Maciej Hen i jego „Solfatara” zwyczajnie mnie onieśmiela! - na pierwszy rzut oka gabarytami i objętością (niemal 1000 stron!), a dalej - iście epickim rozmachem, powalającą erudycją, niemal nieogarnialnym zasięgiem intertekstualności, głębią palimpsestowości i jednocześnie niesamowitą swobodą intelektualnej gry prowadzonej z czytelnikiem.
To książka o całym świecie! I o całej kulturze europejskiej XVII wieku. To powieść tak epicka jak „Niewola” G. Spiró i jak „Księgi Jakubowe” O. Tokarczuk (zresztą kiedy układam sobie w głowie portret Masaniella, ciągle nasuwa mi się na myśl kreacja Jakuba Franka).
W świecie wymyślonym przez Hena nieustannie krzyżują się szlaki peregrynacji po Europie przełomu XVI i XVII wieku, późnego renesansu i baroku, zwłaszcza po Italii, ze ścieżkami wydeptywanymi w tę i z powrotem przez głównego bohatera po ogarniętym rewolucją Neapolu.
Przechodząc z nim mimo czytelnik mija całą galerię dzieł manierystycznych malarzy, architektów, poetów, muzyków, edytorów i drukarzy… Podpatruje, co się dzieje w ich warsztatach i pracowaniach, a co w zawiłych stosunkach międzyludzkich. Kluczy w meandrach kolejnych narracji, coraz to nowych opowieści snutych przez kolejnych narratorów, pospinanych ze sobą przeróżnymi wątkami autobiograficznymi, detektywistycznymi, społecznymi, erotycznymi układającymi się w wielką, barwną, iście manierystyczną mozaikę. Bohaterowie fikcyjni mieszają się niepostrzeżenie z historycznymi, wątki zmyślone z autentycznymi, oniryczne fantazje z reporterską obserwacją, romans z traktatem o sztuce…
Mimo sporej liczby rozmaitych mało prawdopodobnych zwrotów akcji i rozwiązań fabularnych, czytelnik czuje się wciągnięty w całą tę rozbujaną grę i chwyta w locie oko puszczane przez narratora-łazika-reportera, przemierzającego kolejne kręgi dantejskiego piekła (a może też tego całkiem anachronicznego z „Nie-boskiej komedii”?), raje muzyki Gesualda, przemyka przez labirynt neapolitańskich ulic w pogoni za wciąż wymykającą się Fiammettą, a może za Beatrycze?
Szukającym książki, w której da się pogrążyć na długie wieczory i delektować posuniętą momentami niemal do granic absurdu swadą, gorąco polecam!