Evie Carter myślała, że doskonale zaprojektowała swoją przyszłość. Po ukończeniu studiów miała wyjść za mąż i w spokoju, pod okiem rodziców, nauczyć się zarządzać należącym do nich hotelem. Niestety, gdy dziewczyna wraca do uroczego górskiego miasteczka Nelson, jej plan rozsypuje się jak domek z kart. Wieloletni związek z Patrickiem rozpada się w mgnieniu oka, a hotel okazuje się tonąć w długach Pannie Carter nie pozostaje nic innego, jak poprosić o pomoc Ronana Gauthiera.
Gauthier to legenda w branży. Bezwzględny, chłodny i zdystansowany konsultant do spraw restrukturyzacji nie zawsze gra czysto, ale potrafi uratować nawet hotele na skraju upadłości. Gdy jesień spowije Nelson mgłą, a złote liście zaczną opadać z drzew, Evie i Ronan zostaną zmuszeni do pracy ramię w ramię i życia pod jednym dachem. Szybko stanie się jasne, że największym wyzwaniem nie jest ratowanie biznesu, lecz utrzymanie profesjonalnego dystansu.
Pisarka niebanalna, bezkompromisowa, odważna. Zakochana w słowach, uzależniona od dobrych powieści - szczerych, trudnych, pozostających w pamięci na długo. Prywatnie zwariowana mama dwójki dzieci, oddana żona strażaka i polonistka z pasją.
ten klimat!!!!!! nikomu nie ufam tak bardzo jak magdzie szponar i jej książki czytam w ciemno i zawsze sie zakochuje. love inn było wspaniałe i ugh chciałabym więcej?
Evie Carter wraca do rodzinnego miasteczka z planem na idealną przyszłość, ale zamiast ślubu i spokojnego życia czekają na nią złamane serce i hotel na skraju bankructwa. Z pomocą przychodzi Ronan Gauthier — chłodny i bezwzględny specjalista, jej były wykładowca, z którym Evie będzie musiała współpracować, a utrzymanie profesjonalnych relacji szybko okaże się trudniejsze, niż mogłoby się wydawać.
Magda Szponar zaprezentowała nam idealny, komfortowy romans na jesień. Pokochałam tą historię już od pierwszej strony i muszę przyznać, że jest naprawdę wyjątkowa. To opowieść o dojrzałej miłości, nie ma tu niepotrzebnej dramy, bohaterowie potrafią ze sobą rozmawiać. Co nie oznacza, że w książce obyło się bez akcji. To zagwarantowała nam cała walka o hotel i rodzinne tajemnice. Do tego motyw wykładowcy i studentki, choć w nieco innym wydaniu. Evie sądzi, że mężczyzna nigdy za nią nie przepadał, po czym dowiadujemy się, że było zupełnie na odwrót. Ronan choć z pozoru chłodny potrafił rozpalić nawet jednym zdaniem. (Do tego z wyglądu przypomina Theo Jamesa 😮💨) Podobało mi się że ich relacja jest taka naturalna, niewymuszona, nie ukrywają tego że coś do siebie czują. Trzeba przyznać, że nie tylko wydanie tej książki jest dopieszczone, ale także sama treść jest naprawdę dopracowana. To zdecydowanie najlepsza książka autorki. 🧡Ocena: 5/5⭐️
"Love Inn" to książka, która swoim sposobem promocji, opisem i motywami bardzo mocno zachęciła mnie do przeczytania. Nie zdziwi was więc, jeśli napiszę, że miałam względem niej naprawdę ogromne oczekiwania, ponieważ doskonale znam twórczość autorki z jej poprzednich historii i wiele z nich stało się moimi ulubionymi.
Będąc z wami całkowicie szczerą, przepadłam. Jestem totalnie zakochana w jesiennym klimacie tej historii, który zrobił naprawdę ogromną robotę. Oprócz tego mamy jak zawsze cudownie wykreowanych bohaterów, których polubiłam wręcz od pierwszych stron. Dzięki temu śledziłam ich losy z dużą przyjemnością i zaangażowaniem.
Dodatkowo ratowanie hotelu, tajemnice i sposób poprowadzenia relacji Evie i Ronana nadały tej historii niezwykłej wyjątkowości. Jestem też ogromną fanką tego, jak została w tej książce opisana przyjaźń.
Jeśli zastanawiacie się, czy warto sięgnąć po ten tytuł, to naprawdę warto. Ja się zakochałam!
Jak dobrze wiecie, jestem naczelną jesieniarą i staram się celebrować tę porę roku na każdym kroku. Dlatego wszelkie książki utrzymane w takim klimacie są dla mnie ogromnie atrakcyjne. Po tę historię sięgnęłam więc z wielkim entuzjazmem!
Evie myślała, że jej przyszłość jest już zaplanowana. Po ukończeniu studiów miała wyjść za mąż, a następnie spokojnie przejąć rodzinny hotel i pod okiem rodziców nauczyć się nim zarządzać. Niestety, kiedy wraca do miasteczka, jej plany legną w gruzach. Jej związek kończy się w burzliwy sposób, a hotel dosłownie tonie w długach.
Nie pozostaje jej nic innego, jak poprosić o pomoc Ronana, legendę w branży hotelarskiej. To bezwzględny, chłodny i zdystansowany mężczyzna, który potrafi jednak uratować nawet te hotele, które są na skraju upadku. Evie i Ronan zostają zmuszeni do współpracy ramię w ramię oraz do życia pod jednym dachem. Szybko okazuje się, że ratowanie biznesu wcale nie będzie ich największym wyzwaniem. Znacznie trudniej będzie zachować czysto profesjonalny charakter ich relacji.
Ta książka już od pierwszych stron dosłownie pachnie jesienią, a wszystko za sprawą czasu akcji i klimatu, który towarzyszy całej historii. Evie przechodzi trudny okres w swoim życiu, ale nie zamierza się poddawać. To silna i ambitna bohaterka, która nie boi się wyzwań. Wkrótce ma przejąć rodzinny biznes zmagający się z poważnymi problemami finansowymi, a do tego jej wieloletni związek kończy się w wyjątkowo dramatyczny sposób.
Jakby tego było mało, okazuje się, że aby w pełni przejąć hotel, musi wyjść za mąż. Jej rodzice stawiają sprawę jasno, ale Evie nie zamierza się poddać. Prosi ich o szansę na uratowanie rodzinnego biznesu. W przypływie chwili dzwoni do swojego byłego profesora, który jest prawdziwym mistrzem w ratowaniu podupadających hoteli. I to właśnie wtedy rozpoczyna się historia, w której dosłownie przepadłam!
Relacja między bohaterami została świetnie zbudowana i rozwija się we własnym tempie. Nie znajdziecie tutaj instant love, lecz stopniowo rosnące napięcie, które sprawia, że z każdą kolejną stroną coraz trudniej oderwać się od lektury. Od samego początku czuć jednak, że Ronan jest w stanie zrobić dla Evie naprawdę wiele. Ma do niej ogromną słabość, a ja nie mogłam się doczekać nawet najmniejszego zbliżenia między tą dwójką!
„Love Inn” to również historia słodko-gorzka. Poruszane w niej tematy nie należą do łatwych, a tajemnice, które odkrywa główna bohaterka, potrafią naprawdę wstrząsnąć. Okazuje się bowiem, że przez całe życie żyła w kłamstwie. To sprawia, że pod jesienną, romantyczną otoczką kryje się znacznie więcej, niż mogłoby się początkowo wydawać.
Sam styl autorki również bardzo przypadł mi do gustu. Książkę czyta się lekko i przyjemnie, a fabuła ogromnie angażuje. Magdalena Szponar potrafi połączyć jesienny klimat, emocje i relację, której rozwój chce się śledzić aż do samego końca.
To była idealna książka na jesień, a ja dosłownie w niej przepadłam! Już wiem, że muszę sięgnąć po inne książki autorki, a Wam gorąco polecam tę historię na nadchodzące jesienne wieczory. Jeśli szukacie czegoś, co otuli Was klimatem, ale jednocześnie dostarczy emocji i odrobiny goryczy, koniecznie dajcie jej szansę!
Dobra, w tej książce pada stwierdzenie, że główny bohater wygląda jak Elijah Mikaelson. I to by mi właściwie mogło wystarczyć za całą recenzję. 😂 Ale o tym wspominałam Wam już na relacji, więc dobra, niech wam będzie, rozwinę temat…
„Love Inn” Magdaleny Szponar to historia, w której Evie wraca do rodzinnego Nelson z planem na przyszłość, który bardzo szybko rozsypuje się na kawałki. Związek z Patrickiem okazuje się kompletną pomyłką a rodzinny hotel tonie w problemach. Evie chce uratować miejsce, które jest częścią jej rodziny, i właśnie tutaj pojawia się Ronan Gauthier. Chłodny, zdystansowany konsultant (btw jej dawny profesor 🫠), który ma pomóc jej postawić Love Inn na nogi. No i jak to bywa wspólna praca, mieszkanie pod jednym dachem sprzyjają odpuszczeniu profesjonalnego dystansu. Ale wiecie co? To naprawdę bardzo przyjemny slow burn, w którym napięcie buduje się stopniowo, ich relacja jest naprawdę satysfakcjonująca.
No i wiecie, ja naprawdę lubię motyw ratowania rodzinnego dziedzictwa. Hotel nie jest tutaj tylko miejscem, w którym dzieje się akcja. Dochodzi też cała tajemnica związana z przeszłością hotelu i rodziną Carterów, dzięki czemu historia nie opiera się wyłącznie na romansie. Mamy trochę napięcia, problemów i zawirowań . A nad tym wszystkim unosi się jesienny, bardzo przytulny klimat. Hotel, góry, deszcz, ciepłe wnętrza i ten cały cozy vibe sprawiły, że „Love Inn” naprawdę dobrze czytało mi się właśnie w takim spokojniejszym, jesiennym nastroju w otoczeniu syropów i chusteczek, bo aktualnie sobie rodzinnie chorujemy.
No i bohaterowie poboczni. Tutaj muszę wspomnieć o Joshu, bo zrobił na mnie naprawdę niesamowite wrażenie. I przyznaję, bardzo chętnie poznałabym jego historię od początku. Nie tylko to, co wydarzyło się później, ale też jego życie zanim trafił na wózek, droga, która doprowadziła go do miejsca, w którym jest teraz, i oczywiście… no dobra, powiem to. Ja tam widzę ship z jedną osobą i uważam, że byłby z tego kawał dobrej historii. To oczywiście moje czyste myślenie życzeniowe, ale jeśli kiedyś powstałaby historia Josha, zdecydowanie miałabym ją na swojej liście.
I wiecie, ja z piórem Magdaleny Szponar poznałam się właściwie dopiero niedawno, ale muszę przyznać, że bardzo szybko się polubiłyśmy i coś czuję, że tak już zostanie. „Love Inn” dało mi dokładnie to, czego aktualnej potrzebowałam. A teraz pozostaje mi czekać na kolejną książkę Magdy i przy okazji nadrobić te wcześniejsze, których jeszcze nie znam.
LOVE INN to nowa historia Magdy Szponar, w której zabiera nas do Nelson do hotelu prowadzonego przez rodziców Evie Carter. Dziewczyna po ukończeniu studiów ma przejąć hotel, ale wszystko wali się po tym, gdy przyłapuje swojego narzeczonego na zdradzie, a potem dowiaduje się, że biznes popadł w ruinę. W akcie desperacji prosi o pomoc Ronana Gauthiera - profesora, z którym miała zajęcia na studiach, a który w świecie hotelarstwa jest niemal celebrytą. Im bardziej Evelyn walczy, by uratować hotel, tym bardziej ktoś się stara, by jej się nie udało... Czy kobieta zachowa rodzinny biznes? Przyznam, że Love Inn to gotowy scenariusz romantycznego filmu, który podbijałby streamingi. Mamy waleczną młodą kobietę i jej byłego profesora. Hotel do uratowania i masę czarnych charakterów, które chcą namącić. A do tego parę ciekawych twistów w fabule. Czego chcieć więcej? Od początku czytało mi się bardzo przyjemnie i byłam zaintrygowana, co wydarzy się dalej. Uwielbiam też wszelakie popkulturowe wstawki, więc cieszyłam się, gdy pojawiły się i tutaj. Mamy więc nawiązanie do Theo Jamesa (coś podejrzewałam już po okładce!), a także do książek innych polskich autorek. W tej powieści pojawiają się miejsca i bohaterowie m.in. stworzeni przez Ludkę Skrzydlewską. Tak miło się patrzy na takie crossovery, aż nabrałam chęci, by sięgnąć po historie, do których nawiązywała autorka. M.Szponar zadbała, byśmy ani przez chwilę się nie nudzili, bo ciągle ktoś coś mącił i nasi bohaterowie mieli masę pożarów do gaszenia. Do tego doszło uczucie kiełkujące między nimi. Podobało mi się i z przyjemnością czytałam kolejne strony. Trochę zgrzytał mi epilog z perspektywy Ronana, bo jednak to już trochę dla mnie za dużo, zwłaszcza te wydarzenia sprzed 8 miesięcy, a także denerwowały mnie niektóre bezmyślne zachowania Evie, jednak ostatecznie nie popsuło mi to miłego odbioru lektury. Podsumowując, Love Inn czyta się z przyjemnością i zaciekawieniem, mając w głowie gotowe obrazy niczym z filmu. Fajnie spędziłam z tą historią czas, nawet mimo kilku małych zgrzytów i już wiem, że będę chciała nadrobić inne książki autorki. A Wy, wybierzecie się do Nelson, by odwiedzić Love Inn?
Powiem Wam, że nie miałam oczekiwań co do tej książki. Bardzo spodobał mi się pomysł na fabułę - ratowanie hotelu wydawało mi się czymś ciekawym.
Niestety nie wszystko w tej książce mi się podobało.
Największy problem miałam z relacją głównych bohaterów. Ronan od samego początku pokazuje, że Evie nie jest mu obojętna - jest o nią zazdrosny i ciągle rzuca jej aluzje, z których można wyczytać jego uczucia.
Tylko, że te uczucia wydawały mi się przesadzone i nieuzasadnione. Dostaliśmy jedynie wzmiankę o ich przeszłości, a dopiero w epilogu namiastkę tamtej chwili, która pokazywała, skąd wzięła się jego fascynacja.
Evelyn nieustannie przedstawiała go jako chłodnego i pozbawionego uczuć mężczyznę, ale ja nie dostrzegałam w nim tych cech. Może kiedyś taki był - super. Ale ja dostałam to, co było teraz.
Zdecydowanie zabrakło perspektywy Ronana, która pomogłaby lepiej zrozumieć jego zachowanie.
Sama Evie dość często mnie irytowała. Ignorowała sygnały wysyłane przez Ronana i ciągle trzymała się tego, że on jest chłodny i zdystansowany (chociaż nie był!!). Miałam wrażenie, że ich relacja kręci się w kółko.
O wiele bardziej podobał mi się wątek związany z hotelem i próbą jego uratowania. Pojawiające się intrygi nadały dynamiki i sprawiały, że chciałam poznać dalszy ciąg wydarzeń.
Rodzice oraz były partner bohaterki wzbudzili we mnie tyle negatywnych emocji, że miałam ochotę zamknąć ich w tym hotelu i zapalić zapałkę.
Ostatecznie wątek hotelu okazał się dla mnie ciekawszy niż sam romans, chociaż zwroty akcji okazały się bardzo przewidywalne.
Nie polubiłam się ze stylem autorki, ale może Wam przypadnie do gustu.
Jesienny klimat, małe miasteczko pełne tajemnic, hotel z problemami i mężczyzna, który zdecydowanie nie należy do tych łatwych w obsłudze… Ta książka ma idealny klimat na 🍂
Evelyn wraca do rodzinnego miasta z nadzieją, że przejmie hotel po dziadkach. Niestety, zamiast spełniania marzeń czeka ją zderzenie z brutalną rzeczywistością. Hotel tonie w długach, jej rodzice bankrutują, a na domiar złego Evie odkrywa, że jej chłopak nie był jej wierny. Jakby tego było mało, rodzice nadal naciskają na ślub, a burmistrz chętnie położyłby ręce na rodzinnym interesie Evelyn.
Dziewczyna nie zamierza jednak tak łatwo się poddać. W walce o hotel postanawia poprosić o pomoc swojego dawnego wykładowcę Ronana. I tutaj robi się naprawdę ciekawie!
Ronan to facet, którego można by nazwać diabłem w ludzkiej skórze. Przystojny, nieprzystępny, piekielnie dobry w swoim fachu i zdecydowanie nie taki, za jakiego można go początkowo uważać. Specjalizuje się w ratowaniu hoteli przed upadkiem i zgadza się pomóc Evie, ale oczywiście ma swoje warunki, własne zasady i tajemnice, które sprawiają, że trudno go rozgryźć.
Najbardziej podoba mi się tutaj połączenie jesiennego klimatu z atmosferą małego miasteczka, w którym każdy coś wie, a za pozornie spokojną codziennością kryje się mnóstwo sekretów. Do tego walka o rodzinny hotel, intrygi, trudne relacje i Ronan…
To historia, która łączy romantyczne napięcie z rodzinnymi problemami i tajemnicami. A ja uwielbiam, kiedy bohaterowie muszą zmierzyć się nie tylko z własnymi uczuciami, ale również z całym chaosem, który funduje im życie. To bardzo przyjemna lektura idealna na jesienne wieczory.
Ostatnio wróciłam z najpiękniejszego i najbardziej jesiennego hotelu, jaki znam. 🍂
„Love Inn” Magdaleny Szponar to książka, która otuli Was jak ciepły kocyk i herbatka w te deszczowe dni i tak jak ja będziecie chcieli przenieść się do jednego z apartamentów Love Inn w Nelson.
Kiedy Evie Carter wraca do swojego rodzinnego miasteczka, aby poprowadzić hotel, który od pokoleń należy do jej rodziny, zastaje czysty chaos i same problemy. Jej narzeczony ją zdradził, rodzice chcą zmusić ją do ślubu, a jej ukochany hotel tonie w długach. A więc co może zrobić nasza główna bohaterka? Prosi o pomoc Ronana Gauthiera – legendę hotelarstwa i swojego byłego profesora. Myślę, że wszyscy wiemy, co będzie dalej! <3
Magda Szponar świetnie tworzy cosy romanse, które chwytają Was za serce od pierwszych stron i zostają z Wami na długo. Tym razem nie jest inaczej! Historia jest pięknie napisana, a my poznajemy całą masę postaci, które razem z naszymi bohaterami tworzą ten hotel. Relacja między Ronanem i Evie, z początku bardzo niezręczna i poważna, z czasem przeradza się w coś niezwykle ciepłego i pełnego wsparcia.
A Ronan Gauthier? Proszę, niech ktoś mi załatwi kogoś, kto patrzy na mnie tak, jak Ronan patrzy na Evie. 🥹❤️
W tej książce znajdziecie również zagadkę rodzinną, która intryguje nas przez całą historię. Sami możemy zamienić się w detektywów i odkrywać kolejne wskazówki razem z Evie. Dzięki temu mamy odskocznię od romansu, a cała historia jest naprawdę dobrze wyważona.
Wizyta w hotelu Love Inn to must-have tej jesieni! Obiecuję, że będziecie się świetnie bawić. A Wy, którzy nie lubicie jesieni? Może dzięki tej historii zmienicie zdanie? 🍂🤎