"„THORN” to po trochu współczesna wersja Martina Edena z nutą tajemnicy w klimacie Twin Peaks lub serialu Lost. Kto oglądał, ten będzie wiedział, co mam na myśli, ale w mojej historii – w dużej mierze opartej na prawdziwych wydarzeniach – nie dzieje się nic, czego nie można racjonalnie wytłumaczyć. Jest napisana tak, aby interesowała od pierwszej strony. Nie rozkręcam się, nie każę czytelnikowi przebrnąć przez nudny początek. Wierzę, że współczesny czytelnik po 30 minutach czytania musi wiedzieć, o czym jest historia."
Rozczarowałem się! Dla mnie - jako osoby oczytanej w dwie poprzednie pozycje i wpisy z blogów - Thorn jest najzwyklejszym kompendium dotychczasowych tekstów obranym w zarys fabularny. Totalne nihil novi i misz-masz. Stylistyka i forma dupy nie urywa, lotnych tekstów jest tyle, że w pewnym momencie widzisz tylko tekst pisany CAPS LOCKIEM. Książka jest banalna w swojej nadzwyczajności, wypromowanej zresztą w skutecznym marketingu. Zaryzykuję i nie polecę dalej..