐝𝐚ł𝐚𝐦. Zabrakło mi tego charakterystycznego uczucia, kiedy książka pochłania mnie bez reszty, a ja nie mogę doczekać się chwili, w której ponownie będę mogła do niej wrócić.
⤷ Nie oznacza to jednak, że wszystko w tej historii było nieudane. Sami bohaterowie zostali wykreowani 𝑐𝑎ł𝑘𝑖𝑒𝑚 𝑐𝑖𝑒𝑘𝑎𝑤𝑖𝑒 i to właśnie oni stanowili jeden z elementów, które potrafiły podtrzymać moje zainteresowanie. Byłam ciekawa, 𝑐𝑜 𝑛𝑖𝑚𝑖 𝑘𝑖𝑒𝑟𝑢𝑗𝑒, jakie doświadczenia wpłynęły na ich zachowanie i dlaczego podejmują takie, a nie inne decyzje. 𝐶ℎ𝑐𝑖𝑎ł𝑎𝑚 𝑙𝑒𝑝𝑖𝑒𝑗 𝑝𝑜𝑧𝑛𝑎𝑐́ 𝑖𝑐ℎ 𝑚𝑜𝑡𝑦𝑤𝑎𝑐𝑗𝑒, zrozumieć ich sposób myślenia i przekonać się, jak potoczą się ich losy. Dostrzegałam w nich potencjał, dlatego tym bardziej żałuję, że nie udało mi się w pełni zaangażować w ich historię.
⤷ Niestety, kolejnym elementem, który nie do końca mnie przekonał, 𝐛𝐲ł𝐚 𝐫𝐞𝐥𝐚𝐜𝐣𝐚 𝐦𝐢𝐞̨𝐝𝐳𝐲 𝐛𝐨𝐡𝐚𝐭𝐞𝐫𝐚𝐦𝐢. Niestety, podczas czytania zabrakło mi chemii, napięcia i emocji, które sprawiłyby, że naprawdę uwierzyłabym w łączące ich uczucie. Nie czułam między nimi wystarczającego przyciągania, pożądania ani przywiązania. Ich relacja nie wywoływała we mnie ekscytacji, a kolejne wspólne sceny nie sprawiały, że zaczynałam mocniej im kibicować.
⤷ Podsumowując - 𝐓𝐰𝐨 𝐌𝐢𝐥𝐥𝐢𝐨𝐧 𝐖𝐚𝐲𝐬 okazało się dla mnie 𝐬𝐩𝐨𝐫𝐲𝐦 𝐫𝐨𝐳𝐜𝐳𝐚𝐫𝐨𝐰𝐚𝐧𝐢𝐞𝐦. To jedna z tych książek, po które sięga się z dużą ekscytacją, mając nadzieję na kolejną wspaniałą historię od lubianej autorki, a ostatecznie odkłada się ją z poczuciem niedosytu.
⤷ Dostrzegam w niej ciekawe elementy i potencjał, który mógł sprawić, że byłaby to naprawdę wciągająca opowieść, jednak niestety całość nie do końca do mnie trafiła. Problemy z płynnością czytania, momentami nużąca fabuła i relacja, której zabrakło odpowiedniej chemii, sprawiły, że nie mogłam czerpać z tej historii takiej przyjemności, na jaką liczyłam.
☆RECENZJA PATRONACKA☆ ♧Tytuł: Two million ways ♧Autor: Joanna Chwistek ♧Wydawnictwo: Wydawnictwo NieZwykłe
♡ “Two million ways” to historia dwudziestodwuletniej Tasmin Prescott, która po śmierci matki opuszcza Londyn i wyjeżdża do Los Angeles, by zamieszkać z braćmi, którzy są jej jedyną prawdziwą rodziną. Liczy na nowy początek, jednak rzeczywistość szybko okazuje się zupełnie inna. Dean i Lev (jej bracia) wpadają w poważne kłopoty, gdy ktoś okrada Adriana Blackwooda, człowieka kontrolującego całe Zachodnie Wybrzeże, i próbuje zrzucić winę na braci Prescott. Tasmin postanawia pomóc braciom, lecz ucieczka z podrzuconymi pieniędzmi kończy się spotkaniem z samym Blackwoodem.
♡ “Two million ways” to jednotomowa historia autorstwa Joanny Chwistek, w której poznajemy losy Tasmin i Adriana. I jest to kolejna historia Asi, w której przepadłam bez reszty. Chyba nikogo nie zdziwi już to, że kocham książki tej kobiety, ale za każdym razem, kiedy sięgam po jej kolejną historię, utwierdzam się w przekonaniu, że ona po prostu wie, jak skraść serce czytelnika. Jej pomysły są coraz bardziej oryginalne, bohaterowie coraz lepiej wykreowani, a sam styl pisania z książki na książkę robi na mnie coraz większe wrażenie. Naprawdę czuć, jak bardzo Asia rozwija swój warsztat i jak wiele pracy wkłada w swoje historie. A ta książka to dla mnie kolejny dowód na to, że jej twórczość ma w sobie coś, co sprawia, że nie da się przejść obok niej obojętnie.
♡ Może tym razem, w swojej recenzji, nie zacznę od stylu Asi (wrócę do niego później), a od fabuły. Od fabuły, bo sam pomysł na tę historię jest po prostu petardą. Motyw, w którym to ona zostaje jego szoferem, okazał się czymś tak oryginalnym i świetnie wykorzystanym, że już za samo to Asia ma u mnie ogromnego plusa. Uwielbiam, kiedy autorzy potrafią wyjść poza utarte schematy i zaproponować coś, co naprawdę potrafi zaskoczyć. Tutaj nie miałam poczucia, że czytam kolejną historię opartą na dobrze znanych motywach, tylko dostałam fabułę, która ma swój własny charakter i od początku potrafi zainteresować. Wszystko jest przemyślane, a historia Tasmin i Adriana wciąga coraz mocniej z każdą następną stroną. Bardzo podobało mi się to, w jaki sposób Asia poprowadziła całą fabułę i połączyła ze sobą te wszystkie wątki. Czuć, że nic nie znalazło się tutaj przypadkowo, a autorka doskonale wiedziała, w jakim kierunku chce poprowadzić tę historię. Jeśli chodzi o bohaterów, to całkowicie dla nich przepadłam. Tasmin to dziewczyna, która mimo trudnych doświadczeń i przeciwności losu, nawet nie próbuje, co robi i walczy o siebie i swoich bliskich. Bardzo lubię bohaterki, które nie czekają bezczynnie, aż ktoś rozwiąże za nie ich problemy, tylko same biorą sprawy w swoje ręce. Tasmin ma w sobie coś, co sprawia, że naprawdę łatwo się z nią zżyć, a jej decyzje i zachowanie tylko jeszcze bardziej mnie do niej przekonały. No i Adrian. Adrian to kolejny bohater, dla którego straciłam głowę. Uwielbiam to, jak Asia kreuje swoje postacie, ponieważ nie są one jednowymiarowe ani papierowe. Mają w sobie coś, co sprawia, że podczas czytania przestaje się myśleć o nich jak o fikcyjnych postaciach, a zaczyna traktować ich jak prawdziwych ludzi. Ich emocje, zachowania i sposób bycia sprawiają, że naprawdę można uwierzyć w ich istnienie. I właśnie to jest dla mnie jedną z największych zalet książek Asi. Jej bohaterowie zostają w głowie, a ich historie nie kończą się dla mnie w momencie przewrócenia ostatniej strony. No i w końcu temat stylu pisania Asi. Mam wrażenie, że z każdą kolejną książką Asia wskakuje na jeszcze wyższy poziom. Jej sposób pisania jest coraz lepszy, a dopracowanie fabuły i kreacji bohaterów pokazuje, jak bardzo rozwija się jej warsztat. Uwielbiam obserwować taki progres u autorów, których twórczość jest mi bliska, a w przypadku Asi sprawia mi to jeszcze większą radość. To coś niesamowitego widzieć, jak autorka, którą kocham od dawna, wciąż potrafi mnie czymś zaskoczyć i dać mi historię, w której zakochuję się od nowa. A tę pozycję czyta się z ogromną przyjemnością, kiedy historia tak bardzo wciąga, trudno odłożyć ją na bok.
♡ Z całego serca polecam wam przeczytać “Two million ways” oraz poznać losy Adriana i Tasmin. Jeśli kochacie oryginalne pomysły, wyrazistych bohaterów, relacje pełne napięcia i historie, w których można przepaść bez reszty, to koniecznie dajcie jej szansę. A jeśli znacie już książki Asi, to chyba nie muszę was przekonywać, że warto po nią sięgnąć. Ja po raz kolejny jestem zakochana i już teraz wiem, że będę z ogromną przyjemnością wspominać tę historię.
♡ Znajdziecie tu: od wrogów do kochanków, różnica wieku, zakazana miłość, one house trope, ona jest jego szoferem, rodzinne więzi, niebezpieczeństwo. Jeśli lubicie historie z nieszablonową fabułą, silną bohaterką i jeszcze silniejszymi emocjami to zdecydowanie powinniście sięgnąć po tę książkę.
Tasmin miała prosty plan, zacząć wszystko od nowa. Nie spodziewała się jednak, że jej bracia wpędzą ją w niebezpieczną grę. “Okradają” bogatego mężczyznę, który w ramach odpracowania długu i udowodnienia mu swojej niewinności postanawia zawrzeć umowę z Tasmin. Kobieta ma zostać jego kierowcą.
Już od pierwszej chwili Adrian jest zaintrygowany dziewczyną. Jej umiejętności za kółkiem, dobre serce i chęć niesienia pomocy innym, nawet kosztem własnego dobra, przyciągają jego uwagę.
Blackwood już po podjęciu decyzji o zabraniu ze sobą panny Prescott zaczyna żałować, bo dziewczyna wcale nie okazuje się taka, jakk się spodziewał. Pokazuje swoją mądrą i nieustraszoną stronę, czym po raz kolejny imponuje mężczyźnie.
Warto tutaj wspomnieć o charakterze Tasmin i o tym, że starała się odnaleźć w sytuacji, w której postawił ją los (a raczej jej bracia). Aby przetrwać, podejmuje w większości racjonalne decyzje, ale nie siedzi też z założonymi rękami i nie czeka na zbawienie. To obraz silnej i niezależnej bohaterki, która potrafi prosić o pomoc, kiedy jej potrzebuje, chociaż nie miała w życiu łatwo i w większości musiała radzić sobie z trudnymi sytuacjami sama.
Dopiero przy Adrianie odzyskuje wiarę w siebie i swoje możliwości. Mężczyzna staje się dla niej podporą i pozwala jej wybrać własną drogę, którą chce kroczyć. Jednocześnie cały czas ma nadzieję, że spośród wszystkich dwóch milionów dróg wybierze tę, która prowadzi właśnie do niego💚
Adrian to ten typ mężczyzny, który na początku pokazuje swoją nieugiętą stronę, a kiedy pojawia się odpowiednia osoba, zaczyna (chociaż nie tak łatwo!) otwierać się na uczucia. Wiadomo, że jest bezwzględnym „biznesmenem” i kiedy coś nie idzie po jego myśli, załatwia sprawy po swojemu. Udaje mu się jednak znaleźć też moment na refleksję (czasami musi trochę dłużej do takich myśli dojrzeć 👀).
TWO MILLION WAYS to książka, którą możecie przeczytać w jesienny wieczór i nie powinniście się na niej zawieść. W pewnym momencie będziecie nawet zaskoczeni (ja byłam 🤭), ponieważ jeden ze zwrotów akcji jest naprawdę nieprzewidywalny. Miłej lektury!
Ta książka naprawdę mnie zachwyciła. Ta historia ma wszystko, czego oczekuję od dobrego romansu. Jest dynamiczna akcja, która nie zwalnia nawet na moment. Są tajemnice, niebezpieczeństwo i napięcie, przez które serce bije zdecydowanie szybciej, ale tym, co skradło moje serce najbardziej, była relacja Tasmin i Adriana.
To nie jest miłość, która pojawia się znikąd. To uczucie budowane krok po kroku, pełne niedomówień, walki z własnymi emocjami i ogromnego napięcia. Chemia między nimi była wręcz namacalna. Każde spojrzenie, każda wymiana zdań i każda wspólna chwila wywoływały we mnie tyle emocji, że momentami sama nie wiedziałam, czy bardziej się uśmiechać, czy bać tego, co wydarzy się za chwilę.
I Adrian… Och, Adrian.
To, do czego był zdolny, żeby ją ratować… To, jak walczył o jej bezpieczeństwo, jak stawiał jej życie ponad własne i jak bez chwili zawahania był gotów zrobić absolutnie wszystko, by nic jej się nie stało… To było coś, co dosłownie roztrzaskało moje serce na kawałki. Takie momenty przypominają, że prawdziwe uczucia poznaje się nie po słowach, ale po czynach, a jego czyny mówiły wszystko.
Ta książka pokazuje również, że czasami największa siła rodzi się w najbardziej beznadziejnych momentach. Pokazuje, że zaufanie nie przychodzi łatwo, zwłaszcza kiedy życie wielokrotnie udowodniło, że nie warto go nikomu dawać. Kiedy znajdzie się osoba, która jest gotowa przejść przez piekło tylko po to, by cię ocalić… wtedy wszystko się zmienia.
Autorka fenomenalnie balansowała między scenami pełnymi adrenaliny a tymi bardziej emocjonalnymi. Ani przez chwilę nie miałam wrażenia, że coś jest przesadzone czy niepotrzebnie przeciągnięte. Wręcz przeciwnie z każdą stroną czułam coraz większe przywiązanie do bohaterów i coraz bardziej bałam się o to, jak potoczą się ich losy.
Końcówka? Totalny rollercoaster emocji… nie będę zdradzać za wiele musicie sami przekonać się na własnej skórze.
To jedna z tych historii, które zostają w głowie na długo. Nie tylko przez świetnie poprowadzoną akcję, ale przede wszystkim przez emocje, a tych tutaj nie brakuje ani przez sekundę.