Horyzont jest granicą widzialności, a ciekawość, co znajduje się za nim, jest naturalna. Czy odważyłbyś się za niego zajrzeć, wiedząc, że czeka cię tam koszmar?
Pełnia lata w Świnoujściu. Na falochronie gazoportu zostaje znaleziony na wpół zatopiony jacht, a w nim zwłoki Jacka Hankego. List samobójcy nie pozostawia wątpliwości co do jego motywów, ale ostatnie zdania budzą niepokój aspirant Gośki Podrzyckiej. Hanke prosi w nich o załatwienie pewnej sprawy. Kim jest tajemniczy „Szczurek” i co kryje się za „zajrzeniem za horyzont”?
Kiedy w dziwnych okolicznościach zaczynają ginąć dawni przyjaciele Hankego, Gośka i Paweł Szenfeld odkrywają, że trop prowadzi do początku lat dziewięćdziesiątych i czasów, gdy w mieście stacjonowali żołnierze radzieccy.
Wkrótce na jaw wychodzi historia Larysy – rosyjskiej dziewczynki, która należała kiedyś do paczki Hankego. To samo imię nosił jacht, na którym odebrał sobie życie.
Przy falochronie w Świnoujściu osiadł jacht. Pod podkładem zostały znalezione zwłoki Jacka Hanke, który zostawił list pożegnalny wraz z instrukcją działania dla niejakiego "Szczurka", zatopił jacht i zastrzelił się ze starego sowieckiego Makarowa. Sprawę próbuje wyjaśnić aspirant Gośka Podrzycka oraz komisarz Paweł Szenfeld. To moja kolejna próba polubienia się z powieściami autora i kolejna nie do końca udana. Poszczególne wątki fabuły korelują, ale ja odbierałam zakłócenia w łączności. Teatralne, egzaltowane opisy świetnie pasują na ekranizację, ale ja miałam wrażenie, jakbym czytała scenariusz filmu. Stylistyka kwiecista, ale pełna okrągłych zdań. Jednoczenie obarczona kilkoma słowami, które nie pasowały znaczeniem do reszty tekstu. Inne użyte terminy żeglarskie będą trudne do zrozumienia dla czytelników niezwiązanych z morzem (flauta, zrefowane żagle, flagsztok, saling, skajlajt, mesa, zęza, bulaj, przybój). Historia była spójna i dobrze poprowadzona, ale w finale czułam turbulencje. Straszna plątanina postaci. Gubiłam się w powiązaniach, relacjach rodzinnych i zawodowych. Musiałam cofać się w tekście i czytać ponownie, by zrozumieć. Nie rozumiem też, dlaczego autor zdecydował się na tak podobnie brzmiące nazwiska bohaterów — prokurator Zarzycki i aspirant Podrzycka. Bohaterowie byli jednolici. Nie odróżniali się od siebie znacząco. Natomiast postać Gośki wyszła na osobę zakompleksioną. Nie wiem, czy to celowy zabieg, ale obawiam się, że nie. Możliwe, że byłam zmęczona i miałam problemy z koncentracją, ale czy to możliwe, żebym była w takim stanie zawsze podczas czytania akurat książek autora? Gdy jakaś historia mnie zaintryguje, to samoczynnie angażuje i skupia moją uwagę. Przez powieść nie płynęłam. To była wyboista droga.
Dlaczego cykl kryminałów z aspirant Gośką Podrzycką i Pawłem Szenfeldem jest ostatnio jednym z moich ulubionych? Cenię go przede wszystkim za autentyczną relację, którą Marek Stelar z taką łatwością zbudował pomiędzy głównymi bohaterami, partnerami zarówno w prowadzonych śledztwach, jak i w życiu prywatnym. Podobnie jak w poprzednich częściach, tak i w „Horyzoncie” obie te sfery się przenikają, a rozwiązanie kolejnej trudnej sprawy nie tylko cofa ich do wspomnień z czasów dzieciństwa, ale okazuje się również testem dla ich związku.
Wracamy do upalnego Świnoujścia, gdzie zaczynają umierać przyjaciele sprzed lat. Odebranie sobie życia i kolejne wypadki nie budziłyby podejrzeń, gdyby nie dawne powiązania oraz tajemniczy, dość lakoniczny list kierujący wzrok śledczych ku przeszłości. Przeszłości mającej smak lodów pistacjowych, pierwszej miłości, prawdziwej przyjaźni, ale i mrocznych tajemnic, które nigdy nie wypłynęły na powierzchnię.
Dociekliwość Gośki i kolejne odkrywane przez Pawła fragmenty dzieciństwa prowadzą do tego, co zostało dawno zapomniane i za co nikt nie poniósł konsekwencji. Odsłaniają też inne oblicze Pawła, co pozwala nam zrozumieć jego postępowanie i wybory w dorosłym życiu. Wszystko to wystawia na poważną próbę ich związek, w którym, jak się okazuje, nie brak wzajemnej nieufności i własnych nieprzepracowanych kompleksów.
Świetnie mi się czytało tę część, a elementy układanki związane ze stacjonowaniem w mieście przed laty radzieckich żołnierzy dodały tej historii autentyzmu. Lata dziewięćdziesiąte to i dla mnie czas młodości, więc wspomnienia głównego bohatera i we mnie budziły naturalną nostalgię. Czy jednak motywacja sprawcy okazała się dla mnie przekonująca? Nie do końca, podobnie jak dla prowadzących śledztwo – i tym samym autor po raz kolejny udowadnia, że czasem niewiele trzeba, by rozkręcić spiralę przemocy i śmierci.
Tematem, który naturalnie wypłynął z fabuły powieści i jest zdecydowanie warty głębszej refleksji, jest cierpienie ludzi terminalnie chorych. Tych skazanych na ból do ostatnich chwil i tych, którzy decydują się odejść na własnych zasadach. I za wplatanie tematów społecznie istotnych, które dla wielu stanowią tabu, również tak bardzo doceniam ten cykl.
A jeśli prócz znakomitej i wielowymiarowej rozrywki kryminalnej z pełnokrwistymi bohaterami chcecie się dowiedzieć, jaką ksywkę miał w dzieciństwie Marek Stelar, to nie pomińcie słowa od autora, które znajdziecie na końcu książki. I oczywiście kolejny raz gorąco zachęcam do poznania jego twórczości - czytajcie!
❓ Jak myślicie, co może oznaczać tytuł „Horyzont” w kontekście tej kryminalnej historii? Czy to, co najważniejsze, znajduje się bliżej, niż bohaterowie przypuszczają, czy może prawda wciąż pozostaje poza ich zasięgiem❓
📚Na falochronie w Świnoujściu zostaje odnaleziony jacht, a w nim s@mobójca Jacek Hanke. Sprawę przejmuje aspirant Gośka Podrzycka, która odkrywa przy zwlok@ch mężczyzny tajemniczy list. Niedługo później znajomi Hanke i Podrzyckiego zaczynają ginąć i wydaje się, że mają z tym związek pewne wydarzenia z lat 90. oraz z czasów obecności żołnierzy radzieckich.
Co tak naprawdę wydarzyło się przed laty? Jakie tajemnice skrywa przeszłość bohaterów? I co z tym wszystkim wspólnego ma rosyjska dziewczynka, od której imienia nazwano jacht?
📚 „Horyzont” autorstwa Marka Stelara to powieść z gatunku kryminału i thrillera.
📚 Stelar jak zwykle nie zawiódł i zaserwował swoim fanom kryminał z krwi i kości, z mocnym motywem tajemnic z przeszłości. To właśnie takie historie lubię! Z pozoru mamy do czynienia z jedną sprawą, ale im dalej zagłębiamy się w fabułę, tym więcej pojawia się pytań. Kolejne wydarzenia zaczynają układać się w coraz bardziej skomplikowaną układankę, a przeszłość okazuje się mieć znacznie większy wpływ na teraźniejszość, niż mogłoby się wydawać.
📚 Już sam początek mocno przyciąga uwagę. Tajemniczy jacht, zw£oki i list, który może okazać się kluczem do rozwiązania zagadki. A później robi się jeszcze ciekawiej! Autor stopniowo odkrywa przed nami kolejne elementy tej historii, ale nie daje wszystkich odpowiedzi od razu. I właśnie to sprawia, że chce się czytać dalej, aby w końcu dowiedzieć się, co tak naprawdę się wydarzyło.
📚 Bardzo podoba mi się motyw przeszłości, która po latach powraca i zaczyna zbierać swoje żniwo. Wydarzenia z lat 90. oraz wątek żołnierzy radzieckich nadają tej historii dodatkowej głębi i sprawiają, że nie jest to kolejny zwyczajny kryminał. Mamy tutaj tajemnice, niedopowiedzenia i sprawy, które najwyraźniej nigdy nie zostały do końca wyjaśnione. A jak wiadomo, niektóre sekrety potrafią przetrwać naprawdę długo… tylko czy na pewno można je ukrywać w nieskończoność?
📚 Na uwagę zasługuje również sama zagadka związana z jachtem i tajemniczą rosyjską dziewczynką. Dlaczego jej imię stało się nazwą jednostki? Jaką rolę odgrywa w całej historii? I czy odpowiedź na to pytanie pozwoli zrozumieć wydarzenia, które rozgrywają się na naszych oczach? To jeden z tych elementów fabuły, który skutecznie podsyca ciekawość i sprawia, że podczas lektury w głowie pojawia się coraz więcej teorii.
📚 Lubię kryminały, w których autor nie prowadzi czytelnika prostą drogą do rozwiązania zagadki. Tutaj trzeba uważnie śledzić wydarzenia, łączyć ze sobą poszczególne fakty i zastanawiać się, kto tak naprawdę zna całą prawdę. Pozornie drobne szczegóły mogą mieć znaczenie, a to, co początkowo wydaje się nieistotne, z czasem może nabrać zupełnie nowego sensu.
📚 „Horyzont” to kolejna historia, która pokazuje, że przeszłość nigdy nie znika całkowicie. Czasami wystarczy jeden list, jedno odkrycie albo wydarzenie, aby uruchomić lawinę, której nie da się już zatrzymać. A kiedy na jaw zaczynają wychodzić kolejne sekrety, trudno przewidzieć, dokąd to wszystko doprowadzi.
📚 Jeśli lubicie kryminały z rozbudowaną zagadką, tajemnicami sprzed lat i wydarzeniami, które stopniowo odsłaniają swoje drugie dno, to „Horyzont” zdecydowanie może Was zainteresować. Marek Stelar po raz kolejny zabiera czytelników w świat, w którym nic nie jest tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać, a odpowiedzi na najważniejsze pytania trzeba cierpliwie szukać między kolejnymi stronami.
kolorem wspomnień morze błyszczało w świetle letniego dnia za horyzontem przeszłość się mieniła jakby chciała wrócić jakby chciała mówić i szepcząc, otworzyła drzwi ostatnim listem wilgocią niepoznanych słów jeszcze
tajemnic korzenie przez kości przez skórę przechodzą nieporadnie przez sny i cudze życie płyną delikatnie na dłoni został ślad na duszy znamię ożyło przeszłość ciągle trwa w niej nic się nie skończyło
na nieba i morza granicy horyzont jak droga ramiona rozpościera i jest wciąż kilka kroków dalej jak blizna niezagojona i rana, co przywołuje głosem rozdartym nawołuje jest tylko złudzeniem jest ludzkim zwątpieniem końca obietnicą niespełnioną
Tego lata duszne powietrze wypełniało płuca. On odszedł. Na własnych warunkach. A po nim list został. W nim słowa i kierunek. W nim wszystkie niezamknięte tajemnice. Tamta ucieczka. Szczurku, spójrz za horyzont. Za tę przewrotną granicę. Dalej niż sięga wzrok. Dalej niż pamięć żyje. To przecież też twoja historia. Każdy człowiek ma własny horyzont. Może twój właśnie tam jest.
Larysa. Jeden napis. Jedno imię. A wokół ciemność. Sprzed lat pustka. Tamto Świnoujście. Radzieccy żołnierze. Młodzieńczej miłości wspomnienie. Przyjaźni tamte promienie. I jeszcze horyzont. Co za nim? Świata granica? Wygląda jak kres. A za nim coś zawsze zostaje.
Wina nie potrzebuje głosu, żeby mówić. Osiada na latach pod ziemią. A potem wraca. Oddaje to, co zabrała. Przeszłość wcale nie jest za nami. Czasem tylko stoi po drugiej stronie horyzontu i czeka. Czasem zamiast krzyczeć, szepcze do ucha. I można nauczyć się żyć z przemilczeniami. Można udawać, że pewnych drzwi nigdy nie było. Ale któregoś dnia przecież ktoś je otworzy. I wtedy wszystko zacznie oddychać na nowo.
„Horyzont” to droga do miejsc, do których nie chce się wracać. Chcę się je zgubić. Zostawić za sobą. Ale one uporczywie wracają. We wspomnieniach. We wszystkich podjętych decyzjach. Myślach i stratach. Mrocznie tutaj i niepokojąco też. Tak pięknie, że to gdzieś w środku zostaje. Z całej serii ten tom stał się moim ulubionym. Polecam mocno.