Najśmieszniejsze jest to, że dopiero w połowie (mniej więcej) poznałam imię naszego bohatera - i już je zapomniałam. Ale za to Anihilatora... oj pamiętam. Zatem nasz drogi rudodziub spotyka swojego przyszłego bzykalnego partnera przed klubem dla gejów i, po krótkiej szamotaninie, prosi go, aby nikomu nie rozpowiadał, jakiej jest orientacji. Finał? Rudy szuka powodu - dlaczego Anihilator jeszcze go nie upokarza i nie szantażuje, a Ani próbuje, a potem w oczywisty sposób uświadamia chłopaka, o co mu naprawdę, naprawdę chodzi... No pewnie, że chce się dobrać mu do dupy.
Orientuję się, żeee to nie będzie fabuła powalająca na kolana i tak, taka nie jest. Mam typowy romans. Tak, wiem, różnica wieku, superbohaterowie i antybohaterowie, zakazany romans i to wszystko ma mnie wciągnąć, bo nowość, bo łamie stereotypy, ale... Ale ja już to gdzieś widziałam i ani mnie szokuje, ani wciąga. Sporo odniesień do pierwszego komiksu autora, co nie do końca mi przeszkadza, ale jest jedna scena gdzie dosłownie razi po oczach.
Czyta się szybko, obrazki są "tylko" ładne i zapomina się tak szybko, jak ja zapomniałam imię bohatera.