Czasem dla miłości jesteśmy w stanie pokonać nawet śmierć. Ale czy jesteśmy gotowi ponieść tego konsekwencje?
Kiedy Nithe traci swoją ukochaną, jego świat rozpada się na kawałki. Gdy wydaje mu się, że już nigdy nie zdoła się pozbierać, pojawia się iskra nadziei. Mimo sprzeciwu tych, którzy widzą w jego planie czyste szaleństwo, Nithe nie waha się ani przez moment. Jeśli istnieje choć cień szansy na ocalenie Lei, zrobi wszystko. Pytanie tylko, jak wysoką cenę przyjdzie mu za to zapłacić…
Lea trafia do miejsca, którego nie życzyłaby największemu wrogowi. Ale nawet tam znajduje kogoś, kto jest gotów zaoferować jej pomoc. Oczywiście nie za darmo. Lea przystaje na warunki i rusza w otchłań czyhających na każdym kroku niebezpieczeństw. Rozdarta między przeznaczeniem a tęsknotą za bliskimi coraz bardziej zatraca się w destrukcyjnych emocjach, które są jej zupełnie obce.
Czy zdoła dokonać właściwego wyboru i będzie walczyć do utraty tchu za świat, który już raz ją pogrzebał?
Zanim przejdę do jakże ważnej dla mnie recenzji, chciałabym się zatrzymać w tym miejscu i po raz kolejny podziękować Nikol za zaufanie, jakim mnie obdarzyła. Powierzając pod moje patronackie skrzydła finał losów Lei i Nithego. Żadne słowa nie wyrażą mojej wdzięczności i tego, jak bardzo jestem wdzięczna za wszystko.
Pisanie tej recenzji jest niezwykle trudne, ponieważ wiem, że wraz z postawieniem ostatniej kropki będzie to naprawdę koniec. Nigdy nie przeczytam tej trylogii po raz pierwszy, nie wiedząc, co się w niej wydarzy. A zarazem wiem, że jeszcze nie raz do niej wrócę.
Po zakończeniu drugiej części nie umiałam znaleźć sobie miejsca i ciągle wracałam do niej myślami. Gdy tylko przypomniałam sobie, co się w niej wydarzyło, momentalnie w moich oczach pojawiały się łzy. Miałam wrażenie, że z każdym kolejnym razem boli jeszcze bardziej, chociaż myślałam, że to nie będzie możliwe. Bardzo wyczekiwałam finałowego tomu, a zarazem bardzo bałam się tego, co wymyśli autorka i jak bardzo zrani nie tylko bohaterów, ale także czytelników.
Gdy dostałam pdf-a, rzuciłam wszystko i wzięłam się za czytanie. Jak mam być szczera, nie spodziewałam się takiego bólu oraz tego, że już na początku będę płakać. Generalnie płakałam naprawdę wiele razy i często miałam ochotę rzucić telefonem. Zastanawiałam się nawet, kiedy było spokojnie, czy to jeszcze nie koniec.
Lea to bohaterka, która na przestrzeni całej trylogii przeszła naprawdę ogromną przemianę. To było niezwykle satysfakcjonujące obserwować, jak z niepewnej siebie dziewczyny zamienia się w pewną siebie osobę. Wydarzenia, które miały ją początkowo złamać, nie zrobiły tego, mimo że bardzo ją to wszystko bolało i dotykało. Bardzo ją lubiłam już w poprzednich częściach, ale w tej pokochałam ją. Zaimponowała mi swoją osobą bardzo mocno. Podziwiałam ją za determinację, za to, że dla ważnych dla niej osób i tych, których kochała, była w stanie zrobić naprawdę wiele.
Nithe, mój kochany Nithe. Kocham to, w jaki sposób został wykreowany. W tej części nikt ani nic nie było w stanie go zatrzymać. Po stracie najważniejszej dla siebie osoby stracił wszelkie hamulce i był w stanie zrobić dosłownie wszystko, żeby odzyskać dziewczynę, którą bardzo mocno pokochał, nawet jeśli sam mógłby zginąć, próbując ją odzyskać. Czytając rozdziały z jego perspektywy, bardzo często kończyłam płacząc, bo to wszystko bolało, zwłaszcza gdy poznawałam jego myśli i to, co czuł.
Nie brakowało tu wielu plot twistów ani wydarzeń, których kompletnie się nie spodziewałam. Nikol wiele razy udało się mnie zaskoczyć. Owszem, miałam swoje własne przypuszczenia i teorie, ale wszystkie okazały się błędne. Od początku nie ma czasu na nudę. Dużo się dzieje, ale nie w tym złym czy chaotycznym sensie. Wszystko działo się po coś i jedno wynikało z drugiego. Po skończeniu tej historii nie mam poczucia, że nie wszystko zostało wyjaśnione lub że coś, co się wydarzyło, nie miało sensu.
Bezsprzecznie jestem zakochana w całym świecie, który wykreowała autorka. Jestem pod wrażeniem tego, jak wszystko zostało świetnie rozwinięte. Oprócz tego bohaterowie drugoplanowi nie byli tylko nic nieznaczącym tłem, a naprawdę wiele wnosili do całości. Mieli swoje niepowtarzalne charaktery. Byli różni, wiele przeszli, ale właśnie to w tym wszystkim było najpiękniejsze.
Nie wybaczę autorce tego, co zrobiła z pewną postacią, którą bardzo polubiłam. Powiedzieć, że złamała mi tym serce, to tak, jakby nie powiedzieć nic. Dusiłam się łzami i ledwo widziałam na oczy. Musiałam zamknąć pdf-a i po prostu ochłonąć. Nadal boli, jak tylko o tym pomyślę.
Mogłabym jeszcze wiele pisać na temat tej historii. Ale boję się, że napiszę spoiler, który może zepsuć Wam radość z czytania. A tego za wszelką cenę chciałabym uniknąć. Jeśli jeszcze nie czytaliście tej trylogii, to nie wiem, nad czym się zastanawiacie. Koniecznie musicie ją poznać. Jestem pewna, że skradnie Wasze serce, choć w połowie tak, jak zrobiła to ze mną.
I już naprawdę na samym końcu chciałabym raz jeszcze pogratulować Nikol wydania tak cudownej trylogii. Wykonałaś kawał świetnej roboty. Bądź z siebie dumna. A przede wszystkim sięgaj gwiazd i już nie mogę się doczekać twoich kolejnych książek, bo jestem pewna, że to dopiero początek.
Nithe nie zamierza pogodzić się ze stratą ukochanej. Jest gotów zrobić wszystko, by ją odzyskać, nawet jeśli cena za przekroczenie granicy między życiem a śmiercią okaże się wyższa, niż mógł przypuszczać.
Tymczasem Lea trafia do miejsca pełnego niebezpieczeństw, gdzie każda obietnica ma swoją cenę. Między przeznaczeniem, tęsknotą i destrukcyjnymi emocjami będzie musiała zdecydować, o co naprawdę jest gotowa walczyć.
Epicki finał epickiego romantasy! To zdecydownie moja ulubiona część serii i świetnie poprowadzony ostatni tom. Tutaj akcja goniła akcję, a bohaterowie nie mieli chwili oddechu. Uwielbiam Leę i Nithego za to, że są w stanie zrobić dla siebie wszystko, co także tutaj udowodnili. Przyszli już naprawdę wiele, a dalej walczą o lepsze jutro. Wątek bogów w tej książce był naprawdę genialny, a świat przedstawiony jest poprowadzony po mistrzowsku. Lea przeszła ogromną przemianę, stała się silna i pewna swojej mocy, której nie zawaha się użyć. Podczas czytania czułam masę emocji, nie zabrakło wzruszeń, szczególnie gdy główni bohaterowie w końcu się spotkali. 🥹Nicol stowarzyła także świetnych bohaterów pobocznych, mówię tu o Silvie i Shagarze, ja po prostu wiedziałam, że ten drugi namiesza i cóż… Musicie przeczytać, żeby się dowiedzieć. 🤭Komfortowa fantastyka 16+, którą bardzo polecam. PS Polecam przygotować chusteczki 👀Ocena: 5/5⭐️
Trzeci tom. Finał i to taki naprawdę wielki finał, który definitywnie kończy tą cudowną serię. Po pierwszym tomie byłam ciekawa co dalej, po drugim miałam ochotę zamordować autorkę, bo tak się nie robi, a po trzecim nie wiem co ze sobą zrobić. Nie lubię kończyć serii, to chyba najgorsze co może spotkać czytelnika, że muszą na dobre pożegnać się z bohaterami, ale autorka udowodniła, że może być coś gorszego, odebrani nadziei, na jakikolwiek powrót do tego świata, bo jej finał zamyka wszystko.
Nithe traci ukochaną, a jego świat się rozpada, ale pojawia się iskra nadziei, jednocześnie będąca największym zagrożeniem. Mężczyzna jednak robi to co uważa za słuszne, nie ma jednak pojęcia jaka będzie tego cena. Z kolei Lea trafia do Podziemia, pogodzona z porażką nie spodziewała się propozycji, która nie tylko pozwoli jej wrócić do życia, ale spełnić jej powinność. Oczywiście pomoc nie jest za darmo, ale dziewczyna zamierza się tym zająć później. Przystaje na propozycję i wraca do gry. Wraca do świata żywych, musi odzyskać i zrozumieć swoją moc, pozostając w ukryciu stara się nie myśleć o najbliższych, ale los postanawia na nowo spleść ich ścieżki, tylko że Lea nie jest już tą samą dziewczyną, jej wybory napędza determinacja, a ona sama żyje chwilą, bo nigdy nie wiadomo, która może okazać się ostatnią.
Nadeszła jakaś czarna seria, bo co rusz kończę kolejne z moich ulubionych serii, po których nie ma pojęcia co ze sobą zrobić. Tą trylogię mam przyjemność recenzować od samego początku, więc to jedna z tych serii, które są mi bardzo bliskie, wyjątkowe i pokazujące, że to co robię ma sens. Dlatego też tak ciężko mi się pogodzić z jej końcem, końcem definitywnym, zamykającym wszelkie spekulacje i nadzieje, że może gdzieś została furtka by coś jeszcze mogło się dodatkowo w tej serii pojawić, i ta świadomość naprawdę boli.
Finał okazał się zacny, to moim zdaniem najlepszy tom trylogii, bo tutaj fabuła choć wciąż nie imponowała szybkością, stała się bardziej dynamiczna, wiele się tutaj wydarzyło, pojawiło się bardzo dużo konkretów, wszelkie wątpliwości i tajemnice zostały rozwiązane. To już nie tylko romantasy, gdzie śledzimy miłosny wątek, to już coś głębszego, już trwa wojna, która prowadzi do ostatecznego starcia, to już opracowany plan działania, to już zwroty akcji, trudne emocje, bolesne straty i niepewność czy wszystko skończy się dobrze. Ten tom okazał się też najbardziej intensywny pod kątem zarówno wydarzeń, jak i emocji, które tutaj szalały i często bywały skrajne, od euforii że coś się udało, po ból najcięższej straty.
Ta trylogia to jednak romantasy w pełnej krasie, bo to relacja Nithe i Lei jest jej fundamentem, ten tom daje nam jej kwintesencję, tutaj oczywiście nasza parka ma najwięcej do powiedzenia, ale nie od początku, bo ta relacja jest oparta na motywie slowburn, i nawet w tym finale autorka mocno się tego trzyma. Tak więc na początku książki, która jest bezpośrednią kontynuacją poprzedniej, stajemy przed najtrudniejszymi chwilami w życiu bohaterów, a później wcale nie jest im łatwiej. Bo ich ścieżki zostają rozdzielone, co choć trudne jest najbardziej pożądane. Pomimo tego Nithe wciąż ma nadzieję, swoje podejrzenia, które z czasem się potwierdzają. Kiedy ich drogi na nowo się skrzyżują, ich pierwsze spotkanie nie będzie jednak urocze, ale przepełnione bólem, a ich relacja stanie przed kolejną ciężką próbą. Czy się dogadają, czy dadzą sobie kolejną szansę, czy pisany jest im happy end, tego wam nie powiem, odsyłam do lektury, bo zdania na ten temat mogą być podzielone.
Uwielbiam tą książkę, a jeszcze bardziej uwielbiam tą serię, dlatego serce mnie boli, że muszę się z nią pożegnać, szczególnie, że odczuwam pewien niedosyt, spodziewałam się ciut innego zakończenia, bo to na które autorka się zdecydowała nieco mnie zaskoczyło, ale można je uznać za oryginalne. To tego typu romantasy, po które bardzo lubię sięgać, w którym nawet mocno odczuwalny slowburn mi nie przeszkadzał. To historia pełna pasji, głębi, systematycznego budowania relacji, napięcia czy odkrywania tajemnic. To coś zarówno dla fanów romantasy, a trzeci tom powinien się spodobać fanom klasycznej fantastyki, bo tutaj ta wychodzi na pierwszy plan.
Trylogię oczywiście polecam, i piszę to dlatego, że tomy trzeba czytać po kolei, żeby wszystko miało sens, każdy tom to bezpośrednia kontynuacja wcześniejszego, dlatego choć oczywiście namawiam do sięgnięcia po ten konkretny tom, to jednak zalecam czytanie od początku, żeby wszystko ułożyło się w cudną i logiczną całość.