"Please kill me” to książka o historii punka, w której hasło „sex, drugs and rock 'n' roll” odarte jest całkowicie z jakiegokolwiek romantyzmu - kuszący mit staje się w niej rozczarowującą, bezideową rzeczywistością, a idole śmiesznymi ludźmi. Najbardziej szkoda mi Patti Smith.
Autorzy książki, McNeil i McCain, zrezygnowali ze zwyczajnego pisania o punku, nie mamy w książce narracji, autorskich komentarzy, jest natomiast wielogłosowa opowieść, której autorami są członkowie punkowych kapel, producenci i osoby, które były częścią punkowego środowiska – książka składa się wyłącznie z ich wypowiedzi (McNeil pojawia się w książce, ale nie jako autor, bardziej jako bohater wydarzeń).
A więc jest prawie jak u Swietłany Aleksijewicz – otrzymujemy polifoniczy obraz wydarzeń. Co jest niezwykle ciekawe, bo to oznacza, że jedną historię, jedno wydarzenie opisuje kilku bohaterów, którzy widzą daną sceną z kilku różnych perspektyw.
Wartość takiej metody prowadzenia opowieści ujawnia się najlepiej wtedy, kiedy wersje wydarzeń poszczególnych bohaterów różnią się od siebie lub kiedy to samo wydarzenie jest oceniane przez bohaterów w odmienny sposób. Czytelnik ma wtedy okazję sam wyrobić sobie zdanie na temat opisywanego wydarzenia – służą mu do tego bezpośrednie relacje bohaterów książki, a nie tak jak w przypadku tradycyjnej narracji, jedna, najbardziej prawdopodobna wersja, zlepiona przez autora.
Z tego względu ta książka mogłaby być świetnym materiałem dla studentów dziennikarstwa lub przyszłych reporterów, na podstawie którego można byłoby zorganizować zajęcia z prawdy w reportażu.
Forma tej książki, czyli zbiór wypowiedzi bohaterów, sprawia, że czytelnik dostaje do ręki opowieść bez retuszu (w tradycyjnym reportażu autor może wygładzić kanty opowieści, okrzesać słowa, nadać wypowiedziom szerszy kontekst), być może bliższą prawdzie. Ale jest to prawda, która mnie osobiście rozczarowała.
„Please kill me” to bardziej opowieść o ćpaniu i ruchaniu, a mniej o muzyce. Przeciekawa, bo w rolach ćpunów i kochanków są Iggy Pop, Lou Reed, Joey Ramone i inni, ale rozczarowująca, bo oto okazuje się, że treścią ich życia nie była wcale muzyka, a dawanie sobie w żyłę. Że życie na krawędzi, które badacze kultury opisują jako kontestację rzeczywistości, bunt młodych, było zwykłą łobuzerką na haju. Że może i chodziło o muzykę, ale w równym stopniu, co o zaliczenie nowych kobiet i mężczyzn, w równym stopniu, co o zdobycie nowej działki.
Nawet Patti Smith, poetka w gronie zaćpanych prymitywów, jest w oczach jej znajomych i przyjaciół arogancką, zadufaną karierowiczką. Zupełnie niepodobną do tej, którą znamy z autobiograficznej książki „Poniedziałkowe dzieci”. Ale to też jest prawda o Patti Smith.
Porównanie tych dwóch prawd – prawdy, którą Patti Smith napisała o sobie w „Poniedziałkowych dzieciach” i prawdy opowiedzianej o niej przez jej znajomych – jest szczególnie interesujące. Jakbyśmy oglądali dwie zupełnie inne osoby. Jakbyśmy czytali o dwóch różnych światach.
Ale to jest w „Please kill me” najlepsze, że konfrontuje czytelnika z zupełnie inną wizją niż ta, do której był przyzwyczajony. Piszę tutaj o sobie. I że te wszystkie muzyczno-towarzyskie anegdotki znane z innych publikacji o muzyce tamtego czasu, zyskują w książce McNeil i McCain kantów, zaczyna w nich tętnić krew prawdziwych (zaćpanych) ludzi, przestają być tylko anegdotkami, stają się prawdziwym życiem.
Jeśli interesujecie się punk rockiem, to koniecznie.