Wyobraźcie sobie, że z dnia na dzień tracicie wszystko. Władzę, ukochaną osobę, a nawet własną tożsamość. I jakby tego było mało, nikt nie pamięta, że kiedykolwiek byliście kimś ważnym. Brzmi okropnie, prawda?
Właśnie w takiej sytuacji znajduje się Rozephinus Donell, młody król, który pada ofiarą spisku. A za wszystkim stoi Briony, kobieta, którą kochał i z którą planował przyszłość. Pozbawiony tronu i wymazany z pamięci poddanych, trafia do przestępczego półświatka.
Nie ukrywam, że już sam pomysł na tę historię bardzo mnie zaciekawił! Szczególnie motyw lovers to enemies, bo zdecydowanie częściej trafiamy na jego odwrotność. I muszę przyznać, że taka odmiana bardzo mi się spodobała. Zamiast obserwować, jak dwoje ludzi powoli się w sobie zakochuje, dostajemy historię miłości, która zamienia się w coś zupełnie innego. Zdrada, rozczarowanie, gniew i chęć zemsty? No przecież to brzmi jak idealny przepis na dobrą historię!
Bardzo spodobał mi się też sposób prowadzenia fabuły. Historię poznajemy z perspektywy Rozephinusa, a teraźniejszość przeplata się z wydarzeniami z przeszłości. Lubię taki zabieg, szczególnie kiedy pozwala mi stopniowo odkrywać, co właściwie poszło nie tak.
I tutaj dochodzimy do mojego pierwszego małego „ale”. Ta książka była dla mnie po prostu za krótka! Serio, miałam wrażenie, że dopiero zaczęłam się na dobre rozkręcać, a już zbliżałam się do końca. Chciałabym dostać więcej czasu z bohaterami, lepiej poznać ich relacje i jeszcze trochę pobyć w tym świecie. Myślę, że gdyby autorka zdecydowała się bardziej rozbudować niektóre wątki, historia mogłaby na tym naprawdę sporo zyskać.
Ale wiecie, czego najbardziej mi zabrakło? MAGII ŚWIEC! 🕯️
To zdecydowanie mój największy zarzut, bo pomysł jest naprawdę świetny! Kiedy tylko pojawił się ten element, od razu chciałam wiedzieć więcej. Jak dokładnie działa ta magia? Jakie ma możliwości? Czy są jakieś ograniczenia? Miałam tyle pytań, a dostałam zdecydowanie za mało odpowiedzi! 😭 Uwielbiam, kiedy autorzy tworzą ciekawe systemy magiczne, dlatego tutaj czułam ogromny niedosyt. Tym bardziej że magia świec ma według mnie naprawdę duży potencjał i aż prosi się o to, żeby poświęcić jej więcej miejsca.
Mimo tych kilku niedosytów naprawdę dobrze bawiłam się przy tej historii! „Uklęknij przede mną” to bardzo udany debiut, który wciągnął mnie od pierwszych stron i sprawił, że z przyjemnością sięgałam po kolejne rozdziały. Sylwia stworzyła świat, do którego chętnie bym wróciła, szczególnie gdyby oznaczało to możliwość lepszego poznania jego magii.