ON: Popularny autor bestsellerowych romansów, który potrafi uwieść każdego czytelnika. W zaciszu mazurskiego domu pisze jednak zupełnie inny, mroczny scenariusz.
ONA: Kobieta, która dla miłości rzuciła krakowską karierę, a dziś na odludziu uczy się maskować sińce na nadgarstkach.
Wyprowadzka na mazurską wieś miała być dla Samanty początkiem wymarzonego życia. Choć w mediach społecznościowych dba wyłącznie o profesjonalny, idealny wizerunek pisarza, ich prywatna rzeczywistość szybko staje się klatką. Miejscowy listonosz jako jedyny dostrzega na ciele dziewczyny ślady, które budzą jego najgorsze przeczucia.
Kiedy Samanta znika, a Jacek tłumaczy to nagłym wyjazdem, w małej wiosce gęstnieje zmowa milczenia. Prawdziwy mrok skrywa się jednak w okolicznym lasku – to tam od dwudziestu lat czają się sekrety sąsiadów, które lada chwila mogą runąć na wszystkich z siłą lawiny.
Sytuacja staje się jeszcze bardziej napięta, gdy na tym odciętym od świata odludziu niespodziewanie pojawia się ktoś z zewnątrz. Czy ta nowa, nieświadoma zagrożenia osoba zdoła przejrzeć sieć lokalnych kłamstw, zanim sama wpadnie w śmiertelną pułapkę?
Mika Modrzyńska jest autorką bloga, pisarką, a przede wszystkim zapaloną podróżniczką. Sama pisze o sobie „jestem profesjonalnym poszukiwaczem magii, miłośniczką chmur i przeogromną fanką lodówek, a raczej ich zawartości. Moim życiowym celem jest znalezienie szczęścia. Och, i zostanie pisarką. Bestsellerową pisarką, tak gdzieś na półce z J.K. Rowling”.
Autorka urodziła się w roku 1994, pochodzi z małej wioski na Mazurach. Studiowała lingwistykę stosowaną (spec. angielski i rosyjski) na UKW w Bydgoszczy. Uwielbia uczyć się języków obcych, co prawdopodobnie wiąże się z jej miłością do podróżowania. Mika po raz pierwszy wyjechała za granicę w 2016 – na wymianę studencką do Niemiec. Od tamtej pory jest w ciągłym ruchu. Mieszkała także w Portugalii, USA i Hiszpanii, a oprócz tego zwiedziła kilkadziesiąt innych państw. Obecnie mieszka w Nowej Zelandii – to dlatego właśnie tam toczy się akcja jej debiutanckiej książki. Na blogu alecojak Mika opisuje między innymi swoje podróże, zachęca do zwiedzania świata w pojedynkę i opowiada o sprawdzonych sposobach na tanie podróżowanie.
💬 Czy na pewno wiesz wszystko o osobie, z którą dzielisz życie? A może największe potwory kryją się właśnie za zamkniętymi drzwiami?
👉 „Umiera tak szybko, że nie zdąży nawet krzyknąć”.
Tak brzmi pierwsze zdanie „Złudy” Miki Modrzyńskiej. I już na samym początku wiadomo, że coś jest bardzo, bardzo nie tak.
Samanta rzuca pracę w korporacji, zostawia dotychczasowe życie i przeprowadza się za ukochanym na mazurską wieś. Jacek jest popularnym pisarzem bestsellerowych romansów, a ich uroczy domek na odludziu wydaje się idealnym miejscem na nowy początek. Z dala od miejskiego zgiełku, w otoczeniu natury, mają czas tylko dla siebie.
Brzmi jak spełnienie marzeń, prawda? Tylko że niektóre marzenia mają swoją cenę. A rzeczywistość w tym pozornie idealnym domu okazuje się znacznie mroczniejsza, niż Samanta mogłaby przypuszczać. 👀
„Złuda” to thriller psychologiczny z nurtu domestic noir, w którym nic nie jest takie, jakim się początkowo wydaje. Mamy tutaj toksyczne relacje, rodzinne dramaty, dziwne zbiegi okoliczności i mnóstwo niebezpiecznych sekretów. A gdzieś w tle czai się tragedia sprzed dwudziestu dwóch lat, która odcisnęła piętno na całej okolicy.
Najbardziej podobało mi się to, jak Autorka stopniowo odsłania kolejne warstwy tej historii. Poznajemy wydarzenia z kilku perspektyw, a każda z nich dorzuca coś nowego do układanki. Właściwie zachowanie każdego bohatera budzi niepokój. Komu można zaufać? Kto kłamie? I jak daleko można się posunąć, żeby chronić siebie i własną rodzinę?
Listopadowe Mazury, odcięty od świata dom i pozornie spokojna wieś tworzą duszną, niepokojącą atmosferę. Tutaj przeszłość nie daje o sobie zapomnieć.
Mika cierpliwie podrzuca kolejne tropy, mnoży pytania i pozwala nam snuć własne podejrzenia. Ale zakończenie?! 🤯 Wszystko tak cudownie wskakuje na swoje miejsce! Uwielbiam, kiedy pozornie nieistotne szczegóły nagle nabierają znaczenia, a finał każe spojrzeć na całą historię zupełnie inaczej.
I muszę tutaj nawiązać do „Splendoru”, po którym czułam pewien niedosyt. Tam zabrakło mi prawdziwie thrillerowych emocji, bo wątek obyczajowo-romantyczny zbyt mocno zdominował historię. Tym razem jest zupełnie inaczej.
„Złuda” to prawdziwie wciągający, wielowarstwowy thriller, który potrafi zaskoczyć. I chociaż początek wymaga odrobiny cierpliwości, dla takiego finału zdecydowanie warto było czekać. Mika, czekam na więcej! 👏❤️
• Dziękuję @czwartastronakryminalu za egzemplarz i zaufanie. To współpraca reklamowa (barterowa),ale wszystkie odczucia są w 100% moje.
pomysł był całkiem ciekawy, ale egzekucja już nie do końca. sięgając po thriller liczyłam na napięcie i uczucie niepokoju, a dostałam słabą obyczajówkę - meh
❓Czy zdarzyło Wam się kiedyś poznać kogoś, kto na zewnątrz wydawał się zupełnie innym człowiekiem niż w rzeczywistości❓
📚 Samanta rzuciła wszystko dla miłości do bardzo poczytnego autora romansów – Jacka. Oboje wyprowadzają się na mazurską wieś, jednak szybko okazuje się, że ich wspólne życie w niczym nie przypomina pięknych historii, które mężczyzna przelewa na papier. W zaciszu własnego domu człowiek kreujący się na idealnego partnera zamienia się w potwora. Chcąc nie chcąc, jego celem zawsze staje się Samanta. To na niej wyładowuje swoje frustracje, a kobieta z każdym dniem coraz bardziej doświadcza tego, jak wygląda życie u boku człowieka, który potrafi doskonale manipulować swoim otoczeniem. Pewnego dnia Samanta znika, a Jacek tłumaczy jej nieobecność nagłym wyjazdem. Miejscowa społeczność milczy, mimo że niejedno podejrzewa. Nikt nie chce jednak zadawać niewygodnych pytań. Największy strach czai się jednak w lasku leżącym nieopodal, a całe miasteczko doskonale o tym wie…
📚 „Złuda” autorstwa Miki Modrzyńskiej to powieść z gatunku kryminał/thriller.
📚 Każdy z Was, kto kocha motyw małego miasteczka i dusznej, przesyconej tajemnicami społeczności, wręcz pokocha tę książkę. Ja zdecydowanie lubię takie klimaty! Miejsca, w których wszyscy wszystko o sobie wiedzą, ale jednocześnie każdy ma coś do ukrycia. Gdzie pozorny spokój jest tylko przykrywką dla wydarzeń, o których najlepiej nie rozmawiać.
📚Szczególnie przypadł mi do gustu motyw człowieka będącego jedynie fasadą. Z zewnątrz idealny, czarujący, odnoszący sukcesy, a za zamkniętymi drzwiami pokazujący zupełnie inne oblicze. To właśnie przeraża najbardziej, ponieważ często nie zdajemy sobie sprawy, co tak naprawdę dzieje się w czterech ścianach pozornie szczęśliwego domu.
📚Uważam za duży plus powieści fakt, że autorka zwraca uwagę na wciąż lekceważony temat przemocy domowej. Niby tyle się o niej mówi, niby jesteśmy coraz bardziej świadomi, a jednak mam wrażenie, że wciąż zbyt łatwo przechodzimy nad nią do porządku dziennego. Często nie dostrzegamy sygnałów, bagatelizujemy zachowania sprawcy, a ofiarę pozostawiamy samą sobie. Przemoc nie zawsze zostawia widoczne ślady, a człowiek, który krzywdzi, wcale nie musi przypominać potwora z naszych wyobrażeń.
📚„Złuda” pokazuje również, jak łatwo można stworzyć wokół siebie obraz idealnego życia i jak bardzo może on odbiegać od rzeczywistości. A przecież to, co widzimy na zewnątrz, nie zawsze jest prawdą… To historia, która przypomina, że czasami największe tajemnice kryją się tuż obok nas, a milczenie innych może być równie przerażające jak sama zbrodnia.
{współpraca reklamowa z wydawnictwem Czwarta Strona Kryminału} Tym zakończeniem autorka sprawiła, że to ta książka skończyła ze mną, a nie ja z nią.
Wydawałoby się, że „Złuda” to kolejny typowy thriller, który zapewnia trochę dreszczyku i pozwoli zagłębić się w niebezpieczną historię tak odmienną od codziennego życia. Jednak już sami bohaterowie są dość nietypowi. Samanta porzuciła pracę w korporacji, aby prowadzić spokojne życie na wsi z Jackiem, który jest znanym w internecie autorem romansów. Nagrywają wspólnie filmiki promocyjne, a ona pomaga mu zbudować wizerunek przystojnego pisarza oraz zajmuje się domem w czasie jego nieobecności – prowadzi wręcz wymarzone życie. Jednak już od samego początku coś tu nie gra, a czas pokaże, jak bardzo pozory mogą mylić, a z początku wymarzone życie może stać się koszmarem…
Jeżeli chodzi o samo rozpoczęcie, to mam wrażenie, że zaczęło się trochę zawile. Wszystko było tajemnicze i czuć było mrok, pomimo tego, że jeszcze niczego nie dowiedziałam się o bohaterach. Świetnie, że dowiedziałam się, że cała wieś i jej mieszkańcy są owiane tajemnicą, jednak przy tak długo rozkręcającym się początku historii miałam nadzieję dowiedzieć się czegoś więcej o głównych bohaterach i mam wrażenie, że trochę mi tutaj tego zabrakło, bo te opisy były ubogie w informacje o codziennym wspólnym życiu Samanty i Jacka. Zważając na to, spodziewałam się, że ta książka mnie jakoś specjalnie nie zachwyci, jednak później nie mogłam się od niej oderwać, dopóki jej nie skończyłam.
Gdy akcja się już rozkręciła, to nabrała takiego tempa, że byłam w szoku. Fabuła została świetnie przemyślana przez autorkę, a każdy najmniejszy szczegół miał wpływ na późniejsze wydarzenia. Bywały momenty wielkiego napięcia oraz szalone plot twisty, których ani trochę się nie spodziewałam. Opisy zachowania bohaterów również odegrały tu dużą rolę i jak dla mnie były bardzo realistyczne. Samo cedzenie informacji przez całą książkę nie było przypadkowe – rewelacyjny zabieg, przez który pod koniec, gdy wszystko zostało wyjaśnione, byłam w ciężkim szoku. Często w thrillerach spotykałam się z tym, że niektóre pytania pozostawały bez odpowiedzi, jednak w tym przypadku było inaczej, a po zakończeniu nie czułam niedosytu, a jedynie ogromne emocje i niedowierzanie. I chociaż po przeczytaniu kilku pierwszych rozdziałów byłam dość sceptycznie do niej nastawiona, to późniejsza część oraz zakończenie zdecydowanie mi to zrekompensowało. Przerażająca i trzymająca w napięciu aż do ostatniej strony – czyli coś, co lubię najbardziej.
"Wieczorem Samanta pomyślała, że jeśli ją zwaiił z nóg seksowny farmer, to prawdopodobnie inne kobiety zareagują na niego tak samo. Danie mu do ręki książki i zrobienie z Jacka zapalonej książkary były zaledwie logicznymi następstwami tego pomysłu. Przecież powszechnie wiadomo, że każdy męż- czyzna staje się atrakcyjniejszy z książką w dłoni. Nie ma nic seksowniejszego od choćby odrobiny myślenia u faceta."
Dla mnie osobiście odrobina to trochę za mało, a Wy co myślicie? 😉
Miało być pięknie, sielankowo...A wyszło jak zwykle. Samanta porzuca pracę w korpo i przeprowadza się na Mazury do przystojnego farmera, który kreuje się na gorącego i romantycznego autora póki co jednej książki o zabarwieniu miłosno erotycznym. Jego popularność nabija licznik obserwacji a na tej popularności zyskuje owa książka. Jest tylko jeden zasadniczy szczegół, Jacek to tylko ładny obrazek...
Całość historii stanowi dobrą rozrywkę, która polecą się na jesienny wieczór. Nie jest ona może zbyt zaskakująca, dość mocno bazuje na pomysłach, które już były, pokazująca lekkomyślność ludzi niezależnie od statusu czy wieku. Samanta przeniosła się do domu Jacka, którego wydaje się, że ledwie znała. Z jednej strony chciała z nim być, z drugiej strony miała plan jak go wykorzystać. Gdy to on popełnił błąd zamiast ciągnąć ten cyrk, podejmuje decyzje, które mają drastyczne konsekwencje. Pojawia się kolejna postać, której naiwność można usprawiedliwić wiekiem, ale czy na pewno?
Czytając tę książkę miałam wrażenie, że mnie nie zaskoczy, myśl "wiedziałam, że tak będzie" dość często pojawiała się w mojej głowie. Najbardziej wkurzający okazał się Jacek. Autorka stworzyła postać wzorcową, pokazującą prymitywnego i odrażającego głupca, który kryje się za pięknym uśmiechem. Przeszkadzało mi to, że postacie były niespójne, raz sprytne, raz irracjonalne. Raz miałam wrażenie, że taka historia mogłaby się wydarzyć by po chwili stwierdzić, że zupełnie nie.
Mimo, że opinia moja wskazuję na lekki meh, to jednak ostatecznie książka jest całkiem fajna i wzbudza emocje. Nie mając jakichś większych oczekiwań co do głębi historii, myślę, że można spędzić z nią dobry czas.
Zazwyczaj, kiedy autor lub autorka postanawia zapuścić się w tak odmienne gatunki literackie, efekt bywa… różny. A mówiąc najdelikatniej, nie zawsze kończy się to sukcesem. Dlatego tym bardziej doceniam, kiedy ktoś potrafi sprawnie poruszać się między zupełnie innymi klimatami i w żadnym nie sprawia wrażenia, jakby znalazł się tam przez przypadek. Mika Modrzyńska może mi jednego dnia opowiadać o słowiańskich demonach, a drugiego zaserwować historię pełną sekretów, skutecznej manipulacji i niepokoju, a ja w obu przypadkach będę miała poczucie, że wie, co robi. I to zdecydowanie działa na jej korzyść.
Jestem świeżo po lekturze Szarlatanów, więc moja czytelnicza nieufność osiągnęła ostatnio całkiem przyzwoity poziom. Na ten moment podchodzę podejrzliwie nie tylko do ludzi, którzy próbują sprzedać mi cudowną receptę na życie, ale chyba nawet do bohaterów literackich. Niech sobie będą sympatyczni, niech wzbudzają zaufanie - ja i tak będę się zastanawiać, co próbują przede mną ukryć. Złuda całkiem dobrze wpisuje się w taki stan ducha, bo tajemnice i manipulacja zdecydowanie nie są tu jedynie dekoracją.
Książkę czytało mi się szybko, sprawnie i przede wszystkim z zainteresowaniem. Tutaj mam poczucie, że poszczególne elementy mają swoje miejsce, a to, co początkowo może wydawać się niepozorne, z czasem zaczyna nabierać znaczenia. Bo choć początek niekoniecznie to zapowiada, ostatecznie okazuje się, że to wszystko było po coś.
Gdybym miała się do czegoś przyczepić, chętnie pobyłabym nieco dłużej w głowach bohaterów - jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało 🤪 Przy takiej historii, w której sekrety i manipulacja odgrywają istotną rolę, dodatkowa warstwa psychologiczna byłaby dla mnie naprawdę mile widziana.
Ale poza tym? No, dobrze mi się to czytało! Złuda okazała się wciągającą historią, która nie tylko sprawnie prowadzi czytelnika przez fabułę, ale też daje poczucie, że pod powierzchnią dzieje się znacznie więcej, niż początkowo mogłoby się wydawać. A jeśli autorka potrafi z podobną swobodą zabierać mnie zarówno w świat słowiańskich wierzeń, jak i ludzkich sekretów, to zdecydowanie jestem ciekawa, czym jeszcze postanowi mnie zaskoczyć.
[ współpraca barterowa z wydawnictwem Czwarta Strona ]
Kiedy zobaczyłam nazwisko tej autorki na książce z gatunku kryminał/thriller, to muszę przyznać, że się zaskoczyłam. Ja autorkę kojarzę z książkami fantasy takimi jak: „Welesówna” czy „W magii (po)chowana”. Nie miałam więc pojęcia, czego się spodziewać po tej konkretnie historii, a wręcz byłam trochę sceptycznie nastawiona.
Zaczynając od fabuły i samego klimatu książki. Całą historię czyta się naprawdę szybko i przyjemnie, bo przez całą książkę towarzyszy nam nuta niepokoju i niewiedzy, co będzie dalej. To jest coś, co jest moim zdaniem jedną z najważniejszych rzeczy w thrillerach poza samą fabułą. Wiem jednak, że wiele osób będzie miało w tej książce problem z jedną rzeczą. Finału i wyjaśnienia tej sprawy nie dało się zgadnąć, czy domyślić. Mi to osobiście nie przeszkadzało, bo sam plottwist był naprawdę dobry!
Poza lekowymi niepokojem, który towarzyszył mi przez całą historię, czułam również często realny strach i niepokój. Ta książka wzbudziła nawet we mnie łzy, bo to nie jest tylko thriller, który ma nas wprawić w negatywne emocje, ale pokazuje również naturę człowieka oraz to, dlaczego takim człowiekiem się staje. Ale czy napewno? Może po prostu rodzimy się źli. Do takich pytań i rozterek doprowadza właśnie ta książka.
Największy problem mam tutaj jednak z relacja Samanta i Jacka. Dlaczego i jak ta kobieta dała siebie wywieźć na granicę opuszczonej przez Boga wioseczki na Mazurach?! Do tego dała się pozbasć mężczyźnie tylko dlatwgo, że on pracował a ona u mnie mieszkała. A pan to nie pracowała? XD Faktycznie użyczenie przez niego swojej stwarzy było niezbędne, żeby ona mogła pracować, ale jego jedynym wysiłkiem było się uśmiechać i powtarzać to co mówi kobieta. Czyli 0 wysiłek! A ta dawała mu DOSŁOWNIE wszystko, dostając w zamian tylko miejsce zamieszkania xd Strasznie mnie wkurzała ta relacja już na samym początku…
Jeśli macie jednak ochotę na ciekawy fabularnie, ciężki i niepokojący thriller z odrobiną naprawdę mocnej brutalności, to koniecznie sięgnijcie po tę książkę!
Zazwyczaj wolę raczej wielkomiejskie historie, jednak jeśli w grę chodzi polska akcja, chętnie przyjmuje wiejskie klimaty.
Bylibyście w stanie dla miłości życia porzucić wygodne miejskie życie z dobrze płatną pracą, zaszyć się na mazurskiej wsi i żyć (nie tylko) swoimi marzeniami? Cóż Samanta to zrobiła, okazało się to jednak nie najlepszą decyzją, bo kiedy zaginęła, zainteresował się tym tylko listonosz.
Mam wrażenie, że Mika odnajduje się świetnie w każdym gatunku, za który się zabiera. To jedna z tych historii, których się nie odkłada, czytasz je jednym tchem, coraz bardziej zatracając się w tajemnicach. Od początku czuć niepokój i niepewność. Wiadomo, że zaraz wydarzy się coś złego, nie wiesz tylko, kiedy dokładnie.
Bardzo podoba mi się sposób, w jaki oddana została mentalność mieszkańców wsi. Wiara w "swoich" bo tylko "obcy" mógłby zawinić. To, co znajome jest przecież dobre, a nowości najlepiej mijać szerokim łukiem. Jeśli coś się stanie? Co w Vegas to w Vegas, czyż nie?
Na początku myślałam, że Samanta jest tą cwaną, bo przecież tak się ustawiła, wychowała sobie idealną kukiełkę. A tu niespodzianka, kiedy na jaw wychodzą coraz nowsze fakty, okazuje się, że to ona dała się nieźle wkręcić. 😅 Dużym zaskoczeniem była też dla mnie historia Franka, zwłaszcza jej zakończenie. Chyba w każdej mniejszej społeczności trafia się ktoś podobny do niego, "ten dziwny" którego traktuje się pobłażliwie, bo świat już wystarczająco go skrzywdził. Tu było podobnie, nic wielkiego, dopóki nie dowiemy się, dlaczego stał się właśnie taki.
Wspomnienie o dzieciach i śnieżycy łamało serce za każdym razem, a świadomość, że nie tylko one wtedy odeszły... Trudny temat.
Jestem pod wrażeniem, jak mistrzowsko spięte zostały ze sobą wszystkie wątki - nie spodziewałam się AŻ TAKICH powiązań. Mika dowiozła jak zawsze z resztą ♥️
Jeśli to Wasze klimaty, nie zastanawiajcie się ani chwili.
Samanta porzuca krakowską karierę i przeprowadza się na mazurską wieś, wierząc, że u boku Jacka, popularnego autora bestsellerowych romansów, odnajdzie wymarzone szczęście. Z zewnątrz ich życie wygląda niemal idealnie, ale za starannie wykreowanym wizerunkiem pisarza kryje się rzeczywistość, która daleka jest od romantycznych historii. Samanta coraz bardziej przypomina więźnia we własnym domu, a ślady na jej nadgarstkach nie umykają uwadze miejscowego listonosza. Kiedy kobieta znika, a Jacek przedstawia własną wersję wydarzeń, wokół sprawy zaczyna gęstnieć atmosfera tajemnicy. Co tak naprawdę kryje się w tej spokojnej, mazurskiej okolicy? 🌲👀
Najbardziej podoba mi się tutaj kontrast między tym, co widoczne dla świata, a tym, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami. Idealne zdjęcia, piękne słowa i pozory szczęścia mogą skutecznie odwracać uwagę od tego, co naprawdę ważne. Autorka buduje niepokój stopniowo, pozwalając poczuć, że pod powierzchnią spokojnego życia kryje się coś znacznie mroczniejszego. A kiedy do gry wchodzą sekrety mieszkańców i zmowa milczenia, trudno nie zastanawiać się, komu właściwie można zaufać. 🔍
„Złuda” to nie tylko kryminalna zagadka, ale też historia o toksycznej relacji, manipulacji i potrzebie wiary w miłość, nawet wtedy, gdy rzeczywistość zaczyna przeczyć naszym wyobrażeniom. Lubię thrillery, w których nie wszystko jest oczywiste, a pozornie zwyczajna codzienność skrywa drugie dno. Ta książka zdecydowanie trafiła w mój gust i zostawiła mnie z myślą, jak łatwo można pomylić szczęście z jego starannie przygotowaną imitacją - pierwsze spotkanie z Miką Modrzyńską uważam zdecydowanie za udane 🖤📚
⭐ Moja ocena: 8/10 (współpraca reklamowa: Wydawnictwo CzwartaStrona Kryminału)
To moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki i muszę przyznać, że zdecydowanie udane! Rozdziały przedstawione z perspektywy kilku bohaterów bardzo mnie wciągnęły. Choć akcja nie pędziła nieustannie na złamanie karku, autorka stopniowo odkrywała przed czytelnikiem kolejne, coraz bardziej niepokojące szczegóły. Były momenty, w których dosłownie przechodziły mnie ciarki po plecach.
Niesamowicie wyczuwalna była atmosfera zmowy milczenia panującej wśród mieszkańców wioski. Każdy coś podejrzewał, każdy zdawał się wiedzieć więcej, niż chciał zdradzić, a mimo to wszyscy uparcie milczeli. Wszystko za sprawą wydarzeń z przeszłości, które wciąż rzucały cień na ich życie.
Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak umiejętnie autorka połączyła ze sobą poszczególne wątki. Wszystkie elementy układanki stopniowo zaczęły trafiać na swoje miejsce, a rozwiązanie najważniejszych zagadek nastąpiło dopiero pod sam koniec książki. I za to ogromny plus! Uwielbiam, kiedy historia zostaje doprowadzona do końca, a czytelnik otrzymuje odpowiedzi na nurtujące go pytania, zamiast pozostawać z niedopowiedzeniami.
Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się takich powiązań między mieszkańcami wioski. Autorce naprawdę udało się mnie zaskoczyć, a odkrywanie kolejnych sekretów było niezwykle satysfakcjonujące. To intrygująca, pełna tajemnic i niepokoju historia, którą pochłonęłam w zaledwie dwa wieczory. Zdecydowanie polecam.
Nie ma tutaj ani jednego bohatera, który byłby wstanie logicznie myśleć (może poza Borysem, ale jego mamy tutaj akurat tyle co kot napłakał). Dodatkowo ta fabuła też nie ma sensu, bo powiedzmy sobie szczerze, ale jakie jest prawdopodobieństwo żeby coś takie się wydarzyło. Szczególnie widzimy brak sensu po zachowaniu Agnieszki, bo jest tak irracjonalne, że to się naprawdę nie da.
Później mamy część 5, ale epilog, w którym autorka idzie na łatwiznę i pisze nam to co się wydarzyło, już z perspektywy że wszystko się udało, a powiedzmy sobie szczerze, ale cała ta sprawa jest na maksa podejrzana. Śmiem sądzić, że w rzeczywistości taki przekręt by nie przeszedł. Cały wątek rodzinny o ile jest ciekawy, o tyle uważam, że jest nieco zbędny. Bo tak naprawdę nie gra tu jakieś kluczowej roli i moim skromnym zdaniem istnieje tylko po to, aby te wszystkie odklejone postaci móc ze sobą połączyć. Ogólnie dużo rzeczy jest tutaj naciąganych, aby historia miała sens. Jedyny problem jest taki, że to nie ma sensu.
Osobiście odradzam jej czytanie, bo nie ma tu nic ciekawego ani odkrywczego. Jest to taka obyczajówka z elementem thrillera, ale ja to czytałam jako obyczajówkę, bez żadnych większych emocji (poza głupotą Agnieszki). Istnieje dużo lepszych książek, po które moim zdaniem warto jest sięgnąć.
Mika Modrzyńska to autorka, która swoją pozycję na rynku literackim buduje przede wszystkim dzięki determinacji i ciężkiej pracy. Od dawna obserwuję ją w mediach społecznościowych i szczerze podziwiam jej zaangażowanie. Całkiem niedawno autorka zadebiutowała w nowym wydawnictwie książką pod tytułem “Splendor” - będę szczery ta książka nie przypadła mi do gustu. Czy tym razem będzie inaczej?
„Złuda” rozpoczyna się dość niepozornie. Poznajemy kobietę, która zmęczona miejskim życiem przeprowadza się na wieś, gdzie zaczyna spełniać swoje marzenie o zostaniu poczytną pisarką. Jest jednak pewien haczyk - twarzą jej twórczości zostaje nowy chłopak, podczas gdy ona pozostaje w cieniu, pisze książki i zajmuje się mediami społecznościowymi. Wszystko układa się idealnie, aż do momentu, gdy jedno wydarzenie uruchamia lawinę dramatycznych zdarzeń. Wioskowe sekrety zaczynają wychodzić na jaw, a ludzie pokazują swoje najmroczniejsze oblicza.
Muszę szczerze przyznać, że to bardzo dobra książka. Nie jest idealna ale czyta się ją bardzo szybko, nie ma niepotrzebnych dłużyzn a zwroty akcji są naprawdę nieprzewidywalne. Widać tutaj dużą inspirację twórczością Freidy McFadden oczywiście w tym pozytywnym znaczeniu a to chyba najlepsza rekomendacja. Polecam serdecznie!
Ja nie mam doświadczenia w thrillerach; zazwyczaj czytam inne gatunki. Może mam niską odporność, ale ta książka trzymała mnie w napięciu od końca części pierwszej do ostatniej strony. Ta ciągła niepewność i nadzieja, że jednak to się odkręci, uda, składanie elementów sytuacji w całość... Powolne obieranie postaci z warstw, aż zostaje przerażające, obojętne zło. To jest inny rodzaj napięcia, niż to, do którego przywykłam (np. konfrontacje z wielkim złym w fantasy, gdzie wszyscy prawie giną, ale trochę czujesz, że jednak będzie przynajmniej częściowo ok). Więc jeżeli takie jest zadanie thrillera, to ten wypełnił ją idealnie 😄