Są decyzje, które mogą zmienić bieg historii, ale do ich podjęcia potrzebna jest odwaga, na którą nie każdy potrafi się zdobyć.
Po szokujących wydarzeniach Maeve powoli wraca do codzienności. Nieocenionym wsparciem okazuje się dla niej Fane. Dziewczyna nie jest w stanie dłużej zaprzeczać, że rodząca się między nimi relacja staje się w jej życiu jedynym stabilnym elementem.
Tymczasem dochodzi do ponownych konfrontacji z tajemniczą kobietą. Maeve dostaje coraz więcej wskazówek dotyczących własnej przeszłości, a każda kolejna rodzi więcej pytań niż odpowiedzi.
Nastolatka zaczyna zdawać sobie sprawę, jak wiele istotnych kwestii przemilczała. Narastające wątpliwości i niewypowiedziane słowa prowadzą do momentu, w którym może się okazać, że naprawdę jest już za późno.
Aby poprosić o pomoc, dziewczyna musi sobie najpierw uświadomić, że jej potrzebuje. Czy to w ogóle możliwe, skoro od zawsze polegała jedynie na sobie?
Książka dla czytelników powyżej szesnastego roku życia.
Po zakończeniu pierwszego tomu i występującym w nim 'polsacie' POTRZEBOWAŁAM kolejnego na już. Jako, że jestem fanką "Blade" odkąd była ta historia publikowana na wattpadzie, wiedziałam czego mogłam się spodziewać ale mimo chwilowych przebłysków to i tak w niektórych momentach Martyna mnie zaskakiwała fabułą.
Motyw found family w tej książce to nie tylko przyjaźnie, które główna bohaterka zawarła. Przede wszystkim została ona zrozumiana przez rodzinę Reynoldsa. Charlotte traktuje Maeve jak własną córkę, martwi się o nią i stara się jej pomóc za każdym razem. A Ben to taki Mikey do potęgi.
Jeśli nie polubiliście się z Fane'm w poprzedniej książce, to tutaj....uwierzcie mi, pokochacie go. Nasz misiak okazał się kryptoromantykiem i giga słodziakiem. Jak przeczytacie scenę z plakatami w szkole, to zrozumiecie.
Tak jak w przypadku poprzedniego tomu relacja bohaterów nie jest pchana na siłę, Fane daje Maeve czas, jest wyrozumiały, ale nie ukrywa swoich uczuć, dziewczyna już zdaje sobie stuprocentową sprawę, że on zrobiłby dla niej wszystko.
Przepadłam dla tej dwójki już ponad dwa lata temu i nie potrafię przestać o nich myśleć, mam wrażenie, że mój jakiś ukryty płat mózgu ma nazwę "BLADE".
Nie zabrakło załamań nerwowych i miliona złamań serc, Martyna w tym aspekcie nas rozpieściła. Tak jak w przypadku poprzedniego tomu - Następny potrzebuje NA WCZORAJ. 🙄🙄
Kocham tych bohaterów, kocham Canmore, kocham "Blade Przemilczane Prawdy". Czytajcie bo warto - chociażby dla łez. Dla mnie jest to zdecydowanie 5/5 chociaż gdybym mogła dałabym więcej.
Kontynuacji „BLADE” wyczekiwałam z niecierpliwością, odkąd tylko skończyłam czytać ostatnie zdanie pierwszej części. Nie będzie dla was zaskoczeniem jeśli powiem, że moja miłość do bohaterów tej historii sprawiła, iż tęsknota przez te wszystkie miesiące doskwierała mi wyjątkowo bardzo.
W tym tomie poznajemy bohaterów bliżej, jak również widzimy ich rozwój i to, jak na przestrzeni trwania akcji obu części zmienili się oraz dojrzeli. Z ogromnym zainteresowaniem śledziłam każdy ich krok, ponieważ autorka bardzo konsekwentnie i z ogromną wrażliwością podeszła do każdego etapu ich postępu. Mówiąc o postępie mam na myśli nie tylko samą relację, rozwijającą się miedzy głównymi bohaterami, ale również pokonywanie przez nich własnych słabość oraz lęków. Dokładność opisów zarówno emocji postaci, jak i ich rozterek sprawiła, że znalazłam w nich cząstkę siebie.
„BLADE” to historia, która zachwyciła mnie moimi dwoma ulubionymi motywami - slow burn oraz found family. Obydwa poprowadzone są w sposób, który utrzymuje napięcie i jednocześnie rozczula sprawiając, że wielokrotnie uśmiechałam się podczas czytania. Każdy z przyjaciół głównych bohaterów, jest istotny dla fabuły i razem tworzą świetną ekipę, która może na sobie polegać.
W tym tomie dostajemy rownież odpowiedzi na pytania, które zrodziły się podczas czytania pierwszego tomu. Fabuła przyspiesza, niejednokrotnie zaskakując intensywnymi zwrotami akcji. Nie ukrywam, że kilka razy musiałam przerwać lekturę, by pozwolić sobie na przyswojenie tego, co właśnie przeczytałam. Autorka zdecydowanie nie daje odetchnąć swoim bohaterom… tak samo jak swoim czytelnikom.
Odnoszę wrażenie, że jest to jedna z powieści najlepiej ukazujących problemy nastolatków, jak również kolejne etapy ich dojrzewania, przedstawiając ich rzeczywistość w różnych barwach. Postacie „BLADE” popełniają błędy oraz mierzą się ze swoimi demonami, jednocześnie próbując być lepszymi ludźmi, wyjaśniając konflikty szczerą rozmową i ucząc się siebie nawzajem.
Tak jak w poprzedniej części, w tej również pojawiają się pobocznie wątki hokeja oraz łyżwiarstwa. Bohaterowie mają swoją, ważną dla ich życia pasję, ale jednocześnie warto pamiętać, że sama książka nie skupia się w pełni na rozwoju tych motywów.
Powieść, która nie należy wcale do najkrótszych, świetnie zachowuje równowagę między napięciem i scenami, które wypełniają serca czytelników ciepłem, sprawiając, że od czytania tej historii nie można się oderwać. Ale znajdziemy w niej również dużo bólu… naprawdę solidną jego dawkę (kto to powiedział???).
„BLADE” jest historią, do której kocham wracać myślami, a jej zimowy klimat sprawia, że jest idealnym wyborem na wieczory, które zaczęły się teraz wydłużać.
Jeszcze raz dziękuję, Emka, za możliwość objęcia historii Maeve i Fane’a patronatem. Jestem niesamowicie wdzięczna za zaufanie, którym mnie obdarzyłaś. Love u forever.
Jako pierwsze chciałabym bardzo podziękować Emce za możliwość recenzowania jej nowej książki!! Jest to dosłownie spełnienie moich marzeń, bo nigdy w życiu nie pomyślałabym, że będę współpracować z jedną z moich ulubionych autorek. Jestem tak przeogromnie wdzięczna, że żadne słowo nie potrafi opisać tego, co czuję. Dziękuję z całego serca!
Kiedy na początku tego roku poznałam pierwszy raz historię Fane’a i Meave nie spodziewałam się, że stanie się ona jedną z najpiękniejszych, lecz jednocześnie najboleśniejszych książek, jakie miałam okazje przeczytać. Ta opowieść posklejała moje serce, ale jednocześnie całkowicie je złamała.
Zaczynając drugi tom tej historii spodziewałam się, że całkowicie dla niej przepadnę. Nie myliłam się. Każda strona, każde przeczytane zdanie powodowało u mnie ogromne szczęście, bo wracałam do domu. Wracałam do moich słodziaków, którzy powodowali, że miałam ochotę się uśmiechać. Że miałam ochotę żyć.
ᴍᴇᴀᴠᴇ ʟᴇʙʟᴀɴᴄ w pierwszym tomie poznajemy jako bardziej zamkniętą w sobie dziewczynę, która boi się do kogokolwiek zbliżyć. W drugiej części natomiast możemy zauważyć jej przemianę. Meave, chociaż nadal nosi w sobie wiele strachu, zaczyna zbliżać się do innych ludzi, w szczególności do Fane’a, któremu coraz bardziej ufa. Nie tylko staje się dosyć rozgadaną osobą, ale również jest bardziej odważna w relacji z chłopakiem. Nie boi się kontaktu fizycznego, a raczej coraz częściej sama go inicjuje. Wydaje mi się, że w tym tomie dziewczyna rozkwita. Patrząc na jej przemianę miałam ochotę płakać, jestem z niej tak przeogromnie dumna. Wiedząc, jak dużo Meave złego przeżyła tak strasznie cieszyłam się, gdy na nowo uczyła się żyć.
ꜰᴀɴᴇ’ᴀ ʀᴇʏɴᴏʟᴅꜱ’ᴀ w pierwszym tomie poznajemy jako dosyć skrytego chłopaka. Nie mówił on zbytnio o swoich uczuciach wobec dziewczyny i często się pilnował, by nie powiedzieć czegoś, co mogłoby Meave przestraszyć. W drugim tomie jednak Fane staje się dużo bardziej otwarty i mówi to, co myśli w danym momencie. Poza tym z każdą kolejną przewróconą kartką coraz łatwiej zauważyć fakt, jak bardzo rozwija się u niego miłość do Meave. Staje się opiekuńczy wobec niej, traktuje ją jako priorytet i stara się być jej oparciem w trudnych chwilach. Próbuje być dla niej jak najlepszą wersją siebie i to jest w tym wszystkim najpiękniejsze.
W drugim tomie możemy również zauważyć fakt, jak bardzo rozwija się relacja między głównymi bohaterami. Stają się dla siebie ważni i wspierają się, gdy ktoś z nich nie daje sobie rady. Oboje otwierają się na tą relacje i nie poddają się, gdy nadchodzą trudne momenty, a raczej radzą sobie z nimi razem. Nie próbowali się nawzajem zmieniać, akceptowali się takimi, jacy są.
Oczywiście, nie można też zapomnieć o motywie found family, który tak strasznie rozwinął się w tym tomie. Paczka z Canmore to moje słoneczka, przez których bardzo często miałam łzy w oczach. Pokazują oni, że prawdziwi przyjaciele istnieją i nie muszą być ze sobą spokrewnieni, by być dla siebie nawzajem wsparciem. Są to osoby, które będą cieszyć się twoją obecnością i pomogą ci, gdy tylko tego potrzebujesz.
Zachwyciła mnie również cała rodzina Reynoldsów. Charlotte i Nate to ludzie, którzy pomogą i podniosą na duchu, gdy tylko pojawi się ciężki moment. Są to dosłownie rodzice o jakich marzy każdy z nas. Kochający, mili i przede wszystkim o wielkim sercu. Uwielbiam ich za to, jak bardzo pomogli Meave i Mikeyowi. Nie tylko pozwolili im zamieszkać na jakiś czas w ich domu, ale również ich wspierali, jak gdyby to były ich dzieci. Rodzice Fane’a to osoby, do których zwróciłabym się, gdybym tylko miała jakikolwiek problem. Są tak cudownymi ludźmi, że odrazu zaskarbili sobie moją sympatię.
Myślałam, że zakończenie pierwszego tomu to był dla mnie cios, ale koniec drugiej części… ja jestem po prostu w szoku. Martyna znowu całkowicie mnie zaskoczyła i zostawiła z ogromną dziurą w sercu. POTRZEBUJĘ KOLEJNEGO TOMU NA WCZORAJ!
Blade. Przemilczane prawdy to książka, która, choć skrywa w sobie ogrom bólu, pokazuje również, że każdy zasługuje na szczęście. Jest to dla mnie bardzo wyjątkowa historia i dała mi ona nadzieje na to, że chociaż życie nie zawsze jest usłane różami, w pewnym momencie może być cudowne.
Pokochałam tę część jeszcze bardziej niż pierwszy tom i jestem tak ogromnie wdzięczna, że mogę być recenzentką tych słodziaków! Dziękuję jeszcze raz z całego swojego serca!
ʙᴜᴢɪᴀᴋɪ 𝙑𝙚𝙧𝙩𝙞𝙭
This entire review has been hidden because of spoilers.
⛸️Książki Martyny za każdym razem gdy je czytam, wzbudzają we mnie milion różnych emocji. Czuję ogromne przywiązanie do bohaterów i mam wrażenie, jakbym za każdym razem przeżywała to wszystko razem z nimi.
⛸️Ten tom podobał mi się jeszcze bardziej niż poprzedni. Emocje, które czułam podczas czytania tej książki, są nie do opisania, a końcówka złamała mi serce. Często mam tak, że środkowy tom trylogii podoba mi się najmniej, ale tutaj po prostu nie jestem w stanie wybrać, którą część wolę. Ta wywołała we mnie więcej smutnych emocji i uważam, że styl pisania autorki jest jeszcze piękniejszy.
⛸️Pierwszą część tej trylogii przeczytałam stosunkowo niedawno, więc pamiętałam wszystkie drobne szczegóły, dzięki czemu wciągnęłam się już od pierwszych stron. Początek był dla mnie bardzo trudny do przejścia, ale ze względu na to, jak ważne i bolesne tematy poruszał. Każda szczegółowo opisana scena łamała moje serce coraz bardziej. Ten, kto czytał pierwszy tom, wie, o co chodzi, a ja nie chcę tutaj spoilerować.
⛸️W tej części powoli zaczynamy łączyć kropki, a na jaw wychodzą nowe, szokujące informacje. Główni bohaterowie są dla siebie ogromnym wsparciem i stopniowo rozwijają swoją relację, lecz nie wszystko jest tak kolorowe, jak mogłoby się wydawać. Czytając tę książkę, trzeba pamiętać, że Martyna nas nie oszczędza. Kiedy myślimy, że wszystko w końcu będzie dobrze i jakoś się ułoży, nagle wszystko zaczyna się sypać…
⛸️Ogromnym plusem tej książki jest styl pisania Martyny. Zazwyczaj zbędne opisy mnie nudzą, ale tutaj przeczytałam dosłownie każde słowo i ani razu się nie nudziłam. Uwielbiam to, jak pięknym językiem pisze autorka i jakie emocje we mnie wywołuje.
⛸️Maeve w tym tomie cierpi jeszcze bardziej niż wcześniej. Jej relacje z ojcem nadal pozostają tragiczne, a konsekwencje tego są okropne. Dziewczyna wciąż skrywa przed wszystkimi wiele tajemnic. Czasami miałam ochotę na nią nakrzyczeć i zapytać, dlaczego w końcu nie może komuś wszystkiego powiedzieć! Z drugiej strony rozumiałam jej perspektywę. Wolała sama cierpieć, żeby ochronić innych. Bała się, że jeśli powie prawdę, rozdzielą ją z bratem, który jest dla niej najważniejszy. Uwielbiam ich relację i to, jak bardzo się wspierają.
⛸️Jeśli chodzi o Fane’a, to pokochałam go jeszcze bardziej!!! Boże, jaki on jest cudowny! Pełen empatii, a od niego samego bije tyle dobra. Jego rodzice naprawdę dobrze go wychowali, dzięki czemu traktuje kobiety i innych ludzi z ogromnym szacunkiem. Angażuje się w pomoc innym, wspiera wszystkich dookoła i jest ambitny. Zdecydowanie jest bohaterem, który skradł moje serce i którego na długo zapamiętam.
⛸️Relacja głównych bohaterów jest po prostu cudowna. Uwielbiam tempo, w jakim się rozwija. Małymi krokami poznają się nawzajem i wspierają w każdej sytuacji. Jestem w nich na maksa zakochana i uważam, że to, co ich łączy, jest naprawdę piękne. Oczywiście, jak w każdej relacji, nie zawsze wszystko układa się idealnie. Kiedy pewne sekrety ujrzą światło dzienne, wiele spraw się skomplikuje.
⛸️Bardzo rozczula mnie również relacja Mikeya z Benem i Fane’em. Każdy z nich jest naprawdę cudowny! Kiedy Mikey spędza z nimi czas, czuje się normalnie. Nie czuje, że inni mu współczują ani że patrzą na niego ze smutkiem, i to jest właśnie piękne.
⛸️Wątek nieznajomej kobiety jest tutaj bardzo dobrze rozbudowany. Coraz więcej rzeczy zaczyna nam się rozjaśniać. Naprawdę byłam w totalnym szoku, gdy na jaw wyszły kolejne tajemnice. W tym tomie nie zabrakło zwrotów akcji, które, moim zdaniem, zostały idealnie wprowadzone. Pojawiały się w momentach, w których totalnie się ich nie spodziewałam. Z niecierpliwością czekam na trzeci tom i nie mogę się doczekać, aż poznamy zakończenie historii Maeve i Fane’a.
⛸️Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o tym, jak pięknie wydana jest ta książka. Każdy najmniejszy szczegół ma tutaj znaczenie i wszystko idealnie się ze sobą łączy. Połączenie różu i niebieskiego było strzałem w dziesiątkę. Wszystko pięknie ze sobą współgra, a ilustracje przerosły moje oczekiwania. Już w pierwszym tomie byłam zachwycona tymi obrazkami, ale tutaj z każdą kolejną ilustracją zakochiwałam się w nich coraz bardziej.
⛸️Ta historia na zawsze pozostanie w moim sercu i bardzo żałuję, że tak późno się za nią zabrałam. Bardzo dziękuję wydawnictwu i Martynie za możliwość zrecenzowania tak pięknej książki. Jestem ogromnie wdzięczna za tę szansę i za stworzenie takiego cuda. Do następnego, Gosia! <3
Zakończenie „Blade” bardzo mną wstrząsnęło i pozostawiło ze łzami w oczach oraz głową pełną myśli. Przez to wiedziałam, że drugi tom historii dzieciaków z Canmore wyciśnie ze mnie wszystko. Już od samego początku dostajemy rozdziały pełne bólu, niewypowiedzianych słów, ale także wsparcia i miłości.
Maeve, czyli postać, którą ma się ochotę mocno przytulić i nie puszczać. Po traumatycznych przejściach dziewczyna próbuje wrócić do codzienności. Jednak fabuła drugiego tomu Blade zmusza ją do stoczenia walki samej ze sobą. Szczególnie wtedy, gdy znowu pojawia się tajemnicza kobieta i dochodzi coraz więcej elementów układanki dotyczącej przeszłości jej rodziny. Maeve w końcu musi przyznać ile rzeczy przemilczała i poprosić o pomoc. Fane, czyli największe wsparcie i miłość Vee. Ciągle przy niej trwał i podtrzymywał, gdy jej życie było niestabilne. Ten chłopak (i jego rodzina) dosłownie był światłem w jej historii. Chociaż w tym tomie jego los też nie był najłatwiejszy, bohater poradził sobie z połączeniem własnego bólu z miłością i wsparciem dla głównej bohaterki.
Relacja tej dwójki jest zdecydowanie najlepszym slow burnem, o jakim kiedykolwiek było dane mi przeczytać. Cudowną rzeczą było to, że Fane nie próbował na siłe naprawić życia Vee i dowiedzieć się prawdy. Zamiast tego dawał jej czas. Gdy ona milczała, on po prostu przy niej był. Autorka idealnie tym pokazała, że relacje nastolatków to nie tylko motyle w brzuchu, ale również wspólne dzielenie się problemami i ocieranie łez.
Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o motywie found family, który skradł moje serce. Sam, Vee, Corey i Fane to grupka, która pokazuje, że rodzina nie jest zawsze z krwi. Ich relacja odgrywa naprawdę istotną rolę w tej historii i dodaje jej dużą dawkę humoru. A jeżeli chodzi o rodzinę Fane’a, to są oni niesamowitymi bohaterami. Po prostu rozpływam się, gdy myślę o tym ile zrobili dla Maeve i Mikey’a.
A jeżeli chodzi o zakończenie, to pozostawiło mnie ono w ogromnym szoku i dosłownie spędziłam kilka minut czytając je jeszcze raz, bo myślałam, że przez łzy w moich oczach po prostu źle widzę…🫢
„Blade. Przemilczane prawdy” to historia, która jest pełna bólu i otworzy wam oczy na wiele ważnych spraw. Pokaże wam ona problemy i relację nastolatków, która nie jest typowym, przesłodzonym romansem, a historią o dwójce bohaterów, których celem jest zaufanie, wspólne wsparcie i uleczenie samych siebie, a nie wyłącznie bycie razem. I właśnie to najbardziej urzekło mnie w tej historii. ❤️🩹
Zabierając się za czytanie, nawet nie wiedziałam, że aż tak stęskniłam się za piórem Martyny i dzieciakami. Już od początku książka budzi w nas przeróżne emocje. Ja na przykład czułam ogromne obrzydzenie do ojca mojej ukochanej Maeve i może odrobinę żalu, że ta w tak krytycznym stanie wciąż boi się poprosić o pomoc. Jednak w tym tomie i tak jestem zdania, że główna bohaterka zrobiła ogromny postęp, jeśli chodzi o proszenie o pomoc czy samą komunikację z Fane’em. Obserwujemy, jak Maeve coraz bardziej zaczyna się przy nim otwierać i jak daje jej przestrzeń w tym wszystkim. Fifi również zrobił wielki postęp. Przestał robić jakieś dziwne podchody w kierunku Maeve i zaczął mówić wprost o swoich uczuciach. I owszem, dawał jej przestrzeń, jednak mimo tego dbał o nią najlepiej, jak mógł. Nie znał w 100% prawdy o jej sytuacji, ale mimo to starał się, by czuła się przy nim dobrze, by była porządnie odżywiona i po prostu był cały czas obok niej. A zdecydowanie moim ulubionym momentem z Fane’em było to, jak poznał się z Mikey’em… Dosłownie rozpływałam się ze słodkości, czytając to. Tak jak i w pierwszym tomie, bardzo urzekła mnie relacja, jaką Fane ma z rodzicami. Naprawdę ogromnie się cieszę, kiedy widzę w książkach zdrowe relacje z członkami rodziny. Dzięki temu Maeve miała szansę zobaczyć na własne oczy, jak i poczuć na własnej skórze, jak wygląda właściwa relacja między dzieckiem a rodzicem. I właśnie przy nich mogła poczuć, jak to jest być w prawdziwym domu. Niestety przeciwieństwo takiej relacji ponownie jest ukazane w domu Maeve, gdzie od śmierci jej matki nie dzieje się dobrze. Dochodzi do przełomowego momentu, kiedy w końcu główna bohaterka chce przerwać ciąg tych wydarzeń i prosi o pomoc. Podczas czytania wiele razy się śmiałam, ale chyba tyle samo płakałam… Szczególnie przy końcu, gdzie emocje były naprawdę ciężkie do utrzymania. Ten tom wzbudził we mnie wiele sprzecznych ze sobą emocji, ale bawiłam się świetnie i z niecierpliwością będę czekać na kontynuację historii Fifiego i Mewy. Czuję, że wyciągnęłam z tej historii ogromnie wiele i będę ją już zawsze nazywać domem.
A za co? Za między innymi motyw Found Family, który został tutaj świetnie poprowadzony. Czujecie, że ci ludzie faktycznie są dla siebie jak rodzina, a nie zwykłymi znajomymi. Relacje nie byłyby wyjątkowe bez wyjątkowych bohaterów, a tych trochę tu znajdziemy. Autorka nie skupia się tylko na głównych bohaterach, ale również na całej reszcie, która nie zanika. Każdy ma swój charakter i typowe dla siebie zachowania, dzięki czemu nie zlewają się w jedność. Teksty Bena nadal iconic 😌
W tym tomie Fane zdecydowanie ma swoją erę romantyka, więc jeśli kogoś do siebie nie przekonał w pierwszej części, to tutaj z pewnością to nadrobi. Serio, momentami słodycz aż się wylewa z kartek hahaha
Fabularnie trochę się tu dzieje, a ostatnie kilkadziesiąt stron to już w ogóle przebiło pod tym kątem wszystko. NO CO TO ZA ZAKOŃCZENIE!? Zdecydowanie mam niedosyt i potrzebuję trzeciego tomu na wczoraj.
Nie nie wiem, co napisać. Tak, mam w głowie pustkę. Ofc what the hell is ta końcówka... Potrzebuję 3 tomu na JUŻ. Kocham tę historię, wylałam na niej wgl mase łez. Tak więc, jeżeli lubicie płakać na książkach, to ta zdecydowanie podoła temu zadaniu (no i u mnie łzy wywołała). Serio nie wiem, co napisać, a chciałam coś więcej. W każdym razie mój mózg świeci pustką, jak już wspomniałam i pp dalej nie przetrawił zakończenia itd. (Widać chaos w tych krótkich spostrzeżeniach, ale do tego chyba musicie przywyknąć). W każdym razie kocham tę historię i świat i jakoś tak dziwnie mi po skończeniu. Gdzie jest kolejny tom się pytam? (Potrzebuję go na wczoraj)